kaaza111
29.01.06, 23:27
jestem z mężem 5 lat,wszystko kiedys było pieknie,jak u każdego. Mam
świadomość,że kłopoty zaczęły być przeze mnie i zaczęło psuc się między nami
przez moja niesforność i głupotę. Gdy ja już sie ocknęłam,zaczęłam wszystko
naprawiać,i naprawiłam po około roku, on zaczął odwalać. Już było dobrze,ale
nagle koledzy,piwkowanie w pabach,późne powroty...źle mnie zaczął traktować.
To chyba najgorsze. ale walczyłam z tym następny rok,teściowie obwinili mnie
o to wsztstko,że ja sie do tego przyczyniłam i że dobrze mi tak. Kocham go
naprawde,ale to już przechodzi mnie samą,on mnioe wyzywa,nic go nie
obchodzi,a wczoraj po pijaku uderzył mnie u znajmych w domu. Nic go nie
obchodziło,że wyszłam płacząc od nich i poszłam do domu 4 kilometry na
piechote w taki mróz,bo zabrał mi torebkę ze wszyskim. Kiedys tak o mnie
dbał,nigdy by mnie nie uderzył. Wogóle poniża mnie przy znajomych,mówiąc do
mnie suka,albo spie...rdalaj. Juz tego nie mogę znosić,mam doła
psychicznego,jakąs depresję. powinnam odejść?