Niby druga żona...

20.02.06, 17:23
Dziś miałam trudną rozmowę której dawno się obawiałam.Jestem z facetem pare
miesięcy i wiadomo było dawno że ma jakieś plany co do mnie.Dziś powiedział
że planuje ze mną mieć dziecko, od nowa założyć rodzinę.Jest on rozwodnikiem
ma dużego już syna i wogóle.Dlaczego on mógł mieć z byłą ślub cywilny,
kościelny , zajebiste wesele, pierwsze narodziny syna wszystko pierwsze a ja
jako niby ta druga mieć "ochłapy" dla siebie i tylko w snach widzieć siebie w
sukni ślubnej przyrzekając miłość , wierność itd.To jest niesprawiedliwe.
Bardzo mi z tym źle.
    • krakoma Re: Niby druga żona... 20.02.06, 17:32
      ja tez to mialam w perspektywie i tez mi dokuczalo, ale sie skonczylo. razem ze
      zwiazkiem.
      • fr-edza Re: Niby druga żona... 20.02.06, 17:47
        Ja się kogoś kocha to co ta ma za znaczenie...
        • jagoda971 Re: Niby druga żona... 20.02.06, 18:00
          owszem fr-edza że jak się kocha ale uczucie powinno iść z rozsądkiem wg mnie.
          jakbym miała zawsze kierować się sercem to źle bym na tym wyszła, niestety.
          • fr-edza Re: Niby druga żona... 20.02.06, 18:05
            To go zostaw,jak Ci to nie odpowiada,bo troche to bezsensu,jesteś z facetem,z
            którym tak do końca właściwie nie chcesz być.
            On jest dużo starszy od Ciebie?
            • jagoda971 Re: Niby druga żona... 20.02.06, 18:20
              Tak fr-edza między nami jest 12 lat różnicy aż.Nie spodziewałam się że ktoś
              może planować wspólne życie ( zwłaszcza po tym co on przeżył) po niecałych 4
              miesiącach.
    • 18_lipcowa Re: Niby druga żona... 20.02.06, 17:50
      jagoda971 napisała:

      > Dziś miałam trudną rozmowę której dawno się obawiałam.Jestem z facetem pare
      > miesięcy i wiadomo było dawno że ma jakieś plany co do mnie.Dziś powiedział
      > że planuje ze mną mieć dziecko, od nowa założyć rodzinę.Jest on rozwodnikiem
      > ma dużego już syna i wogóle.Dlaczego on mógł mieć z byłą ślub cywilny,
      > kościelny , zajebiste wesele, pierwsze narodziny syna wszystko pierwsze a ja
      > jako niby ta druga mieć "ochłapy" dla siebie i tylko w snach widzieć siebie w
      > sukni ślubnej przyrzekając miłość , wierność itd.To jest niesprawiedliwe.
      > Bardzo mi z tym źle.

      tak to bywa,,,ehh niektorzy są zawsze drudzy...
      • pitu_finka Re: Niby druga żona... 20.02.06, 18:12
        Jezeli jest w Tobie tak bunt to go zostaw. z tony Twojego postu wynika ze go
        nie kochasz. Wydaje mi sie ze sprawa jest oczywista. Moim zdaniem z
        ta "drugoscia" nie do konca tak jest ale skoro ty tak to widzisz to nie ma o
        czym gadac. Powodzenia
    • nube Re: Niby druga żona... 20.02.06, 19:26
      Też jestem tą drugą. Mój przyszły mąż ma syna z pierwszego małżeństwa.
      To, że nie możemy mieć ślubu kościelnego, nie jest dla mnie żadnym problemem,
      tylko zaletą. Z kolei mojemu M. marzy się ślub w kościele, ze mną - w białej
      sukni - u boku. Z tego powodu jest gotów nawet zmienić wyznanie 8-|, od czego
      staram się go odwieść. Planujemy mieć dziecko(przynajmniej jedno) i cieszę się,
      że będzie miało starszego brata, który już nie może się doczekać rodzeństwa.
      Pamiętaj, będziesz drugą, ale znacznie lepszą żoną.
      Życzę optymizmu
      • jagoda971 Re: Niby druga żona... 20.02.06, 19:45
        Dziękuję za miłe słowa i trzeba przyznać że jest w tym dużo racji i prawdy
        • 18_lipcowa Re: Niby druga żona... 20.02.06, 19:49
          jagoda971 napisała:

          > Dziękuję za miłe słowa i trzeba przyznać że jest w tym dużo racji i prawdy

          Przeciez jak go poznawalas to wiedzialas ze ma bagaż
          Trza bylo wtedy uciekac jesli Ci to tak bardzo przeszkadza
    • triss_merigold6 Taki lajf 20.02.06, 21:19
      Po 4 miesiącach planuje resztę życia? Szybciutko...
      Wiedziałaś, że dzieciaty rozwodnik. Możesz być druga co nie znaczy, że gorsza.
    • g0sik Re: Niby druga żona... 20.02.06, 23:12
      Zawsze możesz sobie mówić: Nie będę pierwsza - będę ostatnia.....
      Co prawda pewności nie ma, bo koleś wyjątkowo szybki skoro już od dawna ma
      wszystko zaplanowane...
    • judith79 Re: Niby druga żona... 21.02.06, 11:57
      taaa bo ludzie powinni sie parowac krysztalowo czysci, bez bagarzu, exow
      zadnych, dzieciow, z dziewictwem i tym podobnymi piardami, coby nigdy nie
      poczol sie ich parner numerem dwa (heh albo 52 np), bo w zwiazku najwazniejsza
      biala suknia i zajebiste wesele i wszystko pierwasze...bleeee
    • sar36 Re: Niby druga żona... 21.02.06, 12:37
      Uwolnij go od siebie. Albo zastanów się, co jest ważniejsze - forma, czy treść?
    • pepperann Re: Niby druga żona... 21.02.06, 13:45
      Jagoda, są tu chyba dwa problemy.

      1. Że ci się nie podoba, że facet tak szybko z oświadczynami wyskakuje, że to
      trochę niepoważne, nieprzemyślane. Że nie chcesz tak szybko decydować.

      2. Że z nim nie możesz wziąć kościelnego ślubu.

      Zanim zaczniesz się martwić tym, jaki to ślub maiałby być, to zastanów się, czy
      w ogóle chcesz z nim być "na dobre i na złe". Bo jeśli odopwiedź jest: 'Nie'
      albo 'Na razie nie wiem' - to problem kościelnego ślubu moesz sobie na razie
      odpuścic.

      Nie będę nic tutaj oceniać, ale jeśli dla Ciebie bardzo ważny jest kościelny
      ślub ibez niego nie zaznasz pełni szczęścia, no to nie spotykaj się z
      rozwodnikiem. A dlaczego tak jest niesprawiedliwie? Bo Kościół Katolicki ma taki
      pogląd na sprawę,
      • jagoda971 Re: Niby druga żona... 21.02.06, 14:04
        No tak Pepperann masz rację tylko myślę sobie że jeśli ktoś kogoś kochał,
        przysięgał to przy "wszystkich" to czy dla niego po raz drugi będzie tak ważne?
        to tak samo jak narodziny pierwszego dziecka zawsze do końca życia są ważne bo
        wiadomo pierworodny.Klerycy jako tako mało mnie interesują ale przysięgać komuś
        swoje uczucie i życie jest chyba ważne i ważne aby to zrobić w odpowiednim dniu
        i w miejscu.Zastanawiam się czy dalej z nim być pomimo że to chyba ten...
    • natka110 Re: Niby druga żona... 21.02.06, 16:33
      Idz do cywilnego w bialej kiecce, co to za problem. A jak chcesz uroczyscie, to
      wyjdz za maz na statku, kapitan w mundurze da ci slub, nawet urpczysciej niz
      ksiadz w sutannie:)
      Ja tez kiedys chcialam byc z rozwodnikiem z dzieckiem ( 2 rozwody), ale po 3
      latach spotykania sie jeszcze nie bylo planow slubnych. Moim zdaniem, facet
      chce sie pocieszyc po rozwodzie, potem mu przejdzie chec do slubu. To
      zdecydowanie za szybko, albo byliscie razem juz w trakcie jego malzenstwa, a ty
      jestes powodem tegoz rozwodu.
      • martyna1985 Re: Niby druga żona... 21.02.06, 17:20
        Moze skoro źle Ci bedzie z tym nie powinnas z nim byc i wychodzic za niego?
        Dziwne, ze juz po 4 m-cach uklada sobie zycie z kims innym. Jak masz miec do
        konca zycia jakies dziewne mysli to po co sie meczyc.
      • jagoda971 Re: Niby druga żona... 21.02.06, 18:26
        nie , nie jestem przyczyną rozpadu małżeństwa ponieważ on jest sporo lat po
        rozwodzie a ja jestem pierwsza kobietą po rozwodzie
    • syrena15 4 miesiące... 21.02.06, 19:43
      Dziwi mnie to żeby po 4 miesiącach planować ślub. Według mnie pierwsze miesiące
      to jest romantyczny okres zauroczenia i fascynacji swoim partnerem. Czemu Ty
      się tak spieszysz do tego śluby? Poznaj go najpierw dobrze a potem się
      zastanów, po min. roku podejmiesz decyzję. Czy po 4 miesiącach można dobrze
      poznać partnera? Moim zdaniem -nie. Twoja decyzja.
      • kleo1 Re: 4 miesiące... 21.02.06, 20:22
        mój tata poprosił mamę o reke po 3 miesiącach.. i tak bywa ;)
        • tusia364 Re: 4 miesiące... 23.02.06, 00:13
          A mnie mój mąż po 46 dniach... Jesteśmy rok i cztery miesiące po ślubie :)I
          jesteśmy bardzo szczęśliwi :)
      • jagoda971 Re: 4 miesiące... 21.02.06, 20:50
        sorry ale to nie ja chcę brać ślub tylko on ;/
        • kleo1 Re: 4 miesiące... 21.02.06, 20:58
          no to mu powiedz, ze to dla Ciebie za szybko, jesli kocha to zrozumie, nie
          mozna nikogo przymuszać, jak masz jakieś wątpliwości, nawet niewyjasnione
          obawy, nie warto ryzykować. trzeba słuchac siebie.
    • lilooo Re: Niby druga żona... 22.02.06, 00:33
      No będę brutalna,ale powiem Ci tak: źle ulokowałaś swoje uczucia jeśli on już
      miał wcześniej życie rodzinne,to nie łudź się - zawsze będziesz czuła się tą
      drugą...są 2 wyjścia, proste jak k.... mać : rozejdź się z nim,jeśli nie jesteś
      w stanie tego przełknąć, albo bądź z nim i przymykaj oko na pewne
      sprawy.Brutalne, acz prawdziwe...i na pocieszenie...uczucia rządzą się swoimi
      prawami - czasem sprzecznymi z rozumem.Pozdro i wytrwałości w życiu Tobie życzę.
    • natka110 Re: Niby druga żona... 22.02.06, 08:59
      Ja jestem z moim M od maja 2004, zaczelismy razem mieszkac po jakims miesiacu (
      ale ze oboje mielismy mieszkania wynajmowane, decyzja byla prosta: mniej
      placilismy mieszkajac razem:)), ale o slubie sie nie mowi w najblizszej
      przyszlosci. Niedlugo stuknie 2 lata, jak jestesmy razem, mamy wspolne konto,
      ale slub? moze, kiedys. Byl taki moment, ze sie zastanawialismy ,czy sie
      niemachnac sybko, bo ja bym tu miala latwiejsze zycie, ale zamiast tego
      zatrudnilismy prawnika, ktory mi wyprostowal sytuacje na emigracji:)Miedzy nami
      jest 8 lat roznicy, i zadnych rozwodow.
      • pitu_finka Re: Niby druga żona... 22.02.06, 10:42
        Jagoda, ja mysle ze poradziesz sobie w koncu z byciem druga, naprawde. W miare
        uplywu czasu to minie (wiem tez cos o tym niestety) i nie bedziesz w ogole o
        tym myslala. Musisz tylko dac swojemy kezczyznie czas zeby Ci to udowodnil,
        moim zdaniem 4 miesiace to zdecydowanie za malo. Powiedz mu o tym. Ale jak
        wczesniej pisalam, to Ty musisz sie zastanowic czy chcesz, czy warto o to
        walczyc. A jezeli tak postanowisz to musisz sie tego trzymac i nie nakrecac za
        bardzo na nie (ojej, jestem druga, gorsza, to nie to itd. itp...)
        • kim5 Re: Niby druga żona... 22.02.06, 11:12
          Druga wcale nie musi być gorsza.Piszę to z perspektywy drugiej strony, bo to ja
          jestem po rozwodzie. I nie patrzę na mojego ukochanego, że jest tylko tym
          drugim. Jestem bardziej świadoma tego, co może być złe w związku, bardziej
          doceniam rzeczy ważne, mniej przejmuję się drobiazgami i wiem, że nasz związek
          równiez dzieki temu jest lepszy.
          Natomiast brak ślubu kościelnego to zupełnie inna sprawa. Jeśli jest Ci to
          potrzebe - nie wiąż się z rozwodnikiem.
          • martyna1985 skoro on chce a Ty nie to nie bierz 22.02.06, 12:23
            chcesz facetowi przyjemność zrobic?? A w ogóle 4 m-ce to chyba trochę za mało
            aby sie dobrze poznac.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja