pani.herbatka
04.07.06, 17:38
Krótka charakterystyka rodziny mojego męża: tesciowie i dwóch braci z żonami
pod jednym dachem. Brud, brak wykształcenia, łacina podwórkowa, szeroko
pojęte chamstwo, alkohol. Ci ludzie nie kontrolują się w żadnej sytuacji, w
dodatku nienawidzą każdego kto czegoś się dorobił czy ma wyższe
wykształcenie. A mój mąż czarna owca- układny, jak go zwą ,, pan magister sie
znalazł". Mi zaś ,,kariera w głowie, zamiast dzieci rodzić". Próbowałam być
tolerancyjna i wyrozumiała, ale tyle razy umierałam ze wstydu, przed własną
rodziną, znajomymi, na weselu...Wiem, że każdy gada za moimi plecami w jaką
weszłam rodzine, pod jej pryzmatem oceniają mojego męża, który jest
wspaniałym, inteligentnym i układnym człowiekiem. Powiecie, że widziały gały
co brały- niestety nie do końca. Oboje z mężem pochodzimy z jednego miasta,
ale studiowaliśmy w sąsiednim, dopiero po ślubie wróciliśmy. Przed ślubem
byliśmy ze sobą rok, półtora...W tym czasie teściów widziałam tylko 2 razy-
wydawali się miłymi skromnymi ludźmi. Teściowie pokazali prawdziwe oblicze
już przed ślubem nie chcąc partycypowac w kosztach wesela z ,,burżujstwem"
znaczy się moją rodziną , ale pomyślałam,,trudno, wychodzę za męża nie za
jego familię, jakoś będzie". Dopiero w dzień wesela zobaczyłam jak jest źle,
jaka przepaść kulturowa, obyczajowa. Mój mąż uprzedzał, że pochodzi z prostej
rodziny, ale dla mnie człowiek prosty nie oznacza prostaka. Mąż mimo
wszystko kocha swoja rodzinę, ja mu nie zabraniam, ale ja nie chce z nim tam
chodzić! Słuchać wypowiedzi typu ,,kariery ci się zachciało, a gotować pewnie
nie umiesz", czy ,,co tam w wielkim świecie państwo magistrowie". Mój mąż
znosi to pokornie, mówi, że powinnam wziąć na to poprawkę, bo to ludzie
niewykształceni. Ja nie mogę tego znieść, nie uważam się za hrabiankę , ale
kultura obowiązuje bez względu na wykształcenie i pochodzenie! Nie wiem jak
postąpić, jestem rok po ślubie, mąż jest fantastyczny, ale nie wyobrazam
sobie styczności jego rodziny z moją rodzina i przyjaciółmi. Żadnych przyjęć,
komunii, chrztów. Nie wiem jak tu postapić, aby nie zranić wspaniałego
człowieka, ale ja się poprostu wstydzę! Mój mąż zdaje sobie sprawę z braków
rodziny, ale mam wrażenie, że boli go, że ich nie akceptuję. Jak znmaleźć
wyjście z tak trudnej sytuacji, może ktoś coś podpowie, może macie podobne
doświadczenia?