pinia82
18.02.06, 19:29
witam, lada chwila wychodze zamaz ale zaczynam miec watpliwosci. Ich glownym
powodem jest to, ze coraz czesciej moj M. robi ze mnie
przysłowiową "blondynke", czesto powtarza mi, ze sobie "nie radze" w roznych
sytuacjach, bo juz taka poprostu jestem czyli "mało sprytna".Uwazam to za
kompletna bzdure,bo naprawde nie daje mu powodów aby tak mnie postrzegał. Nie
rozumiem dlaczego mnie nie docenia, mimo iz doskonale wie, ze jestem bardziej
uzdolniona niz przecietna osoba (przepraszam za nieskromnosc). Robi mi dzwine
uwagi,ostatnio np. ze jestem wolno myslaca:)albo np.zastanawia sie czy ja bym
potrafila przyjac gosci tak jak jego mama? czy raczej bym siedziala jak
krolewna i czekala az on wszystko zrobi? (hmm a tak na marginesie s-v jego
mamy pozostawia wiele do zyczenia).Tak stwierdzil przy okazji sytuacji, w
ktorej zaprosil naszych znajomych do domu swoich rodzicow (i jego)a ja nie
zaproponowalam im kolacji. Hmm... jak mialam im zaproponowac kolacje skoro
nie bylam u siebie (sama przyjechalam do niego w odwiedziny), jego rodzice
siedzieli w kuchni a w dodatku przeciez nie bede sie rzadzic nieswoja
lodowka:) Nie wiem juz jak mam z nim rozmawiac?on twierdzi ze ja to poprostu
zle odbieram, ale naprawde rania mnie jego "przytyki".On sam nie jest idealem
ale ja mu tego nie powtarzam. najzabawniejsze jest w tym wszystkim to, ze w
okolo wszyscy mnie doceniaja, tylko nie moj M. Moze wam sie nasunie cos, z
czym trafie do niego?pozdrawiam. Martyna