mam straszny problem - pomocy

16.12.05, 15:39
Witam,

od pół roku jestem mężatką, a jesteśmy ze sobą 11 lat. Mieszkamy razem juz
długo. I nagle parę dni temu mój mąż mi oznajmił ze się zakochał i jest mu
bardzo przykro i że jeszcze nie podjął decyzji co dalej. I świat mi się
zawalił na głowę. Nie jest absolutnie typem podrywacza i bawidamka, jest
lojalnym i szczerym facetem i nie zauważył tego jak koleżanka w pracy robiła
wszystko żeby zwrócił na nią uwagę i w końcu dał się złapac na jej
szlachetność i to że mu imponuje tym co robi i co wie, a ja podobno juz nie
mam tego co miałam jak się we mnie zakochał czyli pasji i parcia w dązeniu do
celu.
Nie wiem co zrobić w tej sytuacji. Nie moge go stracić bo to był by koniec
świata, nie wyobrażam sobie zycia bez tego człowieka. Jak mam mu pokazac że
dalej jestem kobietą, która do czegoś dąży, że nie stoję w miejscu, co
rzeczywiście mogło mi się zdażyć z lenistwa i stagnacji.
Może pomógł by nam jakiś psycholog albo inny specjalista. Nie wiem sama,
proszę podpowiedzcie coś.
Zrozpaczona
    • morphea1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 15:43
      bardzo mi przykro...Nawet nie potrafie sobie tego wyobrazic - byc z kims 11 lat,
      pol roku po ślubie i takie cos...
      W glowie mam tylko jedno - wyrzucić gościa z walizką, ale to nie rozwiązuje tego
      problemu- ze chcesz z nim nadal byc...
      Pytanie czy jak juz nawet mąż ochlonie po tej znajomości to potrafisz mu zaufac
      ponownie...
      Ja chybabym nie potrafila.... :(
      • morphea1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 15:47
        sorki - " chyba bym"
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 15:56
        ja mu ufam i wierzę w to co mi mówi, czyli w to że to fascynacja i nic ponad
        to, żadnego seksu, to jest raczej w głowie, a to chyba jeszcze gorzej...
        • maith Re: mam straszny problem - pomocy 13.04.06, 20:39
          Ale wiesz co, ten tekst "że mu imponuje tym co robi i co wie, a ja podobno juz nie
          mam tego co miałam jak się we mnie zakochał czyli pasji i parcia w dązeniu do
          celu" to brzmi jak z jakiegoś zebrania akwizytorów. Co Ty chcesz mu pokazywać?
          Że też nadajesz się na pracownika miesiąca? ;-)
          Raczej weź kilka głębokich wdechów i zajmij się po prostu sobą, a nie nim.
          I nie myśl, że świat Ci się zawali na głowę, bo się nie zawali. Byłoby gorzej,
          jakby Cię to spotkało za 10 lat.
    • bruxella Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 15:45
      ojejku . A do czego wiec Ty dazysz? Czy to wiesz? Gdzie jestes w swoim zyciu i
      dokad chcesz dojsc? Co w tym kierunku robisz? Zebranie kilku praktycznych
      informacji o sobie moze pozwoli Ci sie lepiej okreslic w tej sytuacji?
      Bo moze:
      a) Ty sama zapomnialas do czego dazysz?
      b) on o tym nie wie?
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 15:59
        no właśnie w tym problem że w tej chwili jestem w niebycie, nie wiem do czego
        mogłabym jeszcze dążyć, a on o tym nie wie to fakt i bardzo go to uwiera że ja
        nie mam jakiegoś punktu zaczepienia.
        Ale staram się mu pokazac że chcę się postrać aby był ze mnie zadowolny i dumny
        jak na początku naszego związku, chyba potrzebuję rady psychologa, bo sama nie
        dam sobie z tym rady.
    • zonka3 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 16:00
      lojalny i szczery, to on rzeczywiscie jest!
      az do bolu!

      faceci, ktorzy zdradzaja...( choc byc moze jeszcze do tego nie doszlo, to
      znaczy zdrada jako taka - emocjonalna . no , bo w koncu Ci powiedzial...) z
      zasady szukaja usprawiedliwienia dla swoich czynow, stad pomysl - obarczenia
      Ciebie wina...nagle stalas sie niegodna milosci...nie daj sie wpedzic w
      poczucie winy!!!
      niewiem czym sie zajmujesz i jakie cele do tej pory Ci przyswiecaly, ale jestem
      pewna, ze w ciagu pol roku nic w tych kategoriach sie nie zmienilo
      strasznie mi przykro...musisz z nim rozmawiac..rozmawiac...rozmawiac...
      a jak to u niego wyglada?
      przeciez musialas cos zauwazyc, czy tez byl taki sam do ostatniej chwili, jak i
      5 lat temu??


