uszatka1
18.04.06, 14:29
Wczoraj wrócilismy od rodziców po Świętach. W trakcie tej dwudniowej wizyty, w
sobotę chciałam odwiedzić koleżankę z dawnych czasów, przy czym mój maz
powiedział, ze Święta spędza się z rodzina a nie z obcymi ludzmi. Po powrocie
w poniedziałek mój maż był nienaturalnie miły, podszedł do mnie przytulił po
czym w 10 minut rozpakował wszytskie nasze rzeczy i całą wałówę schował do
lodówki. To było bardzo dziwne bo to zawsze ja rozpakowywałam rzeczy z
podróży. Następnie dał mi do zrozumienia, ze zrobił to, zeby zyskac moją
przychylnosc na wyjscie z kolegami. Ja wiem, ze facet musi sobie czasem wyjsc
z kolegami napić sie piwa i nigdy tego mu nie zabraniałam ale to był
świąteczny wieczór i myslałam że spędzimy go w inny sposób, tym bardziej po
słowach, które usłyszałam w sobotę.
Wkurzyło mnie także to że jego uczynnosć wynikała głównie z interesownych
przesłanek do czego się sam przyznał. Powiedziałam mu, ze nie życzę sobie zeby
mnie samą zostawił w domu w świąteczny wieczór i ze jest mi przykro. A on na
to, że jemu też jest przykro, ze mi jest przykro i sobie poszedł, niezważając
na mnie.
Moze ja jestem jakaś dziwna ale uważam, ze w małżenstwie powinno się miec na
uwadze drugą osobę. Ja nigdy mojemu mezowi nie broniłam żadnych wyjsc i on mi
też ale w świąteczny wieczór nie chciałam zostawac sama.
Teraz zatsanawiam sie nad nauczką dla niego, czyli na tzw słodką zemstą, zeby
też się przekonał jak to jest miło jak twoja ukochana osoba ma Cię gdzieś.
Może macie jakieś pomysły, napiszcie jak Wy postapiłybyście w tym przypadku.
Zaznacze jeszcze, ze to były nasze pierwsze wspólne święta wielkanocne.