problem z mężem:(

10.11.05, 15:41
Jestem pół roku po ślubie i tyle samo w ciąży, powinnam być szczęśliwa, a
jednak... Mój mąż mimo iż potrafi być bardzo kochany nie dorosł chyba do
małżeństwa, a tym bardziej do czekającej go roli ojca:( Ciągle słysze że
zawsze sam się martwł o siebie i robi wszystko żeby jemu było jak najlepiej,
ale zapomina o mnie. Nie dociera do niego że małżeństwo, oprócz przyjemności
niesie za sobą pasmo obowiązków i wyrzeczeń i tak właściwie o ile z nowymi
obowiązkami radzi sobie nieźle, to o wyrzeczeniach nie ma mowy. Niedługo
pojawi się dziecko, a my na ten cel nie mamy odłożonych środków, ponieważ
małżonek nie jest w stanie zrezygnować z niczego i zawsze jak ma na coś
zachciankę, ulega jej. boje się, mało czasu zostało do rozwiązania a ja nie
wiem za co kupimy wózek i całą wyprawkę, cały czas słyszę że w przyszłym
miesiącu odłożymy, ale wiadomo co przyniesie następny miesiąc? Już nie mam
siły ciągle chodze zdenerwowana, boje sie że to sie odbije na dzidziusiu:(
czy każdy facet to duży chłopiec, który myśli tylko o swoich zabawkach, czy
po prostu ja na takiego trafiłam. nie moge, facect który był całym moim
życiem i światem nie rozumie mnie, uważa że panikuję, a najgorsze jest to że
najpierw bez jakichkolwiek skrupułów doprowadza mnie do łez, zostawia samą w
takim stanie, a z pół godziny wysyła sms "kochanie nie denerwuj sie, kocham
cie", nie rozumiem go, moze ktoras z was potrafi mi poradzic co mam zrobic,
jak dotrzec do niego?
    • ya.79 Re: problem z mężem:( 10.11.05, 16:08
      jako kubeł zimej wody proponuję abyś go wzieła na spacer po sklepach np. z
      wózkami w celu zorientowania się w cenach i wstępnego wyboru. Następnie
      siądzcie razem w celu kalkulacji kosztu wyprwki. A Tobie radzę się nie
      przejmować, w ten sposób nic nie zmnienisz, a sobie tylko zaszkodzisz. Ponadto
      skoro on się nie przejmuje ty też się nie przejmuj i mu o tym powiedz. Faceci
      czują się zwolnieni z obowiązku jeśli ktoś ich w tym wyręcza.
      • amwaw Re: problem z mężem:( 14.11.05, 13:53
        Popieram- polecam zrobienie listy wyprawkowej i spisanie razem( bez wyrzutów,
        nie mówiąc, że to po to, żeby mu uświadomić ceny) ile każda, nawet drobna rzecz
        kosztuje.Gotowe listy wyprawkowe:
        www.rodzicpoludzku.pl/po_porodzie/wyprawka.html
        www.noworodek.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=89
        www.maluchy.pl/porada/192
        Jak już spiszecie i zobaczy ile to kosztuje- z pewnością go to otrzeźwi.
        A i tak sporo jest do dokupienia po porodzie..
        Pozdrawiam
    • million Re: problem z mężem:( 10.11.05, 17:58
      andap,
      przeczytałam Twój post i zobaczyłam w nim moje małżeństwo...
      jestem prawie 2 miesiące po ślubie, od 7 lat jesteśmy razem,
      nie mamy jeszcze dzieci, ale bardzo ich chcemy
      Mój mąż jest rozkosznym optymistą, który zawsze zakłada że będzie dobrze, że
      nie ma sensu się zamartwiać. Ostatecznie jednak to ja muszę rozwiązywać
      problemy i mysleć za nas oboje.
      On nie zauważa, że trzeba pomalować mieszkanie, że dobrze byłoby kupić szafkę
      bo serwis ślubny nadal trzymam w pudłach, że garnitur w którym chodzi jest juz
      mocno zniszczony.
      Jemu nic nie jest potrzebne, wg niego w naszym domu niczego nie brakuje,
      niczego nie trzeba zmieniać. po prostu dobrze jest jak jest.
      Zaraz ktoś napisze, że czepiam się, że zepsuta pralka i niepomalowane ściany
      przesłaniają mi świat. Ale chyba właśnie na tym polega małżeństwo, żeby
      wspólnie zajmować się także pierdołami.

