Jak to jest z tymi dziećmi...

15.02.06, 14:08
Przeczytałam na jakimś forum (tutaj albo na FK) wypowiedź pani, która ma 2
dorastających dzieci i ona napisała coś, co mnie mocno zastanowiło.
A mianowicie, że okres, gdy dzieci były małe uważa za wymazany z życiorysu -
nie miała innego świata poza dziećmi. Teraz są już nastolatkami i znowu
jakieś typowe dla tego wieku problemy spędzają jej sen z powiek. Generalnie
ona ma takie poczucie, że radości i chwile szczęścia związane z posiadaniem
dzieci nie równoważą tych zmartwień, jakich jej dzieci przysporzyły.

Nie mogę zapomnieć o tym, co ona napisała... tak mi to utkwiło w głowie...
    • luana4 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 15.02.06, 15:42
      ......hmmm, ciekawe,
      ja mam za male dzieci, by wypowiadac sie na druga czesc tematu, ale z pierwsza
      czescia (male dzieci) jakos nie moge sie zgodzić.
    • oxygen100 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 15.02.06, 15:43
      to pewnie wiedziala co mowi.
    • conejito13 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 15.02.06, 16:52
      mysle, ze kazdy inaczej przezywa macierzynstwo. to dlatego jednemu to samo
      przyniesie jedynie rozczarowanie a drugiemu jedna wielka radoche. tak, jak
      wszystko zreszta:)
    • itacare Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 15.02.06, 20:15
      A nie boicie się, dziewczyny mające dzieci albo w planach, że bilans strat
      przewyższy bilans zysków, jak w przypadku owej cytowanej przeze mnie matki?
      • pasikonik10 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 15.02.06, 22:48
        ja się właśnie boję... Boję się ze dzieci to piękny okres...ale jak już
        przestaną robić w pieluchy i zanim pójdą do szkoły. Swój wiek dojrzewania
        wspominam koszmarnie ( więc żadna to radość mieć wyszczekane dziecko w domu),
        obecnie jestem "na swoim" ( dalej brak radośći- bo się buntuje i już nie myślę
        tak jak chciałaby moja mama)
        W sumie radości z dzieci to chyba jest z 5 lat...
        Jeśliby dołożyć do tego koszty utrzymania...no nie wiem- pies wychodzi taniej i
        więcej jest z niego radości ( no z jakies 12 lat)
        :D
        M.

        Tekst powyżej proszę najuprzejmiej o przyjęcie z przymrużeniem oka... :)
      • pasikonik10 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 15.02.06, 22:52
        a na poważnie... boję się, ale myślę ze tego nie można brać na logikę i
        wyliczac... Sa kobiety stworzone do macierzyństwa i te które nie są.. Tu chyba
        tkwi problem.
        Niektóre świetnie godzą macierzyństwo z karierą, inne nie- są zgorzkniałe bo
        coś im umknęło a one ocknęły się mając lat czterdzieści kilka...
        Ja mam wokół siebie - w pracy-świetne przykłady kobiet ambitnych ze szczęśliwą
        rodziną, niesamowicie dumnych ze swoich pociech, więc chyba można i tak..?
    • oliwka117 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 09:26
      Zależy jak się na to patrzy. Jedni uważają, że dzieci należy mieć, bo tak trzeba
      i już a nie zastanawiają się czy chcą być rodzicami. Potem mają pretensje,że
      rodzina im dziecka nie wychowuje, że mają mało czasu itp, itd. Inni podchodzą do
      tego świadomie i odpowiedzialnie. Biorą pod uwagę fakt, że dziecko łączy się z
      pewnym poświęceniem, że zmienia życie, ale nie jest pępkiem świata i nie może
      być ważniejsze od rodziców. I Ci, myślę, są szczęśliwi. Znam wiele par z
      dziećmi. Zaradni, odpowiedzialni, pracowici, radzą sobie z dzieckiem wspólnie,
      uważają rodzicielstwo za wspaniałą "przygodę życia". Dziecko jest ich częścią,
      rodziną, małą rozumną istotą-podziwiam ich. Znam też pary, które mają muchy w
      nosie, bo wydaje im się, że dziecko to problem całego ich otoczenia i mają
      pretensje, kiedy inni tak nie uważają. Nie potrafią się cieszyć rodzicielstwem,
      bo nie chcieli być rodzicami a jednynie dzidziusia sobie zmalować-beznadzieja i
      brak szacunku dla innych.
      • itacare Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 11:25
        Ja właśnie jestem na tym etapie, że się zastanawiam, mieć czy nie mieć.
        Jak tak patrzę na moją rodzinę, to chyba się nie kalkuluje... Znaczy nie żadna
        patologia, z zewnątrz bardzo udana rodzina - ale... nie wiem jak rodzice to
        odbierają, ale ja jako nastolatka byłam nie do wytrzymania, mój brat też -
        teraz on mieszka za granicą, ja też kilkaset km od rodziców i wcale nie czujemy
        potrzeby odwiedzania rodzinnego domu. Na miejscu moich rodziców uznałabym, że
        się nie opłaciło mieć dwójki dzieci. Z mojego punktu widzenia tak wygląda...
        Chociaż mama mi mówi, że jest szczęśliwa, że jesteśmy samodzielni i nam się
        układa.

