mój narzeczony bawi się beze mnie

02.12.05, 09:48
:(

na imprezy rodzinne jeździ sam, na urodziny kuzyna idzie z kuzynką, a ja sobie siedzę w domu, bo nikt z nich mnie nie zaprasza, co jemu też wcale nie przeszkadza. tak tylko chciałam wylać tu kilka słów goryczy. jak się je wyleje, to zawsze trochę lżej.
    • andula_t Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 09:51
      trochę to dziwne
      • ala.b30 Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 09:53
        To nie dziwne, to nienormalne.
      • rosa_de_vratislavia Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 15:54
        andula_t napisała:

        > trochę to dziwne

        to BARDZO dziwne.
        Ja bym chyba przestałą o tym człowieku mówić "narzeczony", bo on Cię zwyczajnie
        lekceważy.
        I nie ma co liczyć, ze po slubie nagle nabierze do Ciebie szacunku...
    • kosmitos Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 10:21
      mogą ci tylko pogratulować faceta; postaraj się aby już nie był twoim
      narzeczonym
    • moboj Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 10:28
      to dlaczego jest twoim narzeczonym skoro jak na dłoni widać, ze ma cię gdzieś?
      • chicarica Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 11:28
        No przecież skoro NARESZCIE się oświadczył, to ciężko go ot tak puścić w trąbę ;)
      • dziewojka Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 20:03
        Ech, taka ostra reakcja tylko podłamuje..
        Ale rozumiem.
        Rozumiem tez lepiej osoby,
        które kiedyś ktoś krzywdził,
        a one nie chciały słuchać
        takich ostrych reakcji.

        To faktycznie nienormalne.
        I bolesne dość...
        Szczególnie, że moi przyjaciele
        i rodzina zawsze podkreślają,
        że gdzie ja, tam zaproszenie ma też on.

        Nie chcę z tym walczyć, bo nie chcę też już bywac u osób,
        które zaznaczają, że zapraszają samego M.,
        chciałabym tylko zmiany taktyki eMa.
        Przynajmniej dopomnienia się,
        że ma narzeczoną, którą na huczną zabawę w gronie
        kuzynostwa i znajomych chętnie by zabrał.

        A nie tak, jak wczoraj....

        Na dodatek, głupia, myślałam, że ja też idę, po prostu! :)
        Ech, głupio to wyszło.
    • ala.b30 Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 12:39
      A ile macie lat??? Bo ja na tego typu imprezy chadzałam sama w liceum, żeby
      się, broń Boże, rodzina nie podśmiewała, że jakiegoś tam "narzeczonego" mam.
      • dziewojka Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 20:07
        ala.b30, mamy prawie po 24 lata
        i jesteśmy razem 3 lata.
        żadna rodzina się nie "podśmiewuje",
        tylko jego rodzina rozpacza, że ma "kogoś takiego jak ja"
        (temat na długą rozprawę, różnice religijne).
        do tej części rodziny sama nie chcę wpadać na kawę,
        ale jest jeszcze inna część, która teoretycznie mnie lubi,
        ale jawnie pokazuje, że mam się trzymać z boku,
        co wydaje mi się okropne, jako że w mojej rodzinie
        osobę ukochaną któregoś z członków naszego rodu
        przyjmuje się z otwartymi ramionami i chce się ją poznawać.
        No i masz ci los.
        Jedni nas kochają, drudzy traktują mnie jak powietrze kochaąc tylko jego.
        Nie mieści mi się w głowie...
        I brak jego reakcji też mi się w głowie nie mieści :(
        • rosa_de_vratislavia Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 20:26
          dziewojka napisała:

          > > Jedni nas kochają, drudzy traktują mnie jak powietrze kochaąc tylko jego.
          > Nie mieści mi się w głowie...

          O ile fakt, ze jego rodzina cię nie kocha jest do przełknięcia (no
          bywa....).....

          > I brak jego reakcji też mi się w głowie nie mieści :(

          ...to fakt, ze on przejął ten model zachowań, rokuje źle.
          W zasadzie BARDZO ŹLE.
          Bo wygląda (przepraszam, nie chcę Cię urazić, może przejaskrawiam), że
          będziesz źródłem darmowego seksu, czystych skrpetek i pełnych garnków z zupą,
          ewentualnie inkubatorem.
          Na pewno nie partnerką tego jegomościa.
          >
          • dziewojka rosa... 02.12.05, 20:31
            rosa_de_vratislavia napisała:

            > Bo wygląda (przepraszam, nie chcę Cię urazić, może przejaskrawiam), że
            > będziesz źródłem darmowego seksu, czystych skrpetek i pełnych garnków z zupą,
            > ewentualnie inkubatorem.

