Tesciowe kontra synowe...

22.03.03, 15:02
Czekalam ,az Kasia,ktora zaproponowala temat sama rozpocznie,ale jesli nie no
to ja pierwsza.
Tesciowe ...oh jaki to delikatny temat.Moja przyszla tesciowa to kobieta z
charakterkiem ... oj tak. Ostatnio jestesmy "kumpelkami;)" ale duzo musialam
sie nauczyc - asertywnosci ,po o by relacje z nia byly przyjemnoscia;).
A bylo to tak ,z przyszlym mezem poznalismy sie za oceanem tam tez mi sie
oswiadczyl. Gdy po jakims czasie sie przenieslismy i zamieszkalismy na jego
ziemi... poznalam tesciow ,(a bylam juz ta obiecana):) ...Mozecie to sobie
wyobrazic przyjezdza sobie jakas dziewczyna ,ktorej nie znaja i bedzie tu
mieszkala z moim synkiem.Wszystko bylo pieknie ,cacy do czasu gdy,po okolo
miesiacu oswiadczylismy ,iz za ok.rok chcemy sie pobrac. Tesciowa zbladla i
nic nie powiedziala. Od innych czlonkow rodziny przyjelismy gratulacje i
tyle ...ona nic.Przez kolejne 3 tygodnie nie wspominala o tym
slowem ...unikala tematu ,az wreszcie jednego dna :"Jak to tak szybko ,nie
zgadzam sie , nie znam jej,robisz blad "itd... Moj bidula tlumaczyl ,ale my
jestesmy pewni ,ja ja znam ,jestem szczesliwy i dorosly (27)lat itd... "To
jak tak to sobie wyprawiajcie sami to wesele "(chodzilo oczywiscie o
finanse). No to my OK...!!! i takie to bylo zapoznanie z
tesciowa ...przygotowywalismy wesele (z sekretna pomoca tescia :))
itd...,Powoli sie poznawalismy (z rodzinka) a dlatego iz potworem nie
jestem :))rodzinke mialam po swojej stronie ,no i tesciowa z czasem musiala
sie przyznac do bledu.Wiele razy powiedziala cos przykrego i to tak dobitnie
ze sie poplakalam ,nic jest sie nie podobalo ... wrrrrrrrrrr wrrrrrrrrr,ale
teraz to juz nie pamieta ... chce pomagac w przygotowaniach , mimo iz sa
zakonczone itd...bardzo zadowolona ze slubu ...no i dlaczego ten slub dopiero
za 4 miesiace,oj jak dlugo, no i najwazniejsze :czemu te dzieci nie
odwiedzaja mnie juz tak czesto ... no czemu ?
    • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 22.03.03, 18:04
      Temat rzeka, wiec uwaga moze byc dluuugo. Wroze dlugi zywot temu watkowi.

      Z moja tesciowa uklady popsuly sie w momencie, gdy urodzilam dziecko, czyli
      stosunkowo niedawno, aczkolwiek charakterek mam asertywny i nie dam sobie
      wejsc na glowe. Otoz gdy moja pociecha miala cztery tygodnie, po kilku dniach
      przerwy odwiedzila nas tesciowa, obejrzala malego i orzekla, ze dziecko jest
      odwodnione, niedozywione, ze cos jest nie tak i ze musze natychmiast zaczac go
      dokarmiac humana (ktora sama mi wczesniej kupila i o to tez byla draka...) i
      dopajac glukoza, a najlepiej jechac na pogotowie. Chociaz w sumie po co, skoro
      ona juz diagnoze postawila. Wrrrrr. Nie widzielismy z mezem zadnych oznak
      slabniecia dziecka, jadl ile chcial i wtedy, gdy chcial, w nocy jadl dwa razy
      i usypial, poza tym naprawde byl i jest dziecieciem spokojnym i radosnym.

      Na wszystkie argumenty tesciowej odpowiadalam, ze pojdziemy na kontrole i
      szczepienia (po szostym tygodniu), to go zwazymy, zmierzymy i wtedy sie
      przekonamy. Scena, jaka mi urzadzila, jak to uslyszala, przerasta wszystko.
      Czy ja naprawde nie widze, jak mi dziecko niknie w oczach? No, szczerze
      mowiac, nie widze, no i juz. a te nozki w kostkach ma chude jak dziecko w
      Etiopii, caly taki rachityczny. Szal.

      Przyniosla wage kuchenna, zeby go zwazyc, okazalo sie, ze przytyl 1300g, ale i
      to jej nie uspokoilo tak do konca. Skonczylo sie na tym, ze na koszt tesciowej
      zaprosilismy znajoma pediatre, ktora dziecko obejrzala, osluchala i orzekla,
      ze berbec jest zdrowy, nic mu nie jest i zeby sie go nie czepiac. Uffffff...

      A z tesciem mam uklady dobre, bo oboje jestesmy Skorpiony zodiakalne i
      docinamy sobie praktycznie non stop. No, chyba, ze chodzi o palenie w moim
      domu, na co nie pozwalam ze wzgledu na dziecko, a on tego nie potrafi
      zrozumiec, bo jak to, ktos mu zabroni palic? Z jakiej racji? A tu trafila sie
      taka wredna synowa, co wyprasza z papierosami na balkon, bo lazienke tez
      uwazam za czesc mieszkalna, zreszta moja ulubiona, i nie widze powodu, dla
      ktorego ktos mialby mi zasmierdzac reczniki i suszace sie pranie.

      Co Wy na to, drogie forumowiczki?
      Pozdrawiam i obiecuje sie dopisywac, bo idea tego forum bardzo mi odpowiada.
      ksia
      • brygida111 Re: Tesciowe kontra synowe... 05.09.03, 15:17
        chiałabym widziej jej mine po wyjsciu p.doktor.
        ha ha ha musiał być niezła
      • funia77 Re: Tesciowe kontra synowe... 04.04.04, 00:24
        Jesteśmy po ślubie 5 lat. 3 lata temu, dzięki mojej teściowej i mozolnemu
        uświadamianiu swojemu synowi moich wad, poważnie myśleliśmy o rozwodzie, ale to
        inna historyjka.
        Ostatnio długo chorowałam - przeziębienie przeszło w zapalenie oskrzeli itd.
        Mój synek (3,5 roczny) też był podziębiony. Przyjechała (niezapowidziana)
        teściowa z teściem ZABRAĆ DZIECKO "chociaż na tydzień, żeby doszedł do siebie" -
        "bo oni lepiej się nim zajmą, bo ona nie może patrzeć w jakim on jest stanie
        (?). Zdecydowanie odmówiłam, na co usłyszałam, że "jestem bez serca, bo inna
        matka nie mogła by patrzeć, że dziecko tak marnieje, i jeżeli nie chcę, to
        jeszcze są odpowiednie instytucje..."
        Jej syna też według niej niszczę, on jest przeze mnie zastraszony i ona na to
        nie pozwoli.
        Już tydzień minął po tej wizycie, ale nie mogę dojść do siebie i opanować
        płaczu, chociaż po odwiedzeniu waszego forum czuję się dużo lepiej.
        Pozdrawiam...
    • maryla_w Re: Tesciowe kontra synowe... 22.03.03, 23:57
      Ktoś, gdzieś ,kiedys powiedział ,że teściowa nie ma nic wspólnego z
      człowiekiem,to inny gatunek:-)Do niedawna to ja miałam teściową ,a teraz
      zbliza sie czas kiedy to ja "przepoczwarzę" sie w tesciche:-)
      Moja teściowa na pewno nie była szczesliwa kiedy jej syn przedstawił
      mnie jako swoja przyszła żonę. Myślę ,że zadna matka tak do konca nie
      potrafi sie cieszyc z tego faktu.Była jednak wzorową tesciową-człowiekiem.
      Nigdy nie wtrącała sie w nasze życie, mało tego, nawet poproszona o radę
      odpowiadała "to wasze życie ,sami musicie decydować". Nie powiem o niej
      złego słowa. Gorzej trafił mój mąż:-)jego teściowa to "cięzki kaliber"
      wtracajacy sie gdzie sie tylko da. Na szczescie rzadko pojawia sie u
      nas w domu wiec nie ma okazji na "wizytacje":-),a i mąż nie pozwala
      sobie na jakiekolwiek docinki , ma na nią sposób ,poprostu zaczyna
      żartowac.Jestesmy w tej dobrej sytuacji ,że mamuśka mieszka w pewnej
      odległosci od nas i zawsze jest ta nadzieja ,że posiedzi i
      pójdzie ,czego i wam życzę:-)Szczerze mówiac ,wolałam wizyty teściowej niż
      wizytacje własnek mamy:-)
      Maryla
      Maryla
      • kicia7 Re: Tesciowe kontra synowe... 23.03.03, 15:22
        Oboje z mężem trafilismy na wyjątkowe teściowe. Ja na swoja złego słowa nie
        powiem, nie wtrąca sie do niczego, poproszona o pomoc pomaga, i nigdy mi złego
        słowa nie powiedziała, chociaż pani domu to ze mnie jest od siedmiu boleści. A
        mój mąz ma jeszcze lepiej.Jakis czas temu złamałam nogę. Moja mama mieszka o
        300 kilometrów ode mnie, więc przez telefon raportuje o nieszczęściu, a moja
        mamuśka na to - to jak ten biedny Mariusz sobie teraz poradzi?!
        Każdemu takich teściowych życzę.
    • coralinn Re: Tesciowe kontra synowe... 24.03.03, 12:26
      Jak zobaczyłam tytuł tego wątku, to aż mi się włosy zjeżyły na głowie.
      Moim zdaniem najlepiej trzymać się na odległość od rodziców partnera,a od
      teściowej to już w szczególności.
      W końcu jest matką swojego synusia i zawsze wie lepiej czego mu potrzeba.
      • gosiagnutek Re: Tesciowe kontra synowe... 07.11.03, 12:35
        Wiesz muszę Cię rozczarować troszeczkę..
        Z mamą mojego męża dogaduję się o niebo lepiej niż z własną matką.Ale to dluga
        historyjka...
        Pozdrawiam !
        Gosia
    • trisso toksyczne teściowe 24.03.03, 18:31
      No cóż, u mnie w zasadzie było odwrotnie, niż u titicaki:

