hmura123
01.12.05, 12:10
Jesteśmy razem prawie 3 lata, znamy się od ponad 6. Praktycznie nic już nas
nie łączy, oddalamy się od siebie, coraz mniej rozmawiamy, sex uprawiamy
niestety coraz rzadziej, obecnie 2-3 razy w miesiącu, a zdarza się że i
wogóle. Nie jesteśmy małżeństwem, nie mamy warunków ani u mnie ani u niego,
on pracuje codziennie od rana do późna, po prostu nie ma gdzie i kiedy, a na
wynajęcie pokoju w hotelu nas nie stać. Kiedyś było inaczej, on miał inną
pracę poświęcał mi więcej czasu, mieliśmy tematy do rozmów, chodziliśmy do
znajomych, teraz praktycznie się nie widujemy, a jeśli już to on jest
wiecznie zmęczony i od razu chce jechać do siebie do domu (ja niechętnie tam
bywam, bo nie jestem mile widziana). On mówi żeby wytrzymać jeszcze rok, za
rok kupuje mieszkanie, a ja nie wiem czy wytrzymam - nie chodzi mi tu
bynajmniej o sex, bo nigdy nie był on dla mnie podstawą związku, chodzi o
bliskość, o czas który sobie poświęcamy, o rozmowy, wypady do kina, miłe
słowo. Czasem są chwile kiedy jest dobrze planujemy wspólne życie, ślub, mamy
marzenia i chcemy je spełniać. Jednak coraz więcej widzę negatywów, bo czuję
że od 2 lat nasz związek stoi w miejscu, mamy plany których nie realizujemy,
on jest zajęty zarabianiem pieniędzy - chce być bogaty żeby mi wszystko
zapewnić, po to też jak mówi kupuje mieszkanie, dla nas, a ja myślę że
bardziej dla siebie robi to wszystko. Po prostu czuję, że przez ten rok po
prostu nie dam rady, będziemy musieli się rozstać, że nic się nie zmieni, bo
jakby miało się coś zmienić to by się zmieniło przez ostatnie 2 lata.
Wszelkie rozmowy z nim na te tematy odpadają, on uważa że to są moje problemy
i nie traktuje mnie poważnie, mówi że musi zarabiać pieniądze i nie mogę od
niego wymagać żeby spędzał ze mną cale dnie (czego nie wymagam, chcę po
prostu aby po przyjściu z pracy zainteresował się mną,a nie komputer czy TV,
i tak spędza u mnie niewiele czasu bo zaraz pędzi do domu na obiad albo
położyć sie wcześniej spać). Myślę że może gdy zmaieszkamy razem, będziemy
mieli więcej czasu dla siebie, że może wszystko ulegnie zmianie, bo naprawdę
nie zależy mi na rozstaniu, chcę po prostu by było jak dawniej, bo na razie
wszystko jest ważniejsze ode mnie i od naszych planów (choćby zaręczyn które
ciągle odkłada na później).