Kobiety, dlaczego??

24.02.06, 20:57
Czytam sobie czasami to forum i naprawde nie rozumiem postepowania niektorych
kobiet. Wytlumaczcie mi, dlaczego wartosciowe, wyksztalcone naprawde fajne
kobietki pozwalaja sie tak traktowac przez mezczyzn... Dlaczego tkwicie w
zwiazkach bez przyszlsoci, w ktorych faceci Was nie szanuja, udawadniajac to
na kazdym kroku? Dlaczego kobieta daje traktowac sie jak szmata, znosi
chamskie odzywki meza, jego zdrady, wieczne awantury,zrzucanie winy na nia za
doslownie wszystko? Dlaczego niektore kobiety daja sobie wmowic, ze to tak
naprawde ich wina, ze mezus zdradzil i jeszcze probuja udobruchac i
przepraszac meza, ze biedaczek zostal zmuszony 'spuscic sie w
inna'(przepraszam, ale inaczej tego okreslic sie nie da). Czy naprawde
wierzycie, ze bez wzajemnego szacunku, a przede wszystkim szacunku DO SIEBIE
da sie stworzyc zwiazek? Bo chyba nie myslicie, ze mozna zdradzac
zone,ponizac i jednoczesnie ja szanowac? A moze uwierzylyscie bredniom, ze
sex-rozmowy na gg, pikantne smsy do kolezanki z pracy,wyjazd z kochanka na
wakacje, to nic takiego,normalne zachowania faceta, ktore trzeba po prostu
zaakceptowac, bo taka meska natura. Dlaczego kobiety znajdujecie
usprawiedliwienie dla trwania w takim zwiazku mowiac, ze robicie to ze
wzgledu na dzieci(najwieksza bzdura jaka w zyciu slyszalam)? Wiem, ze jednym
z glownych powodow jest straszliwie niskie poczucie wlasnej wartosci- plaga
XXI wieku, strach przez samotnoscia, porazka...ok, ja to wszystko rozumiem,
ale nie pomozecie sobie(bo to Wy potrzebujecie pomocy), pozwalajac sie tak
traktowac.

Prosze nie odbierac tego listu jako atak, bo to tylko proba dotarcia do
chociazby jednej z Was. Kiedy czytam niektore posty,to naprawde jest mi
smutno, ze doszlyscie do wniosku, ze na nic lepszego Was juz w zyciu nie stac
i zgadzacie sie na role worka treningowego dla zakompleksionych frustratow z
jeszcze nizszym poczuciem wartosci od Was.

Pozdrawiam...
    • elza78 o to to to to, dobrze piszesz... 24.02.06, 21:00
      wiesz co, bo przeciez to los tak zdecydowal, mnie tma najbardziej powalaja co
      niektore komentarze w typie... "pomysl jakich argumentow uzylas nim, cie
      uderzyl, moze to twoja wina...."
      aaaaaaa
      moj maz wylecialby na kopach....
      • purecharm Re: o to to to to, dobrze piszesz... 25.02.06, 22:50
        Ciesze sie, ze przynajmniej znalazla sie jedna rozsadna kobitka:)
        Piszac o worku treningowym mialam na mysli glownie aspekt psychiczny, nie
        fizyczny, ale czesto znecanie sie fizyczne i psychiczne idzie w parze.
        • viki265 Re: o to to to to, dobrze piszesz... 25.02.06, 23:30
          Masz racje purecharm w tym co piszesz. Poniezej jest watek o moim facecie. Ja
          wlasnie jestem takim psychicznym workiem treningowym. POwiem Ci, ze rozumiem
          jego zagrania, mechanizmy psychologiczne rzadzace moim i jego zachowaniem, a
          jednak teoria to jedno, a praktyka to drugie, tj. dalej tkwie w takim zwiazku.
          Ot, dzis znowu siedze sama (przynajmniej moge napisac tutaj), bo on dzis nie
          wraca na noc, nie chce mu sie wychodzic od rodzicow, u ktorych nie wiem czy
          naprawde jest.
          Ze mna jest wlasnie tak jak piszesz: straszliwie niskie poczucie wartosci, bo
          wciaz wytyka mi facet co zle robie, strach przed samotnoscia - samotna matka,
          odbieranie dziecku ojca, gdybym wrocila do kraju i wstyd... Wstydze sie porazki
          zwiazanej z odrzuceniem - co we mnie jest takiego, ze mnie nie chce, wstyd
          przed powrotem do kraju - taka kochajaca sie para,a wraca sama. I to chyba
          najglupsze - chec uratowania zwiazku, bo zyje tym co bylo kiedys miedzy nami,
          bo ja w nim zauwazam pozytywy, choc on we mnie nie, bo mnie mimo wszystko
          pociaga (moze mam slabosc do chamow)i strach przed ostatecznoscia, tj. jak
          wroce do kraju, to to juz bedzie koniec na amen, bo moze bede tego zalowac, bo
          moze jeszcze sie wszystko wyprostuje, bo moze popelniam gdzies jakis blad i
          dlatego mnie tak traktuje, moze...
          Tak, to zachowanie malej dziewczynki, zyjacej zludzeniem. Nie wiem dlaczego tak
          jest. Mam kochajaca rodzine, poprzednie zwiazki byly udane i rozeszlismy sie w
          pokojowej atmosferze, zaden facet mnie tak nigdy nie upokarzal, wiele w zyciu
          mi sie udalo, wiele rzeczy w zyciu "osiagnelam", choc glupio i samochwalczo to
          brzmi, w kontaktach z innmi jestem pogodna, bezposrednia, otwarta, czesto
          przebojowa, a zyjac z nim, budze sie z jakimis lekami od jakiegos czasu. Ja
          chyba najbardziej boje sie odrzucenia. Porypane to wszystko. :)
          • purecharm Re: o to to to to, dobrze piszesz... 26.02.06, 00:27
            Witaj Viki265...

            Musze przyznac, ze wlasnie po przeczytaniu Twojego watku napisalam
            spontanicznie tego posta. Naprawde mnie poruszyla Twoja sytuacja i liczylam na
            to, ze go przeczytasz. Nie moge teraz nic dluzszego napisac, ale jutro wysle
            Tobie maila, takze sprawdz poczte gazetowa...

            Pozdrawiam serdecznie,
            Karolina
            • viki265 Re: o to to to to, dobrze piszesz... 26.02.06, 00:41
              To chyba jakas babska intuicja :). Szostym zmyslem wyczulam, ze posrednio o
              mnie piszesz i dlatego odpowiedzialam. Bardzo celnie ujelas to co ze mna, moim
              zwiazkiem sie dzieje i pewnie u wielu innych dziewczyn jest podobnie.
              Niecodziennie moge tu pisac. Moj facet, gdy jest w domu, wciaz lypie na kompa
              okiem. Jednakze codziennie tu, chocby na sekundke, zagladam. Ciesze sie, ze sie
              odezwalas i czekam na Twojego maila.
              Dobranoc :)
              • while1 Re: o to to to to, dobrze piszesz... 26.02.06, 01:06
                Im dłuższy staż w małżeństwie,czy związku -tym trudniej kobiecie podjąć decyzję
                o rozstaniu.Dlaczego wciąż w tym trwają?bo chyba większość z nich wciąż żyje
                nadzieią,że mężczyzna jednek się dla niej zmieni,że przyjdzie dzień,w którym
                będzie jej okazywał troskę,szacunek...będzie się uśmiechał i trzymał za
                rękę.Dla świętego spokoju milczą, bo uważają,że albo bardziej zaostrzą sytuację
                rozmową i doprowadzą do kolejnej kłótni bądź milczą,bo być może właśnie
                brak "zawracania" głowy doprowadzi,że facet się zlituje i zacznie traktować
                kobietę tak jak ona by tego chciała.Bardzo przykry jest niestety fakt,że w
                znacznej większości kobiety po prostu się poddają.Nie potrafią wyrwać się z
                takiego szarego i smutnego życia,uważają,że i tak niczego nie będą w stanie
                zmienić,bo za późno...bo "mnie się nie uda"...bo być może wstyd robić afery???
                Opinia sąsiadów,czy rodziny także powstrzymuje kobiety przed próbą domagania
                się o swoje dobro.Zamykają się w sobie,zapominając,że czasu nikt im nie
                cofnie...duszą się w związkach,płaczą i nie potrafią tego zmienić.To
                straszne,że tak wiele z nich nic nie próbuje robić,przecież może czasami
                wystarczy jeden dzień,jedno spotaknie z kimś,rozmowa,aby wreszcie zacząć
                normalnie żyć.Bezsilność jest rzeczą starszną,ale to ona doprowadza kobiety do
                wegetacji i dosłownie ich usychania w swoich czterech ścianach... u boku
                swoich "mężczyzn"....
                • searena Re: o to to to to, dobrze piszesz... 26.02.06, 01:34
                  Purecharm, to jest dziwne ale proste, może się jakiś psycholog wypowie. W takich
                  układach działa syndrom kata i ofiary, ktos ma poczucie niższej wartości nawet
                  podświadome, wpojone przez babki, matki i cała patriarchalną kulturę. Kobieta
                  uważana jest za "coś" gorszego od mężczyzny, mniej wartościową, mającą mu
                  służyć, podstawiać pod nos obiadki, sprzątać, wybaczać i ogólnie żyć wg zasady
                  "mąż pije czy bije nie wazne byleby był". To jest straszne ale jest faktem. Póki
                  my kobiety nie zaczniemy miec szacunku do samych siebie, swojego prawa do
                  wolności i szczęścia to tak będzie. Te, które są świadome i "wyzwolone" niestety
                  często też są same albo nigdy nie wychodzą za mąż. Chyba muszą pokolenia upłynąć.
          • an_ia5 Re: o to to to to, dobrze piszesz... 26.02.06, 22:44
            Zrób wszystko,żeby od tego palanta odejść.Słabo mi się robi,kiedy czytam,to,co
            piszesz.Musisz mieć dość siły,żeby przez to przejść,chociażby dlatego,że macie
            dziecko i powinno dorastać w normalnym domu.Niekoniecznie z ojcem,wystarczy
            szczęśliwa matka.Nie żyj złudzeniami,że może się zmieni,że Cię wreszcie
            doceni.Zmień swoje życie,bo zasługujesz na kogoś lepszego.I tylko Ty możesz o
            to powalczyć.
            • an_ia5 Re: o to to to to, dobrze piszesz... 26.02.06, 22:46
              to było do Viki,sorry pomyliłam wątki
    • 18_lipcowa bo , PRZYSIĘGAŁY 26.02.06, 11:23
      a przysięga zobowiązuje przecież....
Pełna wersja