pszczolkaa
19.03.06, 16:25
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=38461515
to pisalam kiedys, byly rozne odpowiedzi, ganicie moja osobe i rozne takie!
ale ja juz wiecej nie dam rady, koniec tego ponizania i ciaglego
placzu.moj "maz"od pol roku malzenstwa a ni nigdy wczesniej nie powiedzial do
mnie po imieniu, nigdy, w domu co prawda mowil do mnie Kochnie ,ale w pracy
bezosobowo i nie uwaza to za zle.Jak chce sobie ze mna pospac o przychodzi
spac razem ze mna, zaraz z wieczora, ale jak nie ma ochotyy to oglada sobie
film do 23-24, i dla niego to tez jest normalne. Nie wazne ze ja moge cos
chciec. Dzisiaj glupia rzecz-wystawialam suszarke na balkon i zawadzialam
jego monitor od komputera(jedyna rzecz jaka przywiozl z domu) i wrzeszcy do
mnie" ....ze zrocisz go......." ale to tonem jakby chcial mnie zabic. i dalje
twierdzi(ja nie odzywalam sie do niego ani slowem) ze pokazuje jakiees fochy.
No i afera sie zaczela, bo nie znioslam juz tego naiecia. Moze i ze mna jest
cos nie tak, jak uwazacie,ale nie znacie calej sytuacji i nie zycze Wam tego.
Chce rozwodu, tylko najwiekszym problemem jest to ze, niestety ja go jeszcze
kocham......a i jeszce jedna sytuacja z czasu gdy sie jeszce
spotykalismy.Jechalam do jego domu rodzinnego z wizyta(a mieszka na malej
wiosce) i jadac autobusem do odleglego ode mnie 100km miasta w poblizu jego
wsi bylo to dla mnie oczywsite ze on po mnie wyjedzie samochodem(maluszkiem
swojej mamuski) a on mi pisze, ze nie wyjedzie bo to kosztuje..... ze mam
przyjechac autobusem!!!I wyrzuty, ze on do mnie tez autobusem jezdzil i ja po
niego nie wyjerzdzalam. to na tym koniec. I on uwazal ze nie bylo w tym nic
zlego co powiedzial, ze nie chcial sie mamie narazac, bo to jej samochod....