mrowkojad2
28.11.05, 09:42
Mam następujący problem, właściwie to nie powinien być nawet mój problem, ale
niestety stał się nim. Moja siostra kilka tygodni temu zakończyła swój
długoletni związek, mieszkała razem ze swoim facetem, wszystko wskazywało
raczej na to, że będą ze sobą forever and ever, a tu nagle ona zrywa.
Powodem było to, że się zakochała w chłopaku najbliższej przyjaciółki, który
jednoczesnie był dobrym kumplem jej faceta. Siostra wyprowadziła się, mieszka
teraz sama, ani jej eks, ani przyjaciółka, z którą ten jej chłop, a obecny
mojej siostry, też zerwał, nie mają pojęcia o prawdziwym powodzie rozstania,
mimo że było 1000 okazji, żeby im to powiedzieć i trochę czasu juz minęło,
więc raczej by nie skoczyli z mostu rażeni szokiem. Ja uważam, że moja
siostra gra nie fair, że powinna powiedzieć, bo skoro była tak odważna, żeby
wejść w ten związek, to powinna również załatwić całą sprawę. Ale nic jej nie
mówiłam, wspierałam ją i pomagałam, zresztą nadal pomagam. Wczoraj zadzwonił
do mnie ojciec (moja sytuacja jest dosyć skomplikowana, w każdym razie z
ojcem jestesmy o wiele bliżej niż z matką, bo siostra wreszcie do niego
zadzzwoniła z wieścią o zmianach w swoim życiu, zadzwonił do mnie, a ja, nie
wiedząc, co siostra mu poiedziała, a co nie, dosyć pobieżnie wyjaśniłam, co
się stało, i że ma nowego chłopa, ale nie wchodziłam w szczegóły, kto to
jest itd. No i kiedy dziś powiedziałam siostrze o tej rozmowie, ona się na
mnie obraziła i stwierdziła, że sama chciała ojcu powiedzieć, że kogoś ma.
Nie bardzo w to wierzę, bo w sumie nie jest w stanie podjąć tej rozmowy ani z
eksem, ani z przyjaciółką. Ojciec martwi się o nią, ale raczej nie ma
możliwośći ani chęci ingerowania, jesteśmy już dorosłe i niezależne. Mam
teraz doła, może faktycznie niepotrzebnie ojcu powiedziałam.