        Boję się, że mogłabym kiedyś zbilansować posiadanie dzieci - i uznałabym, że to
        wszystko nie było tego warte, pomimo na pewno wielu wspaniałych momentów...
        • oliwka117 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 12:24
          O właśnie. To,że ma się dzieci, wcale nie znaczy, że jak to się mówi potocznie:"
          nie będzie się samemu na starość". Jeśli więc ktoś chce być rodzicem tylko w
          celu zaspokojenia przyszłej egoistycznej potrzeby, to niedobrze. A to że macie
          z bratem swoje życie i Waszych rodziców to nie razi, to bardzo dobrze. Jest
          niewielu rodziców, którzy są w stanie zaakceptować, że dzieci sa dorosłe i nie
          odwiedzają ich 8 razy w tygodniu. Ja też jestem na razie na etapie: mieć dzieci,
          nie mieć. Ale powolutku, bardzo powolutku, widząc przykłady naszych znajomych
          zaczynam myśleć, że chcę. Dlaczego? Bo to dziecko to będzie część mojego męża i
          moja i chcę dać jej szansę zaistnieć. Natomiast jak patrzę sobie na przykłady w
          rodzinie jak to rodzice sobie nie radzą i nie wiedzieć czmu mają dzieci to
          odechciewa mi się.
          • itacare Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 13:09
            Właśnie, jest coś takiego, że chce się zostać stwórcą. To musi dawać wielkiego
            pałera, że ma się taką moc - i patrzeć, jak się stworzyło kogoś podobnego do
            siebie i ukochanej osoby.
            Ale czy to jest warte tych wszystkich wyrzeczeń, trosk, zmartwień, często
            niewdzięczności czy prawdziwych dramatów - nie wiem...
            • kiecha3 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 13:36
              bo zmalowac to jest łatwo... 5 minutek i masz bejbi... no dobra.. potem 9
              miechów czekasz i patrzysz jak ci brzuch rośnie.... a potem.. potem masz 20 lat
              codzienną szarośc życia.. ale nie to jest najgorssze.... najstraszniejsze dla
              mnie jest to poczucie wszechogarniającej ODPOWIEDZIALNOśCI za to małe stworzonko...

              i jak patrzę na nasze młode społeczeństwo to mi sie szczerze odechciewa dzieci..
              wokoło same matki z wpadki albo zaplanowane bo trzeba mieć..bez głębszego
              przemyślenia gdzie za co i jak.. a ja sie powoli starzeję.... ciągle nie
              wiedząc.....
              • gaja102 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 15:05
                Jestem matką dwójki po dwudziestce i nie wyobrażam sobie życia bez nich.Córka
                jest moją przyjaciółką,nie miała okresu buntu jako nastolatka,zawsze była
                rozsądną ,miłą i dobrą dziewczyną.Z synem najlepiej mi się rozmawia,popełnił
                kilka błędów w życiu,ale zawsze czuł nasze wsparcie i wiedzieliśmy,że na błędach
                się nauczy.Cieszymy,że się im układa w życiu.Wiemy ,że możemy na nich liczyć.
                • itacare Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 15:24
                  gaja102 napisała:

                  > Jestem matką dwójki po dwudziestce i nie wyobrażam sobie życia bez nich.