      Jesteśmy swieżo po organizacji ślubu i podróży poślubnej. Udział mojego Męża
      polegał na tym, że chodził na nauki i kurs tańca no i rozwoził ze mna
      zaproszenia.
      Cała reszta była na mojej głowie, dobrze że pomagał mi Tata bo inaczej bym
      sobie nie poradziła. To ja wybrałam zaproszenia, salę, DJ, ustaliłam listę
      gości, znalezłam biuro podróży, wybrałam wycieczkę, to ja musiałam podjąć
      tysiąc małych i dużych decyzji.
      Obydwoje pracujemy, wychodzimy do pracy rano, wracamy wieczorem, obydwoje mamy
      absorbującą pracę i wymagajacych szefów.
      Jeśli zapytam mojego Męża czy cośtam załatwił, sprawdził, gdzieś zadzwonił,
      kupił chleb na kolację, On obrażony odpowiada: No przecież byłem w pracy!!
      Ja też do cholery byłam w pracy!!!
      Czasami mam dość, chciałabym, żeby ktoś pomyślał za mnie.

      Może problem nie tkwi w tym, że oni są duzymi chłopcami tylko w tym, że my tak
      bardzo staramy się im matkować i być takie idealne.
      Po co mój Mąż ma się czymś przejmować coś sam zrobić skoro wie że ja mogę
      zrobić to za niego i dzięki temu On nie musi się wysilać. Poza tym nie mozna
      czegoś spieprzyć jak się nic nie robi, prawda?

      Nasi mężowie po prostu wiedzą, że nie muszą się niczym martwić bo od tego mają
      swoje żony.
      Może powinnyśmy sobie trochę odpuścić... przestać się tak bardzo wszystkim
      przejmować...
      Pozwolić im podejmować decyzję i... niech się dzieje co chce...
    • philipsaz1605 Re: problem z mężem:( 14.11.05, 13:22
      nerwy nic nie pomogą.Wiem, że to cięzko nie denerwowac się w takicvh sytuacjach.
      Próbuj spokojnie rozmawiac z nim, tłumaczyć, nie podnosząc tomu głosu. On pewnie
      zatrzyma ł sie na etapie "piaskownicy". Mimo, że jest już "uwiązany" , za moment
      czekaja go powazne obowiązki zyje życiem luzaka.Próbuj rozmawiać o przyszłym
      zyciu dziecku, zabieraj go na zakupy rzeczy dla potomka, aby spróbował ci
      doradzić , wybrac cos itp itd. POWODZENIA:))
      • kaska123 Do Million 14.11.05, 13:36
        A moze sprobuj nie kupic chleba na kolacje, przeciez moze nie byc kolacji bo ty
        bylas w pracy,pare takich akcji nie tylko dotyczace jedzenia,moze zabierze sie
        za cos.
        I przyklad z mojego zycia,najlepiej zapros kogos lub wieksza ilosc osob w
        roznych odstepach czasu i najlepiej gdyby byly to osoby z ktorymi on sie liczy
        lub krytyka jakis osob by go zabolala. I nich goscie pouragaja co to za
        gospodarz, co to za mezczyzna czy cos w tym rodzaju
        • million Re: Do Million 14.11.05, 15:08
          Problem polega na tym, że już to ćwiczyłam...
          niestety jeśli ja czegoś nie zrobię, to jest niezrobione i już
          Jeśli nie kupię tej cholernej szafki to przez najbliższe 100 lat będziemy
          potykać się o pudła z serwisem.

          Kłopot z moim Mężem polega na tym, że On nie wykazuje inicjatywy.
          Jemu po prostu nic nie jest potrzebne.
          Dla Niego brak chleba na kolację nie jest problemem, zawsze przecież mozna
          odgrzać jakąś mrożonkę albo zamówić pizzę.

          Wielokrotne rozmowy na ten temat nie dają żadnych rezultatów, On, pewnie dla
          świętego spokoju, przyznaje mi rację a po jakimś czasie wszystko wraca
          do "normy".
          W sobotę się zbiesiłam i wbrew uświęconej tradycji nie uprasowałam mu koszul, w
          ogóle tego nie skomentował i poszedł dzisiaj w pogniecionej.
          Najwyraźniej ma to w du..., a mnie jest wstyd, że chodzi w pogniecionych
          ciuchach, bo mam poczucie, że to źle świadczy o mnie a nie o nim.
          Jej, jaka ja jestem głupia.