      na początku, owszem, byłam wrogiem publicznym nr 1 (dodam, że teściowa jest
      osobą zaborczą, apodyktyczną i wie wszystko najlepiej): zabieram jej
      ukochanego synka ( miał jeszcze 2 braci), synek zaczyna znikać z domu, wspólne
      weekendowe wyjazdy itp - koszmar. I te pytania: co jej rodzice na to, zgadzają
      się, a kiedy się będziesz uczył itd, itp.
      Potem okazało się, że nie gryzę, że to jednak coś poważnego, że synek nie
      zawala przeze mnie studiów, a co najważniejsze: znalazła sobie słuchacza do
      wylewania żalów na teścia... z teściowej zrobiła się prawie kumpelka...
      Po 6ciu latach ślub i nadal OK, po kolejnych trzech dziecko ( dlaczego tak
      późno!!!)- babcia wniebowzięta.
      A potem się zaczyna:
      Rozwodzi się z teściem ( i tak święty człowiek długo z nią wytrzymał),
      pozostali synowie się żenią, najmłodszy wyprowadza się z domu...
      Teściowa nie ma kim rządzić, dyrygować, do tego przestaje pracować...
      No i zaczyna szukać dziury w całym...
      A przecież są wredne synowe, które odciągają synków od mamuni, i mają czelność
      mieć własne zdanie na temat swojego życia i wychowania swoich dzieci...
      No i zaczyna się piekło...
      Przez kilka lat starałam się unikać konfliktowych sytuacji, ale ostatnio
      miarka się przebrała - mam dość udawania, że mnie nie ma ( gdy jesteśmy u niej
      z mężem, zwraca się tylko do niego), że nie widzę, co kombinuje za moimi
      plecami, że wtrąca się w nasze sprawy i "nie" nie jest dla niej żadną
      odpowiedzią...
      tak, że uważajcie dziewczyny na teściowe-kumpelki...
      czasami bywa jak w historii o dr Jeckyll'u i Mr Hyde...
      A tym z was, które mają normalne teściowe, życzę ( nie bez zazdrości)- oby tak
      dalej...
    • drobny.kurczak Re: Tesciowe kontra synowe... 24.03.03, 19:00
      Ja tez mam koszmarne wspomnienia z pierwszych kontaktow z przyszla (wtedy)
      tesciowa. Kiedy moj chlopak delikatnie przygotowal ja na poznanie mnie, doszlo
      do spotkania na gruncie neutralnym - na wakacjach. Od razu jej sie nie
      spodobalam. Stwierdzila, ze jestem za mloda i za...chuda dla jej synka
      (rzeczywiscie - jest spora roznica wieku i wagi; ja jestem osoba nieduza i
      szczupla, a maz to tzw "kawal chlopa", ale jak widac przeciwienstwa maja
      nieodparty urok). A juz zupelnie pograzylam sie w jej oczach, gdy dowiedziala
      sie, ze pracuje naukowo. W zwiazku z tym na pewno nie bede potrafila stworzyc
      jej synkowi prawdziwego domu. Oczywiscie podzielila sie ze mna swoimi
      spostrzezeniami. Plakalam wtedy jak bobr, na szczescie maz okazal sie
      fenomenalnym pocieszycielem. Radzil, zeby sie nie przejmowac jej gadaniem. I
      tak jest do dzis. Stosunki sa bardzo chlodne, ale w miare poprawne. Bywam u
      tesciowej dwa, moze trzy razy do roku. Przez te pare godzin jakos wytrzymuje.
      Gorzej, gdy ona zechce nas odwiedzic (mieszka w innym miescie, ale nie bardzo
      odleglym). Przed pierwa wizyta lizalam nasze mieszkanko, ale i tak sie nie
      spodobalo - nie bylo firanek (mamy tylko rolety), ani dywanow i wszedzie tyle
      ksiazek, przeciez kurz sie zbiera... No i jak ty gotujesz? Warzywa na parze?
      Zasmazke trzeba zrobic. Syneczku, zmizerniales, jak przyjedziesz do mnie to cie
      odkarmie. Jeszcze nie idziecie spac? I takie teksty przez dwa dni. Z moimi
      rodzicami tesciowa poznala sie dopiero na slubie. Bardzo "dyplomatycznie"
      wypadlo pozegnanie. Moja mama kurtuazyjnie stwierdzila : "Milo bylo pania
      poznac, mysle, ze wkrotce bedzie jeszcze okazja sie spotkac" W odpowiedzi
      uslyszla "Chyba nie tak predko". Po prostu szczeka opada.
      Natomiast moj maz maniezle kontakty z moimi rodzicami. Mowia sobie po imieniu,
      plotkija, jak starzy znajomi.
      Ale wiecie co mnie zastanawia? Czytajac te wszystkie posty o koszmarnych
      tesciowych i biorac pod uwage wlasne doswiadczenia, nie przestaje sie dziwic,
      jak takie babska mogly urodzic i wychowac takich wspanialych mezczyzn, jakimi
      sa nasi mezowie...W glowie mi sie to jakos nie miesci. Pozdrawiam.
    • suzume Re: Tesciowe kontra synowe... 24.03.03, 22:05
      no to ja nie wiem...
      moja teściowa to chyba jest z jakiegoś innego sklepu (może z pewexu?)...
      nie pytana się nie wtrąca, a pytana świetnie radzi :-)
    • ksia78 Scyzoryk sie otwiera... 28.03.03, 09:55
      Wczoraj o godzinie 20/30 przyszla do nas tesciowa na chwile. Piotrus już
      usypial, lezal w lozeczku i cos sobie mruczal pod nosem. Mieszkamy w
      kawalerce, spanie jest we wnece oddzielone zaslona.
      Weszlam do niego ze dwa razy za zaslone bo wypluwal smoczka, a jak już mu
      wlozylam to się uspokajal, doil i zasypial. Poszlam do kuchni zrobic tesciowej
      herbate, a tu nagle slysze grzechoczace zabki (czyli ktos wyjmuje Piotrusia z
      lozeczka i nie umie, nie zahaczajac o karuzele), patrze w strone pokoju, a
      tesciowa mowi: bo on plakal, to go wzielam, bo on chyba jeszcze nie będzie
      spal...
      I wyniosla go do pokoju, gdzie się swiecilo swiatlo, żeby mi dziecko rozbudzic.

      Scyzoryk mi się otworzyl w kieszeni i nie zrobilam awantury tylko dlatego, ze
      mnie zamurowalo. Co najsmieszniejsze, Piotrus na jej widok zaczal się krzywic
      i plakac (bo on naprawde był spiacy!!!!!) to mi go oddala, żeby go uspic.

      Szlag mnie trafil. Jakby swoich dzieci nie miala i nie pamietala jak to jest
      je usypiac. Na drugi raz nie pozwole jej w ogole się zblizac do wneki, jak
      będzie usypial.

      I oczywiście, usypial potem jeszcze pol godziny, a nawet jak usnal, to ja nie
      wyszlam zza zaslony w obawie, ze jej cos powiem albo zrobie. Ale na drugi raz,
      jak Boga kocham, przegonie ja od wneki. Mogla przyjsc wczesniej.

