ewa.anna
04.08.06, 19:13
Matka mojego chlopaka spedza mi ostatnio sen z powiek. Jesli sie komus chce to
czytac to sprawa wyglada tak. Razem jestesmy 5 lat, studiowalismy oboje poza
rodzinnymi miastami (w Niemczech). Wlasnie studia skonczylismy, chlopak musi
sie jeszcze obronic i szukamy pracy. No i sie zaczelo... Podczas ostatniej
wizyty u niego w domu jego mam zaczela mnie zameczac pyaniami o nasze
ewentualne zareczyny, slub, itd. Nie docieraja do niej moje spokojne
odpowiedzi, ze ja sie na slub czuje niegotowa, niedojrzala (lat mam 26, ale
nie jestem gotowa), nie uwazam tez by nalezalo zareczac sie tylko dlatego, ze
juz skonczylismy studia, ona (jego matka) by chciala, bo ja sasiedzi
podpytuja, bo "tak wypada" itd.
Najpierw zaczela spokojnie, pytaniami typu "czy juz moge zbierac na wesele?",
ale jak zaczela byc zbyt nachalna, powiedzialam jej, ze najpierw musimy
splacic oboje kredyty zaciagniete na studia (kazde z nas ma ok. 6.000 euro,
masa pieniedzy, przynajmniej dla mnie). Pomyslalam, ze moze sie odczepi i np.
zamiast na slub zacznie zbierac na kredyt dla syna, ale nie. Nie myslcie, ze
jestem pazerna czy cos, ale po prostu jest mi przykro. Moj chlopak zostal
zmuszony do wziecia kredytu, zeby mogl skonczyc studia, bo ojciec nie byl w
stanie mu juz dokladac. Matka siedzi w domu, nie pracuje i sie nudzi calymi
dniami. Za to ma dla kazdego milion rad. Starszego syna utrzymywala na
studiach, potem on sie ozenil, maja dziecko, powodzi im sie dobrze. Czasem
tesciowa jezdzi do Niemiec dorobic sobie, ale i tak wiekszosc pieniedzy oddaje
starszemu synowi, dla wnuka. Tesc tez doklada. Na poczatku mnie to bolalo, tym
bardziej, ze jak mojemu chlopakowi nie wyszlo z pierwszymi studiami nazwala go
darmozjadem i kazala szukac pracy. Chlopak jakos sie pozbieral, caly czas go
podtrzymywalam na duchu (co nie bylo latwe) i wspolnie skonczylismy studia.
Sam sie utrzymuje, podczas gdy jego matka, ktora moglaby go wspierac finansowo
albo chocby psychicznie, koncentruje sie wylacznie na swoim wnuku, ktory ma
oboje kochajacych i dobrze zarabiajacych rodzicow.
No i teraz sobie wymyslila jego mama, ze powinnismy sie zareczyc, bo ja
sasiedzi juz bardzo o to podpytuja. Stwierdzila tez, ze wypadaloby zeby nasi
rodzice sie poznali, np. na jakiejs kawie. Po pierwsze, jak kiedys moja mama
ja do nas zapraszala, to pare razy odmowila bo niby "nie wypada" (potem sie
tego wypierala w zywe oczy). Po drugie obaj nasi ojcowie pracuja poza domem i
bywaja w rodzinnych miastach prawie tylko na swieta.
No ale jej sie nudzi, ona by chciala znow sie zabawic gdzies, pokazac, itp.
Dla mnie slub, czy nawet zareczyny teraz to absurd. Po pierwsze jak pisalam,
nie czuje sie gotowa, po drugie mamy oboje na glowie kredyty, po trzecie nie
wiem co i gdzie bede robic jutro, wiec mysl o takiej decyzji na cale zycie
jest dla mnie abstrakcyjna, no i oboje jeszcze nie mamy pracy.
Przepraszam za ten chaotyczny i przydlugi monolog, ale musialam sie wyzalic.
Jesli bylyscie w podobnej sytuacji, albo chociaz jestescie w stanie sobie
wyobrazic sobie cos takiego, to prosze doradzcie cos, co jej powiedziec.
Niestety argumenty racjonalne (brak pracy na razie i kredyty na glowie) nie
docieraja. Twierdzi, ze przeciez mozemy sie zareczyc ("na pierscionek przeciez
go stac" - znaczy sie mojego chlopaka) bez brania od razu slubu. Nie dociera
do niej, ze ktos inny moze chciec inaczej niz ona ulozyc sobie zycie (miala 20
lat jak wyszla za maz).
Najgorsze, ze powiedzialam jej na tak troche na odczepne, ze jej syna traktuje
jak przyjaciela w pierwszej kolejnosci, co z kolei jego przerazilo, bo wie, ze
przez ten moj nieopatrzny tekst matka i babcia beda mu suszyc glowe przez
najblizszy miesiac.
Ucinanie tematu przeze mnie nic nie daje, temat wraca jak bumerang. Mam
jeszcze jedno wyjscie - nie jechac tam, ale czasem jest to nieuniknione.
Dobrze przepraszam za ten przydlugi post, ale naprawde musialam sie wyzalic.
Pozdrawiam, Ewa.