krisssy
26.02.06, 13:08
Troszku się ostatnio posprzeczaliśmy ze ślubnym. A że biuro ma 2 minuty od
domu,to ja do niego pod wieczór ide z misją pokojową. W biurze ciemno.
Dzwonie. Pytam,gdzie Cię mogę znaleźć. "Nie możesz mnie znaleźć" Bo ja pod
biurem jestem. "Za 10 minut mogę być" (przy czym głos miał tak dziwny jakby
rozanielony,że pomyślałam,że może sobie podpił,bo to ostatki były..... później
zaczęłam łączyć,ale to dalej). Okey, zrobiło mi się przykro. Idę po jakiejś
1,5 godzinie z tą samą misją pokojową. Światło w biurze się świeci,no fajnie.
Jadę na 10 piętro. Drzwi zamknięte. Dzwonię,telefon odzywa się za
drzwiami,gdzie i muzyka gra. Jadę na 9 piętro,bo tam pracuje jego znajoma.
-cześć, szukam R. "na 10 jest" -no właśnie nie ma "powinien być, coś mu
przekazać,bo teczkę zostawił,to na pewno po nią wróci" -to ja jeszcze raz
zobaczę. Drzwi nadal zamknięte. Dzwonię, dzwonie. Telefon znów się w biurze
odzywa. I włączył się wygaszacz w laptopie (zawsze muzyka gra). Hmmm coś mi
śmierdzi. Szarpię za klamkę. Dzwonię. Słyszę damski szept. Oddzwania. Otwiera
łaskawie drzwi , siedzi ona na wprost drzwi. Na mój widok mówi "ups". R.,że
nie ma ochoty ze mną rozmawiać. ale go w końcu na bok odciągam. Koleżanka chce
wyjśc,on do niej "poczekaj, herbaty jezcze zrobię. i Gadamy jakoś. Odprowadza
mnie na dół. Wraca po 2 godzinach,z czego przez godzinę nie było samochodu pod
domem,bo gdzies pojechał..... hmmmm... Odkryłam sms'a jego do niej. "Dobrze
sie wczoraj bawiłaś? Ja zasnąłem jak dziecko"...... mamy ciche dni. Coś
mówi,że nasz związek jest bez sensu.
Zdradza?