allohaa
18.03.06, 00:10
Byliśmy w sobi tacy zakochani...Ja nadal jestem...ale mój mąż...od kilku m-cy
zachowuje się dziwnie...właściwie od narodzin dziecka...Pamiętam ,że na
poxczątku naszego związku byłam dość niedostępna...mąż wciąz o mine
zabiegał...Teraz to ja zabiegam o nasze uczucie, bo on gdy się próbuję
przytulić..słyszę: jestem zmęczony...chcę obejrzeć film...wciąz na mnie
wrzeszczy...zamknij się wreszcie- gdy próbuję coś wywalczyć, albo spokojnie
argumentuję jaką naszą kłótnię, on zawsze musi mieć rację...mam dość tych
wrzasków...Mąż jest strasznym cholerykiem, ale ja nie cierpię, kiedy na mnie
krzyczy...kiedy się wydziera...czuje się nie szanowana...tym bardziej, że ja
staram się mówić do niego spokojnie...Nigdy nie przeprosił mnie, za to
wydzieranie się...A dla mnie tak ważne jest to słowo, gdybym chociaż raz
usłyszała skruchę , ale nigdy, zawsze ma argumenty swojego wydzierania się:bo
inaczej nie zrozumię (zapewniam, że rozumiem), bo był zmęczony, bo coś go w
pracy zdenerwowało...a ja powoli, z każdą kłótnią, mam ochotę po prostu
odejść...jest mi smutno jak cholera, ale jego to najwidoczniej nie rusza...Ach
tak na marginesie..wkurza mniejeszcze, że gdy się kochamy, kompletnie nie dba,
o moje potrzeby...bardzo trudno mi dojść do orgazmu, a on to kwituje: mo.że z
czasem się nauczysz, ale rzadko robi coś, aby mnie zadowolić....ale akurat to
nie jest dla mnie największym problemem, bo wolałabym bardziej od spełnienia
seksualnego, aby po prostu od czasu do czasu powiedział, że mie koch,
przytulił, pocałował...Arobi to tak rzadko, że prawie wcale...Kiedy mówię mu
otym, to odp. że tego po prostu mówić nie trzeba...a może ja właśnie chcę to
usłyszeć? Sorry, jeśli truchę chaotycznie to wszystko opisałam, ale jestem
lekkko wstawiona....tylko to mi pozostało...aby nie zwariować...