O co mu chodzi?

23.06.06, 20:27
Wiem, ze mi nie odpowiecie na to pytanie, ale moze ktos byl w podobnej
sytuacji i wie co robic.
Studiuje razem z moim chlopakiem, leb w leb, nawet specjalizujemy sie w tym
samym. A wlasciwie to wlasnie skonczylismy studia, bronimy sie i koniec.
W czasie tych calych studiow zauwazylam cos takiego dziwnego. Moj chlopak
nigdy nie cieszy sie z moich sukcesow. Nie jest zawistny, czy zazdrosny, ale
jak mi sie cos uda osiagnac (nie tyle lepiej, co szybciej i wczesniej niz on)
robi sie dziwny, jakos tak cichnie. Nigdy mi nie powiedzial ze jest ze mnie
dumny, ze sie cieszy. Nie rozumiem tego i nie widze powodow, dla ktorych
mialby byc zazdrosny. On tez moglby miec lepsze oceny, lepsze oferty praktyk,
szybciej sie uwinac z praca dyplomowa, ale... jemu sie nigdy nie chce. Zabiera
sie do wszystkiego jak zaba do jeza (czy jak to sie mowi), brakuje mu
inicjatywy, czeka chyba az ktos mu wszystko poda. A czesto czeka tak dlugo, az
jest na cos za pozno i okazja przechodzi kolo nosa (to u niego rodzinne, ale
to temat na osobna historie). Ja sie zawsze dyscyplinowalam, czasem na sile,
prace napisalam migiem, upominalam sie o terminy u promotorki i mam co
chcialam. On nawet jeszcze nie oddal swojej pracy... Teraz ja musze czekac, az
moj ksiaze odda swoja prace i sie obroni, bo przeprowadzac sie musimy razem
(sila wyzsza). Tym, ze jestem teraz zawieszona w prozni (juz nie studiuje a
jeszcze nie pracuje) moj luby sie zdaje kompletnie nie przejmowac.
Na moja obrone nie chce isc ze mna (wstep wolny dla kazdego z uczelni), bo
"nie ma ochoty i mu sie nie chce i po co". Kurcze ja z nim pojde, zawsze dla
niego jestem, zeby go na duchu podtrzymac. A kto mnie podtrzyma? :(
No i kto tu zrozumie facetow??? Gdzie sa mezczyzni dbajacy o swoje polowki...? :(
    • horpyna4 Re: O co mu chodzi? 23.06.06, 22:04
      Chłopak byłby szczęśliwy, gdybyś była gorsza od niego. Bidulek został wychowany
      w przeświadczeniu, że chłop musi górować nad babą i nie potrafi odnaleźć się w
      istniejącej sytuacji. Współczuję. To właśnie dla takich kobiety udają idiotki,
      żeby być akceptowane. Porozmawiaj z nim o tym, ewentualnie zaciągnij go do
      psychologa, chociaż wątpię, żeby Ci się to udało. I zastanów się poważnie nad
      waszym związkiem, jeżeli on nie zrozumie siebie (tak, siebie). Bo może przyjść
      taki moment, że będziesz dużo lepiej od niego zarabiać, albo on może stracić
      pracę. I będzie to dla niego dopiero tragedia.
    • czekolada_orzechowa Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 00:19
      Chcesz być całe życie bluszczem???? Kopa mu i poszukaj kolesia bez kompleksów.
      • ewadorra Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 08:51
        czekolada_orzechowa napisała:

        > Chcesz być całe życie bluszczem???? Kopa mu i poszukaj kolesia bez kompleksów.

        Hmmm, to chyba on tu jest bluszczem... ;)

        Kopa... ach gdyby to bylo takie proste... Lepiej byloby mu chyba dac jakis
        powod, zeby sie opamietal, ale ja mam chyba za miekkie serce. I nie wiem jak
        taki powod sfabrykowac. Bo to w gruncie rzeczy naprawde dobry czlowiek, tyle ze
        tak dziwnie ma. Niesmialy, zakompleksiony, itd. Kurcze, ale ja tez cale zycie
        walcze z gora kompleksow i niesmialoscia i naprawde DA SIE to przezwyciezyc.
        Jasne, ze tylko do pewnego stopnia, ale da sie!
    • viinga Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 08:00

