mia_1981
23.09.06, 11:55
Cześć dziewczyny, wiem że wątków o teściach było tyle, że ho ho, ale muszę
się wyżalić.
Rodzice mojego męża są rozwiedzeni. Z ojcem prawie nie ma kontaktu. Kiedyś
nie wypytywałam mojego mężczyznę o ten rozwód, bo uważałam, że to nie moja
sprawa. Jakoś tak zakładałam, że to na pewno wina ojca (chyba dlatego, że on
szybko sobie znalazł kolejną kobietę, więc był dla mnie draniem). Jednak siłą
rzeczy im dłużej byliśmy razem, tym częściej zahaczaliśmy o temat jego
rodziców. Rozwiedli sie, bo się kłocili o pieniądze (mieli wspólny biznes).
Podobno teściowa uniosła się dumą, bo mąż był nieporadny jeśli chodzi o
finanse i odeszła. Wszystko cacy, tylko dlaczego jej duma była ważniejsza od
jej dzieci, które cholernie cierpiały. Mój mąż przyznał się kiedyś, że
przepłakał wiele nocy przez to, a był już nastolatkiem wtedy.
Dodatkowo teściowa nie chciał podjąć innej pracy niż w zawodzie (sztuka), bo
jak sama przynaje, to też godziło w jej dumę i było poniżej jej aspiracji,
więc nie pracowała (jak moja ciocia załatwiła jej pracę w Niemczech (opieka
nad starszą osobą), to raz wyjechała, a potem stwierdziła, że to nie dla
niej, bo ona dla kogoś pracowac nie będzie). Niby jej sprawa, ale kudre,
przeciez miała dzieci na utrzymaniu, a jakoś jej dumy nie urażało to, że mój
mąż - jej syn (wtdey licealista, a poźniej student) musiał zasuwać wieczorami
w piekarni a w weekendu na budowie, żeby zarobić jakieś pieniadze na siebie
na siostrę i na nią. I oczywiście jeszcze dziennie się uczył.
Teraz mieszkamy sobie z mężem naszą córeczką, teściowa mieszka w tym samym
mieście. Mimo, że mamy małe dziecko i pracujemy nigdy nam nie pomaga. Nie
zaprasza nas na do sibie. Jak my ją zapraszamy, to zawsze wpadnie, ale sama
nie pomyśli o tym, żeby nam zrobić w weekend obiad u siebie, czy zabrać
malutką (jej wnuczkę!) na spacer, żebym miała chwilkę dla siebie.
Przychodzimy do niej tylko wtedy, gdy ja zadzwonię i mówię żartem "mamo,
wpraszamy się jutro na obiad, ok?".
Żeby nie być nieuczciwa, musze przyznać, że nie należy do
bardzo "wtrącalskich", ale jej komentarze często mi sprawiają przykrość.
Przytoczę przykład, bo nie chcę opisywac tutaj wszystkiego. Przyjechała do
nas na Dzień Dziecka i przywiozła mojej córeczce grzechotkę. Tak sie
złożyło, że wczesniej była moja Mama i zostawiła prezent dla córeczkina
wierzchu. To były ubranka (dużo - około 10 sztuk) i dwie zabawki. Teściowa to
zobaczyła i zapytała co to. jak powiedziałam, że prezent od moich rodziców,
to pokiwała głową i powiedziła "oj, przesada, przesada - takie małe dziecko,
a takie prezenty, zupełnie bez sensu". Kurcze!!! Co ją to obchodzi. Może i
przesada, ale nawet jeśli, to nie ma prawa tego komentować.
A pisze to wszystko, bo wczoraj znowu dała przykład sowjego egoizmu. Mój mąż
wyjechał na dwa tygodnie i zostałam sama z niemowlaczkiem. oczywiście nie
zadzwoniła, żeby zapytać czy sobie radzę, czy wysztko ok. Ja do niej
zadzwoniłam w dniu urodzin (tylko nie wypominajcie, że tylko wtedy dzwonię -
dzwonimy i zapraszamy ja regularnie). Składam zyczenia i przepraszam, że nie
przyjadę z prezentem wieczorem, ale jestem chora (bo jestem - mam bardzo
sinle przeziębienie, gorączkę). I znowu - nawet nie zapytała, czy wszystko
ok, czy córeczki nie zaraziłam, cokolwiek! Tylko mówi "mam nadzieję, że
wyzdorwiejszej do poniedziałku, bo chcę rano wpaść na kawę i na plotki".
Dziewczyny, no same powiedzcie, czy to jest zachowanie ok? Czy ja jestem
czepialską synową? Pewnie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale
nie umiem być obiektywna i mam je zwyczajnie dosyć.
Koniec żali, trochę mi lepiej.