Jałowe małżeństwo

24.05.06, 11:28
    • chuda_berta Re: Jałowe małżeństwo 24.05.06, 11:28
      nie wiem czy dobrze trafilam, ale chyba potrzebuje porady osob znajacych sie na
      umysle, uczuciach i w ogole czlowieku. z gory przepraszam za dlugosc mojego
      postu, ale...


      bylo super. malzenstwo-duet ideał. pierwsza ciąża-poroniona.przezylam zalamanie
      z tego powodu.przeszlam w pracy na pol etatu bo nie chcialo mi sie NIC, a do
      tego praca mnie wykanczala psychicznie-beznadziejna jednym slowem: nudna,
      jałowa... mój mąż w ogole sie tym nie przejął. spłyneło po nim moje poronienie
      jak pot, który zmył w dzień mojej tragedii. nigdy, ale to nigdy o tym nie
      wspominał. było, mineło i już. a ja się pogrążałam, obwiniałam...

      mąż ma hobby: komputery, giełda:papiery wartościowe, wciąz sprzedaje inwestuje,
      moze o tym gadac bez końca, tylko o tym... na poczatku sluchalam, ale teraz sie
      wyłączam, bo wieje nudą. w gole mnie nie interesuje ze dzis cos skoczylo, albo
      poszlo w dół. nie wazne. rodzina jego tez jest jednym wielkim dziwolągiem. w
      gole ze sobą nie rozmawiaja tylko wiecznie ogladaj telewizje. nazywam
      mieszkanie tesciow "telewizornią". nie chce mi sie do nich chodzic, bo zawsze
      wizyty wygladaja tak samo: nikt nic nie mowi tylko oglada sie to co leci:
      godzina po godzinie. massakra... mąż ma siostre - tez ze soba w ogole nie
      rozmawiają. mąż nawet nie wie co jego siostra dokladnie studiuje: "jakies
      budownictwo, czy cos takiego?" mowi. szok!!! a studiuje architekture. wysylaja
      do siebie tylko smsy, pt.: pozycz mi plyte z windowsem, albo z jakims tam
      programem. i to wszystko. mąż nie zna zadnych piosenek, wierszykow, ma malo
      wspomnien z dziecinstwa...

      druga ciaza. urodzil sie syn. ze wzgledu na pierwsza poroniona, w drugiej seks
      zakazany. nie kochalismy sie przez cale 9 miesiecy. a i po porodzie, jako mama
      karmiaca nie mialam ochoty. i tak zostalo do dzis, a minął juz rok od porodu.
      kochalismy sie moze 10 razy i to tak z proformy. i najgorsze jest to, ze po
      prostu sie odzwyczailismy od seksu ze sobą. ani jemu sie nie chce ani mnie. nie
      chce nam sie z czystego lenistwa. mi sie nie chce: nie z NIM. calowac sie tez
      sie nie caluemy, tylko na do widzenia i na dzien dobry. nigdy namietnie. ja
      probowalam jakos urozmaicac nasz lozkowy czas, zadbalam o siebie po porodzie,
      wygladam ladnie (nie dodając sobie) - po prostu normalnie - schludnie.
      przejmuje inicjatywe. nic nie dziala. jedna wielka nuda... pomyslalam: moze
      mnie zdradza... nie sadze. nie chce mu sie. nie wychodzi nigdzie, nie ma
      nadmiaru telefonow:) jak wraca z pracy siada przed komputerem. czyta analizy
      gieldowe. oglada fakty na tvnie. kapiemy dziecko.on siedzi przed komputerem.
      nieraz zrobie wspolna kolacje... podczas ktorej jest wieczna cisza, albo ja
      opowiadam co robilam w ciagu dnia. pozniej ogladamy serial i o wpol do
      dziesiatej wieczorem ide sie umyc i klade sie spac. on obok mnie. obraca sie
      plecami do mnie i zasypia w mgnieniu oka.

      lubimy sie. teoretycznie sie kochamy. traktujemy siebie nawzajem jako super
      kumpli. naprawde lubimy spedzac ze soba czas. w weekendy jezdzimy na basen,
      kregle, z dzieckiem na spacerki, festyny, koncerty. jest spoko. ale
      to "partnerski zwiazek" - nie malzenstwo. i kto powiedzial kiedys ze idealne
      malzenswto to "partnerski zwiazek"? my taki swtorzylismy, ale nie mamy
      malzenstwa...

      znajomych tez juz nie mamy. jestem osoba, ktora uwielbia ludzi. ale przez
      mojego meza zatracilam wszystkie przyjaznie. na pytanie czy zaprosimy kogos na
      weekend do nas odpowiada ze nie i ze obejrzymy film. wiec nas tez juz nikt do
      siebie nie zaprasza.

      kiedys mowil ze mnie kocha kilkanascie razy dziennie. teraz na moje
      pytanie :czemu nie mowisz ze mnie kochasz? powiedz mi to teraz prosze...
      odpowiada: NIE, nie bede ci mowil tego na rozkaz. jak poczuje potrzebe to
      powiem...

