euglena_bardzo_zielona
03.01.06, 00:19
Witam wszystkie forumowiczki!
Okej, jestem facetem! ;] Piszę pod pseudonimem, bo sprawa jest dla mnie
delikatna i całkiem wstydliwa. Chcę zainicjować temat, który moim zdaniem
wydaje się być ważny w pożyciu dwojga ludzi, ale przez to że jest jednocześnie
śmieszny (wywołuje śmiech) i kontrowersyjny (wywołuje konsternację) jest
bardzo często przemilczany. Raczej nie będę brał udziału w dyskusji, bo nie o
to mi chodzi. Natomiast przeczytam wszystkie odpowiedzi (jeśli jakieś się
pojawią) i wyciągnę własnę wnioski na przyszłość.
Jak to jest z tymi gazami pościelowymi? Swego czasu w Internecie krążył topik,
na którym zbulwersowane młode kobiety, mężatki opisywały jak to strasznie
zmieniła się ich "nocne" życie po ślubie. Mąż, wcześniej wychowany i
kulturalny młody człowiek, wstrzymujący się od problemu, po ślubie "puścił na
całego wodze fantazji" i regularnie co noc zatruwa powietrze w sypialni.
Komentarze były przeróżne, skrajne - od zdecydowanego potępienia do
niezrozumienia w czym problem.
Ja natomiast chciałbym poznać Wasze zdanie. Jak to jest rozwiązane w Waszych
związkach? Przecież to jest problem który teoretycznie dotyczy trzech
miliardów samców na tym wieśniackim, ziemskim padole. Jakieś rozwiązanie,
satysfakcjonujące obie strony po prostu MUSI istnieć!
Jak to wygląda u mnie? Ano tragicznie. Jestem w związku trwającym rok, oboje
mamy po 26 lat, jesteśmy razem szczęśliwi. Kocham i jestem kochany. Myślę
poważnie o małżeństwie. Ze względu na obecną sytuację, noce spędzone razem
należą obecnie do rzadkości. Ale ani nie jest to dla nas problemem, ani to
temat tego topiku.
Lecz gdy już przychodzą te noce, to dla mnie jest to poważny problem. Pojawia
się solidny kryzys! Co mam zrobić? Perystaltyka jelit mężczyzny jest
zdecydowanie odmienna od kobiet. My po prostu produkujemy gazy nawet po
niezwykle lekkostrawnej kolacji. Co ja mówię? Mi się zdarza to nawet po
wypiciu dużych ilości wody mineralnej! Normalne - organizm się czyści. I co wtedy?
Dla mnie psychicznie jest to totalna rozwałka. Nie potrafię przełamać się,
żeby dać sobie ulgę, nawet gdy słyszę, że Ona bardzo głęboko śpi, a pokój jest
wielki i solidnie wietrzony. A co zimą - gdy pokój jest mały i szczelnie
zamknięty? Rano przecież spaliłbym się ze wstydu, gdyby ona obudziła się i
poczuła atmosferę przesyconą azotem.
Efekt? Gdy spędzamy razem noc, ja z reguły śpię po 2-3 godziny. Resztę czasu
zajmuje mi ciągle budzenie się i zasypianie - pilnowanie, czy przypadkiem nie
popuszczam smorda mimo woli. KAŻDY wyjazd, czy wspólnie spędzona noc, to dla
mnie bankowe wzdęcia, zaparcia, blokada całego dolnego odcinka przewodu
pokarmowego. A do tego lekkie problemy natury psychologicznej. Ciągły dylemat.
Ciągle zastanawianie się, czy prędzej zbeszczeszczę jej godność, zapaskudzając
powietrze, czy może rozerwie mi dupę! :/ Przecież nie mogę co trzydzieści
sekund wychodzić z łóżka i biegać do ubikacji, bo to kompletnie bez sensu!
TO JEST PROBLEM! Przynajmniej dla mnie. Niektórzy słysząc o tym, głupkowato
się uśmiechają. Mi nie jest do śmiechu! Naprawdę nie wiem, co z tym zrobić,
ani jak to rozwiązać? Jak napisałem wcześniej, spędzamy razem naprawdę nie
wiele nocy. Ale przecież na horyzoncie jest małżeństwo, co oznacza -
przynajmniej teoretycznie - KAŻDĄ noc razem! :( Co robić? Przecież jak będę
wstrzymywał się całą noc i każdą noc, to prędzej czy później nabawię się
jakieś wrednej choroby z tego tytułu! :/
Proszę o odpowiedzi inteligente osoby. Jak widzicie rozwiązanie tego problemu?
Bardzo dużo kobiet krytykuje w nas - facetach - tą sprawę i szczerze mówiąc -
ja się z nimi zgadzam! Tylko proszę spróbować zajrzeć na drugą stronę
barykady. Rozmawiałem z kilkoma moimi kolegami. Ich reakcja - to głupawe
uśmieszki i brak konkretnej odpowiedzi. Problem istnieje na pewno w
zdecydowanej większości związków. Ale być może brak rozwiązania które
uszczęśliwiłoby obie strony konfliktu wynika z tego, że nikt nie chce tak na
poważnie się z nim zmierzyć? Że każdy podchodzi do niego z głupkowatym
uśmieszkiem, krytyką lub założeniem, że tak jest od setek tysięcy lat i tak
już musi pozostać?
Z góry dziękuję wszystkim za odpowiedzi i udział w dyskusji
Euglena Zielona [pseudonim]