      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 16:17
        to naprawdę dobry człowiek, nigdy nie komu krzywdy nie pozwoli zrobić. Ja być
        może w ciągu ostatniego roku, kiedy straciłam pracę i bardzo długo nie mogłam
        jej znaleść, zredukowałam się do żony w sensie housewife, chyba gdzieś
        nieświadomie postanowiłam, że jeżeli juz nie pracuję to chociaż niech w domu
        będzie wszystko poukładane, ugotowane, wysprzątane, żebym potem nie usłyszała
        że siedzę w domu i nawet kanapek nie zrobię do pracy. A teraz się okazuje,
        chociaz do dziś mnie zapewnia że bardzo to docenia, że nie potrzebnie aż tak
        bardzo się angazuję w obowiązki domowe, bo nic się nie stanie jak raz nie
        zrobię kanapek.
        A on jest facetem który ciągle dąży do czegoś, to fakt, ale jego praca to jego
        pasja, a ja podobno mu w tym nie pomagam, żeby zrobił dyplom naprzykład. Wiele
        razy mówiłam żeby to zrobił, ale widocznie mało skutecznie.
        Rozmawiamy teraz dużo, ale boję się że on jednak odejdzie, dlatego musze mu
        pokazać że ja też chcę cos w zyciu osiągnąć tylko nie wiem w jaki sposób.
        Rozkręcam biznes internetowy, coś powoli zaczyna się kręcić, ale mam wrażenie
        że w jego oczach jestem mało skuteczna. Ostatnim celem, miałam wrażenie że
        naszym wspólnym, jest wykończenie mieszkania i dziecko, ale widzę że jednaknie
        do końca.
    • mateusiowa Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 16:26
      Pocieszające jest to ze tak naprawde to on Cię nie zdradził, jest zafascynowany
      inną, ale jest przy tym szczery i powiedział Ci wszystko, a co za tym idzie,
      mozesz mu ufać.
      Ja również jestem mężatką od pół roku i zauważyłam, że wiele moich pasji
      przygasło w obliczu małżeństwa. Rozmawiałam kiedyś z moim mężem na ten temat i
      dałam mu delikatnie do zrozumienia, że to po części jego wina. Od tej pory
      czasami pozwalam sobie na lekkie "zaniedbania" w domu na rzecz moich
      zainteresowań i on patrzy teraz na to inaczej, rozumie że musi od czasu do czasu
      zająć się domem, żeby nie hamować moich "talentów" ;)
      Nie znam Cię i nie wiem jakie masz zainteresowania itp. Nie wiem czy to będzie
      dobrą metodą u Ciebie, ale możesz np. zwalić winę na niego, może poczucie winy
      sprawi że spojrzy na Ciebie inaczej...
      Trudna sprawa, bardzo mi przykro, ale bądź dobrej myśli, głowa do góry, nie
      załamuj się (a przynajmniej nie tak żeby on to widział)
      trzymam kciuki i pozdrawiam!!!!
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 17:07
        dzięki za słowa otuchy i pocieszenia.
        Ja niestety nie znam się na filozofii, nie czytam rozpraw ani mi to nie w
        głowie. Mamy dużo wspólnych zainteresowań, oboje lubimy basen, rolki, podobają
        nam się rzeczy nowoczesnego wzornictwa, takie same style architektoniczne, mamy
        taki sam gust jeśli chodzi o urządzanie mieszkania, chodzimy na dobre filmy.
        Ale ja nie mam swojej własnej pasji dla której chciałabym się poświęcać. Nie
        umiem fotografować, nie projektuję niczego, uwielbiam język francuski, ale to
        nie pasja, bo w tym temacie zrobiłam juz dużo, generalnie jestem humanistką i
        uwielbiam gotować, ale to nie jest według niego nic fascynującego. To nie wiem
        mam zająć się naprawami samochodów bo to takie oryginalne wśrod kobiet??
        • alter50 Re: mam straszny problem - pomocy 24.12.05, 21:29
          Oj kobieto pogoń faceta,bo rokowania sa paskudne.................nie widze
          szans,zawsze w jego oczach będziesz szara gąską...............malutki ten Twój
          facecik
    • wojtow Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 17:07
      daj mu czas... do namysłu skoro jest taką osobą jak o nim piszesz podejmie
      słuszną decyzję....
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 17:14
        też mnie o to prosił, ale boję się że jego decyzja nie będzie mi się podobała :(
      • horpyna4 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 18:03
        A na razie rób obiadki takie, że palce lizać i bądź codziennie odsztafirowana
        na bóstwo. Nie zaszkodzi.
        • mateusiowa Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 18:12
          nie nie, tylko nie obiadki!!!
          odsztafirowana jak najbardziej, ale zrób sie jakaś taka zalatana, zabiegana,
          jakieś interesey, spotkania, brak czasu itd...
          zadnych obiadków! Niech wraca do pustego domu, bez czekajacej żonki, bez
          czekającego obiadku, mała warstwa brudu w mieszkaniu tez niezaszkodzi, niech
          zamiast "doceniać" poczuje jak wyglądałoby życie bez Ciebie!!!
          a co!
          • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 18:21
            no tak obiadki chyba juz nie działają, ale musze zrobić tak zwany "ruch w
            interesie" masz rację pójdę wreszcie do fryzjera i będę ciągle gdzieś biegać,
            chyba na wystawy i wernisaże, w interesach na mieście tak tak to może być dobry
            pomysł;)
            • zonka3 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 23:03
              madrze prawi mateusiowa!!!
              dokladnie
              obiadki, to nie to, czego on oczekuje...no to niech nie ma obiadku

              sprubuj sie troche zdystansowac...od niegi i tej sprawy...
              wyjdz wieczorem z kolezankami...wroc do domu wypoczeta,
              usmiechnieta...zadowolona
              i zadbana!
              wiem, ze to trudne, ale napewno Ci nie zaszkodzi...
            • miss10 Re: mam straszny problem - pomocy 20.12.05, 21:57
              Zadbanie o siebie to najlepsza rada. Sama to na sobie ostatnio wypróbowałam.
              Tez poradzili mi tak forumowicze. Poszłam do fryzjera, spodobałam się mężowi.
              Od razu wzrosło moje poczucie WŁASNEJ wartości - a to się "przelewa" na świat
              dookoła Ciebie, w tym na małżonka. Potencjalna kontrkandydatka odeszła w siną
              dal!!!! I bardzo dobrze. Głowa do góry - pokaż na co Cię stać, że jesteś
              samodzielna!
          • annubis74 Re: mam straszny problem - pomocy 07.04.06, 08:50
            masz racje mateusiowa, tylko nie obiadki, niech się zrobi się na bóstwo,
            zajmie biznesem internetowym, odświeży kontakty z dawnymi znajomymi (które
            pewnie też przygasły). Myślę, ze autorka wątku sama widzi, ze coś poświeciła -
            pewnie z własnej woli, na rzecz tego małżeństwa. Jak zalsni dawnym, abo nowym
            laskiem, to facet wróci w podskokach.
    • wojtow Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 18:32
      ja myślę że skończy się na tym platonicznym uczuciu
      i mąż pójdzie po rozum do głowy
      dziwne jest to, że ci powiedział o swych uczuciach - to świadczy o tym jak
      bardzo go to musiało dręczyć....
      ja sama wiem, że ktoś może kogoś zauroczyć, ale są pewne piorytety - właśnie
      mąż, rodzina - trzeba się zastanowić co ma dla nas większe znaczenie
      11 lat... to szmat czasu
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 18:39
        ja wiem że w życiu sa różne chwile i róznie się dzieje, zauroczenie tez się
        zdarza, ale trzeba wyciągnąc z tego wnioski na przyszłośc i rozmawiac ze sobą o
        tym co nas boli a nie uciekac z problemami na zewnątrz.
        To że mi powiedział o tym wydaje mi się właśnie tym ostatnim gwoździem do
        trumny, bo wiem że to możne znaczyć że już naprawde jest zmęczony i chce zyc
        inaczej, ale przeciez może żyć inaczej ze mną. Tylko musi tego chcieć, a ja już
        trace nadzieję że naprawde chce to naprawić.
    • lena36 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 18:54
      Myślę tak: jesteście ze sobą 11 lat. To bardzo długo. Piszesz, ze nie jest
      typem bawidamka i podrywacza, rozumiem, że do tej pory był lojalny i układało
      się ok. Cóż...myślę że nastąpiło "zmęczenie materiału". Cos tam faktycznie
      przestało grać, i czy to wynika z tego, że Ty się zmieniłaś, czy też może
      on...fakt, że się stało.JAk rozumiem, zalezy Ci na nim, nie nalezysz do osób,
      które wystawiają walizki za drzwi nawet nie próbując zrozumieć, co i jak.I
      chyba jemu równiez nie przestało zależeć, z tego co piszesz. Ja bym postawiła
      na chwilową rozłąkę ( z Twojej inicjatywy po uprzedniej rozmowie), tylko nie
      wiem, na ile to mozliwe. Musicie od siebie odpocząć, a raczej -nabrac dystansu.
      On do Ciebie a Ty - do siebie. I w ogóle do całej sytuacji. Nie mówię tu o
      rozłące dlugiej ale jakiś wyjazd na około tygodnia - góra dwóch-powinnas mu o
      tym oznajmić na spokojnie, zabrać walizke i wyjechac nawet za bardzo nie
      tłumacząc dokąd, ale żeby wiedział, że ma czas aby o tym pomyśleć.
      Jak wrócisz -rozmawiać.
      Jeśli mu naprawdę zależy na Tobie i te 11 lat było dobrych a tamto to tylko
      głupie zauroczenie - powinno pomóc.
      No i oczywisćie ten tydzien lub dwa wykorzystaj na przemyślenie, jak to sie
      mogło stac - sama mówisz, że jakoś tam się zaniedbałaś (nie w sensie urodowym,
      no nie chce mi się cytować). Powinnaś wrócić troche inna. Samo to że wyjedziesz
      da mu do myślenia. Może poczuje co moze stracić.
      No oczywiście istnieje ryzyko że korzystając z okazji rzuci się w wir romansu z
      owa koleżanką, ale jeśli tak - no cóż...
      wtedy chyba wszystko jasne.
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 19:18
        to brzmi mądrze i bardzo rozsądnie, tylko boję się że nie będę miała do czego
        wracać a tu mogę trzymać rękę na pulsie.
        Ale może rzeczywiście powinnam dac mu czas na przemyślenia. Tylko boję się że
        nawet nie zauwazy że mnie nie ma, bo przecież kolezanka rozsiewa swój urok, a
        to mogło by mu dac swobodę i gdyby zatęsknił mógłby wpaść nie w te ramiona co
        potrzeba.
        Zresztą teraz to niemozliwe, święta, potem sylwester, a po nowym roku obowiązki.
        Ale takie rozwiązanie sytuacji chyba odpowiadałoby mi najbardziej.
        Dzięki serdeczne
        • lena36 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 19:26
          "Jeśli cos kochasz - puśc to wolno. Jeśli wróci-jest Twoje. Jeśli nie-nigdy
          Twoim nie było..."
          Wiem, wiem. Łatwo mówić. Nie chcę się mądrować, ale napisałam Ci to co naprawde
          dla mnie wydaje się najlepszym wyjsciem. "Trzymać rękę na pulsie" - tego
          chcesz? chcesz go pilnować?
          sam Ci powiedział ze stałaś się bez pasji...czyli jaka? ano
          nudna...przewidywalna...
          Wię pokaż mu że nie jestes przewidywalna
          Wiem że na to potrzeba dużej siły i determinacji
          Ale chyba warto.
          Wiem, że święta, sylwester...więc moze święta spędź jeszcze z nim, z rodziną, a
          w Sylwestra..myk
          im bardziej go zaskoczysz tym lepiej.
          Nie wiem czy macie dzieci..jeśli tak, to sprawe komplikuje, ale jeśli
          nie..wszystko zalezy od Ciebie.Urlop w pracy zawsze mozna wziąć.
          • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 16.12.05, 23:33
            święta spędzimy osobno, bo to juz dawno byo ustalone, nawet nie wiedząc o tej
            sytuacji, bo ja mam na głowie interes i nawet w wigilę musze byc na miejscu a
            rodzina jest 300 km stąd, a on zawsze był w tym czasie z rodziną i specjalnie
            na święta przyjechał jego dawno nie widziany brat, ja nie mam pretensji, sama
            to zaproponowałam kilka tygodni temu. Dla mnie to nie problem. Na sylwestra
            jedziemy tam gdzie zaplanowaliśmy razem tez kilka tygodni temu i liczę też na
            to że może w innych okolicznościach spojrzymy na siebie inaczej i może to nam
            pomoże, klimat miejsca i otoczenie inne niż rutyna.
            A pilnowanie go rzeczywiście jest bez sensu, ale nie to mi chodzi tylko o to
            żeby widział moją obecność i pamiętał ze jestem blisko.
            Na chyba szczęście tej sytuacji, dzieci jeszcze nie mamy.
            • alba27 Re: mam straszny problem - pomocy 17.12.05, 12:41
              Nie wiem czy cie to pocieszy ale kiedys bylam dokładnie w takiej samej
              sytuacji, krótko po ślubie i powiedziął ze sie zakochał. Nie bylo zdrady
              fizycznej, bardziej sms itp. Ale mój mąż podjął decyzję ze z powodu jednej
              dziewczyny nie bedzie rozwalał tego co łączy nas od lat. Wczesniej tak jak twój
              był lojalnym facetem, raczej spokojnym a ja bylam jego pierwsza i jedyna
              dziewczyną. I wiesz co wszystko sie ułożyło . Minęło kilka lat, mamy świetne
              dzieciaki, kochamy sie coraz bardziej i ciesze sie ze coś takiego nas spotkało
              bo wiele z tego oboje wynieśliśmy. Życzę ci zeby u was było tak samo.
              • mateusiowa Re: mam straszny problem - pomocy 17.12.05, 13:55
                Ja też myślę że wszystko się dobrze ułoży, w końcu facet raczej jest rozsądny!
                Zajmij się teraz sobą a on wszystko przemysli i przejrzy na oczy :)
                • horpyna4 Re: mam straszny problem - pomocy 17.12.05, 17:00
                  To, że Ci opowiedział, rokuje dobrze. Ufa Ci i traktuje Cię poważnie.
                  • navajo1 JEST NADZIEJA 19.12.05, 02:16
                    moje drogie dziewczyny, dziękuję za wszystkie ciepłe rady i słowa otuchy. Po
                    tym wszystkim co tutaj się dowiedziałam, w piątek, rozmawialismy ze sobą całą
                    noc i mój mąż doszedł do wniosku że mnie kocha, że mi pomoże uporać się z moimi
                    problemami które mam w głowie od dzieciństwa, i nareszcie powiedzieliśmy sobie
                    wiele bardzo wiele. Nie będę opisywać szczegółowo moich problemów bo to mało
                    istotne, chodzi tu bardziej o charakter i to co ukształtowało się w głowie.
                    Najważniejsze jest to że zrozumiał że to ja jestem jego żoną tylko i tak boję
                    się tego że cały czas jednak będzie patrzył na mnie przez pryzmat innej
                    kobiety. Co zresztą sam powiedział.
                    Ale smsy i tak przychodzą. Czy ja mam na to zareagować czy zupełnie nie
                    ingerować, bo w końcu decyzja została podjęta więc po co ciągnąć to dalej?
                    No i kwestia pozostaje: pracują razem.
                    Mam nadzieję że nowy rok przyniesie coś lepszego.
                    Dzięki jeszcze raz
                    • aldona28 Re: JEST NADZIEJA 19.12.05, 07:50
                      Skoro rozmawialiście i sobie wszystko wyjaśniliście, a on chce Ci pomóc, to
                      powiedz mu, że smsy, które on otrzymuje(nie ważne co jest napisane, otrzymuje
                      je) wcale Ci nie pomagają. Albo się do tej laski przejdź i z nią "pogadaj".
                      Może myśli, że Ty nic nie wiesz. Poproś męża o jej numer, napisz do niej, że
                      nie życzysz sobie by pisała. Wystraszy się dziewcze, bo na pewno myśli, że Ty
                      nic nie wiesz. A w zasadzie, skoro wszystko wyjaśnione z mężem, to on jej to
                      powinien wyjaśnić.
                      • navajo1 Re: JEST NADZIEJA 19.12.05, 09:43
                        no własnie myślałam o tym żeby cos jej powiedziec do słuchu, ale może to mieć
                        odwrotny skutek a ja wyjdę na taką żonę jędzę i zaborczą babę.
                        Poczekam, wyjeżdżamy razem na sylwestra w bieszczady, mam nadzieję że to będzie
                        czas na wyciszenie i rozmowy i jesli i tam będą te smsy to wtedy cos powiem.
                        Staram się bardzo żeby mu cos udowodnić, ale nie wiem czy mi się uda odzyskac
                        jego miłość taką jak kidyś
                        Pozdrawiam
                    • gracuuja Re: JEST NADZIEJA 19.12.05, 09:54
                      właśnie p rzezytałam cały wątek...
                      bardzo mądre słowa tu padły... muszę przyznać, że na prawdę mądrze i dojrzale
                      temat został potraktowany...
                      i bardzo się cieszę, że udało Wam się uchwycić ten promyk nadzieii...

                      tylko tak z dystansu patrząc... oczywiście na pewno sama wiesz najlepiej jak
                      było co było i czemu było... ale... mimo wszystko... nie możesz brać całej winy
                      na siebie!! może coś mi umknęło... piszesz tez o problemach, dzieciństwie...
                      wszystko jedno... jesteście razem... znacie się na wylot w to nie wątpię (bo
                      nie każdy potrafi ze sobą rozmawiać zwłaszcza po 11 latach) ale z całą
                      pewnością to nie tylko Ty tu zawiniłaś... nie możesz być ofiarą tej sytuacji...
                      z całą pewnością nie możesz bać się powiedzieć, ze te sms'y ci nieodpowiadają!!
                      masz rację - wystarczy że widują się codziennie w pracy... to nie może być miłe
                      dla ciebie...
                      i do diaska... w końcu to on jest tą stroną "winną", to on jest o krok od
                      romansu, czemu to ty masz mu nadskakiwać?? prosić, przepraszać... nie daj się
                      wpędzić w kozi róg!! bo jeżeli nauczy się z tego korzystać - zobaczy, ze może w
                      ten sposób grać... będzie z tego korzystał jeszcze dłuuugo...

                      zawrzyjcie umowę - staracie się obydwoje. Ty odzyskac wiarę w siebie i odnaleźć
                      też siebie z przed lat, dla niego, ale przede wszystkim dla siebie!, ale on,
                      musi tak samo postawić sobie pewne warunki - stara ci się pomóc, staracie się
                      walczyć o wspólne szczęście, ale musi też dac coś z siebie i zacząć zapominać o
                      tamtej!! dlaczzego masz zawsze życ w jej cieniu??!! to jego problem skoro
                      postanowił to co postanowił, a nie twój!! i to on musi się z tym uporać...

                      trzymam za Was kciuki!! na prawdę uważam, że bardzo rozstądnie podchodzicie do
                      tego tematu i wierzę, że uda wam się wyciągnąć mądre wnioski na przyszłość :))
                      pozdrawiam,
              • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 19.12.05, 02:04
                Oj jakie to pocieszające naprawdę, widzę że ta sytuacja była identyczna jak
                moja, też smsy...
                Mam nadzieję że będzie dobrze
                • nupik Re: mam straszny problem - pomocy 20.12.05, 09:56
                  moim zdaniem to ewidentny sygnal od niego, gdyby mu na tobie nie zalezalo to
                  nic by ci nie powiedzial, przespalby sie z nia i tyle. moim zdaniam to wolanie
                  o zmiane w waszym malzenstwie. tez doradzam zalatanie,umawianie sie z
                  kolezankami, kino, bycie na luzie i dbanie o siebie (bez przesady ale przyda
                  sie "odswiezenie"). bedzie trudno ale zacisnij zeby.
                  wiesz, pisze to jako osoba , ktora byla w sytuacji twojego meza. Po dwoch
                  latach malzenstwa zafascynowalam sie kolega, z ktorym robilam doktorat,
                  powiedzialam o tym mezowi. wolalam w ten sposob o zmiane, o to by zainteresowal
                  sie gdzie robie ten doktorat i na jaki temat a nie ogladal lige mistrzow i
                  palil jointy...nic to nie dalo....chyba po prostu nie bylo juz miedzy nami
                  uczucia...jestemy po rozwodzie a ja mam z tamtym facetem cudnego synka. mam
                  nadzieje ze uda ci sie go znow oczarowac, ja na to czekalam ale moj maz nie
                  zareagowal. dlatego radze reagowac i ratowac zwiazek jesli ci na nim zalezy.
                  pozdrawiam
                  aga
    • agakoza1 Re: mam straszny problem - pomocy 20.12.05, 11:15
      Bardzo mi przykro, ze przez to przechodzisz. Ja chodzilam ze swoim EX-mezem
      przez 7 lat zanim wzielismy slub, zaraz po slubie zaczelo sie psuc i 3,5 roku
      po slubie rozwiedlismy sie. Z perspektywy czasu i doswiadczen widze teraz, ze
      wlasnie te wieloletnie narzeczenstwa nie sluza malzenstwu, jak juz ktos napisal
      nastepuje "zmeczenie materialu". Poza tym kazdy czlowiek rozwija sie
      intelektualnie i emocjonalnie cale swoje zycie, w pewnym momencie wasze drogi
      mogl y sie delikatie rozejsc i nawet nie jestescie tego swiadomi. Nic nie rob
      na sile, nie ma sensu, bedzie tylko gorzej. Jesli maz zdecyduje zerwac tamta
      znajomosc, dobrze, i tego Ci zycze z calego serca. Jesli nie, pamietaj, ze
      jestes warta bezwgledego szacunku ze strony swojego partnera i nie idz na zadne
      kompromisy.


      Wyszlam zamaz drugi raz, po 3 miesiacach znajomosci i jestem najszczesliwsza na
      calym swiecie!!!

      powodzenia
      Aga
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 21.12.05, 00:09
        dzięki za te słowa,każde są cenne i te gdzie udało się dziewczynom z mężem i te
        które świadczą o tym że może nie warto, albo warto było ale w porę nie
        zareaogawały, ale wiem teraz jedno trzeba ze soba rozmawiac rozmawiac i nie
        popaśc w rytunę, to jest ciężkie ale może właśnie takie sytauacje zmuszają do
        zastanowienia się nad sobą, nad życiem i nad tym co ważne
        dzięki jeszcze raz, próbujemy wyjść na prostą...
    • jotemka Re: mam straszny problem - pomocy 21.12.05, 21:03
      Przeczytałam cały wątek, faktycznie potraktowany jest poważnie i bardzo mądrze.
      Nasuwa się jeden wniosek - kobiety za wszelką cenę starają się mężom zaimponować
      i dogodzić (okazać miłość) w sposób tradycyjny - prowadząc dom w sposób idealny.
      A mężczyznom nie o to chodzi, nie to im się podoba, oni przeżyją brak obiadu,
      jeśli będą widzieć swoją kobietę spełnioną i będą mogli być z niej dumni (i
      czasem nawet się nią pochwalić)... Nie chce się wierzyć, ale chyba naprawdę tak
      jest!
      -
      Jest to moje zdanie i ja je całkowicie podzielam!
      Nasz Mateusz
      Przekłuj balonik!
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 22.12.05, 13:29
        chyba właśnie chodzi o to że niektórzy faceci tacy właśnie są, inni cieszą się
        że żona dba o dom a inni chcą wrecz czegos odwrotnego. Jak piszesz chcą być
        dumni. Pomimo tego że rozmawialiśmy o tym co się stało i miałam nadzieję że
        zaczyna sobie układać w głowie wszystko po koleji wczoraj chciałam abysmy
        spędzili miły wieczór przy świecach, porozmawiali ale mój mąż wrócił bardzo
        późno z pracy bo był z owa koleżanką na piwie i pogaduchach i powiedział że to
        on będzie decydował o tym kiedy z kim ma się spotkać i że jak się okazuje
        lepiej się czuje w jej towarzystwie niż moim. Staram się, wymyślam kino w małym
        przytulnym miejscu, a nie w multipleksie, ale na siłę i na szybko tez nie mogę
        nic robic bo to będzie głupie. Nie wiem czym jeszcze mogłabym mu zaimponować
        żeby spojrzał na mnie znowu jak kiedyś. Nie obchodzi mnie to kto jest winny i
        czy ofiarą jestem ja czy on, chcę to ratowac i jestem w stanie poświęcić wiele
        dla tego związku.
        • best_girl Re: mam straszny problem - pomocy 22.12.05, 16:26
          Rozumiem, że chcesz ratować związek. Wydaje mi się, że jednak trochę
          przesadzasz. Skoro on woli spędzac wieczór z nią zamiast z tobą to chyba jest z
          nim coś nie tak. Ustaliliście, że się kochacie i będziecie próbowali wszystko
          naprawić ale on chyba czeka, że ty cos z tym zrobisz....
          A ty co zabiegasz o jego względy i inne spojrzenie na siebie..... a on ??? czy
          on nie powienien czegoś zrobic dla ciebie????
    • gosc_gosc1 Re: mam straszny problem - pomocy 23.12.05, 13:38
      Przeczytalam wszystko z uwaga i to, co pisza dziewczyny jest swietne.Potraktuj
      te wskazowki powaznie.Ale oprocz tego jeszcze cos mi przyszlo do glowy - chcesz
      mu bardzo zaimponowac - byc moze dlatego,ze on bardziej traktuje Cie jak kumpla
      rownego sobie niz jako kobiete? Zmien cos w wygladzie, tak aby od razu zauwazyl
      ( zmien kolor wlosow czy w ogole fryzure, no nie wiem ) i po trochu zacznij go
      kokietowac, a w sypialni na nowo uwodzic. Na poczatku moze byc troche dziwnie,
      zwlaszcza biorac pod uwage sytuacje w jakiej jestes, ale sprobuj. Moze wlasnie
      tego mu brak, przeciez na poczatku znajomosci czyms go oczarowalas.Byc moze ta
      kolezanka oczarowala go " byciem kobieta ": zalotne spojrzenia, zawsze
      usmiechnieta itp. Z Toba tez tak mial na poczatku, prawda?
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 23.12.05, 14:19
        :)))) właśnie wróciłam od fryzjera, i żeby tego było mało po drodze wstąpiłam
        do biura w którym pracuje mój mąż, koledzy przywitali mnie radośnie, a ona
        miała przerażoną minę. Wpadłam tam na kawkę, a mój mąż był ni to zmieszany ni
        to zdziwiony, ale chyba jednak trochę zdezorientowany chociaż trzymał fason. A
        czym oczarowała go ta koleżanka nie mam bladego pojęcia, chyba jednak nie
        chodzi tu o fizyczność lecz właśnie o tą stagnację, bo wiadomo że rutyna
        zabija, a pojawiło się na horyzoncie coś nowego, kuszącego i trafiło na dobry
        moment, kiedy byliśmy w niebycie oboje. Mam nadzieję, że święta to będzie dobry
        czas na leczenie ran.
        Pozdrawiam i wesołych życzę;)))
        • rosa_de_vratislavia Re: mam straszny problem - pomocy 23.12.05, 15:52
          navajo1 napisała:

          > :)))) właśnie wróciłam od fryzjera, i żeby tego było mało po drodze wstąpiłam
          > do biura w którym pracuje mój mąż, koledzy przywitali mnie radośnie, a ona
          > miała przerażoną minę. Wpadłam tam na kawkę, a mój mąż był ni to zmieszany ni
          > to zdziwiony,

          wiesz, przeczytałam cały watek uwaznie i zaniepokoiło mnie, że
          a) on jet bliski zdrady/zdradza a to TY się starasz, ratujesz, zmieniasz się
          etc.
          Czy on w ogóle ma poczucie winy, czy winą obarczył Ciebie (jesteś mało
          interesująca więc musiałem etc..)
          b) Twój mąż NIC nie robi, zeby naprawic swoją winę - nadal przyjmuje SMSy (nie
          powiedział jej, zeby wysyłac? to jak on traktuje tę swoją "druga szansę?)
          c) czemu ona jest przerazona, gdy wpadasz do biura?
          d) Twój mąż chyba w ogóle nie widzi, że coś robi xle - Ty nie wypominasz, nie
          robiz karczemnej awantury - wręcz przeciwnie - jesteś słodka, sexy,
          intrygujaca, interesująca...on moze miec wrażenie, że się go usprawiedliwa i że
          zdrada się opłca - żona się bardziej stara!
          Chyba powinnaś mu uświadomić KTO tu się ma bardziej starać. Bo chyba on ma
          zabiegac o Ciebie, nie Ty o niego.

          > Mam nadzieję, że święta to będzie dobry
          > czas na leczenie ran.

          I tego Wam zyczę :)
          • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 24.12.05, 01:34
            właśnie mu powiedziałam, że jesli nie zmienią się kontakty w pracy z tą panną
            to na nic wszystko, bo widzę że ciągle jest myślami daleko, po tym jak mu
            zwrócę uwagę przeprasza że może rzeczywiście powinnien się bardziej starać, ale
            chyba potrzeba na to czasu. A ona "szlachetnie" postanowiła odejśc z pracy.
            Zapytał co ma zrobić żebym czuła się lepiej, głupie pytanie, zerwać wszelkie
            kontkty, przestac myśleć o niej i nie mierzyć mnie przez jej przyzmat, bo
            dlaczego to ja mam udowadniac że jestem inna, lepsza ect.Mam wrażenie że
            niedługo nie wytrzymam i wybuchnę z powodu nagromadzenia emocji.
            dzięki za dobre słowa.
    • kerryman Re: mam straszny problem - pomocy 23.12.05, 15:20
      navajo1 napisała:

      > Witam,
      >
      > od pół roku jestem mężatką, a jesteśmy ze sobą 11 lat. Mieszkamy razem juz
      > długo. I nagle parę dni temu mój mąż mi oznajmił ze się zakochał i jest mu
      > bardzo przykro i że jeszcze nie podjął decyzji co dalej. I świat mi się
      > zawalił na głowę. Nie jest absolutnie typem podrywacza i bawidamka, jest
      > lojalnym i szczerym facetem i nie zauważył tego jak koleżanka w pracy robiła
      > wszystko żeby zwrócił na nią uwagę i w końcu dał się złapac na jej
      > szlachetność i to że mu imponuje tym co robi i co wie, a ja podobno juz nie
      > mam tego co miałam jak się we mnie zakochał czyli pasji i parcia w dązeniu do
      > celu.
      > Nie wiem co zrobić w tej sytuacji. Nie moge go stracić bo to był by koniec
      > świata, nie wyobrażam sobie zycia bez tego człowieka. Jak mam mu pokazac że
      > dalej jestem kobietą, która do czegoś dąży, że nie stoję w miejscu, co
      > rzeczywiście mogło mi się zdażyć z lenistwa i stagnacji.
      > Może pomógł by nam jakiś psycholog albo inny specjalista. Nie wiem sama,
      > proszę podpowiedzcie coś.
      > Zrozpaczona

      Jako facet mam swoj punkt widzenia. Znam tez wielu innych facetow.
      Dzielimy sie na takich ktorzy chca i potrafia byc wierni i takich co nie chca
      sie starac i predzej czy pozniej zdradza. Moze zdazy sie to tylko jeden raz.
      Moze nikt o tym sie nie dowie. Jednak wiekszosc przypadkow pokazuje jedno - jak
      ktos zdradzil raz - drugi raz bedzie latwiejszy. Jak ze wszystkim.
      • navajo1 Re: mam straszny problem - pomocy 24.12.05, 01:29
        a to ciekawe spostrzeżenie, chciałabym wiedzieć więcej co rzeczywiście faceci
        sobie myślą o swoich żonach, koleżankach z pracy i wogóle o całym tym
        zabieganiu codziennym
      • navajo1 ciąg dalszy problemów... 09.01.06, 13:56
        minęło kilka dni, które upłynęły na rozmowach rozmowach rozmowach...
        jemu chodzi o to że ja od jakiegoś czasu nie inspiruje go do czegoś np. żeby
        zrobił dyplom wreszcie, albo żeby znowu zaczął rysować, a to nie prawda, mówię
        mu o tym, ale jemu nie chodzi o słowa ale o dobry przykład. Po tym wszystkim co
        sobie powiedzieliśmy trochę mi pojaśniało. Koleżanka mojego męża skończyła
        psychologię i mam wrażenie że świetnie nim manipulowała szukając sposobu żeby
        go do siebie przekonać aż wreszcie trafiło na moment kiedy oboje mieliśmy stres
        bylismy w dołku, bo rozkręcamy interes i coś tam nie wychodziło, a on strasznie
        tym się wszystkim przejmował itp. itd. Długo mogłabym jeszcze tu pisać co się
        wyjaśniło, albo co zrozumieliśmy, ale w dalszym ciągu nie umiem odpowidzieć do
        końca "dlaczego" tak się stało i co powinnam zrobić aby na nowo go sobą
        zainteresować i aby to nie powtórzyło się w przyszłości.
        Chciałabym znaleść jakiegoś dobrego terapeutę, psychologa żeby pomógł mi samej
        a potem jemu i nam.
        Pozdrawiam
        • g0sik Re: ciąg dalszy problemów... 09.01.06, 17:03
          Niezły gość....za brak motywacji i własne lenistwo obwinia Ciebie. A Ty ochoczo
          przyjmujesz na siebie winę i jeszcze się zastanawiasz co by tu zrobić żeby
          mężusiowi było lepiej. Przestań mu nadskakiwać i pomyśl o sobie, bo facet
          stwierdzi, że opłaca się romansować - żona bardziej się stara i tak łatwo
          wybacza....A może odrobina niepewności podziała na niego motywująco....?
          • navajo1 Re: ciąg dalszy problemów... 09.01.06, 17:54
            a wiesz ze to prawda, sam powiedział że teraz kiedy mamy własne mieskznaie i
            żyje nam się lepiej finansowo, przestał się czegoś obawiać, nie czuje już
            takiej niepweności o jutro i widocznie brak mu takich emocji, więc chyba
            powinnam go codziennie utwierdzać w tym że mogę odejść, bo kiedyś tam
            zrezygnowałam dla niego ze studiów za granicą i do dzisiaj mnie to boli (
            chociaż nigdy nie robiłam mu z tego powodu wymówek, wróciłam, bo tak wydawało
            mi się najlepiej, wróciłam do niego). Może ta odrobina niepewności pozwoli mu
            funkcjonować normalnie. Boże co za bzdura!! Dlaczego człowiek potrafi sobie tak
            skomplikować poukładane wygodne zycie....co ci faceci chcą, gotujesz źle, nie
            gotujesz jeszcze gorzej, poświęcasz się rodzinie i domowi żle, a spróbuj tylko
            latac na ploty to źle bo dom zaniedbany albo nie ma obiadu. Coraz więcej z
            pozoru udanych małżeństw ma problemy, ciągle dowiaduję się że ci znajomi mieli
            kryzys, tamci podobna sytuację itp itd
        • rosa_de_vratislavia Re: ciąg dalszy problemów... 09.01.06, 18:08
          navajo1 napisała:

          > minęło kilka dni, które upłynęły na rozmowach rozmowach rozmowach...
          > jemu chodzi o to że ja od jakiegoś czasu nie inspiruje go do czegoś np. żeby
          > zrobił dyplom wreszcie, albo żeby znowu zaczął rysować, a to nie prawda,
          mówię
          > mu o tym, ale jemu nie chodzi o słowa ale o dobry przykład.

          Ty sobie żartujesz?
          No powiedz, ze to żart?
          Facet jest rewelacyjny - wdaje się w romans, lekceważy Cię i obwinia, że go NIE
          INSPIRUJESZ!
          Dypolm i rysowanie to jest JEGO sprawa.
          Jakbyś mu o tym przypominała, to by powiedział, ze jesteś namolna, upierdliwa i
          ingerujesz w JEGO zycie.
          Kobieto!
          Popatrz na sibie z boku.
          Tylko Tobie zalezy na tym związku - on stosuje metode "ja, biedny, mały żuczek
          i ta zła kobieta, która za bardzo/za mało się poświęca/usmiech/inspiruje/stara.

          Mineło trochęczasu od Twego pierwszego posta, a Ty nadal przepraszasz, że
          zyjesz i bierzesz ciężar utrzymanai małżenstwa na siebie.
          PRZYPOMINAM: To nie Ty zrobiaś coś źle - to on powinien się kajać i intensywnie
          odbudowywać Twoje zaufanie do siebie!
          Tymczasem...jest odwrotnie.
          Po tym wszystkim co
          >
          > sobie powiedzieliśmy trochę mi pojaśniało. Koleżanka mojego męża skończyła
          > psychologię i mam wrażenie że świetnie nim manipulowała szukając sposobu żeby
          > go do siebie przekonać

          Jasne. Znów go tłumaczysz.
          Gratuluję.
          Ty jesteś za mało inspirująca, kolezanka taka sprytna zołza,a on...biedactwo...


          > ale w dalszym ciągu nie umiem odpowidzieć do
          > końca "dlaczego" tak się stało i co powinnam zrobić

          Odwróć myślenie - CO ON powinien zrobić?


          aby na nowo go sobą
          > zainteresować i aby to nie powtórzyło się w przyszłości.

          Przestac się starac i pokazać, ze świat jest ciekawy, interesujący, a on nie
          jest jego pępkiem. Z pewnością bardziej Cię będzie szanował, kiedy nie będziesz
          w lot odgadywała jego zyczeń i zamartwiała się JEGO problemami.


          > Chciałabym znaleść jakiegoś dobrego terapeutę, psychologa żeby pomógł mi
          samej
          > a potem jemu i nam.

          Niech ON poszuka.

          Zdrowego egoizmu zyczę!
          > Pozdrawiam
          • navajo1 Re: ciąg dalszy problemów... 03.04.06, 22:54
            hej dzięki wszystkim wam za ten wątek, pragne poinformowac wszystkie które mają
            podobne problemy, że nie da rady tego rozwiązac jeśli dwie strony tego nie chcą.
            Nam się udało, przeżywamy renesans naszego małżeństwa, ale oczywiście nic nie
            zostało do końca zapomniane i wymazane, to jest ta skaza, ale grunt że się
            udało, żyjemy, kochamy i wierzę że to ma sens. Trzeba walczyć nie unosic się
            dumą, ale tylko jesli partner jest na tyle dojrzały żeby to zrozumieć, on chciał
            naprawić, bo zbłądził i ja mu na to pozwoliłam. Wiem że to nie łatwe ale trzeba
            zrobić wszystko jeśli chce się ratować związek.
            Pozdrawiam
            • kruszynka301 Re: ciąg dalszy problemów... 04.04.06, 22:25
              Nawajo, to świetnie, ze Wam się udało. Postaraj się jednak w żaden sposób nie uzależniać od męża (tzn miej własną pracę, pieniądze). Niestety, z mojego doświadczenia doskonale wiem, że za kilka lat sytuacja może się powtórzyć mój eks zachowywał się identycznie, teraz męczy się już z nim następna żona.
    • sylwuska22 Re: mam straszny problem - pomocy 04.04.06, 14:18
      Właśnie przeczytałam ten wątek z zapartym tchem w piersiach i do końca nie
      wiedziałam jakie będzie zakończenie. Cieszę się bardzo że się udało!
      Żczę Wam dużo miłości i .... powodzenia :)
    • galec mam w 100% to samo! 08.04.06, 22:59
      Poprostu identyczna sytuacja! 8 lat razem, w tym 3 lata mieszkania ze sobą,
      mienęło 5 miesięcy od ślubu....i czar prysnął
      Koleżanka z pracy
      ... a ja, no cóż, robię znacznie mniej niż dawniej, za mało się szkolę, za mało
      prę do przodu....
      Niesamowite, że życie tylu osobom płata dokładnie te same figle i jeszcze nikt
      nas nie nauczył jak temu przeciwdziałać!
      Kochana, trzymaj się, damy radę jakoś! Ja się raczej rozwiodę, chociaż strasznie
      go kocham i jest moim największym przyjacielem.
      • galec Re: mam w 100% to samo! 08.04.06, 23:28
        kurcze, teraz widzę dopiero, że wasza walka o bycie razem trwała od grudnia do
        kwietnia, strasznie długo... podziwiam Cię naprawdę, że wytrzymałaś i nie
        zwątpiłaś. Poprostu podziwiam. U nas szarpanina taka i jego zwątpienie trwa
        niecałe 2 miesiące i dziś naprawdę zwątpiłam, poprostu postanowiłam skończyć to.
        Ale jak tak czytam Twoje wypowiedzi.... to iskierka nadziei we mnie się budzi,
        że może jeszcze nam się jakoś uda.... może się uda....
        • magda010 Re: mam w 100% to samo! 12.04.06, 15:09
          tez to mialam, tyle ze u nas to ja sie zakochalam :( i to jeszcze przed slubem,
          jakies 3 m-ce przed slubem. i nie odeszlam od mojego, wzielam ten slub, to sama
          sobie wmawialam, ze to tylko fascynacja, zauroczenie, ze przeciez kocham mojego
          meza itd...niestety to jest potwornie ciezka walka i tylko on moze podjac
          decyzje czy chce byc z toba i przeczekac to zauroczenie, czy nie da rady. u
          mnie to wszystko trwalo bardzo dlugo, ponad rok, musialam mu powiedziec ze sie
          zakochalam, juz po slubie, bo nie przechodzilo ani troche. do tej pory jest nam
          bardzo ciezko, mysli o rozwodzie byly na porzadku dziennym, chociaz wcale nie
          bylabym z tym kims...chodzi o samo uczucie. teraz zaczyna sie u mnie tlic
          nadzieja, ze jednak uda nam sie wrocic do siebie, ze chociaz walka i z mojej
          strony i z jego byla bolesna i ciezka i pozostawila wiele ran, to moze sie
          jednak uda...ale podstawa to zeby on chcial walczyc.
          • yasemin1 Re: Zadziwiające 13.04.06, 22:36
            jak ludzie mieszkają po kilkanaście lat ze sobą a potem się rozstają. Po co
            czekałaś 11 lat na co?
            Ja wyższłam za mąż po pół roku i jestem z mężem 5 lat a wszystko jest jak
            pierwszego dnia.
            Skoro facet się wypalił w tym związku to nie rozpaczaj tylko zapomnij i
            poszukaj innego.
            • yasemin1 Re: Zadziwiające 13.04.06, 22:39
              O sorry nie doczytałam do końca. Ostatnie moje zdanie jest nieaktualne.
    • qunegunda Re: mam straszny problem - pomocy 14.04.06, 23:05
      zawsze w kólko do znudzenia powtarzam te samą prawdę: faceci to świnie
    • syrena15 Re: mam straszny problem - pomocy 16.04.06, 19:29
      Walcz o tą miłość bo on jest Twoim mężem, to z nim byłaś tyle lat, poświęciłaś
      mu tyle czasu miłości itp. Powtarzaj mu, że on się zauroczył w tamtej
      kobiecie, a między wami jest miłość. Powiedz, że go kochasz, że nie wyobrażasz
      sobie życia bez niego. Powiedz mu ze równiez Ty mogłabyś sie w kims zakochac i
      jakby on sie czuł gdybys chciala odejsc a on by Cie kochał. Powiedz zeby Cie
      zrozumiał. Ale nie poddawaj się. Wiesz ja bym na Twoim miejscu poszla do niej
      do pracy ze swoja kolezanka albo i dwiema i bym jej powiedziala zeby sie
      odczepila od Twojego meza!!! Serio! Znam kobiete ktora chciala innej kobiecie
      odebrac jej meza i jak zona meza przyszla do tej kochanki z 3 kolezankami
      wyciagnely ja z domu (wiec idz do niej do pracy! wescie ja na korytarz) to ta
      kochanka zostawiła go w świętym spokoju!!! Wiec ja bym też tak zrobiła. Mąż
      jest Twoj! Pamietaj o Tym. Dałaś mu to co najpiękniejsze w zyciu- młode lata, i
      to tyle lat! Nie zastanawiaj sie tylko tak zrob!. Nie miej zednych skrupułów-
      Ona ich nie ma! Powodzenia!
      • syrena15 Re: mam straszny problem - pomocy 16.04.06, 19:32
        Poniosło mnie trochę... Nie przeczytałam poprzednich wypowiedzi;-))) Wielkie
        gratulacje!!!
    • blanka71 Re: mam straszny problem - pomocy 19.04.06, 10:39
      navajo1 czy możesz podać namiar na gg chciałam z Tobą porozmawiać
      podobny beznadziejny przypadek:(
      pozdrawiam
      • giselleb to nie tak do końca.... 26.04.06, 13:01
        Ja miałam inny problem.Miałam fascynującą pracę, ciekawą kochałam to zajęcie i
        kochałam mojego wówczas chłopaka. Jednak on nie pochwalał mojej pasji-
        tłumaczyłam sobie że przecież nie musimy idealnie we wszystkim się zgadzać.
        Nigdy nie chwalił, nigdy nie okazywał ze jest dumny - a ja byłam z siebie
        dumna, zreszta jego znajomi rozmawiali ze mną o istocie mojej pracy-że im
        imponuje to co robię i imponuje to ze znają takiego kogoś jak ja.
        Nie wiem czy mój był zazdrosny o to że lepiej zarabiam, znam ciekawych ludzi i
        kocham pracę.
        Przy znajomych starał się pokazać że ja jestem taka ciemna masa itp. -
        przynajmniej ja to tak odbierałam.Jak przechodził obok mojego biura - nigdy nie
        prawie nie wstąpił.
        Było mi smutno, rozmawiałam i rozmawiałam i zero poprawy - docinki itp.
        Rozstaliśmy sie - tak na dobre ale wciąż kochałam i nierozumiałam i starałam
        się zapomnieć.
        Przez to zaniedbywałam pracę itp. W końcu rzuciłam pracę.
        Jestem zdrowsza, ale czasem tęsknię do pracy.
        Z czasem dojrzałam - dorosłam i dzisiaj wiem że praca to nie wszystko.
        Czasem jest mi teskno do pracy.
        Przepraszam ale chciałam się wyżalić. Cieszę się że autorce wątku się ułożyło.
        Mnie też :))))))) ale morał stąd taki że nie wszystkim facetom "pasuje" jak
        ich kobieta ma "cel" "Fascynację" i "dąży do czegoś".
        buziaki
Pełna wersja