dziewojka
28.12.05, 19:51
Wiecie, zawsze zapewnialam siebie w duchu, ze nie popelnie tego bledu,
ktory jedna po drugiej popelnialy moje kolezanki. A popelnilam.
Moze nie az tak drastycznie, ale jednak sama sobie winna jestem
za zamieranie przyjazni sprzed lat. Kiedy zakochalam sie, przed trzema laty,
wciaz mialam czas dla przyjaciolek, ale juz mniej. Potem zamieszkalismy razem,
zaczelismy spedzac wakacje w pracy za granica i...
I ze smutkiem obudzilam sie dosc osamotniona. A zorientowalam sie.. dzisiaj.
Oto spedzam piekny swiateczny czas z rodzicami i bratem, w miescie,
w ktorym zylam z nimi przed wyjazdem na studia. Tyle wspomnien wiaze sie
z tym miejscem, ze "niesiona" tesknota za przyjazniami z czasu podstawowki
i liceum juz dwa lata temu zaczelam odbudowywac te znajomosci.
Teraz, w ciagu tego pobytu, spotkalam sie z trzema "dawnymi przyjaciolkami" -
i tak mi teraz smutno! Czulam sie z nimi wspaniale, te spotkania byly
rewelacyjne (spotykamy sie zawsze pare razy w roku, z racji zycia w odleglych
od siebie krancach Polski). W moim miescie nie czeka na mnie zadna taka
przyjazn, bo oddalam sie calkowicie milosci. I choc jest mi bardzo dobrze
z narzeczonym, to kobiecej, prawdziwej przyjazni juz nie zbudowalam z nikim i nie bardzo lubie to poczucie pustki wokol siebie.
W pierwszych latach studiow byly tylko nowe znajome, potem nadeszla milosc
i nie dalam szansy nowym kolezankom na budowanie przyjazni. Szkoda :(
Ciesze sie, ze choc przez tych kilka dni zobaczylam moje kochane dziewczyny.
Ogromnie mi TEGO brakuje. Dbajcie, moje Drogie Panie Forumowiczki,
o swoje przyjazni, dbajcie, zeby nie ocknac sie w takiej sytuacji jak ja.
Pozdrawiam Was serdecznie i ide sie pakowac, bo juz jutro wracam do mojego Ukochanego :)
Dziewojka.