    • kawka74 Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 10:52
      Właściwie sama sobie odpowiedziałaś na swoje pytanie - jemu się nie chce,
      zwleka, sam jest sobie winien. Chłopak ma pretensje do garbatego, że ma dzieci
      proste, leser jeden. Gdybyś coś zawaliła, byłby przeszczęśliwy, że nie tylko on
      jest do bani. W kupie raźniej, czyż nie tak?
      Rób swoje, niech on się martwi o siebie.
      • listek_herbaty Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 12:33
        Tak, oczywiste podejscie kobiet do tematu - facet musi sie przyzwyczaic do
        tego, ze jest gorszy, bo mezczyzni sa ogolnie gorsi. Po prostu cudownie. Nie
        bede sie wdawal w dyskusje, czy ktos jest lepszy czy gorszy (wydaje mi sie, ze
        na to plec nie ma wplywu), a jedynie odniose sie do posta. Mezczyzna musi
        rywalizowac. Czesto to jest podswiadome, kobiety moga sie teraz szczycic, ze
        sa "bardziej cywilizowane" ale po prostu tak jest. Zwykle gdy komus lepiej
        idzie staje sie to powodem do wzmozonego wysilku i rywalizacji, nawet wsrod
        przyjaciol. Problem w tym, ze jestes jego dziewczyna. Wydaje mi sie, ze z
        jednej strony chcialby z Toba rywalizowac, a z drugiej zdaje sobie sprawe, ze
        jestes jego dziewczyna i nie powinien. Na pewno cieszy sie z Twoich sukcesow,
        ale nie mozna zdusic w sobie uczucia zazdrosci i rywalizacji - mozna je tylko
        ograniczyc. Poza tym jestescie na tym samym kierunku - tzn. ze zalezy Wam na
        rozwijaniu w sobie tych samych cech, ktore uwazacie za bardzo wazne (zwiazane z
        kierunkiem, a pozniej z zawodem). Gdy ktos jest od Ciebie lepszy czujesz
        dyskomfort i chcesz poprawic wynik. Ale gdy jest to Twoja wlasna dziewczyna ?
        Wtedy moze sie tylko wyciszyc na chwile. Jesli bedziecie pracowac na podobnym
        stanowisku mysle, ze moze byc niemilo i musicie wypracowac jakis kompromis.
        Fakt, ze jestes teraz w lepszej sytuacji, ale lepiej ja rozwiazac, niz
        przeczekac. Nie chodzi o pieniadze - jesli Ty bys zarabiala wiecej, ale np.
        jako prawnik, a on mniej, ale jako np. lekarz, to by nie bylo problemu. Ale
        chodzi o to, ze bedziecie wykonywac te same zajecia. Albo wiec facet sie
        wyciszy, albo zaczniecie ze soba naprawde rywalizowac.
        • ewadorra Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 12:59
          Dzieki listku za meski punkt widzenia :)

          Ja absolutnie nie uwazam, ze mezczyzna ma sie przyzwyczajac do tego, ze jest
          gorszy, bo dlaczego? Faktem jest, ze chyba zdrowsza bylaby sytuacja gdybysmy
          mieli inne zawody, ryzyko ze trafimy do jednej firmy byloby mniejsze ;)

          Mnie tylko denerwuje, ze on tak podchodzi do moich jakichkolwiek osiagniec. Tym
          bardziej, ze moglby miec to samo, albo i lepiej, gdyby tylko mu sie zachcialo.
          Ilekroc ja go motywuje (zrob teraz, bedzie z glowy, albo beda wieksze szanse,
          itd.), to on mnie nie slucha. Na zasadzie: jesli cos masz zrobic dzis, zrob
          pojutrze - bedziesz mial dwa dni wolnego. Wkurza mnie to niesamowicie, bo ja
          rozumiem, ze nie trzeba byc zawsze pierwszym i najlepszym (ja raczej nie bywam),
          ale takie przeciaganie wszystkiego na sile w czasie tylko dlatego, ze nie ma
          nade mna bata, jest conajmniej nieodpowiedzialne.