      rozmawial z nim juz tyle razy o tym samym co tu napisalam, ale po nim to
      splywa... i dalej siada przed komputerem, nie kocha sie ze mną, nie caluej, nie
      mowi ze mnie kocha...

      gdzie tkwi moj błąd? to moja wina? znudził się mną? przestał kochać? zaczął
      mnie traktować jak "kumpla" z ktorym super spedza czas i to wszystko... a gdzie
      żona?
      • siedmiokropka Re: Jałowe małżeństwo 24.05.06, 12:17
        Może jest tak,że nie chce mu się starać? Już po ślubie, wie,że Cię ma "na
        zawsze" więc się może zająć sobą:/...Jest teraz może po prostu prawdziwy...Może
        już przed ślubem przejawiał tego symptomy,ale nie widziałaś tego... Wystarczy
        spojrzeć na jego rodziców niestety...Może być tak,że dla niego taki model życia
        jest ok. Czerpie wzór z domu. Martwi mnie również to jego zachowanie po Twym
        poronieniu..A Ty po żalach,że milczycie, wieje nudą i chłodem, piszesz:

        "lubimy sie. teoretycznie sie kochamy. traktujemy siebie nawzajem jako super
        kumpli. naprawde lubimy spedzac ze soba czas. w weekendy jezdzimy na basen,
        kregle, z dzieckiem na spacerki, festyny, koncerty. jest spoko."

        obawiam się, że nie jest spoko. Ja myślę, że powinniście sobie zadać pytanie:

        - czy nas cokolwiek jeszcze łączy oprócz dziecka?

        Próba naprawy związku wg mnie musi być podjęta przez obie strony. Chyba musisz
        porozmawiać szczerze z mężem, powiedzieć co Cię boli i zaproponować jakieś
        działania... Wcześniej jednak zastanów się spokojnie, czego chcesz, czy bardzo
        Ci zależy na tym człowieku i czy jesteś gotowa być z nim nadal jeżeli on nie
        będzie się chciał zmienić??

        Uważam, że jeśli można mówić o czyjejś winie, to nie leży ona po Twojej
        stronie. Może winny jest raczej układ rodzinny przekazany Twemu mężowi przez
        jego rodzinę. Ciebie ta sytuacja boli, z pewnością czas coś zrobić. Uda się
        jeśli mąż zrozumie iż i on musi nad tym mocno popracować. Musicie szczerze
        porozmawiać i nie daj mu się zbyć. Usiądź z nim przy stole i spokojnie, ale
        stanowczo powiedz, co Cię boli, czego pragniesz. Potem go wysłuchaj. Wierzę, że
        uda się Wam dojść do porozumienia. Zapewnij go,że Ci na nim zależy, nie
        zapomnij o szacunku, staraj się mówiąc go nie skrzywdzić.Konieczna jest rozmowa!
        Pozdrawiam!


      • judith79 Re: Jałowe małżeństwo 24.05.06, 12:32
        piszesz o nim, ze ma hobby, pasje, a nie piszesz nic o sobie, jesli twoim
        jedynym zainteresowaniem jest twoj maz to wybacz ale jego znudzenie nie jest
        niczym dziwnym. zajmij sie soba (i nie chodzi tu o wyglad bo najwyrazniej do
        niego ograniczasz "dbanie o siebie").
        > znajomych tez juz nie mamy. jestem osoba, ktora uwielbia ludzi. ale przez
        > mojego meza zatracilam wszystkie przyjaznie.
        bardzo mi przykro ale nie przez twojego meza tylko przez ciebie, zwiazek nie
        oznacza przyrosniecia do kogos i robienia zawsze tylko tego na co on ma ochote,
        spotykania sie z tym z kim on chce..., jesli partner nie chce wyjsc to mozna
        wyjsc bez niego, nie sadze, zeby przy kazdym zaproszeniu kogos trza bylo robic
        super impreze, zaproszenie przyjaciol na wino nie jest zbyt uciazliwe. moim
        zdaniem sama zrezygnowalas z przyjaciol a teraz szukasz winnego.
      • ares1976 Re: Jałowe małżeństwo 30.05.06, 13:36
        Problemy najwyraźniej są - ale zacznij działać, na początek popraw humor SOBIE - wyskocz spotkać się z koleżankami(ja tak robię) lub 1 koleżanką , przecież nie musicie się spotykać tylko z parami małżeńskimi.
        Zjecie z kumpelką coś na mieście, pogadacie, wypijecie lampkę winka. Poprawi Ci to znacznie humor, powoli zmienisz nastawienie do świata i inaczej spojrzysz na Wasze problemy. A po powrocie - może radośnie i spontanicznie zachęć go do seksu, szepnij mu coś czule itp.?
        Może też dla Ciebie czas już pójść do pracy? Nudzą Cię opowieści męża - bo może Ty nie masz mu o czym opowiadać i trochę Cię denerwują jego opowieści?
        Poza tym jego sprawy i problemy są też Twoimi - na tym polega małżęństwo - a Ty się wyłączacz jak sama piszesz - to rzutuje na wszystko, także na seks, a raczej jego brak. Ty się wyłączasz co do jego spraw - a on co do Twoich i koło się zamyka.
        On też jest winien - POROZMAWIAJ Z NIM - ale jednocześnie zmień coś w sobie.
      • whitemoth Re: Jałowe małżeństwo 31.05.06, 00:46
        Berto. O Twoim problemie napisano kilka ciekawych słów w najnowszym numerze
        Charakterów. W zasadzie ten numer dotyczy kwesti związków dobrze i źle dobranych.

        Nie mam męża i póki co nie planuję. Mało też mam lat.

        Uderzyło mnie to, że na "prośbę" męża straciłas dawnych przyjaciół. Coś tu nie
        tak :( do prywatnych (tylko Twoich) przyjaciół zawsze ma sie prawo i nikt go nie
        moze odebrać. Skoro On nie chce wyjść/przyjąc gości zrób to sama.
        Tragedią jaką przezyłaś trzeba się z kimś podzielić. Trzeba mieć kogoś aby
        wysłuchał, zrozumiał. Nawet wysłuchał bez słów ale ze wspólczuciem. Przeraża
        mnie , że własny maz nei widzi tego problemu u żony :(

        Gdy bedzie ta sytuacja trwała dłużej to tylko nagromadzi frustracji, złości,
        wyrzutów, poczucia winy.

        Piszesz, ze rozmawiałaś z nim. A później siadał do swojego hobby. To była rozmow
        aczy raczej monolog? Mówił coś od siebie? Ze to samo zauważa , że się coś
        zmieniło? on to wogóle widzi? Potrafi powiedzieć "dlaczego" ?

        Małżenstwo to sztuka. Czasem warto Sztukę użyźnić jakąs terapią...?

        Życze powodzenia!

      • veevaa Re: Jałowe małżeństwo 31.05.06, 10:21
        NA MOJE oko to ty jestes troche jalowa...
    • paulinek1 Re: Jałowe małżeństwo 24.05.06, 15:14
      strasznie dużo sprzeczności w twoim poście, mówisz ze jest cisza przy wpsólnej
      kolacji a później ze jest fajnie, partnersko, weekendy , itd. nic z tego nie
      rozumiem
      ponadto zgadzam sie z przedmówczynią: nie obwiniaj męża za to ze nie macie
      znajomych. kto ci kazał ich nie miec? w moim związku to mój facet ma moze 1
      kumpla z którym i tak sie rzadko widzi) a ja prowadze bardzo aktywne zycie
      towarzyskie bez niego ( i nam to odpowiada).

      nie pytaj faceta czy cie kocha i to w błagalny sposób: oni tego nie lubią,
      zainteresuj sie czyms , znajdz sobie hobby, odnów stare znajomosci. wygląd to
      nie wszystko, postaraj sie na nowo zafascynowac go sobą

      tak uważam
    • olimpia01 Re: Jałowe małżeństwo 24.05.06, 15:18
      Mnie także wydaje się, że przejawiasz za mało inicjatywy. Same gadki z
      zahipnotyzowanym mężem nie wystarczą bo on się prawdopodobnie "wyłącza"
      (podobnie jak ty) gdy mu coś mówisz...
      Zrób coś dla niego miłego, niekonwencjonalnego,
      wesołego,przyjemnego,zaskajujacego może odwdzięczy się tym samym...?
      • ares1976 Re: Jałowe małżeństwo 30.05.06, 13:40
        Dodam tylko do mojej poprzedniej wypowiedzi, że jeżeli Ty jako osoba poczujesz się szczęśliwa i radosna - to Wasze małżeństwo też zacznie się powoli zmieniać, bo Twój nastrój będzie też wpływał na Twojego męża - tak jak teraz jego nastrój wpływa na Ciebie.
        On pewnie czuje że jego opowieści Cię nudzą, że jego sprawy Cię nie interesują.
        A co do poronienie - on pewnie uważa że nie ma sensu drążyć tego tematu - bo nie ma!!! Po co rozdrapywać rany?
        Może też jest mniej uczuciowy niż Ty - i nie umie tak okazywać uczuć.
    • tumoi Re: Jałowe małżeństwo 31.05.06, 23:32
      Biorąc pod uwagę to co napisalaś o jego rodzinie nie dziwi mnie jego
      zachowanie. Nikt go nie nauczył rozmów, interesowania się drugim człowiekiem.
      Im wystarczało, że ktoś w domu jest i Twojemu mężowi też prawdopodobnie to
      wystarcza. Prawdopodobnie nie zmieni się, ale czy Ty dasz radę żyć w takim
      związku? Wszyscy Ci radzą abyś ciągle wychodziła z inicjatywą aby ożywić Wasz
      związek, Ty to robisz, ale efektów nie ma - może trzeba się pogodzić z tym, że
      Twój mąż jest tylko facetem kręcącym się po domu, a do rozmów znajdź grono
      bliskich sobie osób. Ale wpierw odpowiedz sobie na pytanie: czy dasz radę
      mieszkać pod jednym dachem z obcym człowiekiem (bo tym staje się Twój mąż).
Pełna wersja