Dzieciątko a przyjaciółka

02.08.06, 12:45
Przeglądając niektóre wątki na forum zaczęłam zastanawiać sie nad relacjami z moją przyjaciółką. Niedawno została młodą mamusią i wychowuje ślicznego synka...no właśnie...Nasze relacje strasznie sie ukróciły, żeby nie powiedzieć zerwały. Będą praktycznie jej najbliższą przyjaciółką nie miałam szans na to by zobaczyćmałego od dnia porodu, nie wspominając już o przyjaciółce. Na moje prośby spotkania odpowiada sms-em że zadzwoni jakoś to się umówimy albo odpisuje za nią mąż stwierdzając że odwiedziny moje nie są najlepszym pomysłem bo maluch jest zmęczony.
I tak ciągnie sie to już 4 miesiące i zapewne jeszcze by troche potrwało gdybym nie napisała jej co o tym myśle. To był chyba bład bo napisała mi że jestem niewyrozumiała i że małe dziecko to tylko obowiązki i dziwi ją ze tego nie rozumiem. W gruncie rzeczy przecież nic mi nie obiecywała, nigdzie sie nie umawaiłyśmy wiec po co pretensje. Przyznam że zdębiałam....
Faktycznie tak jest że nie ma sie czasu na spotkanie z rzekomą przyjaciółką raz w miesiącu????? Mam wiele koleżanek z maluchami młodszymi i starszymi i pierwszy raz z czymś takim się spotykam. Dodam że jestem młodą mężątką i też planujemy dzieciątko z mężem a nasze relacje z moją przyjaciółką były bardzo dobre więc tym bardziej mnie to dziwi.
Jeśli ktoś miał taką sytuację to proszę o info bo zaczynam myśleć że coś ze mną nie tak.
    • grubaska20 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 02.08.06, 13:23
      hmm.. nie znam twojej przyjaciółki, ani ciebie.. ale widzisz, ja tez miałam taka
      psiapsiółkę.. im bliżej porodu, tym bardziej mnie irytowała. oczywiście ona
      doskonale wiedziała, co przeżywam, urodziłam dziecko, ona oczywiście znała się
      na dziseciach jak nikt inny! doskonale sie na wszytskim znała! mieliśmy kłopoty
      z naszym synkiem. leżał w instytucie matki i dziecka, na oddziale intensywnej
      terapii noworodka.. świat zwalił mi się na głowę! to jedyny oddział, gdzie nie
      można zostawać na noc, ta rozłaka była dla mnie czymś ponad moje siły!
      wyjeżdżaliśmy od jasia ok.1 w nocy. nastawiałam budzik 2 razy w ciagu nocy, na
      od iąganie pokarmu, żeby nasz chłopiec miał co jeść, na następna noc. o 8rano
      siedzieliśmy już w samochodzie. roztrzęsiona o synka, co będzie z moim małym
      paproszkiem, po porodzie, nonstop na siedząco, z zapaleniem piersi ( gorączka,
      dreszcze, ból kości, mięśni, skóry, ból głowy, oczu, jak w ciężkim przebiegu
      grypy) jestem drobniutką osobą, miałam wpisaną po porodzie utratę krwi 700ml, to
      bardzo dużo! mało snu, ciagły płacz, bez ciepłego posiłku, tylko bułki z
      automatu, skrajne wyczerpanie organizmu, a ona ciagle wmawiała mi, że doskonale
      rozumie co przeżywam. a niby skąd??? ignorowałam te głupoty. miałam urodziny.
      musiałam zostawić na noc moje dziecko, maleńkiego motylka, nie wiedziałam, czy
      na drugi dzień jeszczse go zobaczę.. krztusiłam sie płaczem, ta koza powiedziała
      mi, ze dokładnie mnie rozumie, bo czuje dokładnie to samo, kiedy wychodzi od
      obcego dzieckza, którym się opiekowała. jakiś czas opiekowała się kilka razy w
      tygodniu, po kilka godzin, obcym dzieckiem.. kompletna pomyłka, porażka po
      całości! zero zrozumienia. od tego czasu przestałam mieć ochotę na kontakt z
      nią. stweirdziłąm, że jest po prostu dziwna. a może stawiałam przed nią zbyt
      duże wymagania?? nie wiem. nasz kontakt zrobił się wręcz symboliczny, tym
      bardziej, że mieszkamy 350 km od siebie.
      potem dostaliśmy wreszcie naszego chłopca do domu:))) ciągle jeszcze z bardzo
      dużym ryzykiem, ale wreszcie w domu!:) byłam nim tak pochłonięta.. nie chciałam
      rozpraszać się nikim i niczym. ciagle martwiliśmy się o naszego jasieczka,
      podejrzewano najgorsze choroby, ciagła obserwacja, leki, nieustajacy stres.. nie
      potrzebowałam wtedy dodatkowych emocji, tj, dodatkowo się irytować bajdurzonymi
      przez nią bzdurami. kiedy wreszcie odetchnęliśmy, sytuacja zostałą opanowana,
      mały miał jakieś 4,5 miesiąca, stweirdziłąm, ż eorzez tedn okres za bardzo
      oddaliłyśmy sie od siebie, e stała się dla mnie obca odległą planetą, że nie
      lączy nas już to co kiedyś, że nie potrafiłabym zbudować z nią już dawnej
      zażyłości..
      aaaaaaaale się rozpisałam heh:P
      małe dziecko, nawet zdrowe, naprawdę bardzo absorbuje i pochłania 160% uwagi,
      czasu i zainteresowania.. jednak można to chyba pogodzic z resztą świata, jeśli
      między wami nic nie tąpnęło, moz efaktycznie spróbuj z nią porozmawiać?
      • maya1981 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 02.08.06, 13:48
        Mam nadzieję że z Twoją kruszynką wszystko w porządku :) i już jest z nim coraz lepiej.
        Będę chciała z przyjaciółką na spokojnie porozmawiać ale jak sama napisałaś nie można zrozumieć drugiej osoby póki się nie przeżyło tego co ona. Podejrzewam więc że będę bardziej wyrozumiała jak sama zostanę mamą :))
    • exit.ka Re: Dzieciątko a przyjaciółka 02.08.06, 13:26
      ja bym chyba pomyślała, że ma (lub mają) jakieś kłopoty,
      może z dzieckiem coś nie tak, może ona ma jakieś poważne problemy
      zdrowotne lub inne,
      i może jest tym wszystkim na tyle zmęczona, że nie
      ma siły (nie tyle fizycznej, co psychicznej), żeby
      z kimkolwiek o tym rozmawiać, nawet z najlepszą i jedyną przyjaciółką...

      pozdrawiam życząc cierpliwości i wyrozumiałości
      • maya1981 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 02.08.06, 13:50
        możliwe że tak jest, tyle że jak dzwonię i pytam to wszystko jest w porządku, że są szczęśliwi, że mały rośnie
        moze nie chcą po prostu nie mówić......
        • aniak37 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 03.08.06, 14:46
          Ja po porodzie też nie miałam ochoty z nikim sie widywać. Było to spowodowane
          szokiem poporodowym który trwał ok 7 miesięcy. Tylko że i tak zawsze ktoś
          przyjechał zobaczyć Martynkę. Przez telefon też zawsze mówiłam ,że wszytsko w
          porządku. Może twoja przyjaciółka też jest w szoku albo w depresji po porodzie?
    • lubie.garfielda Re: Dzieciątko a przyjaciółka 03.08.06, 14:44
      A może po prostu ma jeszcze baby-bleus?

      Albo wychodzi z założenia, że nie
      zrozumiesz jej obecnych rozterek...
      Najłatwiej się w końcu dogadać z
      kimś kto ma takie samo doświadczenie życiowe.
      • deodyma Re: Dzieciątko a przyjaciółka 05.08.06, 09:30
        to samo pomyslalam.
    • mynia_pynia Re: Dzieciątko a przyjaciółka 03.08.06, 15:17
      różnie reagują matki na dziecko.
      Moja kumpela zaraz po porodzie smsa do wszystkich puściła, zanim wyszła ze
      szpitala (3 dni) 2 razy z nią gadałam przez telefon.
      Umówiłyśmy się że jak dojdzie do siebie to wpadniemy do niej ekipą zobaczyć
      dziecko. Po 2 tygodniach dzwoni i drze się kiedy przyjedziemy, przecież ona nie
      jest trendowata, że sama by przyjechała ale nie ma jeszcze fotelika do
      samochodu ;)


      • maya1981 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 03.08.06, 17:06
        Wiecie co, faktycznie na to nie wpadłam....może to rzeczywiście Baby Blues...
        Ale fakt faktem jest to i tak dla mnie tak dziwne że aż sama się boję że mnie
        też dopadnie. Pisała mi jakiś czas temu że jest dumna z synka, ze jest śliczny
        i szaleje za nim, więc chyba naturalną rzeczą jest że człowiek się chce taką
        kruszyną pochwalić. A tu nic.....

    • ares1976 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 03.08.06, 19:47
      Ona może mieć depresję, bądź bardzo wyrozumiała i nie oceniaj jej pochopnie.
    • mikams75 Re: Dzieciątko a przyjaciółka 04.08.06, 23:17
      nie badz namolna, dziewczyna pewnie zmeczona, niewyspana, pewnie kiepsko wyglada
      i nie ma ochoty sie pokazywac swiatu? Daj jej tylko do zrozumienia, ze jestes
      gotowa sie z nia w kazdej chwili spotkac i czekasz na odzew i odpowiedni dla
      niej moment.
      Jeszcze troche i ochlonie i sama bedzie szukala kontaktu z ludzmi i jak jej nie
      bedziesz wnerwiac smsami, to na pewno nie zapomni o Tobie.
Pełna wersja