      I jak w takiej sytuacji można utrzymywac przyjacielskie stosunki???
      Wrrrrrrrrrrrr...
      Pozdrawiam mimo wszystko sympatycznie
      kaisa
    • moboj Re: Tesciowe kontra synowe... 28.03.03, 10:20
      mama mojego faceta to kobieta o dwóch twarzach. jest to kobieta wykształcona,
      uwielbiana przez uczniów nauczycielka (już emerytowna, ma 65 lat), zawsze
      pamięta o moich urodzinach, życzliwa mi od samego początku, kupująca furę
      prezentów pod choinkę, wydawałoby się, że to ideał.
      ale ona ma jeszcze drugą twarz, do której nie jestem się w stanie przyzwyczaić.
      sama zostałam wychowana przez rodziców, którzy wychodzili z założenia, że mam
      swoje życie, jestem odpowiedzialna za nie i sama powinnam je urządzać. nie
      wtrącali się, kiedy zamieszkałam z moim partnerem (jesteśmy razem od 8 lat, a
      od 6 mieszkamy razem), nie wtrącają się również do tego, co będzie dalej z moim
      życiem: do głowy by im nie przyszło, żeby wypytywać, kiedy ślub i czy w ogóle
      będzie, kiedy zamierzam mieć dzieci itp. wręcz uważają, że nie wypada mnie o to
      pytać, bo to są moje intymne sprawy. do takiego traktowania jestem
      przyzwyczajona.
      a tu teściowa przy ostatniej wigilii wyskoczyła z tekstem, że teraz już
      skończyliśmy studia i już jej się nasze wspólne życie bez ślubu nie podoba, że
      w tym roku mamy koniecznie wziąć ślub. ani mnie, ani przemka nikt o zdanie
      nawet nie spytał. my nie zamierzamy brać ślubu w ogóle. podejrzewam, że
      teściowa w ogóle by nie wyskoczyła z takim pomysłem tylko jej filozofia życiowa
      jest dość specyficzna. najważniejsze jest to, co powiedzą ludzie i jej rodzina,
      która w większości mieszka na wsi i dla nich ten nasz styl życia jest nie do
      pomyślenia. zresztą zyczenia szybkiego zamążpójścia i posiadania licznych
      dzieci pojawia się w każdych życzeniach świątecznych, urodzinowych i
      imieninowych. ona nawet nie wyobraża sobie, że ktoś mógłby chcieć żyć inaczej
      niż ona. aha, no i oczywiście wesele musi być na 200 osób, żeby jej rodzina
      była zadowolona, no i ona oczywiście na to wesele musi pozapraszać wszystkich
      SWOICH znajomych.
      a już największa afera była jak się wydało, że ja jestem niewierząca: dla niej
      to, co za murem kościoła to już Sodoma i Gomora, ale sama chodzi do kościoła
      dlatego, żeby sąsiedzi nie gadali.
      ona jest wszystkowiedząca, zna najlepsze sposoby wychowywania dzieci, najlepsze
      dla nich imiona, najlepsze sposoby karmienia itd. starszy brat mojego partnera
      ma już dzieci, więc miałam okazję zobaczyć jak ona się wtrąca w wychowanie
      wnuczek: od najmłodszych lat nauka pacierza wbrew woli rodziców, tuczenie na
      maxa, bo przecież dziecko musi dużo jeść, ubieranie w ciepłe ubrania w środku
      lata, gdy upał jest niemiłosierny, bo przecież dziecko musi być ciepło ubrane,
      nie daj boże zmarznie. w życiu nie dam jej swojego dziecka pod opiekę.
      plus jest taki, że mieszkamy 160 kilometrów od teściów, więc nie spotykamy się
      zbyt często. ja ją nawet trochę lubię, ale nie znoszę jak ktoś planuje mi życie
      i wie lepiej ode mnie, co dla mnie dobre. plus jest jeszcze taki, że mój
      partner, a jej syn nie ulega wpływom mamusi.
    • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 28.03.03, 10:40
      Juz nic nie powiem Kasia wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.................
      Ja tez wczoraj sie wkurzylam, a bylismy wybierac meble do NASZEGO domu z
      tesciowa ,bo tak bardzo bardzo chciala je zobaczyc i udawala taka mila. Tak
      wiec mielismy juz nauczke wczesniej,ale... poszla.Jesli my tak to ona
      inaczej ,i to jeszcze bardzo wrednie to pokazuje i mowi: to co wybraliscie to
      beznadzieja,wyglada w domu okropnie i wogole macie beznadziejny gust,ja wam
      mowilam ,ze...bla bla bla bla bla bl bla bla bla 2 godz. i co najgorsze ,bo
      twoja siostra to... (stawia ja za wszelki wzor i przyklad) itd... NIGDY JUZ JEJ
      NIE WEZME,NIGDY , zeby ten moj nie mial takiego miekkiego serca ,ale to z
      powodu przekochanego tescia(ktory prosi,no zabierzcie ja ona tak chce
      zobaczyc...tak sie przejmuje wrrrr), a nie jej,to wogole bym ja widywala raz na
      rok ,mimo iz mieszka 15 minut od nas aaaaaaaaaaaaaaaa.:( .Kasia NASZ DOM, NASZE
      DECYZJE , maly spi i koniec, NIE MA WCHODZENIA, CHOCBYS MIALA JA SILA
      WYCIAGAC...
      Zdenerwowalam sie... ale takie pierdoly,szczegoly najbardziej wkurzaja ,bo
      nawet sie nie mozna obrazic na smierc i juz nie przychodzic...tylko trzeba je
      znosic i powoli sie wykanczac.
      • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 28.03.03, 10:56
        Moboj i moja tez robi wszystko pod ludzi ... wszystko .Nasz slub tez musi byc
        pod ludzi... A jesli chodzi o dzieci to caly czas mi pokazuje w
        gazetach ,wszedzie male bobasy , koniecznie blondynki(bo musi byc
        dziewczynka) !!! Jej syn (moj przyszly maz;)ona i cala rodzina maja brazowe
        wlosy i brazowe oczy ,ale nasze dzieci ,ktore ona chce za rok ... :) :) :) maja
        miec blond wlosy jak ja. A ja ciagle jej spokojnie powtarzam :):),ze po
        pierwsze to nie bede mama za rok!!!(kto wie;) ,a po drugie to ze nasze dzieci
        wyjda rude :):) albo brazowe ,ale na pewno nie blond :) ,a ona dostaje wtedy
        zawalu ,jak to rude ...? Zostla babcia 4 miesiace temu ze starsza
        corka,chlopczyk ma wlosy CZARNE , patrz jakie ma wloski ...troszke jak
        blondynek ...Boze...az sie boje...jescze mi w przyszlosci dziecko
        przefarbuje...:) Ale jak juz sobie cos ubzdura to koniec.
        PS.Ale moja mi prezentow nie daje...
        • monika_h Re: Tesciowe kontra synowe... 24.03.04, 11:10
          a my z kolei jestesmy wierzacy i choc mieszkamy razem nie za bardzo nam sie
          taki stan rzeczy podoba i chcemy sie pobrac. i tu kontra: juz????? A KTO ZA TO
          ZAPLACI? efekt jest taki ze za wszystko zaplace ja i moja rodzina, bo oni nie
          maja na nas (tylko na moja szwagierke, ktora na slub bedzie miala drozsza
          sukienke niz panna mloda;> brrrrrrrrrrrrrrrr...
      • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 28.03.03, 22:39
        A wiecie, co mi kupila napoczatku po porodzie? Humane, "na wszelki wypadek".
        Ach, ta wiara w drugiego czlowieka... Jak spytalam "Co tu robi ta Humana?!,
        nie przychodzila przez prawie dwa tygodnie... Moze jest to metoda na
        przyszlosc? Tylko ze w gruncie rzeczy ona nie chce zle, przeciwnie, ma same
        dobre checi... Wrrr, i co z tego.
        Pozdrawiam

        PS My oczywiscie bedziemy tesciowymi idealnymi ;-)
    • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 30.03.03, 20:08
      Moja szwagierka MAgda dowiedziala się od tesciowej ze się zapisalam na
      aerobik. Magda pochwalila, na co tesciowa, ze przez pierwszy rok dziecko
      powinno być na pierwszym miejscu i ja się nie powinnam odchudzac (ja się nie
      odchudzam do jasnej cholery!!! Jak nie jem chipsow o 21:00 tak jak ona, to
      znaczy, ze się odchudzam?). Poza tym, jak pojde na aerobik i będę cwiczyc, to
      spale wlasnie te kalorie, które sa potrzebne Piotrusiowi i w zwiazku z tym on
      będzie jadl chudszy pokarm (to niech mi Piotrus wysysa tluszcz z ud i z walkow
      na brzuchu to nie będę chodzila na aerobik). Wobec powyzszego tesciowa
      prawdopodobnie przestanie nas odwiedzac, "dopóki dziecko nie będzie normalnie
      jesc i się najadac". Bo ona dla dziecka ze studiow zrezygnowala! A ja z figury
      nie mogę. Nie dotarlo, ze lekarz pozwolil i nawet zachecal. Po moim porodzie
      expresowym to moglam już wczesniej zaczac na dobra sprawe.

      Ona po prostu nie potrafi zrozumiec, ze ja się nie odchudzam, tylko nie chce
      się tuczyc i ze naprawde jak jestem glodna to jem i to normalne wartosciowe
      jedzenie. Nie. Bo ona wie lepiej przeciez. Tydzien temu na obiedzie nalozyla
      mi porcje jak dla chlopa z kosa z textem ze ja musze duzo jesc, to jej
      odpowiedzialam, ze owszem, ale w jakosci, a nie w ilosci. Dostalam kurze udko
      prawie ze indycze, gigant. A z aerobikiem tez niech nie przesadza, bo jak ona
      w czasie karmienia nie schudla i dobrze się z tym czula (46 przed ciaza, 56
      po), to jeszcze nie znaczy, ze ja tez musze tak jak ona.

      Chyba lepiej, żebym ja się ruszala i nabierala kondycji i była z tego powodu
      szczesliwsza, a zarazem i dziecko, niż zebym tyla i była sfrustrowana i żeby
      to się na dziecku odbijalo, nie? Szczesliwa matka to szczesliwe dziecko.

      A jak jeszcze raz cos takiego uslysze, to nie będę się hamowala, tylko jej to
      wszystko powiem prosto z mostu. Cale szczescie, ze Jurek podziela moje zdanie
      i nie jest typem panikarza… Bo bym uciekla z krzykiem.

      Czy tak juz bedzie zawsze? Na ksiezyc mamy sie wyprowadzic???
      • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 31.03.03, 09:58
        Tak trzymaj ,aerobik ,to super sprawa ,na pewno nie wplynie na dziecko .A Ty
        bedziesz sie czula zdecydowanie lepiej.Ja natomiast zapisalam sie do salonu
        odnowy biologicznej (zrobie sie na 14 :)),zabiegi glownie na poprawe krazenia
        krwi i na kosci , ktore mnie bardzo bola kiedy zmienia sie pogoda.Dzisiaj
        zaczynam ... nikomu sie nie przyznaje(oprocz Davida) ,bo ostatnio posadzili
        mnie o anoreksje:) i pomysla ,ze jestem szalona.Ale pojecia nie maja o co
        chodzi.
        Jesli chodzi o meble to ostatecznie zrobilismy projekt taki jaki nam sie
        podobal wbrew tesciowej ,wiec jazgota codziennie a a a .Brzydko brzydko brzydko
        i wogole BRZYDKO ,BEZGUSCIA ,ufffffffffff.
        • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 31.03.03, 11:01
          Jak zrobilismy meble do kuchni, przyszedl tesc, obejrzal i powiedzial, ze
          gdybysmy jego o zdanie spytali, to on by nam radzil zupelnie inne fronty dac
          bo te mu sie nie podobaja. Na to mu odpowiedzialam, ze on kuchnie ma juz
          urzadzona i jak mu sie inne fronty podobaja to niech sobie zmieni w swojej
          kuchni, a tu mieszkamy my. Nie odzywal sie potem pare tygodni. Nie ma tego
          zlego, przynajmniej nie trul. Titicaka, nie daj sie!!!
          Pozdrawiam poniedzialkowo
          • kim5 Re: Tesciowe kontra synowe... 31.03.03, 12:30
            Skąd ja to znam... Wprawdzie mój ukochany, z którym dzielę życie, nie jest moim
            mężem, jednak teściową mam poniekąd jak ze złej bajki... Najpierw się wtrącała
            do naszych spraw, a potem się obraziła, nazwała mnie "k..." i nie odzywa się
            już od 3 miesięcy... (mieszkamy w jednym mieście). Próbowała nastawiać mojego
            ukochanego przeciwko mnie, stwierdziła, że zaakceptuje nasz związek i swoją w
            nim rolę, ale tylko na jej warunkach (a bynajmniej nie chodzi jej o brak
            ślubu...)Cud, że nie zwariowaliśmy w tym klimacie. Na razie jest zero
            kontaktów, idą święta i znowu nie spędzimy ich z jego rodziną, tylko z moją...
            I znów będą pretensje, że odciągam go od rodziny. A to nie ja go odciągam,
            tylko oni odpychają...
            • kfenicka Re: Tesciowe kontra synowe... 03.04.03, 10:03
              Witam wszystkch!
              Ja nie mam wlasciwie problemow z tesciowa, gorzej z relacjami rodzinnymi jesli
              chodzi o swieta i tym podobne spotkania. Moi tesciowie sa po rozwodzie, a tesc
              ma nowa kobiete (czyli wychodzi na to, ze mam 2 tesciowe!!!!). I tu sie
              zaczynaja komplikacje. Z kim spedzic swieta, kto ma sie opiekowac wnukiem i
              rozne takie drobne sprawy. Brrr...temat rzeka, ale calkiem nieprzyjazna dla
              czlowieka. Czasami sytuacja mnie przerasta, ale na szczescie moj maz czesto
              potrafi rozwiazac sytuacje.
              Pozdrawiam,
              Karolina
              • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 03.04.03, 10:53
                Dwie tesciowe ?...Kfenicka ...AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
    • aleksandrynka Re: Tesciowe kontra synowe... 08.04.03, 00:53
      Helllouuu!
      A ja mam tak:
      Z moim lubym jesteśmy juz prawie pięć lat razem. Znamy się od dziesięciu...
      Pierwsze przytulanki jeszcze w podstawówce, potem liceum, ale tak na stałe -
      ostatnich 5 wspaniałych lat. I teraz sedno, bo o teściowych mowa: mojej
      przyszłej t. tak na prawdę wcale nie poznałam! I nie pomógł fakt, że znam jej
      syna od dziecka, że mieszkam (sic!) dwa bloki dalej... Masakra! Oczywiście
      jest "dzień dobry, co słychać, ładna pogoda" i takie tam duperele. To spory
      postęp, bo jak w dawnych czasach przesiadywałam u mego miłego godzinami, to
      nawet słowem do mnie nikt nie zagaił. A ja - wiadomo - młoda dziewczyna,
      na "obcym" terenie, nie pójde przecież do jej pokoju na pogaduchy, prawda?
      Nigdy żadnej zachęty z jej strony, żadnej propozycji obiadku, czy nawet kilku
      minut w kuchni na malutkie gadu-gadu... Chyba nie wypada mi inicjować takich
      rozmów. Staram się byc baaardzo miła, ona z reszta też, jak widzimy się
      przelotnie w przedpokoju, to nawet coś tam zagada, dobre i to, bo kiedyś -
      mogiła. A teraz sytuacja jest taka, że... jestem w ciąży (churraaa!!!) Zaczyna
      się chyba drugi miesiąc, umówiłam się już do lekarza, jestem na 99,99% pewna.
      Zamieszkamy więc (wreszcie)razem - na szczęście jest gdzie, będziemy sami. Nikt
      jeszcze nic nie wie (no, oprócz mojej mamy :)). No i jak teraz? Nie uśmiecha mi
      się, żeby dziecko było jakimś powodem do tego, żeby mnie zacząć "jakoś"
      traktować. Bo póki co jestem chyba "nijaka". Nagle "wspaniałe" kontakty? Bo
      dziecko? A może odwrotnie, nie jestem w stanie przewidzieć. Nie zostawię
      malucha kobiecie której nie znam, to chyba oczywiste, nie wiem, czy będę w
      stanie silić się na wylewność, chociaż otwarta ze mnie i życzliwa osoba. Ale
      tez i niezła ze mnie uparciucha i baaardzo paiętliwa osóbka. Czuję się olana,
      bo przecież wszystkie wróbelki od lat ćwierkają, że ja i ON to coś na prawdę
      specjalnego, poważnego. Tylko jego mamę, najwazniejszą przecież w życiu
      mężczyzny osobę jakoś mało to chyba do tej pory obchodzi... Zupełnie nie wiem,
      co będzie, ale nie podoba mi się to wszystko. Wiem, że mojemu partnerowi jest
      po prostu przykro, ale nie ma on na to wpływu. Teściowa to silna baba, nie
      jakaś nieśmiała, zachukana myszka. Piszę to na wypadek, gdyby ktoś sugerował,
      że nie wie, biedaczka, jak zagaić... Dziwny ten mój problem, jak dla mnie
      niespotykany. Co o tym sądzicie? Podpowiedzcie coś, bo źle mi z tym i nie wiem,
      co o tym wszystkim myśleć, jak się zachować...
      Pozdrawiam!
      • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 08.04.03, 08:56
        Po pierwsze gratulacje z powodu szczesliwego poczecia!!!!!

        Po drugia, Ty sobie, Alexandrynka, poczytaj uwaznie listy powyzej i moze nie
        zblizaj sie za bardzo do tesciowej in spe? Zobacz, jak to sie potem konczy...
        Chce dystansu, niech go ma. A Ty miej oparcie w Twojej Mamie, bo z tesciowa
        sie tak nie dogadasz jak z Matka - takie jest moje zdanie.

        Pozdrawiam Ciezarowke :)
    • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 08.04.03, 09:58
      Gratulacje gratulacje !!!
      Przyszla tesciowa o silnym charakterze ,ktora sie nie odzywa ... ale bym sie
      cieszyla i zyla sobie oddzielnie.
      Tylko jesli zmieni sie na wiesc o dziecku , co robic...? przyjac ja z otwartymi
      rekami ,czy raczej zatrzasnac dzwi. Ja bym byla pamietliwa ... ale pewnie Twoj
      maz tez ma swoje zdanie. Wogole to szczeka mi opadla jak to jest mozliwe ,ze
      przez tyle lat sie nie odzywa... A p.maz nie pytal jej dlaczego jest taka
      sytuacja ? Przeciez on moze z nia szczerze pogadac.
      pozdrawiam i pisz pisz ...
      Bea
      • aleksandrynka Re: Tesciowe kontra synowe... 08.04.03, 22:32
        hura i zahukana przez "ch"... Chyba na prawdę się stresowałam pisząc ten list ;)
        Dzięki za odpowiedzi
        Cóż, kiedy czytałam poprzednie wpisy to też mi przeszło przez myśl, że może to
        i lepiej... Jak widać nie jest z teściowymi kolorowo... Fajne może jest to, że
        skoro teraz nie próbuje jakoś ingerować, to później przecież nagle nie zacznie
        nam się wtracać, no bo niby z jakiej racji ma nagle dyrygować zupełnie obcej
        osobie, z którą wcześniej nawet szczerze nie pogadała? Ale z drugiej strony
        jest to dla mnie o tyle trudne, że to MAMA mojego miłego, ktoś wyjątkowy
        chociażby tylko z racji tego faktu... No nie wiem, po prostu miło by było,
        gdyby on odczuł jakoś realnie, że jest akceptowany z całym inwentarzem, w tym z
        żoną, czyli mną... Wiem, że mój Grześ jest za mną, jesli by coś było z jej
        strony nie tak zawsze stanie w mojej obronie. I odwrotnie, nie pozwoli żebym
        mówiła źle o jego mamie, jesli nie mam podstaw. On nie daje po sobie poznać, że
        go to boli, ale domyślam się, jak może się czuć, wystarczy, że sama postawię
        się w jego sytuacji. On kiedyś rozmawiał z mamą, ponoć sugerowała, że kiedyś
        oczywiście zaprosi mnie na jakieś winko... Miło, tyle że to "kiedyś" trwa już
        kilka lat... Tak, mi też szczęka opada jak myślę o tym wszystkim, to nie jest
        normalne. Moi rodzice nie byli nigdy szczególnie wylewni w stosunku do moich
        znajomych czy facetów, ale tego dobrze poznali i wprost za nim przepadają -
        mieli na to tyle czasu! POZNALI, czyli niejednokrotnie rozmawiali, z moją mamą
        wypiliśmy razem kilka symbolicznych piwek, wszystko jak powinno być!
        A tam - jakieś wielkie zamknięcie na świat zewnętrzny, rodzaj niedostępności,
        tak to odbieram... Mimo wszystko fajnie by było miec jakikolwiek kontakt, w
        końcu dzieciaczek będzie miał 2 babcie, z czego ta o 2 bloki dalej! Pożyjemy,
        zobaczymy. A tak przy okazji - baaaaardzo ciekawe, jak zareaguje na wiadomość o
        wnusiu - to przeciez jeszcze przed nami :)
        Mam teraz pewną satysfakcję, ponieważ, jak już pisałam, kiedyś dużo czasu
        spędzałam w ich domu i nikt się do mnie nie odzywał, a teraz prawie tam nie
        bywam, a jeśli już się zdarzy, to b. krótko. No i teraz coś tam próbuje,
        zagaja, dzisiaj poczęstowała mnie zupą... A ja się czuję górą! Podłe, ale
        prawdziwe - kiedyś nie znalazłaś ze mną języka, to teraz Ci nie ułatwię... Ale
        chyba spuszczę z tonu, nie ma co... Rozpisałam się i nic z tego nie wynika, mam
        nadzieję, że jest to jakoś dla was czytelne. Prosze o wskazówki i podpowiedzi.
        Muszę się przecież pilnować, żeby nie przegiąć w druga stronę i nie dac sobie
        wejść na głowę, chociaż to mi chyba nie grozi - charakterek mam równie silny
        jak teściowa.
        Będe jeszcze pisać. Pozdrawiam!
        • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 08.04.03, 23:37
          Alexandrynka, widze tu kilka mozliwocsi reakcji na wnusia.
          1. "Ale ja jestem za mloda by byc babcia" (zdarza sie niezaleznie od wieku
          babci:), na szczescie rzadko;
          2. "Ja Wam pokaze jak se chowa dzieci bo wy nie umiecie" - najgorsza z
          mozliwych wersji, wrogowi nie zycze;
          3. tesciowa zrownowazona jesli chodzi o wtracanie sie i "zyczliwe" doradzanie
          (uahahahaha, predzej w yeti uwierze..., ale ja juz jestem wypaczony przypadek);

          Ostatnio w babsko-dzieciecej gazecie znalazlam pare cennych rad, szkoda, ze
          tak pozno. Nie bede cytowac calosci bo nie chce mi sie isc do kibelka (jedyne
          miejsce gdzie czytam prase:-))i szukac w stercie gazet, ale sprowadzalo sie do
          tego: serdecznie dziekujemy, ze podzieliles/las sie z nami swoimi
          spostrzezeniami dotyczacymi wychowania/pielegnacji/odzywiania naszego dziecka.
          Przyjelismy Twoje zdanie do wiadomosci. To milo, ze troszczysz sie o los
          wnuka. Ale OSTATECZNA DECYZJE PODEJMIEMY SAMI. I tego nie zmienisz.

          Ironia az kapie z tonu tego cytatu, ale, jak napisalam, jestem przypadek
          szczegolny. A propos - moja tesciowa nie przychodzi - niech zyje epidemia
          grypy...

