peppermintbark
11.01.06, 15:39
Witam
Pisze na to forum, gdyz moze wlasnie wy mnie zrozumiecie bardziej. Nie traktuje tego jako wolania o
pomoc czy cos takiego. Moze po prostu chcialem to wyrzucic z siebie...
Jestem w zwiazku z pewna kobieta od 4 lat. Rok temu mielismy powazny kryzys (w tym tez zdrade z
jej strony). Teraz mieszkamy za granica i mamy bardzo powazny problem, ale moze od poczatku:
Moja dziewczyna jest zazdrosna. Zazdrosna o wszystko: o kolezanki z pracy, dziewczyny z knajpy
gdzie rano kupuje kawe, o kontakty z moja byla dziewczyna (ktore mam tylko z okazji swiat bozego
narodzenia), generalnie o wszystko. Wymyslcie sobie temat ktory moze byc choc odrobine sliski i
bedziecie mieli obraz mojej dziewczyny. Ona chodzila do psychologa aby porozmawiac o tych
problemach - przez pewien czas byla poprawa, wiec przestala sie w ogole tym interesowac. Po
przeprowadzeniu sie za granice sprawa sie jeszcze pogorszyla. Pretensje pojawialy sie o wszystko.
Doszlo do tego, ze zaczalem klamac o jakichs glupstwach tylko dlatego, zeby jej nie denerwowac.
Potem okazalo sie ze ona sie dwiedziala prawdy o tych drobnostkach i zaczynaly sie awantury.
Jakis miesiac temu sprawa sie pogorszyla jeszcze bardziej - bylem z szefem na lunchu, wyszlismy po
prostu przed budynek biura na chinszczyzne. Jola (moja dziewczyna) zadzwnila do mnie spytac sie
dlaczego zniknalem z gg. Gdy odpowiedzialem ze wyszedlem z szefem na lunch zaczela na mnie
wrzeszczec, ze ja olewam, traktuje jak gowno itd. Gdy opowiedzialem, ze nie bede z nia w taki
sposob rozmawial i chce skonczyc spokojnie lunch rzucila sluchawka. Nie odzywala sie do mnie
przez kilka dni.
Kilka dni potem byla nastepna awantura, tym razem o to, ze kiedy mielismy przerwe i ona byla z
kims, ja sie tez z kims spotykalem (chociaz z mojej strony nic nie bylo). Sprawa dla mnie byla juz
zamknieta rok temu i nie przypuszczalem, ze ona zacznie cokolwiek awanturowac sie w tym temacie.
Nastepne kilka dni nie odzywania sie..
Dzisiaj wymieklem. Ona ma okres. zadzwonila do mnie rano, powiedziala, ze bardzo zle sie czuje i
ze mam sie zwolnic z pracy i przyjechac do niej. Oczywiscie nie powiedziala dlaczego mam
przyjechac i co moje pojawienie mialoby do jej bolow menstruacyjnych. Oczywiscie nastepna
awantura i wrzaski w sluchawke. Nie musze chyba pisac, ze zwolnienie sie z pracy nie wchodzi w
rachube, zwlaszcza, ze ona nie pracuje, tylko ja...
Nie mielismy szczesliwego dnia od dawna, nawet jak czasami jest dobrze to ona ma swoje "jazdy" i
wtedy sie zaczyna. Codziennie jak jestesmy na zakupach ona ma pretensje, ze niby patrze na obce
kobiety w supermarkecie. Albo na skrzyzowaniu boje sie rozgladac na boki, bo ostatnio stwierdzila,
ze gapie sie na jakies laski na chodniku. Co chwila pretensja o kobiete, ktora od niedawna jest nasza
sasiadka, tylko dlatego ze raz przyszla do nas spytac sie gdzie sa liczniki pradu. Dla mojej
dziewczyny sasiadka od razu zostala "dziwka", ktora chce jej odbic faceta. Teraz boje sie otwierac
drzwi, bo jesli to bedzie sasiadka, to bede mial przesrane.
Siedze teraz i pisze to, bo mam zgryz. Bardzo ja kocham, ale nie moge juz przy niej wytrzymac.
Jakiekolwiek prosby aby poszla do psychologa i cos z tym zrobila nie przynosza skutkow. Wszystko
rozbija sie o brak pieniedzy. Nie wiem co zrobic, nie potrafie z nia rozmawiac, nie potrafie z nia
normalnie spedzac czasu. Wedlug niej mam kogos, jestem klamca, ciagle mnie wyzywa od
najgorszych. Ja juz po prostu nie mam sily, zaczynam sie zalamywac i zamykac w sobie. Boje sie ze
ona mnie juz dawno nie kocha i jest ze mna... nie wiem z jakiego powodu. No bo czy kochajac
mozna sie tak zachowywac? Boje sie tez ze moje uczucie umiera. Nie potrafie spogladac na nia
awanturujaca sie i powiedziec sobie, oto jestem z kobieta, ktora kocham.
Teraz siedze w pracy i boje sie wrocic do domu. Pewnie czeka mnie nastepna awantura...
Naprawde nie wiem co mam teraz zrobic, jak rozwiklac taka sprawe...