evensis
12.04.06, 21:21
Postanowiłam opisać swoja histotię tutaj,ponieważ potzrebuje sie wygadać
zupełnie postaronnej,obiektywnej "osobie".Mój problem oczywiście dotyczy
związku i i powiedzmy miłości.Chyba potrzebuję jakiejś rady,może ktoś
przezywał coś pdobnego i jakoś mi pomoże :).
Właściwie nie wiem jak zacząć,aby było sensownie i po kolei :).Może tak:z
moim chłopakiem jestem już ponad tzry lata.Chodzilismy razem do szkoły i
chociaż on długo o mnie zabiegał,to ja sie zdecydowałam dopiero w maturalnej
klasie.teraz razem studiujemy,ale nie mieszkamy razem.Ogólnie nasz związek
zalicza sie do bardzo udanych.Kochamy się,jest nam dobrze razem we wszystkich
sferach życia (seks też bardzo w porządku).Tylko,że mój chłopak to taki
typ,że jak juz coś jest ułożone,ustabilizowane i i już razem jestesmy to
spoczywa na laurach.To się dzieje od jakiegos czasu,wcześniej zwracałam mu na
to uwagę i starał się być inny,ale nie trwało to długo.Po porstu zaczęło mi
to przeszkadzać,że nie pisze juz do mnie romantycznych czy "seksownych"
smsów,że jak sie spotykamy,to rozmawiamy właściwie o rzeczach zewnetrznych,że
na spacerze juz nie tulimy się do siebie na ławce,że czasem mam wrażenie,że
jestesmy najlepszymi przyjaciółmi,ale juz nie ma chemii między nami.On jets
bardzo praktyczny,przyziemny i chociaz kiedyś naprawdę się starał i bardzo go
za to kochałam,to teraz nie ma w nim spontaniczności,takiej iskry jak na
początku związku.nie ma tego szaleństwa,pasji,namiętności (ale nie chodzi mi
o seks,bo ten jest naprawde super).Nic nie poradzę na to,że w związku
najbardziej zawsze lubie tą pierwszą fazę szaleńczego zakochania i
chciałabym,żeby chociaz troche z tego zostało potem.Ale wiem na pewno,że nie
jest tak,ze on juz mnie nie kocha,że mu sie przestałam podobać,że już mu nie
zależy.On tylko uważa,że po tzrech latach nic się nie może zmienić,że juz nie
trzeba o siebie walczyć.Są takie chwile,że jets nam razem bardzo dobrze,ale
to nie jest tak jak kiedyś,że czuje to absolutne szczęście i związanie
losu.Co moge zrobic,żeby wszystko było tak,jak kiedyś?Rozmawiałam już z nim o
tym tyle razy,ale on chyba nie potrafi się przestawić na inne myslenie.
Reszta problemu polega na tym,że spotkałam kogoś,kto mnie po prostu
oczarował.Oczywiście jest to rzecz z gatunku tych nieosiągalnych i
nieracjonalnych.Było to tak:mój tata musiał spędzic 7 tygodni w
szpitalu.Prowadził go lekarz-chirurg bardzo miły,inteligentny i przystojny
(ale i tak najbardziej mi imponuje,że chirurg :)) i chyba ze dwa razy ode
mnie straszy,z którym dosyć szybko złapałam kontakt.Ponieważ przychodziłam
codziennie do szpitala dużo z nim rozmawiałam,nie tylko na tematy
medyczne.Flirtował ze mną na całej linii,a ja nie mogę powiedzieć,że mi sie
to nie podobało.Naprawdę się zauroczyłam.I w pewnym momencie zdałam sobie
sprawę,że gdyby to miało wyjść poza zwykły flirt,to bym spróbowała.Ale takie
myśli nachodzą mnie w chwilach zwątpienia,kiedy z moim chłopakiem jest
nienajlepiej,kiedy czuje się kiepsko,kiedy nie jest tak,jak moim zdaniem
powinno być w udanym związku.Wiem,że to drugie nie ma szans,ale czasem
chciałabym sie z nim spotkać,pójść na kawę i porozmawiać,bo naprawdę jakos
dawno z nikim się tak nie dogadywałam.Ale z drugiej strony wiem,ze nie
umiałabym zostawić mojego chłopaka,bo przecież jeszcze ciągle go kocham i nie
lubie się poddawać bez walki.I taka jestem rozdarta.gdy coś idzie nie tak na
złość myslę o tamtym.Co ja mogę zrobić w takiej sytuacji???