          Alexandrynka, wydrukuj to sobje i powies gdzies w widocznym miejscu,
          przypominaj co jakis czas... i daj znac, do ktorego typu zakwalifikujesz swoja
          tesciowa in spe, juz teraz, wstepnie:-)

          Poglaszcz sie ode mnie po brzusiu
          ksia
          • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 09.04.03, 00:55
            Ale pozno - ,nie moge pic kawy przed snem:).Ja tez jestem ciekawa jak zareaguje
            twoja tesciowa , oby okazala sie ta trzecia o ktorej pisala Kasia(o ile to
            wogole mozliwe):).No i powiedzcie jej wrescie , bo umieram z ciekawosci. Jak to
            planujecie zrobic?
            Pewnie odezwie sie jej babciny instynkt :) , a tak wogole to ma jeszcze inne
            dzieci ... wnuki ?Trzymam kciuki . Pozdrowienia dla Ciebie i maluszka w
            brzuszku.:)
            Bea
            • aleksandrynka Re: Tesciowe kontra synowe... 09.04.03, 13:12

              Powie jej to syn, mój mąż. Myślę że zrobi to w następnym tygodniu, bo w piątek
              dopiero idę do lekarza potwierdzić wszystko ostatecznie, a potem spędzamy
              wspólny weekend. Nie wiem jak, chyba po prostu: będziesz babcią! Mnie przy tym
              raczej nie będzie... Z resztą ja sama nie wiem, jak powiedzieć to własnemu
              ojcu... Ale to już inna historia. Po prostu mój facet to powie, i tyle,
              zobaczymy, jaka bedzie reakcja. Nie oczekuję fanfar, ale niech no tylko odważy
              się powiedzieć coś w stylu "ta dziewczyna Cię wrobiła"... Oj, pożałuje tych
              słów gorzko! Mój facet ma jeszcze młodszego brata - dokładnie w moim wieku. Nie
              ma wnuczków, ten będzie pierwszy. I mam nadzieję, że nie ostatni, checheche ;)
              Wszystko więc jeszcze przede mną - przed nami. Ciąg dalszy nastąpi :):):)
              Pozdrawiam i mocno ściskam wszystkie zyczliwe mi osóbki w tym wspaniałym
              miejscu.
              Śmiesznie, tak z wątku o strasznej teściowej tyranie zrobiła się debata o
              strasznej teściowej głazie...
              • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe...hihihi 10.04.03, 08:18
                Dziewczyny myslalam ,ze padne jak wczoraj w gazecie natknelam sie na "zapisz
                sie na kurs, jak byc dobra tesciowa , tesciem ":)Moze podrzuce ta gazete mojej
                tesciowej , tylko marne szanse ,ze zerknie na to okiem :).
                Pozdrawiam porannie
                Beatka;)
                • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe...hihihi 10.04.03, 10:11
                  O, mamusiu... Nie moge!
                  Pewnie autorem jest osoba, ktora sama miala problemy ze swoja tesciowa...

                  Pozdrawiam przedpoludniowo
    • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 21.04.03, 13:02
      DZIEN WCZORAJSZY...

      Tesc orzekl, ze za dwa tygodnie będę musiała już Piotrusia (3 m-ce)
      dokarmiac, "bo on tyle je ze na pewno mu nie będzie wystarczalo". A tesciowa
      jak weszliśmy i Piotrek spal to się nachylila nad nim i zaczela tak cicho
      gadac, ze go potem 50 minut usypiałam. Potem usłyszałam, ze nie wolno mi się
      odchudzac bo bardzo ladnie wygladam na buzi, taka okraglutka. A jak już
      wychodziliśmy, dostaliśmy fure zarcia i słodkiego z tekstem, ze jakbym jadla
      normalnie to dostalibyśmy mniej, ale ja przeciez prawie nic nie jadlam wiec
      musze zjesc w domu.

      Poza tym dzisiejszy dzien upłynął w milej, papierosowej atmosferze oraz
      rodzinnych rozmowach pelnych przekrzykiwania się bo tesc słuchał czegos co
      tylko jemu się podobalo, a ja nie słyszałam czy Piotrek spi czy placze i caly
      czas latalam sprawdzac.

      Glowa mnie boli, nie wiem, dlaczego???
    • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 24.04.03, 09:30
      Ratunku , moja tesciowa uparla sie ,ze bedzie ze mna wybierac kwiatki do
      kosciola w ta sobote , musze sie z tego jakos wykrecic. Najgorsze jest to ,ze
      zachecal ja do tego moj narzeczony , co ja mu zrobilam zlego wrrrrr? Nie wiem
      co mu przyszlo do glowy wrrr!!!, niech to teraz odkreca !!!, bo ona sie
      napalila strasznie,a ja NIE BEDE SIE DENERWOWAC przy zwyklym wybieraniu
      kwiatow ... nie wiecie jaka ona jest okropna z wybieraniem , jak wybrzydza i
      jakie stroi fochy , a jak jej sie cos podoba lub nie podoba to maaarudzi nie do
      wytrzymania . I co ja mam teraz zrobic , ona sie juz szykuje, kupila jakies
      magazyny ,zeby sobie obejrzec kwiaty ... ja nie chce !!!!I jeszcze mi sie
      pyta "te biale z zoltym do kosciola podobaja ci sie ?" Nie ,nie
      podobaja !!! "A moja corka miala na slubie i wygladaly pieknie , zobacz na
      zdjeciach jak pieknie ,prawda ,ze pieknie , bardzo pieknie...", "bo moja corka
      to miala we wlosach takie wielkie kwiaty z zielonym i tez wygladaly
      pieknie...no zobacz na zdjeciach jak wspaniale ,jak pieknie" Ale ja nie lubie
      takich ,ani z zielonym , nie podoba mi sie ,ja wole cos skromniejszego , "ale
      przymierz , no pieknie , no chyba nie wybierzesz zywych albo bez
      zielonego ...no bo takie bez zielonego to bezguscie...blabla " "a bukiet ,
      patrz wybralam juz zdjecie bukietu ,ktore znalazlam ,zeby Ci zrobili taki
      sam ... " Ale ja nie chce calego bialego i jest za duzy " No to powiemy zeby
      zmniejszyli ,ale musi byc taki ,bo ksiezniczka jakas tam go miala i jest
      piekny ," Boze ratunku !!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Pozdrawiam Bea
      • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 24.04.03, 10:27
        Zabij. Nic innego nie pomoze.

        Idz z nia do kwiaciarni, niech wybierze, co jej sie podoba. Zgodz sie.
        Nastepnie w domu po kryjomu zadzwon i odwolaj wszystko albo jedz jeszcze raz
        sama i wybierz to, co sie Tobie podoba. W dniiu slubu z niewinna minka
        oswiadczysz: "bo tamte byly takie smutne, jak na wiazanke pogrzebowa",
        albo: "tamte kwiatki im sie skonczyly", "ksiezna, ktora miala taka wiazanke
        wlasnie sie rozwodzi, nie chce, zeby mi to przynioslo pecha" albo cos rownie
        wdziecznego.

        Narzeczonemu sie nie dziw az tak bardzo, moze n chce po prostu, zebyscie sie
        troche lepiej poznaly? zblizyly do siebie? Ze jak pobedziecie razem dluzej to
        ja polubisz? Hehe, naiwny.

        Nie daj sie. Pisz, pisz, pisz.
        pozdrawiam cieplutko
        ksia

        PS A gdzie w Polsce bylas, jesli mozna wiedziec?
    • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 26.04.03, 21:31
      Hej , wlasnie dzisiaj wybralam kwiaty do kosciola , a poszlam z Davidem... hm
      ciekawe co bedzie jak dowie sie tesciowa? Bylismy zgodni ,ale na pewno to nie
      styl tesciowej ona nie znosi takich kolorow jakie wybralam (nie robilam tego
      zlosliwie!)Ona chciala bialy bialy bialy i troche zolci ,a my wybralismy
      odcienie ,purpury ,fioletu ,lila itp z domieszka bialego .A jutro zaprosila nas
      na obiad ,bo ma nam cos do powiedzenia ...hm ???Mam sie bac???:)
      Pozdrawiam Bea
      • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 28.04.03, 17:07
        Hej to znowu ja ...tesciowa nadal nie wie o kwiatach , boimy sie powiedziec
        hihihi.
        Opisuje ten obiad o ktorym wspaminalam wyzej ... otoz moja tesciowa oszalala i
        wogole mi schlebia ,jest przemila ,na obiedzie dostalam od niej kolczyki z
        bialego zlota z diamentami :-O (dodam ,ze w moim stylu ,bardzo ladne!). Wogole
        nie wiem co sie dzieje ...
        ...i jak ja mam jej teraz powiedziec o tych kwiatkach ??? Wogole to mi szczena
        opada co ona ostatnio wyrabia ... A to moze dlatego ,ze ostatnio nie ma dobrego
        kontaktu z wnukiem ,bo troche sie nie lubia z zieciem i boi sie ,zeby ze mna
        tak nie bylo ...ja juz nie wiem? Ale nie chwal dnia przed zachodem slonca...
        Pozdrawiam zaskoczona :-O Bea
        • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 28.04.03, 17:31
          Najwyrazniej tesciowa dba o Ciebie jak umie. tylko sie cieszyc, a o kwiatach
          nic nie mow, w razie czego zwalisz na meza ;-)))))
          Moja wlasnie mnie odwiedzila, ale nie poruszalysmy drazliwych tematow (moje
          dziecko chude, ja sie odchudzam - czytaj glodze=> glodze jej wnusia), tak wiec
          bylo milo i przyjemnie. Zwlaszcza teraz, jak wyszla :-))) Wielce zdziwiona
          byla, ze chce na dlugi weekend jechac do Mamy mojej. Nie przyszlo jej do
          glowy, ze sie moglam stesknic. Dziwne, nie?
          Pa kasia
          • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe...Moboj ,Aleksandrynka. 28.04.03, 23:28
            ojoj glowa mi peknie ,ale musze Ci jeszcze dzis odpowiedziec Kasia, bo to
            skandal ,ze na dlugi weekend chcesz jechac do mamy zamiast spedzac czas z
            tesciowa .Wstydz sie.A synka nie glodz bidulki , pewnie meza tez glodzisz
            niedobra synowo hihihi...
            Hej Kasia ,inne kobitki sie nie odzywaja :(,czyzby ich tesciowe rowniez
            chwilowo zlagodnialy,moze to przez wiosne : Moboj ,Aleksandrynka ,Drobny
            Kurczak , Trisso,Kim,Kfenicka z 2 tesciowymi,Coralinn ...no i nasza przyszla
            tesciowa Maryla - kochane zyjecie ?naprawde nic sie nie dzieje? Nie wierze...
            A jak jest wszystko pieknie i zgoda pokoleniowa panuje to tez sie pochwalcie
            jak Suzume i Kicia. Pozdrawiam Bea
            • kim5 Re: Tesciowe kontra synowe...Moboj ,Aleksandrynka 29.04.03, 09:38
              Żyję, żyję, ale z teściową nie mam w ogóle kontaktów, mój ukochany z matką też
              nie - więc temat jest w zawieszeniu. Nie umiemy do niej dotrzeć - zresztą, nie
              dotrzemy do niej, jeśli z jej strony spotykają nas obelgi, pretensje, wrzaski.
              Za co? że chcemy żyć bez jej kontroli i na naszych prawach!!! Za dużo zła nas
              spotkało, niestety, chwilowo jest cisza, spokój i staram się tym cieszyć, choć
              szkoda mi jej, bo czas płynie, a my oddalamy się od siebie. A przecież
              moglibyśmy się dogadać...Trudno.
            • aleksandrynka Re: Tesciowe kontra synowe...Moboj ,Aleksandrynka 29.04.03, 22:31
              Witam wszystkie panie!
              Ja też śledzę to, co się tu dzieje, a nie pisałam, bo u mnie po prostu nie było
              o czym mówić. Ale teraz sie podzielę: Mój facet dopiero dzisiaj (sic!!!)
              powiedział mamie, że będzie babcią. Długo się zbierał, troszke też tchórzył, w
              każdym razie przeszło mu to jakoś przez gardło, i jak się okazało - z
              pozytywnym skutkiem! Niesamowite, ale nie sprawdziła się żadna z naszych
              najczarniejszych wizji. Po prostu sie ucieszyła, wypytała o szczegóły,
              zaakceptowała i zrozumiała fakt, że nie chcemy teraz brać ślubu, powiedziała,
              ze się wszystkiego domyślała (tratata, na pewno! ;)), mówiła, że juz widziała
              takie i takie pajacyki dla malucha, że ma jakies pieniądze... Słowem - masa
              pozytywnych rzeczy! To fajnie, przynajmniej mój mąż nie czuje się odtrącony.
              Natomiast mnie zastanawia, co dalej: trzeba kiedyś się będzie przecież
              skonfrontować... Rzuci mi sie na szyje? Pogratuluje? Baaardzo ciekawe, jak się
              wobec mnie zachowa, w końcu w ogóle mnie nie zna!...
              To tyle ode mnie, będę pisać w miarę rozwoju sytuacji.
              Pozdrawiam was wszystkie bardzo serdecznie!
    • moboj Re: Tesciowe kontra synowe... 29.04.03, 12:13
      cześć.
      minęły święta, bylismy w domu, był obiadek u teściowej:) przezyłam, nie
      zdenerwowałam się, nie przejadłam (o dziwo nie wpychała mi jedzenia), było
      nawet miło. ona nie namawiała nas do slubu i szybkiego posiadania dzieci, więc
      nie było powodów do scysji.
      może teściowe łagodnieją na wiosnę?
      pozdrawiam wiosennie, a nawet upalnie, bo we Wrocławiu duszno jak diabli:)
    • coralinn Re: Tesciowe kontra synowe... 29.04.03, 16:31
      Hi, hi, ja też żyję, mało się odzywam, ale wszystko czytam.
      Moja przyszła teściowa nie wyprawia w tej chwili żadnych numerów, poza tym co
      przywaykłam juz nazywac standartem - potrafi 4 razy dziennie zadzwonić do
      swojego synka w sprawie różych pierdół na komórkę. Oczywiście synek mieszka 10
      minut drogi samochodem...
      A co do wiosennej łagodności - skubana sprzedała moją bluzkę, czego mi się nie
      udało zrobić (wysłałam swojego faceta, żeby mi kupił tą bluzkę, którą mierzyłam
      dzień wcześniej, kupił zamiast brązowej bordową, ot taki mały szczegół) i to za
      tyle za ile była do sprzedania w sklepie. Może jednak wiosna dobrze wpływa na
      teściowe?
    • kalioppe Re: Tesciowe kontra synowe... 11.06.03, 14:37
      Witam,
      Jestem tu po raz pierwszy i dokładnie sobie przeczytałam Wasze posty. Moja
      teściowa chyba jednak nie jest taka najgorsza, choć potrafi maksymalnie mnie
      wkurzyć. W sierpniu ubiegłego roku (jak moja dzidzia miała 1 miesiąc) potrafiła
      wpdać do nas (niestety mieszka piętro niżej) dosłownie co pół godziny i
      zamęczac mnie radami..."bo właśnie mi się przypomniało...". A ja chciałam po
      ludzku sobie pospać kiedy mała też spała. Miała miliony problemów: bo źle ją
      trzymasz, bo źle ją ubierasz - załóż zjej czapkę i drugie skarpety
      (sierpień!!!), daj jej butelkę bo na pewno masz mało mleka itp. po miesiącu
      błyam tak nerwowa (miałam jeszcze depresję), że na słowo "o, mama idzie"
      dostawałam czkawki. W końcu mój małżonek zaniepokojony stanem mojego ducha
      powiedział mamusi dosadnie żeby tak często nie wpadała wystarczy raz na 2-3
      dni, bo chcemy "sami pożyć i pochodzić w gaciach po domu". Oburzyła się. Teraz
      oswoiła sie z dzieckiem i przestało ją zajmować. Jak wpadnie raz na tydzień -
      to i tak dobrze - Ja jestem szczęśliwa!!!
      • titicaka Re: Tesciowe kontra synowe... 11.06.03, 15:26
        Tesciowa sasiadka a a a. Bardzo podoba mi sie zachowanie twojego meza , jednego
        z niewielu ,ktorzy nie boja sie mamy :).Raz na tydzien odwiedziny to nie jest
        tak zle :). Moja tez sie uspokoila ... i przestala sie wtracac :) Nawet moje
        zdanie i wybor sa swiete ...nie wiem co jej jest.
        Jak milo i spokojnie !
        Pozdrawiam
        Bea
      • ksia78 Re: Tesciowe kontra synowe... 11.06.03, 20:48
        Witaj Kalioppe!
        Madrego masz meza, ze sie odwazyl wlasna matke ustawic na wlasciwym sla niej
        miejscu! Niewielu to potrafi...

        Moja tez ostatnio spokojna; rzadko sie widujemy, czekam jak zaczne wprowadzac
        malemu nowe jedzenie, to sie zacznie: ze sloiczka???!!! Po moim trupie!!!
        No to trudno, po trupie...