                  No jak się czyta takie posty, to jest argument za "mieć".
                  Ale nie wiem, oprócz innych "ale", jakbym sobie poradziła z wieczną troską o
                  dziecko - czy nikt nie pobije, nie zgwałci, nie okradnie, nie przejedzie... a
                  jak właśnie to się przytrafi? Czasem wyłażę ze skóry, jak nie wiem, co się
                  dzieje z mężem, jak jego komórka nie odpowiada, a on później wraca bez
                  uprzedzenia - a to dorosły człowiek. Gdyby chodziło o dziecko, chyba bym
                  osiwiała ze zgryzoty...
              • morphea1 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 16:02
                mam tak samo... :(
                Ciągle nie wiem...
                Hm, moja mama mówi ze ona mocno czuła ze chce mnie mieć (urodziła mając lat 21).
                Ja mam 28 i.. nadal sie zastanawiam...:(
                Zadnego zewu ze środka, żadnych zachwytów nad wózkiem, nie wiem, może dlatego
                ciąża trwa 9 miesięcy żeby się jakoś oswoić z myśla i wszytsko sobie odpowiednio
                poukładać...
                I mimo wszystko zazdroszczę tym które się zdecydowały..
                • kiecha3 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 16.02.06, 17:12
                  a wiecie że krowa też chodzi w ciąży 9 miechów... i jakie ma ładne cielątko....
            • oliwka117 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 20.02.06, 19:51
              I tutaj podchodzimy do tematu wychowanie. Ja nie pamiętam żebym mamie pyskowała.
              Zawsze ją szanowałam i byłam raczej miłym dzieckiem. Ale moja mama nauczyła mnie
              siebie szanować. I ja myślę, że trzeba od razu "trzymać dzicko krótko", nie
              pozwalać mu na wymuszanie czegokolwiek płaczem, tupaniem, itp. Nasi znajomi mają
              synka, mały sobie u nas raczkował i chciał się dorwać do obrusu. Na to jego mama
              łagodnie, ale stanowczo:"nie wolno". Mały próbował zacząć płakać, mama jeszcze
              raz bardziej stanowczo:"nie wolno" I mały sie uśmiechnął po czym znalazł sobie
              odpowiedniejsze dla siebie zajęcie. Inny przykład: mała śliczna dziewczynka chce
              dostać coś czego nie może. Zaczyna się złościć i tupać. Rodzice patrzą
              rozbrojeni: "jak ona fajnie tupie" I w śmiech. Skutków obu rodzajów wychowania
              domyślcię się same...
    • niebieskadziewczyna Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 17.02.06, 20:51
      widocznie nie byla gotowa do macierzynstwa. Nie ma sie co spieszyc z dziecmi,
      bo bezzsprzecznie jest to wielki obowiazek i wiele wyrzeczen. Ale gdy
      zdecydujesz sie na dzieci w dopowiednim czasie na pewno mniej bedzie przykrosci
      i zmartwien a wiecej radosci.
      • noblondich Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 20.02.06, 22:26
        Jako matka półtorarocznego dziecka, mogę się trochę zgodzić ze stwierdzeniem,
        że jest to okres wycięty z życiorysu.
        Nie jest to coś złego.Te twierdzenie bardzo pasuje do mojej sytuacji. Jestem na
        wychowawczym,przed urodzeniem dziecka połowę ciąży byłam na L-4.W sumie 2 lata
        już siedzę w domu.Jest to w pewnym sensie czas wycięty z życiorysu.
        Nic nie dokonałam przez ten czas,stoję jakby w miejscu zamiast iść do
        przodu.Myślałam,że będę miała czas się dokształcić trochę,ale nie mam na to
        siły.Po całym dniu spędzonym z dzieckiem dosłownie padam.Mało gdzie
        wychodzę,jak już gdzieś idę to wcześnie wracam.Jestem stale zmęczona.Nieraz mam
        wrażenie,że obowiązki mnie przerastają.Ale życie cały czas się zmienia.Jak mam
        porównać ten czas jak synek był niemowlakiem i teraz jak już biega po domu to
        jest ogromna różnica.Kiedyś to cały czas poświęcałam tylko jemu i cały
        harmonogram dnia był pod niego ustawiony.Teraz powoli się odnajduję w tym
        wszystkim.Znalazłam czas na własne przyjemności, zainteresowania.Zrozumiałam,
        że nie muszę z nim być non stop 24 godziny na dobę.Babcia równie dobrze potrafi
        się nim zaopiekować od czasu do czasu z pożytkiem dla wszystkich.Ona ma radość,
        synek urozmaicenie a ja czas dla siebie.
        Nie ma co chłodno kalkulować co będziemy mieć z tego, że urodzimy dziecko i czy
        się to nam opłaca czy nie, bo miłość jest ponoć bezwarunkowa.Pieniądze raz się
        ma,raz nie ma,z mężczyznami też jest różnie -przychodzą,odchodzą, ale to co
        jest między mną a dzieckiem jest wieczne.
        Są po prostu takie chwile jak ta,kiedy synek mi zasypia na rękach,patrzę na
        niego i go głaszczę po główce.Wiem,że on mnie kocha chociaż jeszcze tego nie
        umie powiedzieć.Czuję tą wyjątkową więź między nami i dziękuję Bogu za to,że go
        mam.
        Choćby nie wiem jak było mi ciężko,to mam motywację do tego,żeby wstać rano z
        łóżka.
        Przyznam,że nie był dzieckiem planowanym.Też zawsze myślałam,że na dziecko jest
        czas jeszcze.Cieszę się mimo wszystko,że wyszło jak wyszło, bo inaczej bym się
        nie zdecydowała na dziecko do dzisiaj.
        Uważam, że życie bez dzieci jest wygodne do pewnego czasu.Na początku jest
        fajnie,bo nie ma tych obowiązków,można szaleć,imprezować,wracać nad ranem, itd.
        Po latach małżeństwa jednak uczucie się powoli wypala,pozostaje przyzwyczajenie
        i pusty dom.
        A z tą starością to przecież nie chodzi o to, żeby ktoś się nami opiekował
        kiedy będziemy niedołężni.Tylko żeby myśmy się mieli nadal kimś opiekować, o
        kogoś troszczyć, kogoś kochać, wnuki pobawić, żeby się czuć nadal potrzebnym
        komuś na starość.Życie ma sens wtedy, kiedy nie żyjemy tylko sami dla siebie. A
        jak tak się ułoży, że małżonek nam umrze ( w końcu na ogół mężczyźni krócej
        żyją) bądź też jeszcze wcześniej odejdzie od nas to co nam zostanie?
        Wtedy już będzie za późno na to, żeby cofnąć czas.





        • morphea1 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 20.02.06, 22:31
          pięknie to napisałaś....:) Wreszcie coś budującego na tym forum...

          A ile masz lat- jeśli moge zapytać i czym się zajmowałaś przed urodzeniem
          synka(pracowałaś , studiowałaś?)
          • noblondich Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 20.02.06, 22:43
            Mam 27 lat.Przed urodzeniem dziecka pracowałam kilka lat jako księgowa.
            Dziękuję za uznanie:)
    • toman5 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 20.02.06, 23:05
      Dzieci to koszty, konieczność dostosowania się do małego kosmity, korowody z
      nianiami, babciami, przedszkolami.....
      Czy posiadanie dziecka jest więc opłacalne?
      Tak! - odpowiadam z całą mocą jako matka od lat niemal 4. Opłacalne jest, bo:
      - dziecko wyzwala w człowieku emocje na poziomie, jakiego nie uruchamia chyba
      nikt i nic innego na świecie (no, na Mount Everest nie wlazłam i Oscara nie
      dostałam, więc może to?)
      - świetnie jest mieć jeszcze kogoś do kochania
      - choć wcześniej stukałabym się w głowę na taki pogląd, dziś uczciwie
      przyznaję, że cieszę się, że przekazałam dalej mitochondrialne DNA mojej matki
      i matek moich matek.
      Piszę to wszystko, jako matka dziecka zdecydowanie późnego, i w dodatku jako
      osoba, która nigdy wcześniej nie miała głupawki na widok wózków. Dzieci mnie
      nudziły i męczyły. Dziś fascynuje mnie ich sposób rozumowania, niesłychanie
      bawi mnie ich logika.
      Fajnie jest mieć dziecko.
      • searena Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 09:33
        :)) I to podejście mi się podoba, chyba miałabym podobnie. Poza tym wydaje mi
        się, że dziecko nie musi przeszkadzać w naszych planach, są ludzie co nawet z
        bardzo małymi dziećmi wyjeżdzają na aktywne wakacje, chodzą po górach, pływaja
        po morzach, i dobrze miec instytucję babci w razie czego też ;)
        • itacare Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 10:01
          Myślę, że zupełnie inaczej to wszystko wygląda, jak dziecko jest małe a inaczej,
          jak jest nastolatkiem albo dorosłym człowiekiem. Im starsze, tym mniej różowo.
          Jestem raczej przekonana, że z kilkuletnim brzdącem u boku nie zadawałabym sobie
          pytań w stylu: czy było warto, dopiero później, jak by się zaczęły pyskówki w
          okresie dojrzewania, a nawet gdy dziecko by się usamodzielniło. Najgorsze, o
          czym moge myśleć, to niewdzięczność ze strony dziecka. Nie chodzi mi, żeby się
          przede mną rzucało na kolana za te wszystkie poświęcenia, ale dobrze wiem, ile
          bólu dzieci potrafią sprawić rodzicom swoją niewdzięcznością, pretensjami,
          wymówkami, niedocenianiem...
          • luana4 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 11:20
            Jestem matka dwojki chlopcow, 6 i 2,5 roku. Wiecie jak bym odpowiedziala na
            pytanie jaki byl moj najszczesliwszy dzien w zyciu? byla to chwila, gdy po
            porodzie zobaczylam moje dzieci, zdecydowanie nie moze sie z niczym rownac.
            Wychowac nie jest latwo, potrzeba wielu wyrzeczen, ogromnej odpowiedzialnosci,
            ale ja od zawsze chcialam miec dzieci, wiec jakos sobie radze i pracuje.
            Za caly wlozony trud najwieksza nagroda jest dla mnie ich usmiech, radosc, gdy
            male raczki obejmuja mnie czule szepcac "mamo kocham cie". Mnie w zupelnosci
            wystarczy to, ze istnieja i nie oczekuje nieczego wiecej. Gdyby macierzynstwo
            mialo byc jakas bardzo oplacalna inwestycja, to byloby pewnie bardziej zawodem,
            a nie powolaniem.
            Dodam tylko, ze pierwsze dziecko urodzilam na moje 30 -ste urodziny i w w
            czwarta rocznice slubu.
            Boze jak bardzo Ci jestem wdzieczna.
          • searena Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 13:40
            Ja nie rozumiem jakie poświęcanie. Dlaczego mając dzieci trzeba się niby
            poświęcać i skłądac na ołtarzu???????? Wyzbądźmy się syndromu "matki Polki". To
            jest to samo co w związku, kompromisy i nakierowanie na kogoś a nie tylko na
            siebie, myślę że wystarczy dziecko kochać, okazywać mu to i zapewnić wszystko co
            mu potrzebne do rozwoju i szczęsliwego dzieciństwa. I na epwno można to zrobić
            zachowując instynkt samozachowawczy i dbając o swoje włąsne potrzeby.
            Poświęcanie się mści, dzieci są potem przyzwyczajone do tego aby tylko brać a
            nic nie dawać, oczekują od rodziców poświęceń, są egoistyczne dlatego to się
            właśnie tak kończy.
            • oliwka117 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 13:54
              Zgadzam się. To tak jakby mówić, że ktoś się poświęca zostając np. z mężem w
              domu gdy jest chory mając do wyboru imprezę. To przyjemmność, bo kochamy, więc
              nie traktujemy tego jak wyrzeczenie.
              • luana4 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 16:09
                noblondich napisala:

                " Jako matka półtorarocznego dziecka, mogę się trochę zgodzić ze stwierdzeniem,
                że jest to okres wycięty z życiorysu."

                dokladnie! jezeli z czegos swiadomie rezygnujesz rownie dobrze mozesz to nazwac
                poswieceniem!
                Tak poswiecamy sie wstajac kilka razy w srodku nocy do placzacych maluszkow,
                nie spimy, gdy goraczkuja, bo boimy sie wstrzasu, biegamy za nimi gdy stawiaja
                pierwsze kroki, by ich ustrzec od upadkow, jezeli mam deficyt finansowy, a
                dziecko potrzebuje czegokolwiek oczywiscie, ze bedzie mialao ono, a nie ja!
                Rownoczesnie moglabym caly swoj zarobek przeznaczyc na wlasne potrzeby,
                wysypiac sie do woli, (przytoczylam tu banalne przyklady), ale czy Wy naprawde
                uwazacie, ze to nie jest poswiecenie???
                Dodam, ze w moim przypadku SWIADOME poswiecenie.
                • searena Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 21.02.06, 19:06
                  Bzdury opiwiadzasz :) To nie jest zadne poświęcenie tylko normalna rzecz. No
                  chyba że robisz to ogromnym wysiłkiem woli i z przymusu, to załóż jeszcze worek
                  pokutny i jakiś bicz wykombinuj. Paranoja :)
                  • toman5 Re: Jak to jest z tymi dziećmi... 22.02.06, 13:10
                    Wydaje mi się, że to raczej ty, Saereno, nietypowo pojmujesz
                    słowo "poświęcenie". Ono nie oznacza obowiązkowo "wielkiego i z trudem
                    poniesionego wysiłku upoważaniającego do założenia aureoli".
                    Jeżeli nie idziesz na imprezę, bo twój partner choruje, to poświęcasz swoją
                    rozrywkę na rzecz przyjemności sprawionej partnerowi. Jeżeli zamiast słodko
                    odsypiać wstaję w sobotni poranek by oglądać Teletubisie, to poświęcam swój
                    wypoczynek na rzecz samopoczucia dziecka.
                    To są akty poświęcenia, jeżeli chcesz - poświęcenia normalnego w sytuacji
                    posiadania partnera czy dziecka.
    • luana4 Re:A co tu wypisujesz? 22.02.06, 15:23
      Sami zobaczcie, ze saerena sama nie wie co sadzic o poswieceniu sie dla dzieci.
      Cytuje jej wypowiedz w innym watku i zobaczcie sami:

      Re: 31 lat i wciąż odkładam decyzję o dziecku
      Autor: searena
      Data: 18.02.06, 12:26 + dodaj do ulubionych wątków

      + odpowiedz cytując + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Nie mam ochoty żyć dla kogoś i się całe życie komuś poświęcać a w dzisiejszym
      świecie
      posiadanie dziecka się z poświęceniem wiąże, szczególnie w Polsce. Praca, w
      biegu odbiór dzieci z przedszkola/szkoły, pada człowiek na twarz a trzeba się
      nim zająć, pobawić, pomóc w odrabianiu lekcji, nakarmić, a kiedy czas dla
      siebie?? Kiedy czas na włąsne zainteresowania, samorealizację? I ciągłe koszty,
      dziecko jest bardzo drogie w utrzymaniu, wiem coś o tym bo mam znajomych z
      dziecmi. Zarabiają dosyc dobrze a ledwo wiążą koniec z końcem. Jeśli już jest
      dziecko to ma prawo do szczęśłiwego życia i do tego aby miało wszystko czego mu
      potrzeba i czasu rodziców i porządnego ubrania (nie z ciuchlandu) i kolonii,
      wakacji, wyjazdów, kursów jesli ma jakieś uzdolnienia. Prawda jest taka że na
      dzieci stać głównie ludzi bogatych, którzy na to bogactwo nie muszą poświęcać
      pracy po 15 godzin dziennie. Cała reszta wychowuje ułomne pokolenia - wystarczy
      pooglądać i posłuchać dzieciaki, włosy dęba stają.
      Niech mają dzieci ci, którzy tego naprawdę chcą i których na to stać.


      Dlatego prosze zdecyduj sie co w koncu myslisz o tym poswieceniu?
Pełna wersja