            Mam to szczęście, że eM sam sobie pierze,
            gotujemy obiady na zmianę,
            a temperament seksualny to ja mam o wiele silniejszy :)))

            Zbyt wiele narzeczony ma zalet i spójnych ze mną przekonań,
            żeby tak po prostu odejść.
            I zbyt wiele kosztowało nas zbudowanie tego związku -
            na przekór ogromnje rzeszy ludzi.
            Szanowana też się czuję - poza tymi dniami,
            gdy słyszę - jadę do kuzyna/kuzynki - i wiem,
            że wtedy ja zostaję sama sobie w domu.
            • rosa_de_vratislavia Re: rosa... 02.12.05, 20:54
              dziewojka napisała:

              > rosa_de_vratislavia napisała:
              >
              > > Bo wygląda (przepraszam, nie chcę Cię urazić, może przejaskrawiam), że
              > > będziesz źródłem darmowego seksu, czystych skrpetek i pełnych garnków z z
              > upą,
              > > ewentualnie inkubatorem.
              >
              > Mam to szczęście, że eM sam sobie pierze,
              > gotujemy obiady na zmianę,
              > a temperament seksualny to ja mam o wiele silniejszy :)))
              >
              > Zbyt wiele narzeczony ma zalet i spójnych ze mną przekonań,
              > żeby tak po prostu odejść.

              Ok, to już brzmi lepiej :)
              ale niepokoi fakt, że narzeczony zmienił poglądy i że przestało go "uwierać",
              ze jesteś w rodzinie traktowana jak trędowata.
              O ile moge zrozumieć, ze rodzina to religijni fanatycy, to co z Twoim
              ukochanym? Przejął ich poglądy przez osmozę?
              R.
    • morphea1 Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 15:05
      a rodzina wie ze jestescie zareczeni?
      A moze u niego w rodzinie nadal jestes ta "obca?"
      Hmm, wszytsko to dziwne, bo przeciez dlugo juz jestescie razem, wiec dla mnie
      naturalne by bylo gdyby powiedzial- w momencie gdy jest zapraszany sam- "biorę
      Dziewojkę- moją narzeczoną, ok?"
      Pozdr
      • ewcialinka Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 15:48
        rodzina wie czy nie wie jesteście parą.mój jarek zabierał mnie wszędzie ze soba
        nawet jak tylko chodzilismy ze soboą i tak zostało teraz jesteśmy
        małżeństwem ..rozmawiałś z nim o tym? przeciez to nienormalne !!!!
        • grubaska20 Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 15:53
          dziwne..
    • ilecka Re: mój narzeczony bawi się beze mnie 02.12.05, 17:17
      dziewczyny chyba powinnyscie sobie poczytac w archiwum historie dziewojki, bo
      nie jestescie w temacie.

      dziewojka , powinnas poobserwowac faceta. tzn ja nie wiem jak do konca
      wygladaja jego stosunki z rodzina ale czy on w ogole im proponuje ze przyjdzie
      z toba? czy po prostu mu to zwisa, i idzie sam, skoro ciebie nie zaprosili. a
      moze po prostu nie chce pogarszac sytuacji rodzinnej i idzie bez ciebie, ale
      tak zeby tylko odbebnic impreze. no nie wiem, ale nie zalamuj sie trzeba
      najpierw zrozumiec przyczyny zachowania. kurde no psychologiem nie jestem, ale
      tak fajnie bylo, ostatnio, nie pozwol zeby cos sie zepsulo

      buziaki
      iwona

      ps. ta z florencji, nie wiem czy pamietasz.
      • dziewojka morphea, ilecka 02.12.05, 20:25
        Jak to dobrze, ze tu jesteście Dziewczyny! :)
        Trochę znacie tą pokrętną historię prostej miłości.
        Obie rodziny powiadomiliśmy o fakcie zaręczyn tuż po nich, bo nie mogłąm z radości wytrzymać :) Moi zareagowali wspaniale, zapraszali nas na kolacje - ciocie, rodzice, dziadkowie - wszyscy, było pięknie. Rodzina eMa nie była miła, zadowolona, w zasadzie jeśli juz jakoś zareagowali, to tak tajemniczo, że żadne z nas nie zrozumiało o co im chodzi.
        Ale teraz problem tkwi nie w nich, bo oni są od nas odcięci - nawet od eMa, choć bardziej ode mnie, np. nie dzwonią do niego na telefon domowy, tylko na komórkę, bo domowy mogłabym odebrać ja. Jest też jasno powiedziane, że moja noga nie postanie w ich domu.
        Ciekawostką jest, że uznali, że po ślubie zaczną mnie traktować normalnie, jak synową, bo wtedy po pierwsze związek będzie już zalegalizowany (toteż nie będę już szatanem, który na obrazę bożą zamieszkał z ich synem= drugim szatanem, bo odłączonym od ich religii oficjalnie) a po drugie - nic już wtedy na nasz związek nie poradzą. I wtedy oczywiście mogę przyjeżdżać, rozmawiać i stawiać nogi w ich domu. (?!?!?!?!?!)

