Co jej powiedziec?

04.08.06, 19:13
Matka mojego chlopaka spedza mi ostatnio sen z powiek. Jesli sie komus chce to
czytac to sprawa wyglada tak. Razem jestesmy 5 lat, studiowalismy oboje poza
rodzinnymi miastami (w Niemczech). Wlasnie studia skonczylismy, chlopak musi
sie jeszcze obronic i szukamy pracy. No i sie zaczelo... Podczas ostatniej
wizyty u niego w domu jego mam zaczela mnie zameczac pyaniami o nasze
ewentualne zareczyny, slub, itd. Nie docieraja do niej moje spokojne
odpowiedzi, ze ja sie na slub czuje niegotowa, niedojrzala (lat mam 26, ale
nie jestem gotowa), nie uwazam tez by nalezalo zareczac sie tylko dlatego, ze
juz skonczylismy studia, ona (jego matka) by chciala, bo ja sasiedzi
podpytuja, bo "tak wypada" itd.
Najpierw zaczela spokojnie, pytaniami typu "czy juz moge zbierac na wesele?",
ale jak zaczela byc zbyt nachalna, powiedzialam jej, ze najpierw musimy
splacic oboje kredyty zaciagniete na studia (kazde z nas ma ok. 6.000 euro,
masa pieniedzy, przynajmniej dla mnie). Pomyslalam, ze moze sie odczepi i np.
zamiast na slub zacznie zbierac na kredyt dla syna, ale nie. Nie myslcie, ze
jestem pazerna czy cos, ale po prostu jest mi przykro. Moj chlopak zostal
zmuszony do wziecia kredytu, zeby mogl skonczyc studia, bo ojciec nie byl w
stanie mu juz dokladac. Matka siedzi w domu, nie pracuje i sie nudzi calymi
dniami. Za to ma dla kazdego milion rad. Starszego syna utrzymywala na
studiach, potem on sie ozenil, maja dziecko, powodzi im sie dobrze. Czasem
tesciowa jezdzi do Niemiec dorobic sobie, ale i tak wiekszosc pieniedzy oddaje
starszemu synowi, dla wnuka. Tesc tez doklada. Na poczatku mnie to bolalo, tym
bardziej, ze jak mojemu chlopakowi nie wyszlo z pierwszymi studiami nazwala go
darmozjadem i kazala szukac pracy. Chlopak jakos sie pozbieral, caly czas go
podtrzymywalam na duchu (co nie bylo latwe) i wspolnie skonczylismy studia.
Sam sie utrzymuje, podczas gdy jego matka, ktora moglaby go wspierac finansowo
albo chocby psychicznie, koncentruje sie wylacznie na swoim wnuku, ktory ma
oboje kochajacych i dobrze zarabiajacych rodzicow.
No i teraz sobie wymyslila jego mama, ze powinnismy sie zareczyc, bo ja
sasiedzi juz bardzo o to podpytuja. Stwierdzila tez, ze wypadaloby zeby nasi
rodzice sie poznali, np. na jakiejs kawie. Po pierwsze, jak kiedys moja mama
ja do nas zapraszala, to pare razy odmowila bo niby "nie wypada" (potem sie
tego wypierala w zywe oczy). Po drugie obaj nasi ojcowie pracuja poza domem i
bywaja w rodzinnych miastach prawie tylko na swieta.
No ale jej sie nudzi, ona by chciala znow sie zabawic gdzies, pokazac, itp.
Dla mnie slub, czy nawet zareczyny teraz to absurd. Po pierwsze jak pisalam,
nie czuje sie gotowa, po drugie mamy oboje na glowie kredyty, po trzecie nie
wiem co i gdzie bede robic jutro, wiec mysl o takiej decyzji na cale zycie
jest dla mnie abstrakcyjna, no i oboje jeszcze nie mamy pracy.

Przepraszam za ten chaotyczny i przydlugi monolog, ale musialam sie wyzalic.
Jesli bylyscie w podobnej sytuacji, albo chociaz jestescie w stanie sobie
wyobrazic sobie cos takiego, to prosze doradzcie cos, co jej powiedziec.
Niestety argumenty racjonalne (brak pracy na razie i kredyty na glowie) nie
docieraja. Twierdzi, ze przeciez mozemy sie zareczyc ("na pierscionek przeciez
go stac" - znaczy sie mojego chlopaka) bez brania od razu slubu. Nie dociera
do niej, ze ktos inny moze chciec inaczej niz ona ulozyc sobie zycie (miala 20
lat jak wyszla za maz).
Najgorsze, ze powiedzialam jej na tak troche na odczepne, ze jej syna traktuje
jak przyjaciela w pierwszej kolejnosci, co z kolei jego przerazilo, bo wie, ze
przez ten moj nieopatrzny tekst matka i babcia beda mu suszyc glowe przez
najblizszy miesiac.
Ucinanie tematu przeze mnie nic nie daje, temat wraca jak bumerang. Mam
jeszcze jedno wyjscie - nie jechac tam, ale czasem jest to nieuniknione.
Dobrze przepraszam za ten przydlugi post, ale naprawde musialam sie wyzalic.
Pozdrawiam, Ewa.
    • while1 Re: Co jej powiedziec? 04.08.06, 19:26
      Powinnaś postawić sprawę jasno i po prostu przy kolejnym podejściu mamy
      chłopaka-odpowiedzieć jej grzecznie lecz wprost,że chcesz tą sprawę wyjaśnić
      ostatni raz i nie będziesz słuchać jak na razie nic więcej na ten temat.Powiedz
      krótko,że ślubu jeszcze nie będzie.Jesteś dorosła i nikt Cię nie będzie
      przecież pouczał i kierował Twoim życiem.Powiedz jej,że kochacie się i
      jesteście szczęśliwi również bez ślubu.
    • sol_bianca Re: Co jej powiedziec? 04.08.06, 19:44
      > Najpierw zaczela spokojnie, pytaniami typu "czy juz moge zbierac na wesele?",

      powiedz, że jak chce to może, ale wy wolicie jeszcze poczekać ;)

