agniecha_rmf
03.03.06, 10:57
Tak czytam to foeum i co raz bardziej jestem o tym przekonana. Mam
wspaniałego mężą, cudownedo synusia, mieszkanie nakredyt i malucha.
Obydwoje mamy skońcone studia i pracę, dziecko w przedszkolu. Moja mama i
mama mojego męża spotykają sie regularnie. Nasi ojcowie też. Z rodzicami mężą
nie ma żadnych problemów, teść uwielbia moje gotowanie na niedzielnym
obiedzie raz w miesiącu, po którym obowiązkowo zmywa TEŚĆIOWA i nie ma mowy,
że mogę ja czy mąż. Pomoagają nam jak mogą i moi i męża rodzice, czy
finansowo, czy psychicznie, podrzucamy im Filipka jak chcemy gdzieś wyjść.
Jest oczkiem w głowie dziadków i naszym. Gdzybyśmy mieszkanie mieli trochę
wieksze, to zrobilibyśmy jeszcze jednego wnuka, żeby kazdy miał jednego.Może
to śmieszne, ale dla mnie największym problememmałżeńskim jest: obiad, a
raczej co na obiad. Mam wrażenie, że wygrałam los na loterii, ale boję się,
że ta passa się kiedyś skończy i też napiszę na tym forum: rozwód ostatnią
deską ratunku- teściowa hetera, mąż tyran. Życiem trzeba się cieszyć nie
zamartwiać, bo każdy z niego ma tyle, ile samsobie weźmie.