fifi-5
22.05.06, 10:31
Mam fajnego faceta, z którym jestem 5 lat, ale ja nadal nie jestem
zdecydowana czy wyjść za niego za mąż, mimo, że obydwoje jestesmy juz coraz
starsi i czas leci. Jest przystojny, inteligentny, dobry dla mnie, naprawde
można na nim polegać, prawie niegdy nie kłócimy się. Niby wszytsko jest OK,
ale ja jego nie pragnę i sex z nim nie daje mi zadowolenia, ani psychicznego,
ani fizycznego. Czuje, że coś nie tak, ze tak naprawdę marze o czyms innym,
nie mówiąc już o tym przez jakis czas zdradzałam go. Czasem czuje, że mam
przyjaciela i czuje sie samotna jako kobieta. Wiem, ze potrafie byc inna,
wiem ze potrafie inaczej kochać. Najgorze, że ja jego kocham w jakis
sposób,coś mnie przy nim trzyma przez tyle lat i nie potrafie tego skończyć.
Myślę czasem z przerażeniem ze zmarnowałam juz tyle lat i że to zakończe,a
innym razem znowu mysle cos innego, że szkoda mi jego, tych lat, ze gdzie
spotkam takiego faceta dobrego i porządnego. Ale czy to wszytsko to nie jest
bardziej przywiązanie, przyzwyczajenie, miłość jak do człowieka a nie
mężczyzny, może też strach przed samotnością? Od początku było nie tak. Ja
nie wiem co to znaczy, że związek zmienia swój kształt, że mija z czasem
fascyncja itd. U nas jej nigdy nie było. I tak troche mi żal, ze cos mnie w
życiu omineło. A może to nie jest takie ważne? Ale jak wyjde za mąż i bedę
żałować, że nie walczyłam o wielką miłość. No bo jeśli sie kogoś kocha to
chyba nie ma sie wątpliwości, już dawno zamieszkałabym z nim, chciałabym
spędzać każdą chwile z nim, planowałabym wspólne życie a mnie COŚ BLOKUJE i
tak naprawde to nie jestem szczęśliwa