          • kaska123 Re: Do Million 14.11.05, 15:13
            Skoro on juz w organizacji slubu malo sie udzielal to moglo to dac do myslenia,
            ale... ja radze a wlasnych rad zastosowac nie umiem :(
            Moze nie prasuj,nie pierz jego rzeczy, kolacje sobie organizuj sama moze w
            pracy cos zjedz,wiesz na dluzsza mete on nie da rady tak zyc
            • million Re: Do Million 14.11.05, 16:51
              najgorsze jest to, że znamy się od 7 lat, przez kilka lat przed slubem
              mieszkaliśmy ze sobą. To nie jest tak, że on się zmienił po ślubie, że
              wczesniej był inny. Zawsze tak było. Zawsze zdawałam sobie z tego sprawę.
              Zapytasz pewnie czy liczyłam, że po ślubie będzie inaczej, nie wiem - może
              trochę.
              Co do Twojej rady - nie wiem czy będę umiała się powstrzymać....
              • kasiajka Million, nasi mężowie to chyba bracia... 15.11.05, 13:39
                • kasiajka Re: Million, nasi mężowie to chyba bracia... 15.11.05, 13:45
                  Mój mąż nie wymaga ode mnie absolutnie niczego:
                  - nie ma obiadku, to trudno, zje kanapki;
                  - kiedyś prasowałam mu koszule, zaprzestałam i nawet tego nie zauważył;
                  ale niestety od siebie również... Tzn. jak coś mu zlecę, zrobi to (po 5-krotnym
                  powtórzeniu magicznego słowa "zaraz", ale zrobi), ale sam się niczego nie
                  domyśli. Jak zostawiam go na dłużej z córką, muszę mu powiedzieć co ma jej dać
                  do jedzenia i o której godzinie, bo raz na obiad dał dziecku kanapki ;). Taki
                  typ i już, nie warto się przejmować.
                  • million Re: Million, nasi mężowie to chyba bracia... 16.11.05, 10:59
                    Kasiajka,
                    piszesz o moim mężu!

                    niestety jeszcze nie umiem się nie przejmować
                    czasami mam ochotę rozerwać go na kawałki
                    czasem płaczę z bezilności

                    chyba nie jesteśmy zbyt dobraną parą:
                    ja wyolbrzymiam problemy
                    on ich nie zauważa



              • burza4 Re: Do Million 16.11.05, 12:45
                mój eks byl własnie tego typu facetem, po pewnym czasie miałam dość bycia
                jedyną dorosłą osobą w małżeństwie. Partnerzy powinien dawać sobie oparcie, a
                jak szanować faceta, który zachowuje się jak duże dziecko? skoro wszystko ma
                być na mojej głowie, a mąz zachowuje się jak rozbrykany nastolatek, który mysli
                tylko o sobie - to po cóż mi taki partner?

                mi się nie udało zmienić jego podejścia, a próbowałam najróżniejszych metod
                • nojana Do Million 16.11.05, 13:28
                  Nerwy, płacz nic tu nie pomogą. Ja jestem mężatką ponad 3 lata i dopiero
                  teraz "szkolę" męża. Mam dość jego niepoprawnego optymizmu, bałaganiarstwa itd.
                  Wprowadziłam jasne zasady. Jeden tydzień ja myję naczynia, jeden tydzień-on,
                  łazienkę każdy sprząta po sobie, podobnie z prasowaniem,ja myję podłogę w
                  kuchni, on odkurza w pokoju, kupił psa, więc on ma go karmić. Nadal ja trzymam
                  kasę, płacę rachunki, bo po prostu mu nie ufam w tej kwestii. On notorycznie
                  gubi forsę, potrafi nie wziąć reszty. Na początku małżeństwa latałam z
                  wywieszonym jęzorem i sprzątałam, gotowałam, prasowałam. Nie miałam czasu
                  poczytać książki. Byłam załamana. Sama nie wiem, kiedy przyszło oświecenie.
                  Teraz mam czas na wszystko. Gdy widzę, zawaloną umywalkę w łazience po prostu
                  mówię "Kochanie, goliłeś się? Więc k... posprzątaj po sobie". Na razie nie
                  myślimy o dziecku, dużo muszę w mężu zmienić zanim on dorośnie do bycia ojcem.
    • kerika Re: problem z mężem:( 14.11.05, 13:56
      weź finanse w swoje ręce!!! Namów Go na wspólne konto, a potem załóż krótkie
      lokaty terminowe (można założyć już takie od 1 dnia) i tłumacz, że nie możecie
      zbyt dużo wydawać bo oszczędzacie. Ja mam charakter Twojego męża. Też uważam, że
      wszystko przyjdzie samo i nie ma problemu! I właśnie w ten sposób z tym walczę.
      Najgorzej było odłożyć pierwsze pieniądze. Teraz już jest lepiej, bo tylko
      dokładam i odnawiam lokaty. Oszczędzanie takie bardzo mi się podoba! Bo nie
      dość, że mam wreszcie kontrolę nad pieniędzmi i wiem gdzie są i ile ich jeszcze
      mogę wydać, to oszczędności same pracują na siebie. Na zwykłym koncie nie mogłam
      odłożyć nic, podobnie w domu. Skarbonki, portfele pochowane na dnie szuflady "na
      czarną godzinę" to nie dla mnie. Ale lokaty owszem. Można założyć lokatę już na
      500 zł. Na dowolny czas. Im dłużej tym lepiej oprocentowane. Praktycznie
      wszystkie banki mają coś takiego w swojej ofercie. Do tego można te lokaty
      zakładać samemu przez internet. Tak jest w millenium, mbanku, pko sa, lukasie,
      ing. Oprocentowanie jest różne. Od 1,5% do 6% w skali roku. zależy od banku,
      kwoty i terminu. Polecam! I teraz mój mąż się zaczął denerwować, że wszystkie
      pieniądze najchętniej bym na lokatach umieściła, a żyła za debet :)
      Powodzenia!
    • sylwiq znam to... 16.11.05, 15:34
      wiesz jestem mezatka od 10 miesiecy, i mamy juz malutka coreczke. Ale kiedy
      bylam w ciazy to bylo podobnie. Ja juz od momentu kiedy sie dowiedzialam ze
      jestem w ciazy chcialm leciec do sklepu i kupowac jakies ciuszki, czapeczki czy
      buciki. I myslalam ze moj maz kiedy sie dowie to podzieli moj entuzjazm.
      Tymczasem bylo zupelnie inaczej. Vieszyl sie i to bardzo, ale powtarzal
      wciaz:"poczekajmy". Wynikalo to z tego, ze w poprzednim jego zwiazku , jego
      dziewczyna dwa razy zachodzila w ciaze i dwa razy poronila. Wiec on teraz
      obawial sie, ze zle sie to skonczy.

      Ja wykazywalam zrozumienie. I czekalismy. W osmym miesiacu nie bylo nic dla
      dzidziusia. Poza paroma drobnymi rzeczami, bo ja zeby zaspokoic swoja
      potrzebe "tworzenia gniazdka" kupowalam co jakis czas jakies drobne, niedrogie
      rzeczy jak czapeczka, smoczek,mydelko, szcoteczka....

      Pod koniec osmego miesiaca namowilam meza zeby kupic fotelik do samochodu, zeby
      przynajmniej miec jak przywiesc malutka ze szpitala. Fotelik juz byl, ale na
      ttym koniec. Moj maz powtarzal :nie martw sie, jak dziecko bedzie z nami to ja
      wszystko zorganizuje" a ja zamiast sie denerwowac, zaufalam mu. I sama
      przygotowywalam sie z innej strony:duzo czytalam, rozmawialam na forum z
      dziewczynami ktore tez mialy teramin tak jak ja, chodzilam na kurs
      hiszpanskiego, bo nareszcie mialam na to czas.
      Kiedy szlam do szpitala wzielam ze sona tylko takie rzeczy jak peluszki,
      chusteczki nawilzane,krem do pupci,pare ciuszkow dla Wiki i koszule dla mnie.

      Kiedy wikusia przyszla na siwat odrazu oczarowala tatusia. Gabrys dotrzymal
      slowa. Jak juz sie napatrzyl na coreczke, pojechal do sklepu i kupil najdrozsze
      lozeczko jakie bylo. Skrecal je cala noc, bo i tak z wrazenia nie moglby zasnac.
      Kiedy przyjechalysmy do domku dopiero wtedy zabralismy sie za reszte. Na
      allegro zamowilismy wozek (bardzo sobie chwale allegro), od znajomych
      dostalismy ciuszki, a reszta rzeczy wyszla w praniu. kiedy okazalo sie, ze
      musze odciagac pokarm, maz skoczyl do apteki po odciagacz. kiedy okazalo sie ze
      wikusia sie nie najada, skoczyl do smyka po butelke i mleko modyfikowane...

      No jednym slowem wszystko dobrze sie skonczylo.

      Faceci juz tak maja, ze jak nie zobacza to nie uwierza.
Pełna wersja