smutno mi ...

29.11.05, 10:49
Nie musicie tego czytać, ale po prostu odczuwam niesamowitą potrzebą przelać
to gdzieś, może więc niech będzie tu.Kolejna sprzeczka o nic. Ja podniosłam
głos, on podnióśł głos jeszcze bardziej, mi sie zrobiło smutno, bo to bez
sensu kłócić się o byle co. On nie chciał ustąpić, powiedział mi parę
niemiłych słów i trzasnął drzwiami.Pewnie wróci, ja go przeproszę, bo nie mam
siły się kłócić - nienawidze tego kłócenia, rujnuje mnie to od wewnątrz. I
potem bedzie super - jakby nic się nie stało, aż do następnego razu. I tak w
kółko - huśtawka nastrojów. Stałam się przez te sytuacje (na które nałozyły
się remont w mieszkaniu, zakup nowych rzeczy, które nie zawsze dziłają tak
jak byśmy chcieli)bardzo jakaś nerwowa. Łatwo mnie wyprowadzić z równowagi,
jak tylko się zdenerwuję - zaczyna boleć mnie brzuch. Jak próbuję o tym
rozmawiać, to on twierdzi, że to nie jego wina, że sama się wpędzam w taki
stan.Może i sama - już nie wiem.Do tego mam nerwową pracę i oczekiwałabym
trochę zrozumienia, ja rozumiem że jego praca tez jest nerwowa i staram się
go wspierać, jak ma zły humor. ALe on twierdzi,ze moja praca nie jest nerwowa
i problemy, które w niej mam powinnam rozwiązać stanowczo (w stylu pójść do
szefa i powiedzieć mu co o nim myślę i o tej całej firmie, za co on powienien
mi dać awans że mu otworzyłam oczy na pewne problemy)- co mnie jeszcze
dodatkowo wpędza w stan nerwowy, bo na nic się zdadzą moje tłumaczenia, że ja
tak nie umiem ,a po drugie przyniosłoby to efekt odwrotny od zamierzonego. No
i znowu powód do sprzeczki itd. Czasem czuję się z tym wszystkim jak
siłaczka. Może któraś z Was przeżywa podobne historie, to byłoby mi raźniej.
    • polarna77 Re: smutno mi ... 29.11.05, 11:08
      Wem co przeżywasz... niestety. Też mam stresującą pracę, wszelkimi siłami dążę
      do wyprowadzki od teściów itd. I to wszystko bardzo mocne odbija się na moim
      małżeństwie. Mąż chce tego samego co ja, ale natłok problemów powoduje, że o
      byle co rzucamy się sobie do gardeł. Smutne, nie?- dwoje kochających się i
      dobranych jak "w korcu maku" ludzi jest tak totalnie zależnych od okoliczności
      zewnętrznych...
    • miss10 Re: smutno mi ... 29.11.05, 11:17
      Rozumiem Cie doskonale. Jesteś dziś moją bratnią duszą. Ja też się wczoraj
      pokłóciłam z moim mężem, nawet spaliśmy oddzielnie. Pokłóciliśmy się o to, że
      za mało czasu spędzamy razem - dużo pracujemy, a wieczorami zamiast nacieszyć
      się sobą mój małżonek dzwoni sobie do swojej rodzny i gada godzinami. Juz nie
      wiem co mam robić... A na to jak mu mówię, żebyśmy pobyli ze sobą mówi, że
      przecież jest ok, a ja chyba jestem egoistką.
      • gracios Re: smutno mi ... 29.11.05, 11:31
        Ja mysle, ze wiekszosc mlodych mezatek ma takie problemy i nie ma sie czemu
        dziwic, naprawde. Po prostu przez pierwsze lata malzenstwa my musimy sie
        dotrzec...A zreszta ile razy slyszymy jak nasze mamy czy ojcowie robia to samo
        po 20 czy 35- latach malzenstwa. Nie oszukujmy sie, takie przypadki zdarzaja
        sie w wiekszosci malzenstw i to jest jedyne pokrzepienie ;)Z drugiej strony, my
        kobietki jestesmy bardziej wrazliwe, inaczej patrzymy na wiele rzeczy,
        dodatkowo to my zostalysmy "obdarzone" hustawka nastrojow przed miesiaczka
        (PMS), mowi sie trudno...
        Mnie tez czasem sie wydaje, ze juz nie mam sily, ze nie dam rady a jednak..!!
        Oboje mamy ciezkie charakterki, przez co czasem sie gryziemy, ale i tak bardzo
        sie kochamy i jestesmy o tym przekonani.
        I ty pewnie tez tak masz...Nie przejmuj sie, to normalne..Glowa do gory,
        jestesmy razem;)!
    • azurro69 Re: smutno mi ... 29.11.05, 11:56
      ja tez sie wczoraj poklocilam... o totalna bzdure.
      I zalozenia miłego wieczoru po ciezkiej pracy pękły jak bańka mydlana.
      Widocznie kazda z nas musi przejsc przez czas docierania sie ... powodzenia
      • oso_ondo Re: smutno mi ... 29.11.05, 12:06
        rozumiem. mnie tez smutno, choc sie nie poklocilismy, ale nie rozmawiamy.
        Wlasicwie to ja sie zamknelam, zeby nie rozmawiac o tym, co mnie gryzie, bo
        moglabym go zranic, a tak tylko mnie jest przykro. moze bez sensu troche, ale
        chyba lepiej. mam nadzieje, ze troche czasu minie i znow bedzie dobrze. i Tobie
        tez tego zycze. trzymaj sie!
        • s.dominika Re: smutno mi ... 29.11.05, 12:29
          Dziewczyny dzięki. Od razu mi raźniej - choć to wcale nie znaczy, że mniej smutno.
          • lillak1 Re: smutno mi ... 30.11.05, 10:25
            Wy przynajmniej macie nadzieję , że będzie lepiej [i oby tak było]. Ja już
            przestałam na to liczyc. My się JUŻ nie kłócimy ,my się kulturalnie nie
            odzywamy do siebie .Dodam , że jesteśmy ze sobą tyle lat ,że nie ma co liczyc
            na ,,dotarcie".
            • klotylda78 Re: smutno mi ... 30.11.05, 14:49
              Lillak:
              czy nie szkoda ci czasu nieodzwanie sie??? przeciez kochasz swojego mezczyzne...
              kazde milczenie (mam na mysli dluzsze) to stracony czas! nie wyobrazam sobie
              klasc sie do lozka sklocona z mezem, zawsze zyczymy sobie Dobrej Nocy, pomimo
              roznych zdan i pogladow przez ktore dochodzi do klotni. Zawsze sobie wtedy mysle
              czy wiadomo czy jutro sie czlowiek obudzi...?
              Moi rodzice potrafili sie nie odzywac przez kilka dni, tygodni a nawet
              miesiecy, stwierdzilam, ze nie powiele i nie bede powielac ich bledow... za
              bardzo przeciez kocham swojego meza!
              Pozdrawiam serdecznie, jestem z Wami...

              • lillak1 Re: smutno mi ... 30.11.05, 15:22
                Doceniam twoją radę.Jest w tym racja, ale kiedy tylko zaczynam roznowę na temat
                tego dziwnego związku, mężuś mówi, że:nie będziemy mówic o tym przy dzieciach,
                mówie niewłaściwym tonem ,moja postawa wyraża agresję..itp.itd.wtedy
                rzeczywiście szlak mnie
                trafia. n
Pełna wersja