          I naprawde od dawna mam watpliwosci, czy z kims takim bez zadnej inicjatywy, bez
          "ikry" daleko w zyciu zajde i sie czegos dorobie (np. domu, bo bedzie: "po co
          odkladac na dom, ktorego mozemy nie miec, jesli dzis moge sobie kupic costam").
          No moze ciut przesadzilam, ale mniej wiecej tak to moze wygladac... Nigdy nie
          bylam z nim sama na wakacjach, bo mu sie nie chcialo nic zorganizowac, a moje
          propozycje jakos tak niby byly akceptowane, a potem nic z tego nie wychodzilo.
          Dochodze do wniosku, ze jestem masochistka.
          Mam juz dola. Coraz wiekszego :(((
          • horpyna4 Re: O co mu chodzi? 25.06.06, 10:40
            Ewadorra, to, co napisałaś o wakacjach, świadczy o tym, że nie jesteście dla
            siebie stworzeni. Widzisz, można mieć podobne lub różne zainteresowania, ale
            związki rozwalają się, kiedy nie można wspólnie przyjemnie spędzać urlopu. Moim
            zdaniem facet ma dość infantylną osobowość i nie sądzę, że poważna rozmowa coś
            pomoże. Jednak spróbuj, żeby nie mieć potem sobie nic do zarzucenia, jak
            zdecydujesz się na rozstanie. I nie ciągnij tego w nieskończoność, bo tylko
            szkoda czasu. Daj mu szansę - albo wydorośleje, albo won.
          • listek_herbaty Re: O co mu chodzi? 25.06.06, 11:23
            Oj... a ta Twoja odpowiedz mnie troche zaniepokoila. Moja znajoma wyszla za maz
            wlasnie za takiego malo aktywnego sukinsyna (przepraszam za wulgaryzm), ktory z
            czasem nawet jej zabral energie do dzialania. I bylo dokladnie tak, jak
            piszesz - po co dom, skoro to mozna zrobic jutro, a na razie kupimy cos innego,
            a w ogole to pieniedzy nie ma i nie ma sensu nawet o tym myslec, trzeba to
            zalatwic? o dobra, to zalatwie, nie martw, tylko pozniej, eee jednak nie dam
            rady etc. Nawet jak ona poszla na studia juz po slubie ciagle byly teksty w
            stylu: po co Ci one? zobacz ile trwaja, to dlugo, nie masz i tak czasu.
            Ostatecznie po 12 latach malzenstwa sie rozwiedli i ona teraz jest w trakcie
            studiow jako jedna z najlepszych studentek na roku, byla na wakacjach nad
            morzem (na co nigdy nie bylo czasu ani pieniedzy), nie zal jej wydawac
            pieniedzy na bezuzyteczne ksiazki (np. Tolkien), a co najwazniejsze znowu jest
            pewna siebie i usmiehnieta.

            Reasumujac - wydaje mi sie, ze zdrowy, ambitny mezyczna zawsze bedzie staral
            sie rywalizowac, jesli jest to dziedzina na ktorej mu zalezy (ten sam kierunek
            studiow) i to jest podswiadome. Na pewno sie z jednej strony cieszy, a z
            drugiej przygryza warge. Tylko dopoki potrafi to (chociaz minimalnie)
            rozdzielic i traktuje Cie nadal jak swoja dziewczyne, a jedyne czego nie robi,
            to nie skacze z radosci jak dostaniesz 5 a on 2, to wszystko jest w porzadku
            (przynajmniej ja tak mysle). Tak czy inaczej lepiej, jesli jest aktywny niz
            jesli, z tego co piszesz, jest zerem, ktore jedzie po najmniejszej linii
            oporu "zlizgajac sie" po zyciu. I tlumaczenie, ze moglby ale nie chce nie ma
            sensu - kazdy jakby tylko chcial i wlozyl w to duzo pracy, to moglby. Uwazaj
            tylko, zeby ta jego "aktywnosc" nie przeszla na Ciebie.
            • ewadorra Re: O co mu chodzi? 25.06.06, 12:40
              Listek! Ajjjjjjjj! Alez Tokien jest baaaardzo uzyteczny!!!!!!!!! ;))

              To nie jest tak, ze on jest zerem. Jest inteligentny, zna sie na wielu rzeczach,
              uczy sie dobrze, ale ... moglby lepiej i efektywniej, gdyby chcial. Wiecej
              moglby osiagnac. Zreszta wolalabym zebysmy nawet rywalizowali, wtedy jest
              wieksza mobilizacja i lepsze efekty.

