szara.myszka3
11.08.06, 20:07
W ciągu paru dni muszę rozwiązać osobisto-zawodowy dylemat. Od 6 lat pracuję
w zachodniej firmie doradczej, jak to w tego typu firmach w skrócie: brak
życia osobistego, praca po godzinach, masa zaległego urlopu, delegacje, ale
też dobre warunki materialne. Ostatnio awansowałam, a z tym wiąże się choćby
samochód służbowy czy komórka. Niestety też dowiedziałam się, że lada dzień
jadę na co najmniej rok za granicę do miasta, które do przyjemnych nie
należy. Rozpoczęłam też 2-letnie podyplomowe studia zaoczne i skończyłam
dopiero I rok. To spowoduje, że jeśli będę przylatywać do kraju, to na
studia, a nie do męża… W ogóle rozłąka mnie przeraża.
Jednocześnie dostałam ofertę w pracy w jednym z polskich banków: dobre
stanowisko, ale nieporównywalnie gorsze warunki.
I tu zaczyna się problem: mam duży kredyt i szkołę, za którą płacę sama.
Wyjazd „na wschód”, nowe lepsze warunki pomogłyby szybciej spłacić kredyt
itp. Poza tym w obecnej firmie zapracowałam już na nazwisko, a w nowej czeka
mnie okres próbny, znów nerwy i stres. Ale co z moim małżeństwem? Co byście
zrobiły na moim miejscu? Mam w zasadzie tylko weekend do namysłu i się miotam…