losowe5
17.01.06, 12:28
mam problem - stary jak swiat, ale jednak....
jakis czas temu skonczyl sie moj zwiazek - bardzo to przezylam, i chyba
jeszcze "nie pozwolilam mu odejsc" (emocjonalnie itp.). przez ostatnie 3
miesiace umawialam sie niezobowiazujaco z roznymi facetami, ale raczej nie
wychodzilo to poza pierwsza randke. mniej wiecej w tym samym czasie poznalam
pana X, rowniez po nieudanym zwiazku, moze nawet bardziej niz moj. spotykamy
sie tak od miesiaca, z tym, ze ja jestem b.nieufna, ostrozna - po prostu boje
sie zaangazowac. mialam wrecz wrazenie, ze on za bardzo sie angazuje i
oczekuje tego samego ode mnie. w kazdym razie po miesiacu czestych spotkan,
dlugich rozmow itp. zaczelam mu lekko ufac. no i w weekend wyskoczyl z
tekstem, ze on panikuje, ze nie wiem sam, czego chce, ze tez sie boi itp.
troche mnie to dotknelo, ale bez przesady - za wczesna faza, stwierdzialam,
ze tez sie boje, ze nie wiem, czy to nie za wczesnie i w takim razie
powinnismy dac sobie spokoj. zaczal mnie prosic, zebym tego nie przerywala,
ze on chce sie dalej spotykac.
tylko, ze ja teraz nie wiem..... podoba mi sie, rozumiemy sie, potencjal
jest, ale nie wiem, czy to ma sens: nie tylko leczyc swoje traumy, ale tez
partnera. czy w takiej sytuacji nie jest lepiej dla nas obojga byc z silna
osoba, ktora nauczy nas znow ufac itp.? juz sie w tym pogubilam, bo mam
wrazenie, ze z takim podejsciem bedziemy sobie nawzajem szkodzic....