mrowkojad2
04.05.06, 10:40
Witajcie,
Mój związek można by nazwać bardzo szczęśliwym, jestem kochana, mój facet
jest bardzo troskliwy i opiekuńczy, ale (oczywiście musi byc jakieś ale) nie
mogę wpłynąć na niego w pewnej kwestii. Otóż ma on nierozwiązaną sprawę z
wojskiem, to znaczy ma już skończone 29 lat, pracuje, do tego wojska na pewno
go już nie wezmą, tyle że on nie chce załatwić tego problemu do końca i
formalnie. Gdyby to był tylko jego problem miałabym to gdzieś, ale od kiedy
mamy krdyt mieszkaniowy to stało się również moim problemem, bo w kredycie
jesteśmy wspólnie, tak doradziła nam pani z banku, która również wzięła pod
uwagę fakt, że kiedyś tam jego problem się rozwiąże, ale brane są pod uwagę
tylko moje dochody, w związku z tym płacę co miesiąc ubezpieczenie na życie,
co rocznie daje sporą kwotę, a biorąc pod uwagę, że to długoterminowy kredyt,
kwota staje się niebagatelna. Ale nie tylko o tę kasę chodzi, najbardziej
wnerwia mnie to, że żadne argumenty nie trafiają: że powinien to załatwić, że
nie ma co chować głowy w piasek, on nawet napisał do MON, odpisano mu, że
jest mało prawdopodobne, żeby go wzięli, ale musi się zgłościć do WKU, gdzie
mu wstemplują coś tam. No i on teraz się tam nie wybiera, bo sądzi, że jak
tam pójdzie, to go z miejsca wsadzą w kamasze i wyślą na poligon. Moje każda
próba rozmowy na ten temat kończy się obrazą majestatu i stwierdzeniem, że ja
się nie znam, bo nie byłam nigdy w WKU, więc daję spokój, ale cały czas to we
mnie siedzi. Wiem, że ten problem może się wydawać błahy, ale dla mnie jest
to bardzo stresujące