      > Stwierdzila tez, ze wypadaloby zeby nasi
      > rodzice sie poznali, np. na jakiejs kawie.

      a nie możesz odpowiadać "tak, byłoby bardzo miło, ale trudno będzie to
      zorganizować ponieważ... (i dalej np. to, co napisałaś:)

      > obaj nasi ojcowie pracuja poza domem i
      > bywaja w rodzinnych miastach prawie tylko na swieta

      ...ale oczywiście jeśli byłaby okazja..." jest szansa że na jakiś czas się
      odczepi. potem poszukasz jakiejś kolejnej wymówki.
      a swoją drogą, gdyby faktycznie była okazja, czy byłabyś przeciwka temu, by wasi
      rodzice się poznali? chyba nie ma obowiązku na taki spotkaniu od razu planować
      wesela? no, chyba że twoi rodzice też naciskają na ślub, to faktycznie byłoby
      niebezpieczne...

      wiem, że moje propozycje wyglądają mało asertywnie, i może byłyby inne gdyby nie
      to, że czytając twojego posta mam wrażenie, że jesteś osobą delikatną i chcesz
      uniknąć konfliktów. wydaje mi się też (może się mylę), że nie odzucasz
      całkowicie myśli o ślubie, tylko nie chcesz o tym myśleć w tj chwili. więc może
      warto zagrać na zwłokę, zamiast stawiać sprawę na ostrzu noża.
    • annb krótko 04.08.06, 19:46
      ewa.anna
      jak podejmiemy decyzję, pani się o tym pierwsza dowie
      i powtarzac
      metoda zdartej płyty
      • caysee Re: krótko 04.08.06, 22:58
        Popieram ewe.anne, dobra odpowiedz, powinna zamknac buzie.
        Natomiast jak chodzi o pytajace sie sasiadki, to mozecie powiedziec, ze jak jej
        bardziej zalezy na opinii sasiadek niz na tym, ze podejmiecie ta decyzje
        samodzielnie, to rownie dobrze moze tym sasiadkom powiedziec ze zareczyny sa, a
        slub czeka na odpowiedni moment. Moze tez mowic prawde, ze poki co odpowiada wam
        taka forma zwiazku.

        A pracy szukacie w Niemczech czy w Polsce?
    • kiecha3 gdy słyszysz o sąsiadkach.. 05.08.06, 07:06
      ..dopytujących się o Toje wesele..to sie zbulwersuj... i powiedz że wolałabyś by
      obce kobiety nie planowały ci życia (tu podtekst do teściowej).. i zeby
      pilnowały swoich mężów skoro ich juz mają... a nie ogladały się za imprezką na
      ulicy.. że jak to tak z buciorami w cudze życie.. i co ich to obchodzi..
      Pojeździj troche po wścibskich babach...

      a metoda zdartej płyty jest najlepsza..

      jeszcze możesz im przypomnieć o kredycie.. i rozwinąć czarny scenariusz, jak to
      znajdujecie pracę za marne grosze..i przez najbliższe kilka lat spłacacie kredyt
      itp. i zapytaj się czy jak w takiej sytuacji będziecie małżeństwem to czy da wam
      na życie??? bo skad będziecie mieli???? i dołóż do tego jeszcze dziecko, które
      chodzi w przymałych ubrankach... no taki czarny scenariusz... Ciekawe co zrobi...

      P.S. Ja sama tak załatwiłam teścia.. kiedyś miał fazę na wnusia.. nosz cholera
      mnie brała... ja na studiach... chłopak w studium.. zadne nie pracuje...
      mieszkamy oboje z rodzicami ( każde ze swoimi) a ten mi ciągle o wnusiu itp...
      no tosię grzecznie go zapytałam czy jest w stanie mi dać (tu określona kwota)
      miesięcznie na mleko, kaszki, ubranka, pampersy, ewentualne leki i wizity u
      lekarza... bo ja na razie nie mam i nie zapowiada sie ze będe mieć... Od razu
      ucięły się dysputy o wnusiu... aż żal bierze że ja mając 20 kilka lat szerzej
      myślę od 40-50 latka... ale co zrobić??? tylko tłumaczyć... albo właśnie tak
      rozmawiać gdy tłumaczenia nie skutkują....
    • ewa.anna Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 11:11
      Dzieki kochane za wszelkie rady! Niestety, nawet zwykle skuteczna metoda zdartej
      plyty nie dziala na mame chlopaka. Moze dlatego, ze ona tak naprawde nie slucha
      uwaznie co sie do niej mowi, puszcza wiekszosc rzeczy mimo uszu. Pyta mnie o
      cos, a w polowie mojej kwestii przerywa mi jakims komentarzem, albo nastepnym
      pytaniem. A potem nie wie co i jak (bo nie dala mi dokonczyc) i dopowiada sobie
      sama. To mnie tez przeraza, bo pare razy sie zdarzylo, ze "cytowala" mnie komus,
      przy czym zwykle byly to jakies zlosliwosci na jego temat, ktorych ja nigdy nie
      powiedzialam. Tylko ona nie wiedzac jak kogos uszczypnac poslugiwala sie mna.
      Ale to temat na inna historie. Glupio jest tylko, jak cos takiego zrobi, bo
      potem ludzie mysla ze jestem wredna i niemila.

