zuza123
06.01.06, 14:23
Witajcie,
Jakiś czas temu wywołałam nawet spore zainteresowanie swoimi wątpliwościami,
związanymi z rodziną a chęcią podjęcia studiów podyplomowych (wątek
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=28144904&a=28144904). Teraz
zbliżam się do sesji i rzeczywiście jest ciężko. Gdyby nie pojedyncze wolne
dni brane od czasu do czasu chyba nie dałabym rady (choć w te dni raczej się
uczę niż odpoczywam). Ale nie o tym chciałam. Miewaliśmy z mężem lepsze i
gorsze chwile, ale od pewnego czasu stajemy się sobie jakoś tak „odlegli”.
Coraz mniej rozmawiamy, a jeśli już to kończy się to w najlepszym wypadku
kłótnią. Widzę w tym trochę mojej winy: pracuję do późna, w prawie każdy
weekend zajęcia, a teraz gdy do sesji tuz tuż wpadłam jakby w trans i na
niczym innym nie skupiam myśli i czasu (z aerobiku zrezygnowałam chwilowo :).
Mąż ma coraz mniej cierpliwości chyba. Ale ja nie umiem inaczej, sama płacę
za te studia (mając kredyt hipoteczny), nie mogę sobie pozwolić na ich
zawalenie, bo już zupełnie nie dam rady zdać poprawki.
Może ktoś ma/miał podobne doświadczenia. Jak sobie z tym radzicie? Będę
wdzięczna za rady i dobre słowo