        czesc!
        ksia
    • 05.01k Re: Tesciowe kontra synowe... 31.07.03, 22:18
      Cześć dziewczyny!
      Czytam wasze listy i mam wrażenie, że niewiele z was/nas trafiło na fajną
      teściową. Moja jest okropna, wredna, niesympatyczna, .... Mogłabym tak długo
      wymieniać. Od kiedy poznałam mojego przyszłego męża Ona dawała mi jasno do
      zrozumienia, że nie jestem mile widziana w JEJ rodzinie. Wtrącała się i wtrąca
      we wszystko. Miałam cichą nadzieję, że kiedy zajdę w ciążę coś się zmieni.
      ZŁUDZENIA. Obecnie jestem w 5 miesiącu ciąży, do niedawna byłam na
      podtrzymaniu, leżałam w domu. Sama. Bez żadnej pomocy (moja mama nie żyje).
      Ostatnio nawet powiedziała mi, że zostanę wdową z małym dzieckiem, ponieważ mój
      mąż lubi uprawiać sport i to go zabije. Mysłałam, że ją uduszę!!!!!!! Od tamtej
      pory uczę się mówić JEJ "NIE" i jestem z siebie dumna... Majka
      • tesska Re: Tesciowe kontra synowe... 01.08.03, 08:32
        Witam,
        wspolczuje tesciowej.
        MOja jest ok. Nie moge sie czepiac, zadko sie widujemy i choc na poczatku bylo
        pare sytuacji, kiedy mnie wnerwila, oststnia wizyta u niej i tescia (tydzien
        bylismy u nich ) byla bardzo spokojna i nie moge nic zlego powiedziec.
        Jej syn, a moj maz, stwierdzil , ze sie zmienila na plus, przestala wtracac i w
        ogole on sam nie poznaje swojej matki. A jest to zmaiana duza, bo przed slubem
        nasluchalam sie tyle o niej zlego, a poza tym, chyba musiala byc straszna, bo
        jej syn potwornie sie bal mnie przedstawic i w ogole bylam przygotowana na
        jedze pierwszej kategorii. A tutaj taka mila niespodzianka.
        Tak wiec,chyba, nie za czeste wizyty, i odleglosc 600 km prowadza do
        lagodzenia charakterkow tesciowych.
        Powodzenia i nie daj sie!
        Pozdrawiam
        • khala Re: Tesciowe kontra synowe... 02.08.03, 10:47
          Myślę, że dużo szczęścia mają te z Was, które nie mieszkają ani z rodzicami,
          ani z teściami. Ja nie jestem niestety w sytuacji tak komfortowej. Poznałam
          mojego męża w zeszłym roku. Zakochaliśmy się w sobie. Zaszłam w ciążę.
          Postanowiliśmy, że pobierzemy się za dwa lata, kiedy nasze maleństwo będzie
          mogło sypać kwiatki. Nasz romantyczny zamysł nie spotkał się jednak z
          akceptacją. Po pierwsze był szok. Jakto?! Przecież ona jest w klasie
          maturalnej, to jeszcze dziecko. Nie będzie Ci wierna (mąż miał wtedy 26lat).
          Albo niech usunie (tylko po cichu, żeby się nikt nie dowiedział), albo
          natychmiast bierzecie ślub. Moim rodzicom było wszystko jedno czy będziemy mieć
          papierek, czy też nie. Cieszyli się, że będą mieli wnuczątko. A poza tym
          wierzyli w nas. Teściowie nie. Mogłam zamieszkać u nich, pod warunkiem ślubu.
          Nie było nas stać na mieszkanie w Warszawie, nie mieliśmy więc wyjścia. A
          rodzice mieszkają w dalekim Lublinie. Cóż, to był horror. Brałam ślub w trzecim
          miesiącu ciąży. Było mi niedobrze, nie mogłam patrzeć na jedzenie. Ze zgrozą
          słuchałam jak teściowie na przyjęciu wyśpiewują "państwo młodzi niech żyją".
          Było ciężko. Na szczęście mój mąż jest wspaniałym przyjacielem. Zdawałam maturę
          międzynarodową w 9-tym m-cu ciąży. Udało się. Jasiek urodził się cztery dni po
          ostatnim egzaminie. I nagle wszyscy oszaleli z radości. Teściowie opowiadają
          wszystkim jaka to z nas wspaniała para, jak to dobrze, że jesteśmy razem. Że są
          dumni z tak młodziutkiej synowej. Nie znoszę hipokryzji. Męczę się. Od kiedy
          Jasiek jest na świecie musimy gotować sobie sami i w ogóle utrzymujemy się
          sami. Mieszkamy tylko z teściami pod jednym dachem. Jest dużo lepiej. Teściowa
          jest dla mnie bardzo miła. (Była miła zresztą zawsze, co nie przeszkadzało jej
          przejmowac się tym co powiedzą ludzie i robić wszystko pod publiczkę.) Zdaża
          nam się rozmawiać kilka godzin, kiedy wszyscy juz spią. Kiedy jednak mówi "czuj
          się jak u siebie w domu" dostaję gęsiej skórki. Nie umiem sobie z tym poradzić.
          To nigdy nie będzie mój dom. Od października idę na studia. Muszę tez iść do
          pracy. Jasiek powędruje do żłobka. Nie mamy innego wyjścia. Marzę o tym, że
          jeszcze trochę, weźmiemy kredyt na mieszkanie i będziemy mieć swoje miejsce na
          ziemi. A Jasiem będę się zajmowała w każdej wolnej chwili. Będzie ciężko ale ja
          w nas wierzę. W październiku bierzemy ślub kościelny. Będę miała bordową
          sukienkę i różę we włosach zamiast welonu. Mój mąż rozpuści swoje długie włosy.
          Nie obchodzi mnie co myślą teściowie ani nikt inny. Niedługo wyrosną nam
          skrzydła. Odlecimy daleko. Do własnego gniazda.
      • wawrz To jest najgorsze ze ja z nia mieszkam 23.12.03, 00:26
        ....i nie zapowiada się nic ze bede mieszkać osobno!!!Mieszkam z nia juz 4,5
        miesiąca i a gdzie tam reszka życia predzej nerwica mnie dopadnie!
    • ann.k Re: Tesciowe kontra synowe... 06.08.03, 11:11
      No to ja was zaskoczę. Mam cudownych teściów i nigdy nie zauważyłam, żeby mieli
      jakiekolwiek wątpliwości co do mojej osoby. Z początku, owszem, traktowali mnie
      jak koleżankę syna, ale z czasem kiedy się okazało, że to nie kolejna przelotna
      znajomość, ale coś trwalszego i poważniejszego, zmienili swój stosunek do mnie
      na... lepszy :). Mieszkają dość daleko ode mnie, więc wizyty u nich są
      zazwyczaj kilkudniowe. Z obojgiem się doskonale dogaduję. Miło się nam spędza
      czas na pogaduchach przy piwie. Często chodzę z teściową na spacery czy na
      zakupy. Ostatnio nawet podzieliła się ze mną zawartością swojej szafy ;) Z
      teściem wczoraj spędziłam cały dzień. Rozczulił mnie zupełnie kiedy poszedł na
      chwilę do sklepu i przyniósł mi lody, o których wcześniej napomknęłam, że
      chętnie bym zjadła :)

      Tak jak czasem nad tym myślę dlaczego się nam tak świetnie układa, widzę dwa
      podstawowe powody. Powód pierwszy jest taki, że mój mąż był ich jedynym
      dzieckiem. I rzeczywiście czasami mam wrażenie, zwłaszcza w kontaktach z
      teściową, że właśnie przyjęłam na siebie trudną rolę bycia córką, której nigdy
      nie mieli, a którą zawsze mieć chcieli. Powód drugi był taki, że od samego
      początku postawiłam sprawę jasno: mama jest najważniejsza, potem ja. I nie
      próbowałam nigdy tego zmieniać. Fakt, że nigdy go nie kochała taką chorą
      zaborczą matczyną miłością, ale i tak musiałam czasami przegryźć w sobie to, że
      wolał jechać do mamy niż pójść gdzieś ze mną.
      Poza wszystkim zawsze lubiłam towarzystwo dorosłych i nigdy nie czułam się w
      nim głupio. To też mi dużo dało na plus, bo mój mąż już dawno się zbuntował i
      wolał wieczór z kumplami niż z rodzicami przy piwie. A teraz ja wolę posiedzieć
      i pogadać z nimi, a im wiem, że tego bardzo brakuje :).Po prostu dobrze
      trafiliśmy.
      • agataka26 Re: Tesciowe kontra synowe... 07.08.03, 03:13
        Opowiem Wam o mojej teściowej w dwóch zdaniach:
        przyjechała do nas w odwiedziny(wizytację) i od progu usłyszałam "Ale Wy to
        jesteście wredni". Nie dam sobie dmuchac w kaszę więc jej powiedziałam
        parę "ciepłych słów" a na koniec oznajmiłam, że będzie babcią (po raz
        pierwszy), na co "ukochana teściowa" się popłakała i mnie przytuliła brrr... na
        odchodnym stwierdziła - Ty idź się lepiej połóż.
        Czułe z tych teściowych stworzenia, na samą myśl o spotkaniu mnie otrząsa...
        Najczulsze co mój mąż od niej usłyszał, a to w końcu jego matka, to to, że on
        nie jest jej synem, a ja usłyszałam, że gdyby nie to, że mam bogatego dziadka
        to by Michałowi ślub (na który notabene kupiła kreację w lumpeksie) ze mną
        wybiła z głowy...
        mjut i ambrozja dziewczyny....
        teraz mam fasolkę i czym innym się przejmuje, na szczęście :)
        pozdrawiam
    • dagg Re: Tesciowe kontra synowe... 12.08.03, 12:51
      Moja teściowa nie jest może okropna,ale...
      Po pierwsze była jedynaczką i ma trzech synów-rozpieszczona matrona do granic
      możliwości.
      Po drugie ma zmienne nastroje, niby zwykła rzecz u kobiety, ale jak się z tym
      afiszuje, to ja jej przecież nie spytam o co chodzi. Wolałabym, żeby albo
      powiedział co jest, albo udawała, że jest dobrze.

      Tuż po ślubie, jak przychodziliśmy w odwiedziny cały czas rozpaczała, że jej
      syn najstarszy(a mój mąż) tak bardzo zmizerniał..po paru miesiącach przełamałam
      się i zareagowałam asertywnie:)Pomogło.
      Wczoraj się obraziła na męża, że jej nie powiedział, że jest na urlopie(jego
      pierwszy dzień urlopu!).
      Poza tym uważam, że jest fałszywa, ale chyba nieświadomie. Gdy jej się zwróci
      uwagę, zawsze się stara naprawić szkodę.
      Mimo wszystko chyba stara się nie wtrącać, ale konfrontacje są okropne, takie
      poprawne, a jadowite.

      Ogólnie gdyby nie kilka pkt wyżej byłoby dobrze, bo fajnie się z nią rozmawia i
      jest naprawdę miła. A gdy nie mogę na coś namówić męża, to napuszczam teściową,
      działa zawsze(ona stara się być po mojej stronie).
      Najgorsze jest to, że mąż bardzo się z nią liczy, za bardzo czasem.. Poprostu
      nie potrafi się postawić, tylko się przez jakiś czas nie odzywa.
      No i nasi rodzice bardzo się zaprzyjaźnili:) Jak próbuję obgadać teściową z
      moją mamą, słyszę, że przesadzam, bo to taka miła kobieta.
      Może trochę przesadzam, ale ja cały czas mam wrażenie, że muszę walczyć o męża.
      Staram się o niej dobrze myśleć, nastawiać się na TAK, nie nastawiać źle mężą,
      ale nie udaje mi się to. Może z czasem podołam...
      Pozdrawiam
      • agataka26 Re: Tesciowe kontra synowe... 16.08.03, 05:26
        Dag!
        Wiem, że czasami jest ciężko nakłonić męża do tego czy owego, ale chyba jesteś
        niekonsekwentna w działaniu. Skoro uważasz, że mąż za bardzo ulega swojej
        mamie, i że musisz walczyć z nią (przynajmniej tak zrozumiałam) o niego, to
        wytłumacz mi dlaczego ją "napuszczasz" żeby na niego wpływała ??? Miałam na
        początku podobny problem i powiem Ci szczerze, że nigdy nie przyznałabym się
        teściowej, że nie mogę sobie poradzić z mężem. To tylko woda na jej młyn,
        uzaleznia go w ten sposób od siebie, a Tobie kiedys może to wytknąć. Dlatego
        lepiej sobie z mężem czasem nie poradzić niż radzić sobie przy pomocy
        teściowej :)))
        Pozdrawiam
        Agata
        • aga173 Re: Tesciowe kontra synowe... 24.08.03, 21:37
          Dziewczyny dałyście zawodowy temat.Czytam i się śmieję bo co nam pozostało.Moja
          nie jest zła ale strasznie obrażalska właśnie tydzień temu się obraziła (o
          pierdołę)ale mam święty spokój , za to ja dzisiaj nie miałam ochoty iść do niej
          na niedzielny obiad i nie poszłam (pewnie znowu się obraziła Haha) Pa
          trzymajcie się MOŻE KIEDYŚ ZACZNĄ SPRZEDAWAĆ BILETY W KOSMOS TO ZAFUNDUJEMY IM
          PODRÓŻ!!!!
        • dagg Re: Tesciowe kontra synowe... 26.08.03, 19:29
          agataka26 napisała:

          > Dag!
          > Wiem, że czasami jest ciężko nakłonić męża do tego czy owego, ale chyba
          jesteś
          > niekonsekwentna w działaniu. Skoro uważasz, że mąż za bardzo ulega swojej
          > mamie, i że musisz walczyć z nią (przynajmniej tak zrozumiałam) o niego, to
          > wytłumacz mi dlaczego ją "napuszczasz" żeby na niego wpływała ??? Miałam na
          > początku podobny problem i powiem Ci szczerze, że nigdy nie przyznałabym się
          > teściowej, że nie mogę sobie poradzić z mężem. To tylko woda na jej młyn,
          > uzaleznia go w ten sposób od siebie, a Tobie kiedys może to wytknąć. Dlatego
          > lepiej sobie z mężem czasem nie poradzić niż radzić sobie przy pomocy
          > teściowej :)))
          > Pozdrawiam
          > Agata

          To nie jest do końca tak, myślę, że powinnam umieć sobie z nią radzić, a nie
          walczyć.
          Mój mąż nie ulega jej, a liczy się z jej zdaniem - to duża różnica! Zresztą,
          on potrafi się z nią pokłócić, potem się nie odzywają, a potem jest wszystko
          dobrze-wiadomo jak to z mamą:) A dla mnie teściowa to tak naprawdę obca
          kobieta.
          Ja się (bezsensownie) przejmuję jej fochami, zastanawiam się czy się nie
          obraziła(a przeważnie powód fochów jest banalny i nie ma z nami nic
          wspólnego), męczy mnie taka sytuacja. Moją mamę mogę poprostu spytać o co
          chodzi, a w stosunku do niej nie bardzo mam odwagę...
          Jeśli chodzi o tę walkę o męża, to ja to sobie ostatnio uświadomiłam. Zachodzę
          w głowę dlaczego tak jest i naprawdę nie wiem. To tak jakbym czuła jakieś
          zagrożenie. Racjonalnie wiem, że go nie ma, ale podświadomie się najeżam. Moja
          teściowa nie jest idealna, ale wiem, że stara się, a to mnie jeszcze bardziej
          dobija.
          Może to kwestia nastawienia?
          Po ślubie rodzice cieszyli się z powiększenia rodziny(u moich mi to nie
          przeszkadza, u jego czasem męczy), a my cieszymy się z jej zmniejszenia (tylko
          do nas dwojga)... Może to jest źródło tych moich frustracji?
          Pozdrawiam
          Dagmara

          Jeszcze się taaam żagiel bieli...
    • ludzik3 Re: Tesciowe kontra synowe... 25.08.03, 12:16
      Przyłączam sie do Was dziewczyny...
      Moja Tesciowa, niestety mieszka w tym samym mieście i czasami trzeba ją
      odwiedzać. Uważa mnie za osobę która tylko umie robić zakupy, (oczywiście te
      które dotyczą damskich szmatek i to drogich), a nie potrafię w ogóle pracować.
      Zreszta takie opinie wygłasza po całej rodzinie. Kolejny problem to mój sposób
      odzywiania, którego absolutnie nie akceptuje, np: nie jadam kolaxji tylko owoce
      i nie jem słodkiego. Jej zdaniem oczywiście się głodzę i ma dziure zamiast
      brzucha. Wolę moją dziurę niż "trzy biusty. " Ciągle są spięcia o jedzenie, a
      nawet doszła do wniosku że gardzę jej wypiekami i obfitymi kolacjami. Po
      prostu zgroza. Aż strach pomyśleć jak będzie mnie zamęczać gdy będę w ciąży,
      planujemy ją od września. Po prostu chyba wyłączę telefon. Czy tak trudno
      zaakceptowac czyjś styl odżywoiania i robić z tego takie problemy. Teściowa ze
      z szwagierką wymyslają co jakiś czas dietę na 2 tygodnie i robią z tego cnote,
      a po zakończeniu diety fundują sobie nagrodę (oczywiście jedzonko). To jest
      dopiero bardzo zdrowe, prawda??? Zgrzyty dotyczą nie tylko jedzenia, ale też
      kontaktów, bo nie jestem osobą która codziennie dzwoiniłaby do tesciowej z
      każdą pierdoła i opowiadała jej godzinami. Lubię też sama poeksperymentować w
      kuchni (mężowi wszystko smakuje), bo na szczęście mieszkamy oddzielnie. Jej
      opinia na ten temat była taka: "że inaczej pojmujemy stosunki rodzinne i nie
      rozumiemy sie w tym temacie". No cóż na szczeście męża mam po swojej stronie, a
      teściową jakoś muszę znosić.
      Pozdrawiam
      • mimka21 Re: Tesciowe kontra synowe... 26.08.03, 10:38
        Jak tak czytam ten watek, to dochodze do wniosku, ze moi tesciowie sa
        wyjatkowi. Widujemy sie nie za czesto, jednak kontakty sa super. Sa Niemcami.
        Jak tylko sie dowiedzieli, ze ich syn ma polska przyjaciolke, to tesc zaczal
        sie uczyc polskiego. Na zapas. Co zabawniejsze, ja sobie jeszcze wtedy
        niemieckim wogole glowy nie zawracalam... Dzisiaj oboje mowia juz troche po
        polsku. Tesc nawet calkiem niezle. Zawsze traktowali mnie jak czlonka rodziny,
        teraz kiedy oczekujemy na dniach dziecka, dzwonia codziennie i sie dopytuja. Ja
        ze swojej strony staram sie natomiast ucywilizowac swojego meza, ktory, odkad
        jestesmy razem, zaczal dzwonic do nich regularnie, a nie tylko wysylac
        lakoniczne pocztowki o tresci >>pozdrowienia z Alaski<<. Czesciej ich rowniez
        odwiedza, bo jakos zrozumial, ze o kontakty rodzinne trzeba dbac. Mysle, ze sa
        mi troche za to wdzieczni, ze ich syn-podroznik sie troche ustatkowal i chetnie
        do nich zaglada. Bardzo ich lubie i nie wyobrazam sobie jakichs komplikacji
        naszych ukladow.
    • moboj Re: Tesciowe kontra synowe... 26.08.03, 12:33
      jutro wybieram się do mojego rodzinnego miasta, więc spotkanie z teściową jest
      nieuchronne. a że wybieramy się na wesele przyjaciół to teściowa znów zacznie
      marudzić: "tyle lat jesteście już razem, znowu idziecie na slub, a wy nie
      chcecie swojego slub, a czemu? a sąsiedzi mówią, że żyjecie niemoralnie... tak
      nie wolno, bo co ludzie powiedzą.....". wrrrrrr. a i jeszcze pewnie
      będzie: "moniczko, ty już masz 25 lat, starzejesz się, pora rodzić dzieci, a
      jak tu rodzic dzieci jak wy ślubu nie macie. ty to jakas nienormalna jesteś,
      bo każda dziewczyna marzy o białej sukni a ty nie..." wrrrrrrrr. i to wszystko
      będzie mówic z milusim usmiechem na twarzy:) na szczęście mam to jej
      gadanie... wiadomo gdzie. jej synek też:)
      dobrze, ze widzę ją raz na pół roku....
    • kajko7 Re: Tesciowe kontra synowe... 27.08.03, 17:51
      Ja męczyłam się z teściowa 4 lata.Urodziłam "jej" wyczekanego wnuka,który stał
      sie "przedłużeniem" jej synka.Przez te cztery lata jeżdziliśmy do niej do
      innego miasta prawie co tydzien.Przychodził piątek i mój mąż dostawał małpiego
      rozumu z pakowaniem sie i wyjazdem do babci.Bylam tak umęczona,każda próba
      rozmowy kończyla się cichymi dniami.Ktoś powie:to po co jeżdziłas? Gdybym tego
      nie robiła to widziałabym wlasne dziecko tylko przez 4 dni w tygodniu.Aż w
      końcu zapragnełam drugiego dziecka.I wiecie co,to stało sie moim
      wybawieniem.Dostalam takiej wewnętrznej mocy,żę powiedziałam DOŚĆ!!!Postawiłam
      wszystko na jedną kartę.Albo ja,albo mamusia-powiedziałam.Ja sobie rade dam
      bez ciebie,a dziecka nie urodziłam dla "niej".Ja chcę mieć normalna rodzinę i
      skoro nie moge,to do widzenia.Mąż przez 3 dni się do mnie nie odzywał.Po tych
      trzech dniach zaczał zagadywać,ale nie mialam ochoty rozmawiać.Było mi
      wszystko jedno.Najważniejsza byla teraz moja córeczka,która od 6 m-cy nosiłam
      pod sercem.Nie chciałam się już denerwować.I wiecie co? Stał się cud.Mój mąż
      dorósł w ciągu tych trzech dni.Zaczeliśmy chodzić do znajomych w weekendy,do
      kina itp.Po raz pierwszy w historii naszego małżeństwa.A teściowa?-
      zapytacie.Oooooooo,pewnie,że "pyszczyła",ale mój mąż nie pozwolił jej nic
      złego na mnie powiedzieć.Ba,zaczał jej mówić,że nie przyjedziemy bo np.
      umówiliśmy sie ze znajomymi/przedtem kłamał,że musi iść do pracy/.Teraz moja
      córcia ma już 5 m-cy a nasza czwórka/bo jest jeszcze przecież synek/ mamy
      upragniony spokój.Jeżdzimy sobie "tu i tam" i nie koniecznie do babci.Jesteśmy
      tam raz w miesiącu a czasami rzadziej.Dwa razy teściowa burkneła do mnie
      tylko,że teraz to "on" tylko ciebie słucha a nie mnie.Odpowiedzialam jej
      pytaniem: a kogo niby miałby słuchać? Teściowa nie odpowiedziała...Pozdrawiam.
      • dagg Re: Tesciowe kontra synowe... 28.08.03, 18:40
        Fantastycznie przecięłaś pępowinę :)
        Gratuluję!!
      • brygida111 Re: Tesciowe kontra synowe... 05.09.03, 15:40
        Rewelacja, moja tesciowa tez maiła pretensje do mnie ze maz słuch mnie a ni
        jej. Ale ja tylko wzruszyłam ramionami i powiedziała " taka kolej rzeczy"
        Ale jak super sie czułam , niesamowite uczucie , do tej pory jak coś jej powiem
        a ona jest niezadowolona, to czuje taka wewnetrzna satysfakcje.
        A co do odwiedzin , mam spokój bo mój mąż do swoich rodziców nie chce jezdzic
        czesciej jak raz w miesiacu.
        pozdrawiam
Pełna wersja