        Tym razem jednak jest kompletnie niezrozumiałym to, że eMowi nie przeszkadza, iż rodzina, która jest mniej radykalna w poglądach lub odłączona od wyznania tak jak i on, tak jawnie ma mnie gdzieś. Zapraszają na Sylwestra samego eMa, na wielkie huczne zabawy urodzinowe również tylko jego. Z Sylwestra nie korzysta, ale z pozostałych zaproszeń - tak. Dopiero niedawno zaczął nie zwracać uwagi na to, że ma narzeczoną. Kiedyś mnie wpraszał, ale kidy zrozumiałam, że jestem wpraszana, powiedziałam po prostu, ze może nie ma dla mnie miejsca na imprezie dla 40 osób - i nikt nie oponował. Poczułam, jakbym "znalazła swoje miejsce w całym ich rodzie" - ale to absurdalne, bo ani oni religijni, ani mnie nie znają. A eM też pokazał swoje nowe oblicze... Chętnie w czasie, gdy on się bawi, też bym się z kimś spotkała, ale kiedy przez te 3 lata walczyliśmy o normalność, o siłę dla niego (bo w końcu najbliżsi długo się go wyrzekali, a wcześniej byli sobie nader "bliscy") to spychałam spotkania ze znajomymi na dalszy plan, żeby być przy eMie, kiedy się czuł źle. Teraz on się czuje dobrze, wychodzi, a ja zostaję w domu, bo "obecni" nieliczni już moi znajomi na weekendy wyjeżdżają do domów (zajęć w ostatnich latach studiów praktycznie nie ma, więc tylko wpadają do Poznania na 2-3 dni na uczelnię.)

        I tym oto sposobem ugrzęzłam,
        na dodatek nie rozumiejąc prawie nic z sytuacji,
        w której tkwię.

        eM mnie nie ma, jak pisano wyżej, w dupie.
        Kiedy wczoraj zadzwonił z "imprezy" ok. północy
        i powiedziałam jak się w tym układzie czuję
        przyjechał od razu.
        Tyle, że nie widzi nic dziwnego w swoim zachowaniu.
        Czasem to myślę, że to ja już przesadzam.
        Najlepiej zrobiłaby mi taka ignorancja wobec
        tych wszystkich "z jego strony", którzy z założenia
        ignorują mnie.
        A czasem to aż mam ochotę powiedzieć eMowi:
        "Słuchaj, mój brak z Krakowa MNIE zaprosił, jadę na weekend".
        Tylko że ja tak nie potrafię.

        I trochę mi smutno.
        • morphea1 Re: morphea, ilecka 02.12.05, 20:41
          mnie zastanwaia jedynie stosunek Twojego Narzeczonego do tego co się dzieje...
          No bo rozumiem- można na taką imprezę iść raz, ew. dwa razy, ale przecież nie ma
          sie co ciebie wstydzić! Już niedługo będziecie rodziną!
          I albo razem albo wcale...
          Dlaczego On nie może zrezygnować ze spotkań ze swoją rodziną , jeśli Ty na nie
          nie idziesz... (BTW nie wyobrazam sobie że moja mama mowi- zapraszam Ciebie,
          przyjdź bez D. Potrafiłabym łatwo zrezygnować z takiej wątpliwie miłej okazji do
          spotkania...)
          Dziewojka, a moze musisz mu to wszystko po prostu powiedziec?
          Z tego co pisałaś i piszesz niewiele się zmieniło w układach z jego rodzicami i
          kurczę - nie ma sie co oszukiwać - niewiele się zmieni.:( Mogę dodać z własnego
          doświadczenia , ze może być po ślubie raczej gorzej niż lepiej.
          Zachęcałabym Ciebie do wywalczenia swojej pozycji ( o ile chcesz się widywać z
          jego rodziną)- Powiedz mu to co czujesz! Powodzenia!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja