Chyba ktoś mnie nie lubi...

17.12.05, 16:05
Witajcie!!!
Przyszłam dziś na forum sobie trochę popłakać bo już nie mam siły do tego co
mnie spotyka. I choć wiem, że ludziom milion razy gorsze rzeczy w życiu się
zdażają to ja już wymiękam...
Po kolei:
W zeszłym roku postanowiliśmy z M - kupujemy mieszkanie. Szkoda tylko, że
męczyliśmy się pół roku z kredytem. Najpierw jedna babka powiedziała nam, że
mamy go na 100% I w przeddzień podpisania umowy kredytu (byliśmy już umówieni
na konkretną godzinę) zadzwoniła do nas, że coś jest nie tak z Deweloperem i
nam jednak kredytu nie dadzą... Qwa. |Ale ok - poszliśmy do drugiego banku.
Tam to samo - już wszystko ok i nagle... o przykro nam, ale Mąz ma
nieuregulowany stos. do służby wojskowej i odmowa. W rezulacie wzięłam kredyt
razem ze swoimi rodzicami - potem go przepiszemy jak M uregulue swój stosunek
do służby na nas.
No i myślimy - wszystko ok.
No i było ok.
Aż zaczęliśmy wykańczać mieszkanie. Było już prawie gotowe - w zasadzie
kończyliśmy tylko podłogę i czekaliśmy na kuchnię i okazało się, że facet od
kuchni nas oszukał - przyjął od nas zamówienie, ale w ogóle nie przekazał go
do fabryki - cała sprawa opóźniła się o miesiąc. Załamałam się.
Ale zaraz mogłam wyluzować - i tak wszystko by nam się opóźniło bo... puścił
zawór i zalało nam mieszkanie. Przy okazji podlaliśmy sąsiadów z dołu i
klatkę schodową. Świetnie. Na całe szczęście nie mieliśmy jeszcze paneli
położonych bo szlag by je trafił.
No i myślę sobie - to już chyba koniec "wesołych" info - teraz już
zamieszkaliśmy w ukochanym wymarzonym mieszkanku i będzie dobrze. Akurat - w
miniony czwartek nam się włamali do mieszkania. Wynieśli laptop, cyfrówkę,
komórkę, perfumy i sporo pieniędzy. QWA!!!!!!!! Rozumiem, że można mieć
pecha - ale aż tyle w ciągu jednego roku?????
A mój M zamiast mnie wesprzeć chodzi ciągle zapalić choć umawialiśmy się, że
rzuci palenie jak się przeprowadzimy - okazało się, że od września - kiedy
oświadczył mi, że nie pali - cały czas mnie oszukiwał, a teraz już nawet nie
próbuje udawać - pali mnóstwo i co gorsza - wnosi mi smród do mieszkania, do
moich rzeczy, ubrań - NIENAWIDZĘ TEGO!!! Już przwiesiłam swoje ubrania osobno
od jego ubrań i dałam mu osobny ręcznik. Nie wiem czy z kimś tak śmierdzącym
mam ochotę spać w jednym łóżku. Choć mam chęć na sex to na pewno nie z nim -
śmierdzącym szlugami...
Mam dość.
Wybaczcie, że tak długo piszę, ale mi się nazbierało;-(
Pozdrawiam gorąco wszystkich którym chciało się to wszystko czytać.
    • s.dominika Re: Chyba ktoś mnie nie lubi... 17.12.05, 16:39
      Strasznie Ci współczuję. Wiem, że teraz to mało istotne dla Ciebie, ale trzymaj się.Jeżeli cię to pocieszy, to chyba takie problemy - w jakimś tam etapie - przechodzi każde małżeństwo. U Ciebie niestety wszystko się skumulowało.
      POwiem CI, że u nas było podobnie - może nie na taką skalę jak u Ciebie, ale jednak. Postanowiliśmy wyremontować mieszkanie, bo kupilismy używane i chcieliśmy go zrobić po swojemu.Zaczęliśmy od schodów (mamy 2-poziomowe mieszkanie), bo te co były - ledwo spełniały normy schodów. Zamówiliśmy je w dobrej (i drogiej) firmie i wydawało się, że wszystko będzie OK.Robili te schody z przerwami z miesiąc (zapowiadali 2-3 dni). W tym czasie nie mieliśmy jak na górę wchodzić, co jakby nikogo nie wzruszało. Jak je nam zrobili, to się okazało, że 3 stopnie są do wymiany, bo nam wcisnęli jakieś stare - z zalepionymi dziurami po innym wierceniu. Mój mąż się strasznie wkurzył - no i robili od nowa (całość praktycznie trzeba było demontować). Cały czas syf w mieszkaniu jak cholera.Na górę się nie da wejść. Dobra - jakoś zrobili te schody.
      Wymienialiśmy okna. To przy demontarzu starych - zrobili nam takie dziury, że ledwo mój mąż je zalepić mógł. Wiało przez ten czas strasznie (a miało być w domu cieplej). Okazało się, że nie tyle te dziury były winne (mój mąż je dobrze zaklepił, więc nie można było sie do niczego przyczepić-oni prawdopodobnie takie zrobili duże dziury, żeby im dodatkowo zapłacić za obróbkę glifów,ale nie daliśmy sie naciągnąć), tylko braki w uszczelkach w samych oknach - okazało się, że to taki "patent" producenta.Problem polega na tym, że nam wiało - okien nie chcieli wymienić. Dołożyliśmy swoją uszczelkę, tam gdzie brakowało - trudno (ale nie o to chodzi przecież).
      WYmienialiśmy podłogę. Przyszła firma (zdarli z nas kasy tyle, że nie wspomnę), okazało się, że jest krzywa podłoga i trzeba "równać". Wyrównali - w 2 pokojach a w 3 nie (bo niby tam była prosta). Położyli podłogę - no i oczywiście okazało się że w tym 3 pokoju - podłoga chodzi tak, że mało się nie złamie. Przyjeżdżali - układali tam od nowa. Cały czas w mieszkaniu bałagan, brud straszny - bo te prace remontowe - jedne po drugich.
      W końću zamawialiśmy też szafę do zabudowy - to źle półki pocięli - nie tak jak chcieliśmy - i też 2 dni robota stała, bo docinali płytę. Jestem taka wściekła na polskich fachowców, ze aż mnie trzęsie. Wszystko trzeba po nich sprawdzać, kontrolować, mierzyć, bo mam wrażenie, że cię chcą oszukać na każdym kroku. Ja sama tego nie zrobię, bo nie umiem i jestem skazana na takich partaczy. Niby taka konkurencja na rynku, a w POlsce nic się nie zmieniło. Mój mąż zaczął z nerwów herbatę miętową pić, bo go żołądek od tego wszystkiego bolał (ja piłam już wcześniej). Teraz powiedziałam ŻADNYCH remontów, zmian itd. Nie mam na to siły ani nerwów.POzdrawiam CIę serdecznie i łączę się w bólu. Trzymaj się. I co najważniejsze UBEZPIECZ mieszkanie. Wtedy cokolwiek ty lub ktoś tobie zrobi, to nei odpowiadasz ty, tylko ubezpieczyciel. Możesz też ubezpieczyć wszystko wewnątrz.
      • horpyna4 Re: Chyba ktoś mnie nie lubi... 17.12.05, 17:05
        I nie dziw się, że w tej sytuacji chłop nie może przestać palić. Odłóż ten jego
        odwyk na czas mniej nerwowy.
Pełna wersja