nie_bieska_10
23.05.06, 20:31
Czesc,
Aby opisac moj problem muszę naświetlić Wam nieco sytuację.
Jestem zaręczona od grudnia, a jestesmy ze soba od ponad 2,5 roku. Od
początku tworzymy burzliwy związek, który niejeden raz niby sie rozstawał...
takie charaktery trochę. Ale postanowilismy sie zaręczyć (mimo że jesteśmy
dopiero na 3cim roku, a slub planowalismy dopieo za jakeis 2 lata). Wydawało
mi się że już się dotarliśmy i nie będzie większych kłótni (zwłaszcza że
wcześniej nie zawsze bylo różowo). Ale jak to w zyciu bywa wszystko się
popsuło. Zaczelo się od tego ze zachorowala mama mojego narzeczonego. Bardzo
poważnie. A on załamał się jak dizecko i wyżywał wszystko na mnie (że mu nie
matkuję) i na moich rodzicach (że nie dzwonią do niej i nie pocieszają). Jego
mama zresztą też mowiła jak jest jej ciężko że nie dzwonią. Na początku
starałam się wspierać go mimo wszystko (mimo aawntur)i być wyrozumiałą i
cierpliwą, ponieważ znależli się w sytuacji choroby. Ale to niczego nie
dawało a wręcz byłam ujściem wszystkich złych emocji. Więc się postawiłam,
naprawdę tego nei wytrzymałam. Doszło do tego że mój narzeczony (ktory ma
bardzo silną więż z mamą) zaczął rozmawiać z nią o swoich niby to problemach
ze mną, czyli jaka jestem dla niego. No i była podwójna agresja. Hm... Czułam
się w tym układzie sama (narzezcony pzreciw mnie, jego rodzina, moja rodzina
że się tak daję... ) no właśnie. o wszystkim dowiedzieli się moi rodzice, bo
to też ich dotyczyło (że ktoś ma do nich żal itp.)... doszło do kilku
sytuacji z prawie zerwaniem zareczyn. W kazdym razie ja juz postawiłam na
Naszym związku kreskę i nawet probowalam sobei wmówić że się odkochałam...
no ale do meritum.
po pwenym czasie mój narzeczony zrozumiał że jestem dla niego wysztskim i
starał się o nas... bardzo stara się pokazać mi swoja miłość, przeprosić. I
tak to już trwa 2 miesiące...
Ja chcę mu wybaczyć, zapomnieć, choc zdruzgotał moje marzenia o
narzeczeństwie. Nie potrafię pojechać do jego mamy (pomimo że jest chora,
wiem co o mnie myśli i niejednokrotnie mowila mi co mysli o moich rodzicach i
nie chcę wysluchiwać od niej więcej), a zaznaczę że na pcozatku choroby
starałam sie dzwonić do niejc odziennie zeby poczuła że ma oparcie.
Choc sama też pewnie wiele rzezcy zrobiłam żle. Nie jestem idealem.
Postanowiłam dać sobei czas... ale ten czas sprawił że znów odżylo silne
uczucie, które wybacza...
No i są teraz moi rodzice, któryz nie mogą się z tym pogodzić, nie chca o tym
słyszeć (tak jak cała moja rodzina). mówią że powinnam się szanować i juz
dawno to skończyc. I do tego tata, który ma jakieś problemy z sercem...
Nie chcę być powodem jego kłopotów.
Nie wiem co robić....
Wszystko sie stało z powodu tego że mój narzeczony nie był dość dorosły do
tego żeby jakoś nie wyładowywać na mnie żalu za chorobe jego mamy... Ja wiem
ze ma z nią silną więź, ale on się zupełnie wtedy załamał i nie był dorosły i
jeszcze zbeształ całą moją rodzinę...
Ile byście sobie dały czasu? Czy w ogole byście dalej o tym myslały?... co
zrobić z moją rodziną?:(