grania_ja
23.05.06, 19:54
wyobraaźcie sobię mojego męża, który potrafi z niczego rozpętać aaferę rodzinną.
otóż, mój mąż wbiega wczoraj na placyk zabaw i skruszonym głosem pokrzykuje że
wywołał aferę i to w dodatku straszną i jest niewinny.
został "przyłapany" a raczej przyuważony ;-)przez ojca na tarsie widokowym nad
wisłą w wraz z koleżanka, jak spacerowali. Żona (to ja) i dziecko w domu a on
z jakąś laska sie przechadza- wykrzyczał mu teść, dzwoni do matki z donosem,
potem do męża i mówi mi się nie tłumacz tylko matce. Mama (mojego męża)wyzywa
go od łajdaków i nie wierzy w jego historię.
Ach jak mój mąż boji się mamusi, wczoraj bał się przyjść do domu (mieszkamy z
teściami). Musieliśmy czekać w smochodzie aż zgasną światła w ich pokoju, by
wejść do pokoju. biedaczek .... myślałam,że pękne ze śmiechu.
co wy na to? co powinnam mysleć?