      Sol_bianca, nie mialabym nic przeciwko temu zeby nasi ridzice sie poznali. Juz
      dawno temu zapraszalysmy ja z moja mama na kawe do nas (obaj ojcowie byli wtedy
      "w terenie"). Byla kiedys nawet taka sytuacja, ze moj chlopak przyjechal z mama
      do mojego miasta cos pozalatwiac i zapraszalysmy ich do nas ("chodzilismy" juz
      wtedy 3 lata za soba). Jego mama uznala ze to nie wypada i poszla na kawe i
      zakupy do supermarketu, podczas gdy moj chlopak na kawe wpadl do nas. Potem
      pojechal po mame i wrocili do domu. Obie, moja mama i ja poczulysmy sie wtedy
      conajmniej dziwnie. Co ciekawe, mama chlopaka nie miala takich oporow przy
      odwiedzaniu tesciow swojego starszego syna; nawet wtedy, gdy byl on jeszcze
      krotko ze swoja przyszla zona jezdzila do nich z mezem regularnie na grila (jej
      maz pracowal wtedy w domu). Natomiast mniej wiecej miesiac temu zwrocila mi niby
      to zartem niby to serio uwage, ze my juz tyle razem jestesmy a ona jeszcze nie
      zostala zaproszona do mnie na kawe. Na moje slowa, ze byla czesto zapraszana
      tylko odmawiala, rzucila sie na mnie niemal z krzykiem, ze ja klamie, wymyslam i
      to nieprawda. Tu mnie poparl jednak moj chlopak, ze jednak mam racje i sobie
      odpuscila. Szczerze mowiac, jak tak pare razy nam odmowila, stwierdzilysmy z
      mama, ze nie bedziemy uszczesliwiac jej na sile i wiecej jej od tamtego czasu
      nie zapraszalam. Bo tez nam bylo przykro. No to teraz sie jej przypomnialo...

      Usiluje jej wbic do glowy, ze mamy oboje kredyty na glowie i musimy w pierwszej
      kolejnosci o tym myslec. Nie chce zaczynac zycia na minusie. Ale do niej nie
      dociera. Dla niej to nie problem: "e tam, pojade pare razy do Niemiec, zarobie i
      zamiast wnukowi dam mojemu synowi na splate kredytu". Rece opadaja. Po pierwsze,
      jesli ma i chce, to moglaby juz teraz dac synowi, a nie wnukowi, bo jest jego
      matka, a nie matka wnuka. Moj chlopak moglby oddac czesc dlugu, natomiast jej
      starszy syn wydaje te pieniadze od niej na nowy i lepszy sprzet, choc wszystko
      juz maja. Po drugie to nie jest takie proste oddac tyle pieniedzy. My sobie
      liczymy ile i za ile bedziemy musieli pracowac,zeby to pooddawac. Ale ona nie
      potrafi tego zrozumiec, cale zycie siedziala w domu niepracujac i wydajac
      pieniadze meza, wiec nie umie ocenic ile warta jest praca zarobkowa.

      Caysee, pracy bedziemy szukac na razie chyba w Niemczech, bo za polskie zarobki,
      jakkolwiek wysokie by byly, niestety nie splacimy tych pozyczek :(

      Martwi mnie tez, pewnie niepotrzebnie i za wczesnie, jaki sajgon mi zgotuje, jak
      sie dowie, ze poslubie chce zostawic sobie panienskie nazwisko (jedynie ze
      wzgledow praktycznych, nie jakiestam widzi-mi-sie). Na temat nazwiska to mnie
      przesluchiwala juz na samym pocztku mojej znajomosci z jej synem. I dowiedzialam
      sie, ze jedyna sluszna opcja jest zmiana na nazwisko meza, bo ona tak zrobila i
      jej pierwsza synowa rowniez. Druga kwestia to dzieci, bo mam obawy, ze moge miec
      z tym trudnosci. A jak ona sie kiedys zabierze za ten temat, to nie da mi zyc.

      Kiecha3, pomysl na tescia swietny!, zwlaszcza te przymale ubranka ;), tylko tu
      odpada, bo "bedziecie miec po moim pierwszym wnuku". Inna sprawa co na to
      rodzice tego wnuka...

      Ach i znow mi wyszedl przydlugi post. Nie myslalam, ze bede miec kiedys taki
      problem. Zawsze wspolczulam dziewczynom, ktore maja tesciowe-jedze, ale
      wierzylam, ze mnie sie uda tego uniknac bo staram sie byc niekonfliktowa i
      unikac klotni. Zawsze sie wycofuje, jesli widze, ze dyskusja z kims nie ma
      sensu. Ale tu mi ciezko, bo ona mnie atakuje, wypytuje o osobiste sprawy,
      komentuje i krytykuje moje wybory i postepowanie. Najlepsze w tym wszystkim
      jest, jak mowi do mnie i swojego syna, ze ona jest bardzo dobrym czlowiekiem i
      takiej tesciowej jak ona, to zyczy kazdej kobiecie. No coz, jak to zawsze w
      zyciu bywa, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Jej pierwsza synowa i ja
      mamy chyba inne zdanie...Pozdrawiam!
      • annb Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 11:52
        ewa.anna -chroń siebie
        skoro pani nie słucha co do niej mowisz, ty nie słuchaj co o ado ciebie mowi
        nawet jesli powtarza
        jesteśgłucha
        :)
        a co do reszty
        a co jąjakie nazwisko ty zostawiasz?
        znowu metoda zdartej płyty
        to nie pani sprawa
        koniec
        i jeszcze jedno
        anie możesz wyjśc jak ta pani tokuje?
        ech'
      • ruda_szczurka Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 13:53

        Powiedz jej, ze slub juz był ;)
    • timo-mimo Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 14:56
      Myśle żę wyolbrzymiasz niektore rzeczy.Myśłe tez ze rodzice moga sie martwic tak
      twoi jak partnera i pytac o przyszłośc swoich dzieci..Moga byc tez zaniepokojeni
      jesli młodzi nie moga miec potomstwa i to wcale nie dlatego zeby młodych dołowac
      ale tez dlatego ze czasem małżeństwa bezdzietne nie maja dużych szans na
      przetrwanie .Co do kredytów to jak widze twoi tez ci nie pomagaja spłacać wiec
      pretensja o niespłacany kredyt rodzicow twojego przyjaciela jest
      bezsasadna.Jesli nazywasz swojego chłopaka z ktorym jestes 5 lat "przyjacielem"
      (niby na odczepne ale jednak moze to zaboleć) ,to faktycznie nie dorosłas do
      związku a rodzice jego moga sobie roznie myslec i faktycznie nie inwestowac w
      taki zwiazek bo jak samna mowisz nie wiesz co bedziesz robic jutro.Rodzice moga
      pomagac widzac ze syn założył rodzine,jest już żonaty ,sa wnuki a tak w
      ciemno?własciwie zastanow sie co ty bys zrobiła na ich miejscu.
      • pola_negri Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 16:17
        timo-mimo, jesteś mistrzem/mistrzynią w rozumieniu tekstu pisanego, tak jak
        Tobie to pasuje.
        wybacz, ale w wieku 26 lat nie ma obowiązku wiązać się z kimś na stałe.
        wybacz, ale w XXI wieku to młodzi decydują kiedy i czy w ogóle ożenić się
        wybacz, ale dziewczyna nigdzie nie napisała, że rodzice chłopaka powinni i muszą
        mu pomagać finansowo. wyciąganie zdań z kontekstu to zabawa trolli.
        wybacz, ale nazywanie chłopaka przyjacielem to całkiem ładna alternatywa dla
        "chłopaka" czy "narzeczonego" (którym przecież nie jest). poza tym przyjaciel to
        ktoś bardzo wartosciowy, i jeśli chłopak nie byłby przyjacielem, to chyba
        niezbyt dobrze wróżyłoby tej parze.
        a poza tym i dziewczyna i chłopak mają prawo komukolwiek, nawet przyszłej
        teściowej powiedzieć NIE, gdy rozmowa schodzi na tematy osobiste. bo jak sama
        nazwa wskazuje są to tematy tylko i wyłącznie ich dotyczące, a nie jakiejś (z
        punktu widzenia dziewczyny) obcej pani.
        • timo-mimo Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 15:08
          "WYBACZ" ale odnoszę wrażenie że próbujesz zajac w tym temacie miejsce adwokata
          dla autorki watku.Uważam ze sama jest tak rozgarniętą osoba ze takich nie
          potrzebuje a ty jak widać "wybacz" musiałas sporo przejsc bo temat bardzo cie
          pasjonuje.
          • pola_negri Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 15:13
            w takim razie po co się wypowiadasz w tym wątku?
            nie lubię występować w roli adwokata, nie mam też podobnych przejść co autorka,
            ale bardzo lubię rzeczową dyskusję, a nie bezpodstawny atak.
      • ewa.anna Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 16:48
        timo-mimo napisał:

        > Myśle żę wyolbrzymiasz niektore rzeczy.Myśłe tez ze rodzice moga sie martwic
        tak twoi jak partnera i pytac o przyszłośc swoich dzieci..Moga byc tez
        zaniepokojeni jesli młodzi nie moga miec potomstwa i to wcale nie dlatego zeby
        młodych dołowac
        > ale tez dlatego ze czasem małżeństwa bezdzietne nie maja dużych szans na
        > przetrwanie.


        Mam pytanie: a co tu pomoze fakt, ze rodzice beda wiedzieli o problemie, o tym
        ze mlode malzenstwo nie moze miec dzieci? Cud wymodla jakis, czy co?


        >Co do kredytów to jak widze twoi tez ci nie pomagaja spłacać wiec
        > pretensja o niespłacany kredyt rodzicow twojego przyjaciela jest
        > bezsasadna.

        Nie napisalam tego, ale po pierwsze moi rodzice daliby mi od reki na splate tej
        pozyczki, gdybym ich o to poprosila. Ale nie chce, bo to moje studia i ja bede
        za nie oddawac. Po drugie moj kredyt to nie taki zwykly kredyt tylko pozyczka na
        studia od panstwa (kto zna niemieckie realia to wie co to Bafög) i mnie nikt nie
        zmusi do oddania jej, jesli nie bede miala odpowiednio wysokich zarobkow. A moj
        chlopak ma normalny kredyt z banku, ktory MUSI splacic, bo inaczej bedzie mial
        takie problemy, jak maja nie oddajacy dlugow. Wiec chyba jasne, ze martwie sie o
        jego finanse bardziej niz o swoje.
        Napisalam tez, ze nie roscimy sobie pretensji do pieniedzy rodzicow, chodzi
        tylko o ta hipokryzje: na splate pozyczki nie ma, ale juz na wesele nagle sie
        znajda? To chyba my wiemy co dla nas lepsze...?


        >Jesli nazywasz swojego chłopaka z ktorym jestes 5 lat "przyjacielem"
        > (niby na odczepne ale jednak moze to zaboleć) ,to faktycznie nie dorosłas do
        > związku a rodzice jego moga sobie roznie myslec i faktycznie nie inwestowac w
        > taki zwiazek bo jak samna mowisz nie wiesz co bedziesz robic jutro.Rodzice
        >moga pomagac widzac ze syn założył rodzine,jest już żonaty ,sa wnuki a tak w
        > ciemno?


        A widzisz, bo mnie nauczono, ze swoim partnerem trzeba sie tez zaprzyjaznic. Bo
        jak sie skonczy zakochanie i namietnosc, to trzeba tez miec o czym ze soba
        rozmawiac. A jak nie, to potem jest tak, ze mlode malzenstwo spedza weekendy
        przed telewizorem, bo nie maja o czym ze soba gadac.

        Poza tym z jakiej racji i po co rodzice mojego chlopaka maja inwestowac w nasz
        zwiazek? To byl chyba zart, mam nadzieje... Przeciez to my mamy w niego inwestowac!


        >własciwie zastanow sie co ty bys zrobiła na ich miejscu.

        Na ich miejscu zrobilabym to samo co zrobili moi rodzice: zaakceptowala
        sytuacje, nie wtracala sie w cudze zycie i zajela swoimi sprawami. I nie szukala
        problemu tam, gdzie go nie ma. Bo dla mnie fakt, ze sasiadki sie dopytuja o
        slub, to nie jest problem. Choc ty mi pewnie zaraz napiszesz, ze to co ja uwazam
        za problem, tez problemem nie jest...


        Ostatecznie, prosilam tylko o porade jak sie bronic, jakich rozsadnych (!)
        argumentow uzyc, bo moj arsenal sie juz wyczerpal, a nie chce sie z nia klocic i
        byc niegrzeczna.
    • lubie.garfielda Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 18:32
      ewa.anna napisała:

      > Najpierw zaczela spokojnie, pytaniami typu "czy juz moge zbierac na wesele?",

      Zawsze możesz odpowiedzieć pytaniem
      - "To pani nie ma odłożonych pieniędzy na nasze wesele?!
      A jak się zdecydujemy na szybki ślub to jak go wyprawimy?"

      Niestety... w jej oczach jesteś po prostu starą panną (przecież ONA w twoim
      wieku była już stateczną mężatką), która - o zgrozo!!! - chce zarabiać,
      a nie - idąc za światłym przykładem "ukochanej teściowej" - całe życie
      wisieć na mężu...

      Powiedz mi jeszcze jedną rzecz... czy ona jest po studiach?
      jeśli nie to może się czepiać ciebie "niby taka wykształcona a nic nie umie"

      Cóż... wygląda mi na typ człowieka który zawsze znajdzie powód aby się czepić
      więc wypracuj w sobie jakiś mechanizm obronny wobec je tekstów...
      Spróbuj wyprubować takie: "spływa to po mnie jak po kaczce" i
      "jednym uchem wleciało drugim wyleciało".
      Jakąkolwiek dyskusję jednak odradzam.
      • ewa.anna Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 19:11
        lubie.garfielda napisała:

        > ewa.anna napisała:
        >
        > > Najpierw zaczela spokojnie, pytaniami typu "czy juz moge zbierac na wesel
        > e?",
        >
        > Zawsze możesz odpowiedzieć pytaniem
        > - "To pani nie ma odłożonych pieniędzy na nasze wesele?!
        > A jak się zdecydujemy na szybki ślub to jak go wyprawimy?"
        >
        > Niestety... w jej oczach jesteś po prostu starą panną (przecież ONA w twoim
        > wieku była już stateczną mężatką), która - o zgrozo!!! - chce zarabiać,
        > a nie - idąc za światłym przykładem "ukochanej teściowej" - całe życie
        > wisieć na mężu...
        >
        > Powiedz mi jeszcze jedną rzecz... czy ona jest po studiach?
        > jeśli nie to może się czepiać ciebie "niby taka wykształcona a nic nie umie"
        >
        > Cóż... wygląda mi na typ człowieka który zawsze znajdzie powód aby się czepić
        > więc wypracuj w sobie jakiś mechanizm obronny wobec je tekstów...
        > Spróbuj wyprubować takie: "spływa to po mnie jak po kaczce" i
        > "jednym uchem wleciało drugim wyleciało".
        > Jakąkolwiek dyskusję jednak odradzam.



        Nie, nie jest po studiach, ma mature i zawod. Nie sadze jednak zeby miala jakies
        uprzedzenia do ludzi wyksztalconych, ale ona jest po prostu taka, najlepiej
        wiedzaca. Ostatnio nam powiedziala, ze mlodzi ludzie sa glupi. Tylko dlatego ze
        sa mlodzi, popelniaja bledy, itd. Moja mama uwaza inaczej, a troche wie o
        mlodych ludziach, bo pracuje prawie 30 lat na uczelni.
        Masz racje, moze cos w tym jest, ze mnie uwaza za niedoswiadczona. Denerwuje
        mnie to, bo od 6 lat mieszkam poza domem rodzinnym, w obcym kraju i radze sobie
        doskonale. Ale ona i tak rzucala do nas tekstami, ze pewnie my (jej syn i ja) to
        sobie nie umiemy ugotowac, glodujemy, chodzimy zaniedbani, itd. No i jak tu
        dyskutowac z kims takim? Jej pierwsza synowa jest mlodszym dzieckiem w swojej
        rodzinie, nad ktorym zawsze skakali, na kazdy weekend jezdzi z mezem na obiad do
        jednej lub drugiej tesciowej, pozwala sie wyreczac w wielu sprawach, ale to my
        mlodsi jestesmy rzekomo nieporadni. Ja umiem przezyc samodzielnie, mam mlodsze
        rodzenstwo wiec instynkt opiekunczy szybko sie u mnie rozwinal, ale do niej nie
        dociera. Traktuje nas jak gowniarzy i tyle. I glupkow oczywiscie, z racji wieku
        i braku doswiadczenia zyciowego. Moja mama krotko skomentowala, ze mlody
        czlowiek to ma prawo sie zdarzyc glupi (niedoswiadczony), najgorsze ze i rzekomo
        dojrzali ludzie tacy bywaja i to jest dopiero smutne...

        Wiecie jak to tak czytam, to dochodze coraz bardziej do wniosku, ze to jest typ
        z ktorym sie nie dyskutuje. Lub co najwyzej o pogodzie albo slubie Jennifer
        Aniston. Tylko coraz bardziej mnie przeraza, ze mialabym wejsc do jej rodziny,
        mialaby zostac babcia moich dzieci. Koszmar... :(
        Dzieki za wszystkie odpowiedzi i pozdrawiam!
        • ulka32 Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 21:43
          Tylko coraz bardziej mnie przeraza, ze mialabym wejsc do jej rodziny,
          > mialaby zostac babcia moich dzieci. Koszmar... :(
          > Dzieki za wszystkie odpowiedzi i pozdrawiam!


          Wspólczuje ci bardzo,ale nie martw sie moze jej nie uszczesliwisz nie bedzie
          babcia bo nie bedzie wnuczat.
          • pola_negri Re: Co jej powiedziec? 05.08.06, 23:28
            ulka32, być może narażę się na wyrzucenie tego postu, ale mam pytanie: to miał
            być żart, czy po prostu cię porąbało??????
            • ulka32 Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 10:46
              Tylko coraz bardziej mnie przeraza, ze mialabym wejsc do jej rodziny,
              > mialaby zostac babcia moich dzieci. Koszmar... :(
              > Dzieki za wszystkie odpowiedzi i pozdrawiam!


              Jeśli uważasz ze to co pisze wyżej za normę to byc moze mnie porąbało mówiąc
              twoim językiem.Ani rodzicow ani tesciow nie wybiera sie dla własnych
              dzieci.Skoro nie chce sie uszczesliwić wnukami takich dziadkow najlepiej ich nie
              miec by pozniej w nich nie szukac podobieństwa do toksycznych dziadków ale ty
              tego pewnie nie rozumiesz.Wypraszam sobie zwracanie sie wprost do mnie i
              uzywanietakich zwrotow jesli sie nie rozumie napisanego tekstu.
              • pola_negri Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 11:05
                cytuję:
                "Wspólczuje ci bardzo,ale nie martw sie moze jej nie uszczesliwisz nie bedzie
                babcia bo nie bedzie wnuczat."

                w kontekście tego, co napisała autorka wątku, a mianowicie niepewności, czy w
                ogóle będzie mogła mieć dzieci, to co napisałaś było bezczelne i okrutne.
                nie wiem, czy w twoim wypadku ma sens uczenie się czytania ze zrozumieniem,
                skoro twój poziom empatii jest na tak katastrofalnie niskim poziomie. nie
                zasługujesz na dobre słowo.
                • ewa.anna do ulki32 06.08.06, 11:12
                  pola_negri napisała:

                  > cytuję:
                  > "Wspólczuje ci bardzo,ale nie martw sie moze jej nie uszczesliwisz nie bedzie
                  > babcia bo nie bedzie wnuczat."
                  >
                  > w kontekście tego, co napisała autorka wątku, a mianowicie niepewności, czy w
                  > ogóle będzie mogła mieć dzieci, to co napisałaś było bezczelne i okrutne.
                  > nie wiem, czy w twoim wypadku ma sens uczenie się czytania ze zrozumieniem,
                  > skoro twój poziom empatii jest na tak katastrofalnie niskim poziomie. nie
                  > zasługujesz na dobre słowo.


                  Wlasnie chcialam stanac w obronie Poli_negri, ale widze ze sama jest sobie
                  dobrym adwokatem ;)

                  Ulka nie goraczkuj sie, tylko tak jak Pola pisze, okrutne bylo to co napisalas.
                  Ze wzgledow zdrowotnych moge miec problemy z urodzeniem dzieci, wiec Twoja rada
                  zeby sie nie martwic, bo moze ich nie bedzie, byla troche nie na miejscu.
                  Zrobilo mi sie bardzo przykro.
                • ulka32 Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 14:00

                  Odpowiadasz na :

                  pola_negri napisała:

                  No cóz nic dodac nic ując i tak nikogo nie przekonam ze nie było złych intencji
                  bo każdy normalny człowiek wie ze nie tylko problemy zdrowotne nie daja dzieci
                  ale rowniez niechec do uszczesliwienia wrednej babci tez daje takie możliwości
                  skoro autorka sobie nie wyobraza ze ta kobieta mogłaby być babcia lub tez
                  tesciową, i wcale nie musi zostac ani jednym ani drugim.Nie oceniaj moich
                  wypowiedzi na wyrost bo mnie nie znasz i nie wiesz co ja czuje i jaki mam
                  stosunek do tej sytuacji.Nigdy nikomu zle nie zyczyłam wiec ocena kogos ze jest
                  okrutny i bezczelny jest taka bo i poziom podejrzewam wypowiadajacych sie w moim
                  temacie jest tez taki.Załuje ze w ogole podjęłam sie tej dyskusji.Temat morze.
        • kiecha3 Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 07:09
          Ale ona i tak rzucala do nas tekstami, ze pewnie my (jej syn i ja) t
          > o
          > sobie nie umiemy ugotowac, glodujemy, chodzimy zaniedbani, itd.
          Na coś takiego od razu riposta ( ze śmiechem w tle).. no niech pani popatrzy
          jaka obdarta i wychudzona chodzę....
          A tak poważnie to najlepiej jest taką osobę zawstydzić ( jej wlasnym tekstem) w
          o obecności osób 3.... tylko ostrzegam.. to jest ostateczna rada i mogą cię
          wykląć z rodziny... Ja na przykład mam przyszła tesciowa - panikare... nosz...
          Krew mi staje w żyłach... raz na jakiś czas ma doła.. ryczy z byle powodu.. drze
          sie na wszystkich ( tylko nie na mnie).. z każdym szuka kłutni... Ale to sa już
          stany nerwicowe,myslę.. i bez leczenia nic sie nie zribi.. do tego jest
          Hipohondryczką.. boi ją serce.. ale leki nic nie dają.. mówimy że to może nie
          serce ale od kręgosłupa.. nie.. na pewno serce i żre leki... albo jak kiedyś
          połozyła ściereczkę kolo kuchenki... no i pech chciał że zaczeła się palić... a
          Ona akurat stała do tego tyłem bo ze mną rozmawiała i nie zauważyła... Tylko ja
          to widziałam.. wstałam i przeniosłam ściereczkę do zlewu i zalalam woda...
          koniec zdażenia.. to ona na to Łomatko pali się... spaliłam ściereczkę.. i
          lament..... wrrrrrrrr... Myslałam że oszaleję... ale znalazłam sposób.. zbijam
          jej argumenty miomi..racjonalnymi.. Np. ostatnio poszła i zrobiła soie dadanie
          mammografem..i znaleźli coś w piersi .. malutkie bo kilku mm, z wstepnym
          rozpoznaniem - torbiel. o jejku.. lament był przez 3 tygodnie.. a badac czy nie
          ( a już umówiona na badanie) a jak to coś strasznego??? to się wytnie, albo
          będzie leczyć.. półki nie wiadomo co to nie ma co ryczeć.. zwłaszcza jak sie ma
          5 dzieci w domu nie nalezy robić takich scen.. Mówie jej że torbiele to nic
          strasznego... że ja juz pare lat temu byłam u lekarza i mi powiedziała ze to co
          mam w piersiach to torbiele ( tylko że ja to mam ich sporo i wyczuwalne ręką) i
          nic nie będzie... Poszła na to badanie -> torbiel.... to juz był ostatni dzień
          lamenty... no bo stres opadł. Się rozpisalam przepraszam.
          • ewa.anna Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 10:08
            Kiecha3, wspolczuje. Z takimi lamentacyjnymi charakterami tez ciezko wytrzymac.
            Masz racje, ze najlepiej dzialaja racjonalne argumenty, tylko niestety do
            niektorych ludzi nie docieraja.
            Mama mojego chlopaka z gory sobie zalozyla ze my oboje, skoro mlodsi (w sensie
            od jej starszego syna), to jestesmy glupsi, mniej doswiadczeni i w ogole nie
            nalezy nas sluchac. Tacy gowniarze po prostu. Nie wiem skad sie bierze taka
            postawa pewnosci siebie, bo "tesciowa" (tu naprawde z calym szacunkiem, nie chce
            nikogo obrazic) skonczyla swoje liceum zawodowe, cale zycie mieszka w jednej
            miejscowosci, rzadko z niej wyjezdza, oglada seriale, plotkuje z psiapsiolami i
            wydaje jej sie, ze pozjadala wszystkie rozumy. Najbardziej nas wkurzalo, kiedy
            dawala nam dobre rady dotyczace studiow, pisania pracy dyplomowej czy kontaktow
            z miedzynarodowymi firmami w sprawie zbierania materialow do pracy (!). W koncu
            moj chlopak o bardzo spokojnym usposobieniu kazal sie jej odczepic. Bo skad ona
            moze wiedziec jak sie pisze w Niemczech prace dyplomowa? Rece opadaja, dla mnie
            takie wymadrzanie sie jest wrecz zenujace. Tym bardziej ze jej sposoby to byly
            takie troche "nieaktualne" juz metody, typu idz usmiechnij sie, zanies
            czekoladki, popros, powiedz ze nie masz pieniedzy, itd. W przeciwienstwie do
            niej moja mama, ktora skonczyla studia, pracuje na uczelni i ma bez przerwy do
            czynienia z obcokrajowcami nigdy mi nie dawala dobrych rad, zawsze sie
            tlumaczac, ze ona nie zna realiow i boi sie zle doradzic. Wiec kurcze, skad ta
            "tesciowa" jest taka pewna siebie i wszystkowiedzaca, podstaw nie ma zadnych...

            >>Się rozpisalam przepraszam.

            No cos Ty kobieto! Toz od tego mamy forum :) Milo mi, ze komus sie chce ze mna
            "pogadac".
            • lubie.garfielda Re: Co jej powiedziec? 07.08.06, 09:23
              Jeśli taki z niej "ekspert" to przygotuj zawczasu
              jakieś środki uspakajające na wypadek, że teściowa
              dowie się (chociażby przez czysty przypadek) o twoich
              problemach zdrowotnych...

              Przydadzą się bardzo dla ciebie i... twojego chłopaka.
              Może zacząć ci wytykać, że nie dbasz o zdrowie, lub że
              oszukujesz jej syna lub jednak nie myliła się co do własnego syna,
              że taki nierozgarnięty (bo przecież powinien mieć na tyle
              rozumu, żeby znaleźć sobie dziewczynę z którą jest wszystko OK).

              Wiem, że nie to nie jest informacja dla
              "tego wrednego obcego babsztyla", ale JEŚLI (powtarzam jeśli)
              twoje obawy się potwierdzą kobieta może się tego sama domyśleć...

              Życzę dużo cierpliwości i stalowych nerwów.
          • kinggaaa Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 10:19
            czesc
            mam podobna tesciowa i powiem ci szczerze ze nie moge cie pocieszyc, ona nigdy sie
            nie zmieni zadne racjonalne argumenty nie pomoga, nawet nie dyskutuj za duzo bo
            wywolac to mooze jedynie awanture.
            A po slubie bedzie jedynie gorzej, bo obca kobieta stanie sie twoja tesciowa i
            bedzie roscic sobie prawo do dyktowania ci co masz robic.
            U mnie po slubie byla tragedia bo tesciowa zaplanowala;
            -ile bede miala dzieci
            -ze nie pojde do pracy
            -o ktorych godz mam chodzic do sklepu
            uwierz mi nawet do takich rzeczy do chodzi. Na nic klotnie i awantury, im nie
            przegadasz. Zlota zasada z tesciami od swieta i na odleglosc.

            aha timo-mimo napisala " Rodzice moga
            pomagac widzac ze syn założył rodzine,jest już żonaty ,sa wnuki a tak w
            ciemno" to kompletna bzdura moi tesciowie wiedzac ze brakuje nam nawet czasami
            na jedzenie nie dali grosza, a bylismy po slubie
            pozdrawiam
            • ewa.anna Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 11:07
              kinggaaa napisała:

              > czesc
              > mam podobna tesciowa i powiem ci szczerze ze nie moge cie pocieszyc, ona nigdy
              > sie
              > nie zmieni zadne racjonalne argumenty nie pomoga, nawet nie dyskutuj za duzo bo
              > wywolac to mooze jedynie awanture.
              > A po slubie bedzie jedynie gorzej, bo obca kobieta stanie sie twoja tesciowa i
              > bedzie roscic sobie prawo do dyktowania ci co masz robic.
              > U mnie po slubie byla tragedia bo tesciowa zaplanowala;
              > -ile bede miala dzieci
              > -ze nie pojde do pracy
              > -o ktorych godz mam chodzic do sklepu
              > uwierz mi nawet do takich rzeczy do chodzi. Na nic klotnie i awantury, im nie
              > przegadasz. Zlota zasada z tesciami od swieta i na odleglosc.
              >
              > aha timo-mimo napisala " Rodzice moga
              > pomagac widzac ze syn założył rodzine,jest już żonaty ,sa wnuki a tak w
              > ciemno" to kompletna bzdura moi tesciowie wiedzac ze brakuje nam nawet czasami
              > na jedzenie nie dali grosza, a bylismy po slubie
              > pozdrawiam



              Przykro mi Kinggaaa, ze masz taka tesciowa. Mam nadzieje, ze chociaz masz
              mozliwosc rzadko ja widywac. Cos w tym naprawde jest, ze rodziny sie nie
              wybiera i ze najlepiej sie wychodzi z nia na zdjeciach...
              No i masz racje, one (tesciowe) sie nie zmienia, starych drzew sie nie
              przesadza... Tylko dlaczego my (potencjalne lub pelnoprawne) synowe na wstepie
              jestesmy ustawiane i nie daje nam sie zyc po swojemu? To mnie tak boli...
              Jeszcze zeby to byli nasi wlasni rodzice, to jakos bym sie starala zrozumiec,
              ale obce kobiety??? Ciezko pojac... Trzymaj sie!
              • horpyna4 Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 11:15
                I tak masz szczęście, że jej synuś jest po Twojej stronie. Poczytaj sobie wątki,
                jak to synuś staje po stronie mamusi i ciągle do niej lata radzić się w każdej
                sprawie. Od razu zrobi Ci się lżej.
                A mój sposób na taką teściową, to unikać jej. I to tak zawzięcie, że jak raz na
                kilka (tak!) lat łaskawie zgodzisz się, żeby ją odwiedzić, to zobaczysz, jak się
                zmieni jej zachowanie. Będzie uważała, żeby czymś przypadkiem Cię nie urazić...
              • kiecha3 Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 13:14
                > > U mnie po slubie byla tragedia bo tesciowa zaplanowala;
                > > -ile bede miala dzieci
                > > -ze nie pojde do pracy
                > > -o ktorych godz mam chodzic do sklepu
                > > uwierz mi nawet do takich rzeczy do chodzi.

                nie che mi się wierzyć.. jak ludzie mają płytkie umysły... ja dzieki - chyba
                samej sobie, albo życiu.. nie powinnam miec takiego problemu.. mam dość ciężki
                charakter..i do tego jestem uparta, wygadana a momentami agresywna ( w rozmowie,
                gdy ktoś depcze moje prawa lub zdanie).. a moja Nietesciowa jest klasycznym
                przykładem kury domowej.. Jak my dwie sie spotkałyśmy..to ja akurat
                przechodziłam okres buntu ( miałam 16 lat)... I .. az wstyd sie przyznac.. ona
                sie mnie chyba boi... Ja już powoli tez ( na starość he he 24 latka)
                łagodnieję..i nauczyłysmy się nie poruszac drażliwych tematów.. ale nie
                wyobrażam sobie żeby ktokolwiek mi planował cokolwiek.. nawet moja mama.. jak ma
                jakiś pomysł to sie pyta, co ja na to.. bo w końcu jestem dorosła i mam coś
                między uszami..
                Wczoraj znalazłam oferte pracy, nieważne że w mieście oddalonym o 200 km od odmu
                ( przeciez można się przeprowadzić)... i dla jaj, a raczej dla sprawdzenia
                powiedziałam mojej nieteściowej.. i ona na to..a tutaj nic nie ma???? Jasne..
                jak bym miała pod nosem to bym chciała 200 km się od rodiny wyprowadzać ??!?!?!
                Jaka ta kobieta jest .. hm... Niemysliwa AAAAAAAAAAA......
                • kinggaaa Re: Co jej powiedziec? 06.08.06, 13:52
                  moja tesciowa tez jest kura domowa i uwaza ze kazda kobieta powinna taka kura byc,
                  I chyba z nadmiaru wolnego czasu wymyslala jakies niestworzone rzeczy. W koncu
                  zaczela radzic mojemu mezowi zeby sie ze mna rozwiodl bo ja juz na pewno mam
                  kogos na boku, zrobila ze mnie chyba najwieksza dz##ke w malopolsce

                  a ja tez nie dam sobie nic wmowic. Robilam wielkie awantury, tlumaczylam na
                  spokojnie, wszystko na nic jak grochem o sciane. Chcieli mnie zamknac w domu i
                  wychowywac a ja sie nie dalam. I zmienilismy adres zamieskania.

                  Mieszkalismy osobno ale dzielilo nas podworko, teraz wrocilam z mezem do
                  rodzicow i jest ok.

                  Trzymajcie sie Dziewczyny i nie dajcie sie wrednym baba! ;) nikt nie ma prawa
                  dyktowac nam co mamy robic. Zycie jest jedno i nie bedzie powtorek.
Pełna wersja