              No i niestety, troche juz ta jego "aktywnosc" (a raczej nieaktywnosc) przeszla
              na mnie. Wmawia mi, ze jestem odludkiem i samotnikiem (fakt, nie jestem dusza
              towarzystwa) i ze nie lubie ludzi (?). Ale znajomych on ma mniej niz ja, a
              spotyka sie z nimi prawie nigdy.
              Po przemysleniu sprawy pare razy wyszlo mi na to, ze moje zycie jest
              najaktywniejsze, gdy robie cos sama, gdy jestem u siebie w domu w swoim miescie
              (studiujemy oboje daleko od naszych rodzinnych domow), gdy jestem pania swojego
              czasu. Moze to i egoistyczne z mojej strony, ale dochodze do wniosku, ze
              najwygodniej mi samej, wolnej. A moze nie tyle samej, co z chlopakiem o takim
              charakterze... Bo on mnie tylko hamuje :(
              • listek_herbaty Re: O co mu chodzi? 25.06.06, 12:58
                Ekhm, wiem, ze Tolkien jest uzyteczny ;-) Tak samo jak Poe, King, Sapkowski,
                Piatek, Lem i kilku innych ;-)
        • kawka74 Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 17:24
          > Tak, oczywiste podejscie kobiet do tematu - facet musi sie przyzwyczaic do
          > tego, ze jest gorszy, bo mezczyzni sa ogolnie gorsi. Po prostu cudownie.
          A kto tak powiedział? Pytam, bo piszesz pod moim postem i żre mnie ciekawość.
          • caysee Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 21:22
            Dokladnie, nikt nie powiedzial, ze mezczyzni sa gorszy.

            Do autorki posta:

            Podobnie jak inne dziewczyny, ktore sie wypowiadaly mam wrazenie ze ten facet
            wyrosl w przekonaniu, ze mezczyzna powinien gorowac nad kobieta intelektualnie i
            fizycznie, a w twoim zwiazku tak nie jest i facetowi z tym zle. Do tego za
            leniwy jest, zeby to zmienic.
    • kasica_33 Re: O co mu chodzi? 24.06.06, 21:52
      Mój dba o mnie:)A twój facet jest chyba jakimś egoistą, bo nie potrafi pogodzić
      się z tym, że jego kobieta może być lepsza w czymś od niego. Poza tym tego typu
      rywalizacje w związku, jakie preferuje twój facet są bynajmniej
      śmieszne.Zachowuje się jak jakieś rozwydrzone dziecko, którego kolega z
      podwórka ma lepsze zabawki...Miej w sobie i ty troszkę zdrowego egoizmu i nie
      przejmuj sie tym, że twój facet jest najzwyczajniej w świecie zazdrosny o twoje
      ambicje i dążenie do celu.Pozdr
    • hayet Re: O co mu chodzi? 26.06.06, 09:34
      Moj chlopak
      > nigdy nie cieszy sie z moich sukcesow. Nie jest zawistny, czy zazdrosny, ale
      > jak mi sie cos uda osiagnac (nie tyle lepiej, co szybciej i wczesniej niz on)
      > robi sie dziwny, jakos tak cichnie. Nigdy mi nie powiedzial ze jest ze mnie
      > dumny, ze sie cieszy. Nie rozumiem tego i nie widze powodow, dla ktorych
      > mialby byc zazdrosny

      no jednak jest zazdorsony...tez tego nie rozumiem a spotkalam sie ostatnio
      wiele razy z takim zjawiskiem i szczerze wmoaic nie potrafie tego zrozumiec.
      ale chlopak tez czlowiek, wiec nie jest mu obce nawet takie uczucie...ina
      sprawa jest taka, ze przeciez sie kochacie, wie cpowinien sie cieszysz razem z
      Toba.
      pogadaj z nim o tym, powiedzi,z e Ci przykro
    • aiczka Re: O co mu chodzi? 26.06.06, 09:43
      Ja też studiowałam ze swoim chłopakiem, chociaż po trzech latach "rozeszliśmy
      się" na różne specjalizacje. Zawsze mieliśmy zbliżone wyniki, jedno było trochę
      lepsze w tym, drugie w tamtym. W miarę możliwości "odprowadzaliśmy się" i
      "odbieraliśmy" z egzaminów ustnych. Było mi miło, gdy wiedziałam, że zaraz po
      egzaminie zobaczę swojego kochanego i jeśli będzie trzeba, to będzie mnie
      pocieszał. Nie rozumiem więc, dlaczego Twój nie chce Ci towarzyszyć przy obronie
      (ja nie chciałabym mieć faceta NA egzaminie, ale pod drzwiami czekał wiernie - u
      nas obrony są zamknięte zresztą).
      Poza tym wyrażamy zawsze radość z sukcesów drugiej połówki. Oczywiście trudno
      jest uciec od pewnej rywalizacji. Jestem przekonana, że gdybym na przykład miała
      na dyplomie gorszą ocenę niż mój facet to ja byłabym na siebie zła. Może Twój
      facet właśnie w takich chwilach również jest na siebie trochę zły? Może tak się
      zajmuje pluciem sobie w brodę, że nie zapomina Ci powiedzieć, że to fajnie, że
      Ci się powiodło?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja