Tesciowe kontra synowe...

    • mamaizyimoniki TYPOLOGIA TEŚCIÓW 05.09.03, 22:21
      Polecam do poczytania...
      republika.pl/janykiel/przydatne.html
      • orvokki Re: TYPOLOGIA TEŚCIÓW 13.12.03, 00:02
        Uhahaha :))))
        Moja to zdecydowanie typ mistrzyni chaosu... początki były straszne, bo
        trafiłam akurat na apogeum (jej rozwód, depresja, zaborczość) wiem, że to był
        dla niej ciężki okres, ale myślałam chwilami, że oszaleję, szlochy, lamenty i
        dramatyczne teksty w stylu "dlaczego odbierasz mi dziecko?".
        Bardzo ładnie się zachował wtedy mój obecny mąż, po prostu przeprowadził z nią
        poważną męską rozmowę i na szczęście, trzeba oddać sprawiedliwość teściowej,
        pomogło.

        Z zabawnych rzeczy:
        siedzi sobie kiedyś u nas teściowa i zaczyna snuć marzenia o wygranej w
        totolotka - że kupiłaby sobie i nam mieszkanie na jednym piętrze, tak żeby było
        osobno, ale blisko, mogłaby wpaść posprzątać (aaaaa!!!), pieska wyprowadzić...
        Nic nie powiedziałam, ale poczułam jak mi twarz tężeje... potem teściowa
        dzieliła się tym pomysłem z drugą synową, której jako osobie bardziej
        bezpośredniej wypsnął się tekst "co za koszmar!", na co teściowa z żalem "No
        właśnie, ty tak mówisz, a ona miała TAKĄ minę!"
        szykowałyśmy Wigilię, ja robiłam uszka, potem teściowa umyła stół usyfiony mąką
        i resztkami grzybków, po czym wyrobiła na nim ciasto na kotlety ziemniaczane
        (które miały być podane z sosem grzybowym), po czym umyła stół, a po pół
        godzinie zaczęła z tego ciasta formować kotlety na tymże stole i apiać go umyła.
        Z tekstów autentycznie przepięknych: zrobiłam magisterium i otrzymałam smsa od
        teściowej "GRATULACJE!!! cieszę się, że miłość do mojego syna nie odebrała ci
        rozumu" Wszystkim się tym chwalę, jechałam wtedy tramwajem i zaczęłam tak
        kwiczeć, że mało ze stołka nie spadłam :)
        • emereska Re: TYPOLOGIA TEŚCIÓW 26.12.03, 03:27
          Ubawiłam sie wspaniale tekstem smsa od tesciowej.Po prostu śliczne.Gratuluje.
          :)
          n.
      • lara27 Re: TYPOLOGIA TEŚCIÓW 31.03.04, 17:32
        ZABORCY
        Ci nie krytykują, przeciwnie, często wręcz zachwycają się Tobą. Chcą z Tobą
        być, jakbyś akt ślubu podpisała również z nimi. Uwodzą słowami: bliskość,
        miłość, rodzina, tradycja. Będziesz zachwycona, nim zorientujesz się, że jesteś
        w pułapce. Rasowi teściowie potrafią tak manipulować swoimi dziećmi, by
        oddawały im dużą część własnego życia. Porządki teściowej w Twojej szafie –
        czemu nie. Waszą miłość mierzą ilością wspólnie spędzanego czasu, od Was zależy
        ich szczęście. To ciężar, którego nawet osoby bardzo spragnione rodziny w końcu
        będą chciały się pozbyć. Teściowie zaborcy zmieniają więzy miłości w krótką
        smycz, na której dusi się Wasze małżeństwo.
        Ratujcie jest słodko aż się chce żygać!
        A do tego mój M nie chce się zgodzić na oddzielne wejście (mieszkamy w tym
        samym domu)czy przetrwa nasz małżeństo nie mam już argumentów i kończom mi się
        nerwy ciągłych rozmów i kłótni na ten temat z M ile jeszcze wytrzymam...
    • marina8 Re: Tesciowe kontra synowe... 28.12.03, 15:05
      Ja teściów mam bardzo dobrych,teściowa wszystko by mi oddała gdybym tylko
      chciała.Ale to wcale nie znaczy,że mnie nie wkurza.Czasem jak coś powie to nie
      wiem czy mam się śmiać czy płakać.I zanudza mnie swoimi opowieściami.np.kiedy
      ona rodziła syna (mojego męża)to pępowina miała 8 metrów długości, a kiedy
      karmiła i była burza to myślała,że mleko się jej zważy w piersiach.A kiedy ja
      byłam w ciąży to mówiła,że nie wolno mi się ruszać tylko siedzieć i leżec
      chodzić też mi nie było wolno a rąk podnosić do góry to już wogóle bo dziecko
      mi jeszcze wyskoczy.
      Bardzo denerwowały mnie jej prezenciki typu bluzeczki,sukieneczki oczywiście w
      stylu mojej teściowej nie w moim.No i gdzie miałabym się wybrać w jej
      kreacjach to ja nie wiem.
      Moja teściowa jest wspaniałą osobą ale gotować to ona nie potrafi i to nie
      tylko moja opinia.Normalnie jak mam jechać do niej na obiad czy kolację to mam
      dreszcze i szlag mnie trafia.A ona dziwi się,że ja nie chcę jeść.
      Chodzi mi głownie o to,że w kuchni też obowiązują jakieś zasady dotyczące
      przygotowywania potraw.A moja teściowa w kuchni ma swoje zasady.Nie miałabym
      nic przeciwko temu gdyby jedzenie przez nią przygotowane było smaczne ale
      niestety nie jest. Może jestem przewrażliwiona bo z zawodu jestem kucharką i
      widząc ją "szalejącą" w kuchni to mnie rzuca. Jeśli chodzi o te jej zasady a
      czasem ich brak to mam na myśli np.smażenie kotletów na zimnym tłuszczu i
      podgrzewanie ich w wodzie kiedy wystygną.Albo np.po imprezie a ostatnio po
      chrzcinach mojego synka,które odbyły się w te święta u niejw domu, bo my mamy
      za małe mieszkanie to zamiast pozbierać wszystko ze stołu żeby nie obsychało
      to zostaiła je na noc na stole a na następnego dnia poprostu podała te potrawy
      gościom,którzy nocowali bo byli z daleka czyli moi rodzice . Aż mi było wstyd
      przed moją mamą.No i oczywiście podała te swoje kotlety podgrzane w wodzie to
      mi się poprostu zachciało wymiotować,mojej mamie zresztą też jak to
      zobaczyła. Dobra koniec już bo pewnie was
      zanudzam. Musiałam się komuś wyżalić bo
      nie wytrzymałam.Dzięki wam dziewczynki,że jesteście i mogę się z wami
      podzielić problemami swoimi. Mam nadzieję że niedługo
      zmienimy mieszkanie na większe i imprezy dotyczące mojego synka,męża i mnie
      będą odbywać się u nas a "menu" wybiorę i wykonam tylko ja .Nie mogę się
      doczekać. Pa dziewczynki
      dziękuję wam,że jesteście.Już mi lepiej.
      • gagga79 Re: Tesciowe kontra synowe... 18.01.04, 14:51
        witam!
        chcialabym rowniez podzielic sie z wami moimi spostrzezeniami, ale dotycza one
        nie mojej przyszlej(?) tesciowej - ktora na razie jest w porzadku, moze
        dlatego, ze mieszka 300 km ode mnie ;-))), ale mojej babci, z ktora mieszkam.
        juz sie chyba troche przyzwyczaila do tego, ze mam brzuch, ale nie mam slubu (o
        czym nie bede wiecej pisac, bo to oddzielna historia), ale boje sie tego, co
        bedzie, kiedy sie moj synek urodzi. moja babcia zawsze "doradza", ale dla mnie
        jest to jakas forma zmuszania do roznych rzeczy albo zrzedzenia nad glowa.
        traktuje mnie jak dziecko i zadne z moich tlumaczen do niej nie dochodzi
        (chyba, ze to samo zostanie powiedziane przez mojego ojca). pewnie powiecie, ze
        powinnam sie wyprowadzic albo ze powinnam byc wdzieczna, ze babcia sie o mnie
        troszczy itd. ale naprawde czasami szlag mnie trafia. a troche glupio wydzierac
        sie na starsza osobe, bo tlumaczyc jej mozna 100 razy i nic.... ech...
        a.
    • lena997 Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dluuugie 19.01.04, 03:20
      Witam!
      Przeczytalam ten watek bardzo uwaznie...
      Mam troche inny problem-nie mam jeszcze tesciow, moi rodzice tez tesciami nie
      sa...ale wszystko wskazuje na to, ze nie bedzie "rozowo"...
      Mam 24 lata i wspanialego faceta (lat 30). Niedlugo bedzie 4 lata, jak
      jestesmy razem. Ale rozne "dziwne" uklady spowodowaly, ze nasze relacje z
      rodzicami sa zle, nieprawidlowe i nie wroza niczego dobrego na przyszlosc...
      I nie wiem co z tym robic-na poczatku bardzo mnie to wszystko martwilo, w
      ogole kiedys jakos inaczej sobie to wszystko wyobrazalam...teraz juz sie jakos
      przyzwyczailam (nie liczac specjalnie na poprawe) Ale jest mi smutno... :-(
      Moze najpierw o mnie-
      "Wychuchana" jedynaczka- powiedzialabym, ze chyba raczej nie egoistyczna i
      rozpieszczona, (jak to sie zwyklo uwazac), ale za to z rodzicami skrajnie
      nadopiekunczymi, majacymi bardzo malo zaufania do mnie, nie dajacymi dorosnac,
      chowajacymi "pod kloszem"... (pod ktorym coraz bardziej sie dusze :-( )
      Tzw. "dobry dom" -poczawszy od tzw. "poziomu" rodzicow, wyksztalcenia,
      wyznawanych wartosci, (w tym takze religijnosci) oraz rowniez dosc wysoki
      poziom zycia pod wzgledem materialnym...
      Dali mi bardzo duzo milosci i troski-wiem, nie mam na co narzekac...
      Tylko ten totalny brak zaufania, tolerancji... Chociaz sami sa
      przeswiadczeni, "ze kto jak kto, ale oni"? Oni sa ludzmi najbardziej
      tolerancyjnymi, wyrozumialymi i otwartymi na swiecie.
      Tak sobie zylam w tym dosc zamknietym swiecie (wlasciwie bez przyjaciol-bo nie
      za bardzo ich tolerowali, bez imprez-bo nie lubili, kiedy bylam poza domem)
      Do tego wszystkiego doszla ciezka, przewlekla choroba mojej mamy-chciam byc
      jak najwiecej z nia, bo wiedzialam, ze mnie potrzebuje itd. Wiec z wielu
      rzeczy rezygnowalam ze wzgledu na mame...
      I bylam zawsze dla nich, oni dla mnie.
      Pare razy pojawil sie w moim zyciu jakis facet- nie tak bardzo na powaznie-ale
      przy tych paru okazjach przekonalam sie do czego sa zdolni-znow szczegolnie
      moja mama. Mysle, ze nie mogla przyjac do wiadomosci, ze moglabym kogos miec-
      byla strasznie zaborcza, robila histeryczne awantury! To bylo straszne...
      A jezeli juz (troche pozniej-tak w okolicach mojej 20-tki) myslala o facecie
      dla mnie-to wiedziala jaki on ma byc, jak wygladac, jak sie zachowywac-
      podejrzewam, ze nawet myslala o kims konkretnym, kto jej sie podobal. (w
      pewnym okresie ten facet mnie rowniez bardzo sie podobal, ale nic z tego nie
      wyszlo-ale to juz zupelnie inna historia)
      W kazdym razie moja mama miala juz wymarzonego "ziecia" albo przynajmniej
      model takiego ziecia.
      No i w koncu poznalam jego-mojego faceta. Na poczatku wcale mi sie nie podobal-
      ja wyzsza od niego i podobno ladna, on mniejszy, lysiejacy, z brzuszkiem
      itd. ;-) Ale z czasem zblizalismy sie do siebie coraz bardziej, stal sie
      najpierw moim najlepszym przyjacielem, w koncu powstal i dla niego i dla mnie
      pierwszy "prawdziwy", powazny zwiazek. Pierwszy, tak dlugo trwajacy zwiazek.
      Pierwszy zwiazek, w ktorym czuje sie bardzo, ale to bardzo kochana. I z
      wzajemnoscia. Tak wiele juz razem przeszlismy, tak sie "dopasowalismy", ze
      czujemy sie "jednoscia" :-) I jest tak pieknie... Wlasciwie mogloby byc...
      A teraz jego historia-jego rodzice sa ludzmi dosc prostymi, ojciec jest (byl)
      alkoholikiem. Moj facet z powodu tego ojca nie mial lekkiego dziecinstwa. Ale
      mimo to "wyrosl" na wspanialego, madrego, wrazliwego, czulego (dlugo bym tak
      jeszcze mogla ;-))) czlowieka. Przede wszystkim jest dojrzaly. Wie czego w
      zyciu chce. I wierze mu, ze pomimo, ze nie mial pozytywnego wzorca ojca w
      swoim domu, w przyszlosci bedzie sie bardzo staral byc jak najlepszym ojcem.
      Bo rowniez nie widzial zbyt pozytywnych wzorcow zachowania ojca w stosunku do
      jego matki, ale bardzo sie stara w stosunku do mnie...
      Ale jesli chodzi o relacje z wlasnymi rodzicami- on sie na nie zamknal juz
      wiele lat temu. Z ojcem nigdy normalnie nie rozmawial. Z mama rozmawial
      niewiele. Chodzil wlasnymi sciezkami, mial kolegow, wlasne zycie a od rodziny
      (mimo, ze z nimi mieszkal,nadal mieszka) prawie ze sie "odcial"-jak
      twierdzi, "zeby nie zwariowac"-w tym domu, w tej toksycznej atmosferze (jak mi
      opowiadal rozne historie, to wcale mu sie nie dziwie) Ale w konsekwencji-jesli
      chodzi o relacje moje i jego rodzicow-podejrzewam, ze tez nigdy nie beda
      one "normalne"- przedstawil mi mame-kiedys w przedpokoju. Jego mama patrzyla
      na mnie bardzo zyczliwie-mam wrazenie, ze bardzo jej sie spodobalam. Ale
      zamienilysmy jedno "dzien dobry" i na tym koniec. Przedstawil mi ojca, ale
      bardzo przelotnie, rowniez w przedpokoju. I tyle. (tutaj cala historia wydaje
      mi sie podobna do tego, co opisywala pewna dziewczyna-zdawkowe "dzien dobry" z
      przyszla tesciowa i wlasciwie obie sie nie znaly...wiec ja mam to samo)
      Natomiast wiekszy, duuuzo wiekszy problem lezy po stronie moich rodzicow. Jak
      sie zastanawiam, jaka tesciowa bedzie moja mama, to wlos mi sie na glowie
      jezy! :-(
      Ona tak strasznie go nie lubi- zupelnie nie pasuje do tego modelu wymarzonego
      ziecia! Wciaz krytykuje jego wyglad, zachowanie. Wszystko jej w nim nie
      pasuje! I tutaj-niestety,musze to napisac-moja mama traci "klase"-znalam ja od
      zawsze jako osobe taktowna i kulturalna...a jak "wchodzi" na ten temat,
      potrafi sie tak odzywac, ze szczeka mi opada i wlasnej matki nie poznaje! Mowi
      oczywiscie, ze to "mezalians"-ze "kim sa jego rodzice"? ze "kim jest on sam"?
      (pracuje i to bardzo duzo, ciezko i sumiennie oraz konczy studia zaoczne-nie
      uwazam, zeby byl kims gorszym-wrecz podziwiam go, bo wiem, ze trudno mu godzic
      prace z nauka)... Ze "nie pasujemy do siebie"-skad moja mama ma to wiedziec?
      Czy to ona godzinami z nim rozmawia o zyciu? Ze to taki "chlopek-roztropek"-
      cokolwiek moja rodzicielka ma na mysli... Kiedys nawet powiedziala, ze on jest
      przy mnie "rasowej" tylko takim "kundlem"!!! :-O Albo mowi o nim "takie nic"-
      "takie zero"... (MAtka, ktora zawsze wpajala mi szacunek do innych-niezaleznie
      od wyksztalcenia, majetnosci, rasy itd.! Jak jej slucham, to mi tak strasznie
      przykro, ze mozna az tak gardzic kims i az tak ranic wlasne dziecko...-bo
      przeciez chodzi o dwie osoby najblizsze mi na swiecie! :-((( )
      Moja mama mowi wiele takich tekstow...juz nawet nie pamietam. Na poczatku sie
      przejmowalam-probowalam mame przekonywac, wszystko razem prowadzilo tylko do
      awantur... Po jakichs dwoch latach doszlam do wniosku, ze to tylko "walka z
      wiatrakami". Po prostu zaczelam puszczac mimo uszu... Ale nie zawsze i nie do
      konca sie to udaje... Jak moja mama nawymysla mi, "ze na pewno w przyszlosci
      bedzie alkoholikiem, jak jego tatus, albo, ze co gorsza wnuki beda mialy
      sklonnosci alkoholowe i wszystko co najgorsze odziedzicza po "tamtym dziadku",
      ze na pewno "juz w niedalekiej przyszlosci bedzie mnie zle traktowal, bo
      ona "wykryla symptomy", ktore mialyby to przepowiadac i ona mnie nie chce
      straszyc, ale kiedys jej jeszcze podziekuje, ze mnie przestrzegala", jak mowie
      cos o naszym "zwiazku", to prycha i mowi "jaki to zwiazek"? z kims takim i
      zwiazek? to sie nie nazywa zwiazek"...itd (acha, mama regularnie namawia mnie
      do rozstania, do "sprobowania z kims innym", nawet ostatnio uparcie podsuwala
      mi jakiegos faceta, ktory mnie w ogole nie interesowal")
      Wiec jak mi moja mama to wszystko "tlucze do glowy", to zaczynam glupiec
      kompletnie...przygladam sie potem badawczo temu mojemu kochanemu facetowi o
      swietej cierpliwosci, stalowych nerwach i golebim sercu :-) i zaczynam sie w
      nim doszukiwac tych wszystkich ww. paskudnych cech... zdarzylo mi sie, ze
      przez to, co mi nagadala mama, wyladowalam moja frustracje na nim...i
      powiedzialam mu, ze najlepiej byloby, gdybysmy sie rozstali (bo juz nie moglam
      wytrzymac tego gadania mamy...) -cale szczescie, ze on nie dopuscil wtedy do
      tego rozstania.. Zeby oddac cala sprawiedliwosc mojej mamie- kiedy on jest u
      mnie, czasami mami zdarza sie np. robic mu kanapki albo podac
      • lena997 Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 19.01.04, 03:22
        -->>...obiad, bo martwi sie, ze moze jset glodny... Albo zdarza sie jej
        martwic jego stanem zdrowia itd.
        Ale potem znow zieje niechecia (nienawiscia? a moze najbardziej zazdroscia o
        to, ze jakis obcy facet odbiera jej coreczke?)

        Jesli chodzi o bezposrednie relacje moich rodzicow z nim-on przychodzi do mnie
        codziennie, ale rozmawiali ze soba zaledwie pare razy w zyciu. I on byl w tych
        kontaktach sparalizowany. Moja mama grzeczna i mila (- bo przeciez nie
        wypadaloby okazywac jakichs nienajlepszych uczuc!) Ale wyczuwalam, ze mama tez
        byla bardzo spieta. Sytuacje i dialogi skrajnie nienaturalne... Nie wiedzialam
        zupelnie jak im pomoc, jak to wszystko rozladowac. Jak z nim o tym
        rozmawialam, mowil, ze na pewno kiedys to wszystko sie "przelamie", ze na
        pewno bedzie lepiej... Ale mysle, ze pod pozorami tej "uprzejmosci i
        poprawnosci" mojej mamy on wyczuwa, co ona o nim mysli. Dlatego tak sie spina.
        Moja mama natomiast ostatnio "zamknela sie" zupelnie na niego, bo do tej pory
        twierdzila, ze w tych kontaktach miala jeszcze "dobra wole", ale on ostatnio
        jakos zareagowal nie tak, jak sie spodziewala i w zwiazku z tym ona
        juz "odpuszcza sobie wszelkie proby podjecia z nim dialogu"... I koniec. Od
        dluzszego czasu obie strony sie unikaja.
        Acha, ne napisalam o tacie. Tata moglby go zaakceptowac, widzialam pare razy,
        ze jakos nawet nie najgorzej sie "dogadywali" na jakies tam "meskie tematy",
        ale tate podburza mama, wiec tata w najlepszym wypadku nie chce zajmowac
        stanowiska i trzyma sie od tego wszystkiego z daleka, a w najgorszym wypadku
        zaczyna popierac mame...
        No i jeszcze ewentualnosc slubu. Ja od dawna (na dlugo zanim go poznalam)
        bylam nastawiona dosyc buntowniczo do instytucji malzenstwa i powtarzalam, ze
        nie chce slubu. Chcemy byc razem. Juz od paru lat marzymy, zeby byc ze soba,
        dzielic ze soba zycie codzienne, razem zasypiac i budzic sie obok siebie... Na
        razie jednak nie mamy za bardzo warunkow na to, zeby razem zamieszkac. Poza
        tym w oczach mojej mamy "mieszkanie razem" jest niemoralne. Wiec wiem, ze nie
        dalaby mi swojego przyzwolenia. A tymbardziej nie z nim. A co do slubu-to mama
        pewnie jeszcze bardziej by go nie chciala...natomiast ja np. nie wyobrazam
        sobie zupelnie reakcji moich rodzicow na jego rodzine...Mysle, ze po prostu by
        sie ich wstydzili przed nasza rodzina... i jak tu myslec o slubie? W gre
        wchodzi jeszcze dziecko. Coraz czesciej o nim rozmawiamy. Oczywiscie z gory
        wiem jaka bylaby reakcja mojej mamy... Ale moze byloby to jakies rozwiazanie?
        Moze wszystkich by ono zblizylo? Uswiadomilo potrzebe dialogu i wypracowania
        jakichs innych relacji? Bo na dluzsza mete ja sobie tego wszystkiego nie
        wyobrazam... Mam wrazenie, ze zaczynam sama dochodzic do punktu, w ktorym sie
        zastanawiam- "albo on albo oni"...
        A koniecznosc takich wyborow tak bardzo boli-przeciez to sa osoby mi
        najblizsze-osoby, ktore kocham najbardziej na swiecie.

        Mam wrazenie, ze to wszystko jakas paranoja. Ze wszyscy powinnismy isc na
        jakas terapie rodzinna(?)

        I strasznie mi przykro, ze napisalam tak wiele zlego o mojej mamie... To jest
        wspaniala kobieta, bardzo ciepla i dobra. Najlepsza mama pod sloncem. Tylko
        czasami chyba zbyt zaborcza. I nie wszystko wychodzi jej tak, jak by tego
        chciala. Moze nawet sobie tego nie uswiadamia? Wiem, ze chce dobrze... Bardzo
        ja kocham.

        Ps. Watpie, zeby ktos zechcial "przebrnac" przez caly ten moj tekst, ale na
        prawde potrzebowalam to wszystko z siebie wyrzucic! Nie mam z kim o tym
        pogadac, ostatnio mam chyba depresje-prawie wcale nie sypiam, albo sypiam w
        dzien, nie jestem w stanie sie skupic, nie wiem co sie ze mna dzieje, nie wiem
        jak bedzie wygladala moja przyszlosc... Wszystkiego sie boje i mam juz tego
        dosc a nie wiem jak i co zmienic...

        W kazdym razie
        Zycze Wam wszystkim dobrych tesciow oraz tesciowych. Oraz duzo wyrozumialosci
        i taktu.
        Zycze wszystkim tesciom dobrych zieciow i synowych. Oraz duzo wyrozumialosci i
        taktu.
        I zastanowcie sie czasem czy na prawde zalezy Wam na szczesciu Waszego
        dziecka? A jezeli tak, to dajcie temu dziecku dorosnac i samemu decydowac o
        swoim szczesciu...
        • dagg Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 24.01.04, 19:32
          Myślę, że powinna to wszystko przeczytać Twoja mama.
          Więcej napisałam Ci na skrzynkę na gazecie.
          Pozdrawiam i życzę cierpliwości i spokoju.
          Dagmara

          Jeszcze się taaam żagiel bieli...
        • odalie Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 02.02.04, 01:47
          Lena, Ty musisz żyć _swoim_ życiem.

          Bierz ten ślub albo go nie bierz (ale nie unikaj ślubu na złość syetmowi
          wartości mamy!), postaw mamę przed faktem dokonanym. Czasami trzeba. Nie można
          mieć ciastka i go zjeść.

          Przemyśl sobie _swoje_ życie. Jeśli są wątpliwości, to niech będą tylko Twoje.
          Sorriii, teraz powiem coś brutalnego i może ktos mi za to przywali, ale Twoja
          mama w zasadzie jest już u schyłku życia, natomiast Ty, Twój mężczyzna i wasze
          dziecko to przyszłość! Nie oglądaj się w tył.

          Chociaz z drugiej strony zastanów się, czy to co lubisz, co robisz, nie wynika
          z buntu, z przeciwwstawienia się. Bo już nastolatką nie jesteś.

          Ale co ja gadam. Dasz sobie radę, idziesz dobrą drogą skoro widzisz, co nie tak
          i chcesz to naprawić. Trzymaj sie!!!
          • lena997 Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 16.03.04, 16:03
            Hej! Bardzo Wam dziekuje za Wasze zainteresowanie i za wszystkie Wasze zyczliwe
            slowa :) W sumie nie spodziewalam sie, ze w ogole sie mna zainteresujecie...
            To, co napisalam, bylo podyktowane potrzeba wyrzucenia tego wszystkiego z
            siebie, wyzalenia sie...i takie to bylo dlugie i nudne ;), ze nie spodziewalam
            sie, ze ktos w ogole zechce to przeczytac... Ale serdecznie dziekuje za Wasze
            reakcje. W sumie idac troche za Wasza rada, postanowilismy zrobic pewien krok i
            dac znac moim rodzicom (szczegolnie mojej mamie), ze nasz zwiazek traktujemy
            powaznie. I wlasnie sie zareczylismy. Ale nie chwalilam sie tym od razu, bo juz
            po fakcie normalnie stchorzylam-wyobrazilam sobie reakcje mojej mamy...i
            postanowilam poczekac az sama sie domysli...Nie wiem, moze to blad? Moze
            powinnam byla sama do niej przyjsc i o tym powiedziec? W kazdym razie nie
            pomylilam sie- zauwazyla pierscionek, zapytala z jakiej to okazji... kiedy jej
            powiedzialam, byla wciekla... W sumie najpierw smutna...powiedziala, ze caly
            czas liczyla na to, ze jednak do tego nie dojdzie, ze sie rozstaniemy, ze
            jeszcze bede z kims innym...ze "jakbym nie byla taka bierna, jakbym bardziej
            aktywnie kogos innego szukala"itd...(ona przez 4 lata jeszcze nie zrozumiala,
            ze ja juz od dawna nikogo nie szukam??? Ze mam wspanialego, czulego,
            kochajacego faceta i na prawde nie jest mi potrzebne do szczescia, zeby
            byl "bardziej przystojny", jak to sobie wymarzyla moja mamusia...) Potem
            powiedziala, ze jest bardzo rozczarowana. A na koniec nie wytrzymala i zaczela
            krzyczec: "Przez cale zycie tak nam "dajesz w dupe""... :-(((( Zachowalam zimna
            krew i powiedzialam tylko, zeby wiedziala, ze pewne decyzje zyciowe beda tylko
            moimi... Ale tak strasznie mi przykro, bo zawsze sobie wyobrazalam, ze rodzice
            dziecku gratuluja zareczyn, ciesza sie jego szczesciem, ze w takiej sytuacji
            przynajmniej zachowuja sie jakos bardziej zyczliwie... Co ja o tym wszystkim
            mam myslec? Wiem, powiecie znowu, ze jestem dorosla itd. ale mieszkam z
            rodzicami i jestem z nimi bardzo zwiazana emocjonalnie i to, co oni robia
            bardzo mnie rani...Niestety moja mama chyba w ogole nie chce przyjac do
            wiadomosci, ze jestem autonomiczna i juz dorosla jednostka, zdolna do
            podejmowania wlasnych decyzji i odpowiedzialna za wlasne wybory. Nie wiem...
            Mam sie wyprowadzic od rodzicow w atmosferze awantury i sklocona z nimi? Bo
            inaczej, jak tylko wielkiej awantury, sobie ich reakcji na moja wyprowadzke nie
            wyobrazam... (pomijajac to wszystko, ostatnio rodzice z powodu braku akceptacji
            jeszcze innych moich wyborow (jesli chodzi o studia)zaczeli sie na mnie
            wyzywac, ponizac mnie, podwazac juz nadwatlone poczucie mojej wartosci, dajac
            mi odczuc, ze im przeszkadzam, tak, ze w koncu wpadlam w depresje i w ogole
            odeszla mi ochota do zycia...czuje, ze wszystko sie wali, ale nie mam sily
            niczego zmienic, bo ciagle zastanawiam sie nad tym, by robic wszystko tak, by
            sparwiac im jak najmniej klopotu, jak najmniej ich rozczarowac soba itd. z tym,
            ze oni i tak uwazaja, ze nie moglo ich spotkac "gorsza kara", jak to, ze maja
            mnie za corke...) Czuje sie jak w pulapce...Blagam, niech ktos mi powie czy
            przechodzil przez cos takiego? A jesli tak, to skad wzial sile na to, zeby w
            swoim zyciu cos zmienic? Bo z dnia na dzien czuje sie coraz
            bardziej "sponiewierana psychicznie"... (I gdyby nie to, ze podtrzymuje mnie na
            duchu moj chlopak, pewnie juz dawno calkiem bym sie zalamala)
            • lena997 Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 16.03.04, 16:19
              ps. Chcialam jeszcze tylko dodac, (nie pamietam czy o tym wczesniej juz
              pisalam), ze moja mama sama przezyla (wlasciwie do tej pory przezywa) brak
              akceptacji ze strony rodziny mojego taty.
            • lena997 Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 16.03.04, 16:23
              ps. Chcialam jeszcze tylko dodac, (nie pamietam czy o tym wczesniej juz
              pisalam), ze moja mama sama przezyla (wlasciwie do tej pory przezywa) brak
              akceptacji ze strony rodziny mojego taty. Moi dziadkowie ze strony taty mojej
              mamy nie lubili i dawali jej to odczuc. Nawet do tego stopnia, ze chcieli
              rozbic malzenstwo, doprowadzic do rozwodu, bo wymyslili sobie, ze moja mama nie
              jest dla nich wystarczajaco dobra synowa (tzn. nie spelniala ich wymagan, bo
              np. nie byla lekarka ani prawnikiem)... Wiec moja mama jak nikt inny, moglaby
              zrozumiec, ze jej zachowanie jest wlasciwie podobne i chyba dobrze wie, ze nie
              przynosi ono niczego dobrego... A moze tego nie widzi? Nie rozumie?
              • orvokki Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 17.03.04, 09:49
                Pewnie nie widzi i właśnie dlatego tak ostro to wszystko przebiega - może ona
                rzeczywiście nieświadomie odgrywa własne krzywdy. Moze powinnaś jej na to też
                zwrócić uwagę.
                Łatwo się mówi, trudniej zrobić, ale najlepiej byłoby dla Was, gdybyście mogli
                zamieszkać osobno, żebyś wyprowadziła się od rodziców. Postaraj się nie
                wplątywać w kolejne awantury, a spokojnie powtarzać raz po raz swoje: że Ci z
                nim dobrze, że jesteś dorosła i to Twoje życie, które masz prawo przeżyć po
                swojemu. Jeśli w bezpośredniej konfrontacji zawsze kończycie na wrzaskach, to
                może spróbuj do mamy napisać list, taki jak napisałaś tutaj - o tym, jak
                odbierasz jej zachowanie, o tym, że jest dla Ciebie ważną osobą i zawsze
                będzie, ale to nie znaczy, że ma prawo decydować o Twoim życiu... że pragniesz
                dobrych kontaktów z rodzicami, ale nie za cenę utraty kogoś, kogo kochasz.
                Nie daj się rodzicom wkręcić w poczucie winy. To co robisz, to nie jest żadna
                zdrada wobec nich, nie jest to nic złego, nie jest to czarna niewdzięczność -
                tak to w życiu jest, ono idzie swoim torem, nie zawsze tak, jak planujemy. Masz
                prawo do swojego życia, zasługujesz na to, by być z kim chcesz.
                i nie bój się, oni w końcu muszą to zaakceptować. Ale Ty też musisz trochę
                przeciąć pępowinę i nie pozwalać, by wpływali na to, jak postrzegasz swojego
                mężczyznę, czy wtrącali się w Wasze relacje.
                • lena997 Re: Moja mama jako ew.przyszla tesciowa :-((b.dlu 17.03.04, 12:06
                  Dziekuje Ci za madre slowa :) Napisalam tutaj wczoraj, dlatego, ze chcialam sie
                  gdzie "wyplakac", bo po prostu bylam tak strasznie rozgoryczona reakcja na te
                  nasze zareczyny, bylo mi smutno i zle...chociaz z drugiej strony od dawna
                  wiedzialam, ze tylko takiej reakcji moglam sie spodziewac :-( Ale po tych
                  chwilach, kiedy jest zle, atmosfera sie poprawia, moja mama potrafi byc rowniez
                  bardzo serdeczna i ciepla i wtedy mam wyrzuty sumienia, ze oskarzalam ja o te
                  wszystkie zle uczucia, ze mialm do niej zal...I wtedy tym bardziej nie mam juz
                  sily nic zmieniac... Ale wiem, ze zmiany sa konieczne, ze moi rodzice w koncu
                  kiedys musza dojrzec do tej sytuacji, do tego, ze jestem dorosla i mam prawo do
                  wlasnego zycia, bo niedlugo juz nikt z nas nie bedzie juz mogl wytrzymac w
                  takim domu, w takiej atmosferze...Jesli chodzi o ten pomysl z listem, to sama
                  juz o tym myslalam, zeby mamie pokazac chocby fragmenty tego, co napisalam
                  powyzej...moze pomogloby jej to zrozumiec co czuje, co mysle. Zastanowie sie
                  nad tym czy rzeczywiscie tego nie zrobic. W kazdym razie bardzo dziekuje Ci za
                  wsparcie :) Serdecznie pozdrawiam
    • magda1711 Re: Tesciowe kontra synowe... 24.03.04, 15:14
      Ja nawet nie mam siły żeby opisać moje relacje z teściową...:/ J już sobie
      tylko pomyśle to robi mi się niedobrze i zbiera na wymioty!!!!!!MAM DOŚĆ,ŻE JAK
      TYLKO POMYŚLE O SPOTKANIU Z NIĄ TO CAŁA JESTEM ROZTRZĘSIONA:((((( Jeszcze
      trochę a dopadnie mnie nerwica! W niedzielę(czyli już niestety za 4 dni)idziemy
      do niej bo ma urodziny. Boję się że tak w pewnym momencie wybuchnę że
      rozbryzgne się po ścianach... Może to zbyt drastyczne ale ja już naprawdę nie
      mogę, nie mogę... :(
    • monikagb Re: Tesciowe kontra synowe... 01.04.04, 14:19
      a moja tesciowa - tez mam na nia wysypke... Oczywiscie moje dziecko jest
      niedokarmione, jak tylko do niej przyjezdzamy od razu zaczyna mala karmic. Bez
      przerwy, skonczy zupe, juz daje banana, nie chce banana, to jablko, nie jablko,
      to wafelka, nie wafelka to chlebka z szynka, a moze kielbaske. I ciagle tylko,
      ze to dziecko nic nie je. Na szczescie corka nie pozwoli sobie wmuszac
      jedzenia, bo juz sobie wyobrazam jaki bylby z niej grubasek dzieki babci. Za
      moimi plecami daje dziecku rzeczy na ktore ma alergie, co mnie doprowadza do
      dzikiej pasji, na szczescie nie musze jej zwracac uwagi, bo robi to maz.
      Dziecko jest rowniez zle ubrane - jak jej pokazalam sukienke jaka kupilam na
      Swieta od razu powiedziala, ze ona musi kupic jakas ladniejsza (maz jej ten
      pomysl wyperswadowal)
      A jej synek - tez biedak schudl bardzo (moim zdaniem przytyl...) jak tylko
      przyjezdzamy ona wyjezdza na stol z setka polmiskow i ciagle powtarza "najedz
      sie dobrze" tak to odbieram jakby w domu brakowalo jedzenia. Oczywiscie przez
      caly czas wizyty jest rozmowa na temat tego jak bardzo ona jest przepracowana i
      zmeczona (ciekawe kto jej kazal tyle szykowac?) Jak mowie, ze moge do niej
      przyjechac i pomoc, to mowi ze nie trzeba, ona sobie juz wszystko zrobila i
      nie ma juz nic do pomocy.
      Ostatnio umawialismy sie na swieta, ona mowi, zebysmy przyjechali juz w
      piatek. Ja na to ze musze pomoc w przygotowaniach babci i mamie (mieszkamy
      razem w jednym, duzym domu) ona mi mowi, ze to wstyd zebym miala pomagac dwom
      babom, kiedy ona musi sobie poradzic sama.
      O Boze tych historii jest tysiace, tylko krew sie ciagle w zylach burzy...
    • trzy30 Re: Tesciowe kontra synowe... 21.04.04, 22:09
      Witam miłe Panie!
      Już mi oczy bolą od czytania wszystkich postów:)))
      Powiem tylko tyle, że ja wogóle nie mam teściowej bo zmarła ponad rok przed
      naszym ślubem a i tak słabo ją znałam-widziałam ze 4 razy i może z raz
      rozmmawiałam...i tak się nieraz zastanawiałam czy to dobrze czy źle że jej nie
      ma.........\Pozdrawiam:))
      Ps. Słyszałam że miła była:)
    • jagusia7 JAKI CUDOWNY WĄTEK!!!!!!!!!!!!! 22.04.04, 19:20
      Wrzeszcie mogę napisać całą prawdę o mojej teściowej(wrrr)!
      Kiedy ją poznałam, byłam zachwycona! Miła, dobra, chce rozmawiać,wszystko ją
      interesuje, sama mi się zwierza, no i cieszy się, że jestem w ciąży!(Moi
      rodzice nie cieszyli się-łagodnie mówiąc) Cud nie teściowa, myślałam sobie
      wtedy...O, Święta Naiwności!
      Po porodzie zaraz przyjechała, stwierdziła, że ona sobie rozłoży łóżko polowe w
      kuchni i dopilnuje, żeby wnusiowi krzywda się nie stała. Odmówiłam grzecznie,
      że my sami sobie spróbujemy. Obraziła się. Po jakimś czasie spytała, jak długo
      zamierzam karmić piersią, bo przecież zaraz po wakacjach(byliśmy na drugim roku
      studiów) MAMY zawieźć małego do niej, oczywiście możemy RAZ w miesiącu
      przyjeżdżać, przecież musimy dziecko widywać...No i wyszło szydło z worka!
      Dlatego była taka dla mnie miła, bo miała obsesję na punkcie dziecka i
      ubzdurała sobie, że ze względu na nasze studia powierzymy opiekę nad synkiem
      jej. Dość gwałtownie zaprotestowałam, no i zaczęło się...Próbowała rozbić moje
      małżeństwo, kiedyś nakryłam ją, jak opowiadała mojej szwagierce jakieś
      niestworzone rzeczy, które ja jej rzekomo powiedziałam(różne brzydkie słowa,
      których raczej nie używam). Potem było jej głupio, ale udawała, że się nic nie
      stało...A szwagierka nie rozmawia ze mną do dzisiaj(zresztą ona to osobny
      temat). Poza tym okazało się, że różne informacje, które wyciągnęła ze mnie
      przed ślubem(a ja jej mówiłam, bo myślałam, że z życzliwości pyta),
      rozplotkowała dalej, całej rodzinie i znajomym...Poza tym, zaczęła mnie
      zwalczać, bo do kościoła nie chodzę, mój mąż też przy mnie przestał. A ona sama
      chodzi tylko dlatego, żeby sąsiedzi widzieli,jak ją kiedyś zapytałam o czym
      było kazanie, to nie umiała powiedzieć.
      Ostatnio była u nas pierwszy raz od kiedy przeprowadziliśmy się do mojego
      dziadka. Obejrzała sobie mieszkanko, popadła w zachwyt, który wydał mi się
      trochę podejrzany. Potem mąż, który ją odwoził, powiedział mi, że swierdziła,
      że dziadek ma strasznie "kiczowate i badziewiaste" mieszkanie, że wstyd, że
      musimy tam mieszkać!!! Kurczę, jak jej się nie podoba, to niech nam lepsze
      kupi, nigdy ani grosza nam nie dała(nie wymagam tego zresztą, ale niech nie
      krytykuje). Odgryzłam jej się, bo niedawno dostałam od niej serwetki, które
      skomentowałam:"dziękuję, będą pasowały do naszego kiczowatego mieszkania"
      (wredota ze mnie:)) Spiekła raka, więc chyba zrozumiała aluzję.
      O tym, że w poprzednim mieszkaniu potrafiła nam zrobić przemeblowanie podczas
      naszej nieobecności, a potem miała pretensje, bo się nie cieszyliśmy, już nawet
      nie wspomnę...
      Cały czas krytykuje wszystko co robię(najczęściej do mojego męża, bo mnie się
      trochę boi:)
      No i odkąd mały skończył pół roku, wmawia mi, że najwyższy czas na drygie
      dziecko(ciekawe, że nie ona nam daje pieniądze na utrzymanie tego jednego)
      Jeżdżę tam tak rzadko, jak się da, nawet na Wielkanoc nie pojechałam i barzdzo
      się cieszę.
      Pozdrawiam wszystkie żony, matki, kochanki i synowe(obecne i przyszłe, a także
      eks)
    • z_megi Re: Tesciowe kontra synowe... 22.04.04, 21:33
      Witam!
      Ja swoją synową wygrałam chyba na loterii.Jest naprawdę wspaniała.Znamy się już
      8 lat a od 5-ciu jestem jej synową i jak do tej pory złego słowa na nią nie
      mogę powiedzieć. Nie wtrąca się do naszych spraw, a pytana o poradę daje
      naprawdę dobre płynące prosto z serca rady. Mamy 1,7 m-ną córeczkę, którą odkąd
      poszłam po macierzńskim do pracy opiekuje się.Przychodzi do nas codziennie ok
      7,30 i do 16,00 opiekuje się ( naprawdę dobrze małą).Teść też nie powiem okazał
      się wspanialym dziadkiem a córcia go uwielbia i świata poza nim nie widzi.
      Także jestem naprawdę szczęśliwa że mam takich teścióe i życzę żeby innym też
      tak się ułożyło jak mi.

      Pozdrawiam Magda
    • gabrysia125 Re: Tesciowe kontra synowe... 11.06.13, 10:54
      witam ,mieszkam z teściową pod jednym dachem już 20lat ,naprawadę nie jest lekko.Kiedy byliśmy młodym małżeństwem wprowadziliśmy się do teściów zaraz po ślubie teściowa na początku była miła. W domu było mało miejsca więc z mężem postanowiliśmy rozbudować dom na piętrze zrobiliśmy trzy pokoje i łazienkę niestety na kuchnię nie było miejsca. We wspólnej kuchni z teściową gotowałam obiady ja przez cały tydzień teściowa w niedziele, piekłam ciasta załatwiałam sprawy związane z budową domu ,w międzyczasie urodził się syn wtedy dopiero się zaczęło ,gdy syn zachorował na przeziębienie lub zapalenie oskrzeli zawsze mnie obwiniała ,że coś robiłam nie tak, i ja jestem winna że dziecko jest chore ,a przecież małe dzieci często chorują bardzo dbałam o synka chodziłam na spacery ubieraałm go zgodnie z pogodą później urodziłam jeszcze dwoje dzieci i jeżeli któreś z nich zachorowało zawsze byłam za to obwiniana ,mimo iż się starałam. mąż prowadził firmę ja będąc w domu pomagałam mu z dokumentacją, czasami musiałam pojechać do biura aby coś załatwić i zrobić zakupy, w tym czasie teściowa opiekowała się dziećmi ,w godzinę czy dwie musiałam się uwinąć ,a musiałam pojechać do 14 km oddalonego miasta szybko wszystko załatwiłam i przyjechałam po dwóch godzinach do domu to już miałam awanturę gdzie tak długo byłam.Mój dzień za dniem wyglądał tak samo rano sprzątanie ,gotowanie ,opieka nad dziećmi , pranie prasowanie i prowadzenie dokumentacji na niedzielę i jak były rodzinne uroczystości piekłam ciasta.Mijały lata jednak moja teściowa była coraz gorsza jak sobie coś nowego kupiłam raz za dwa miesiące, to mówiła poco kupuję ubrania przecież mam ubrania i powinnam oszczędzać a nie wydawać pieniędzy na siebie .Cały czas się czegoś czepia a to dlaczego piorę firanki teraz a nie za dwa tygodnie bo jest święto,a to dlaczego tak dużo piorę,a to mi się wtrącała do pieczenia ciast mimo że sama nie umiała piec ,a to dlaczego gotuję obiad na 13 a nie na 12, a to dlaczego odrazu po zmywaniu nie wytarłam naczyń ze suszarki,jak wychodziłam do kościoła na mszę 20 min przed mszą a do kościoła miałam 5 min, to krzyczła że nie umiem nigdzie zdążyć że powinnam wyjść szybciej ,jak kopałam grządki w ogródku to po przyjściu do domu mówiła dlaczego zajęło mi to tyle czasu i nie zrobiłam tego szybciej. W domu dużo rzeczy robię sama bo mąż jest ciągle zajęty, gdy sama sobie tapetuję czy maluję pokój to się czepia dlaczego to tak długo trwa a raptem dwa dni zajmuje mi wymalowanie lub tapetowanie łącznie ze sprzątaniem.W zeszłym roku gdy miałam z moim 15 letnim synem wizytę u lekarza w opolu pomyślałam ,że zabiorę teściów i pójdziemy do zoo chciałam im zrobić przyjemność, bo teściowie praktycznie nigdzie nie chodzą tylko siedzą w domu, i co się okazało w tym roku miałam to wypomniane ,że w tym zoo nic niema ciekawego a te zwierzęta są obrzydliwe jedynie żyrafa była fajna i nie wie co my widzimy w tym zoo.(a zoo w opolu naprawdę jest fajne po powodzi odnowione jest wiele ławeczek mostków, ładne wybiegi naprawdę super, a teściowej się nie podobało.) mieszkamy na piętrze co chwila o coś z dołu woła zamiast przyjść i porozmawiać ,a ja jak jestem w innym pokoju to czasami zaraz nie usłyszę to ma do mnie pretensje że specjalnie jej nie odpowiadam ,a ja co mam na każde jej zawołanie stać na baczność albo odrazu zejść na dół bo jej się coś błachego przypomni ,albo coś jej się nie podoba i mam wysłuchiwać jej żali do nie,a przecież mam też swoje zajęcia od których czasami odrazu nie da się odejść, a przecież jej mówiłam nie raz ,że odrazu czasami nie słyszę i jak chce porozmawiać albo coś potrzebuje poprostu ma przyjść i porozmawiać a nie krzyczeć przez pół domu.Nie wiem o co jej chodzi ciągle szuka dziury w całym, żałuję że z nią zamieszkałam ,połowę życia mam zmarnowane przez tą kobietę, mało tego ciągle mi mówi że to ja jestem winna wszystkich kłótni,a ja zawsze byłam spokojną kobietą jednak jak się trochę nazbiera to powiem jej co myślę to się do mnie nie odzywa kilka dni. Ciągle mówi mi że nic nie potrafię dlatego trochę się zagubiłam , spadło mi poczucie mojej wartości. DLATEGO PRZESTRZEGAM WSZYSTKIE MŁODE MĘŻATKI nigdy nie mieszkajcie z teściowymi ani z rodzicami czasem warto mieć domek ciasny ale własny i robić w nim co się chce ,kiedy się chce i jak się chce.
      Nie wiem jak dalej postępować czy naprawdę jestem taka zła, czy to może moja wina, sama już nie wiem ,najgorsze jest to że dzieci są częstymi światkami tego wszystkiego i już się zdążyły przyzwyczaić do zrzędliwej babci ,i nie lubią z nią przebywać jedynie podczas wspólnego niedzielnego obiadu.dlatego że je szantażuje, że nie da im cukierków lub kieszonkowego na wycieczkę np. jak nie pójdą do kościoła na nabożeństwo lub jak jej odpowiedzą nie tak.Teściowa jest bardzo religijna i codziennie chodzi do kościoła czasami i dwa razy bo ma czas jej życie toczy się tylko kościół i dom ,nie lubi nigdzie pojechać jedynie na rowerze wkoło wioski w której mieszkamy nie ma żadnych przyjaciół do których by chodziła na kawę czy pogawętkę dlatego czasami myślę że ona poprostu chce żyć moim życiem bo swojego jakoś nie udało jej się ułożyć i może mi zazdrości że świetnie dogaduję się z moimi dziećmi a siostra męża i jej córka która mieszka w Niemczech nie przyjedzie jej odwiedzić nawet raz za 5 lat nawet na złotym weselu teściów nie była ani żadnej innej ważnej uroczystości rodzinnej mimo iż nieraz była zapraszana zawsze się wykręcała aby nie przyjechać.
      • marynica Re: Tesciowe kontra synowe... 10.07.13, 00:11
        A ja będę miezkać z synową...... Tak się życie ułożyło....
        Ale niestety ona mnie nie lubi i ja jej nie lubię.
        Jak więc żyć???????
        • horpyna4 Re: Tesciowe kontra synowe... 10.07.13, 08:42
          Ale dlaczego macie razem mieszkać? Nie wyobrażam sobie takiej konieczności, napisz coś więcej.
      • mayya2 Re: Tesciowe kontra synowe... 17.08.13, 01:58
        Czy ten watek trwa juz 10 lat????- Chcialam tylko zacytowac co napisalam o tesciowej na innym watku 14 miesiecy temu. Nie chce pisac co bylo potem. Mamuska jest w Polsce a i tak manipuluje synkiem (skype, facebook, wiadomosci textowe przez telefon, etc.) Nie chce mi sie pisac...moze kiedys......

        Dlugie i napisane w czerwcu 2012:

        Nie udzielam sie zbytnio na forum ale juz wielokrotnie chcialam sie wyzalic i przestrzec wszystkie dziewczyny przed zawiazywaniem bilskich stosunkow z tesciowa. Wraz z mezem mieszkamy za granica. Tesciowej 2.5 roku temu zmarl maz a rok temu Matka. Mieszka z corka z ktora sie non-stop kloca. Moj maz byl/jest jej ukochanym syneczkiem. Tak jak mowie, jesli juz widzialam tesciowa to byly to sporadyczne wizyty u nas podczas ktorych zawsze dochodzilo do klotni gdzie tesciowa zawsze murem stawala za swoim syneczkiem a na mnie ciskala jadem. Mamy 2 dzieci i zdecydowalismy sie, ze tesciowa ktora ostanio poszla na emeryture przyjedzie i zajmie sie wnukami. Sama tego chciala po przejsciu na emeryture. Jest u nas juz 9 miesiecy i za tydzien wraca. Sluchajcie, podczas tych 9 miesiecy popadlam w depresje, nerwice i mam stany lekowe. Nie wspomnie juz o tym, ze od miesiaca mam bol w klatce piersiowej. W naszym malzenstwie sa 3 osoby. Do wszystkiego sie wtraca, wygaduje na mnie glupoty. Maz nigdy nie rwal sie do pomocy i wiekszosc obowiazkow przy dzieciach, domu, ogrodku zawsze spadala na mnie. Dodam, ze pracuje na caly etat i mam stresujaca prace. Odkad jestesmy razem, zawsze probowalam meza prosic o pomoc. Synek zostal wychowany na meza ktory nie ma prawa nic robic tylko po przyjscu z pracy walnac sie na kanape przed tv i jeszcze powinien dostac obiad pod nos i na tym jego rola w domu sie konczy. Odkad przyjechala tesciowa, ciagle miala pretensje, ze mu cos kaze robic, ze mu kaze isc na spacer z dziecmi lub kosic trawe. Jak tylko o cos prosilam, to sama rzucala wszystko i leciala wyreczajac synka. Synek zaczal stawac za nia murem bo nic nie robil a mamusia mu wszystko podstawiala pod nos. W koncu zaczeli sie przeciwko mnie namawiac. Ta mi wygadywala rozne rzeczy kiedy on byl w pracy, potem w weekendy razem jezdzili na wycieczki podczas ktorych robila mu pranie mozgu. Kilka dni pozniej ten wygadywal mi te same rzeczy ktore mowila mi wczesniej jego mamuska. W weekendy zaczeli zabierac dzieci i wyjezdzac na wycieczki tak jak rodzina. Maz dostal awans ale detale zna mamusia. Po awansie i podwyzce otworzyl nowe konto na ktore mu splywa wyplata i nawet nie wiem ile zarabia. (on placi za dom, ja za oplaty i teraz jak ona wyjedzie, zaczne placic prawie cala pensje na przedszkole dla dzieciakow). Maz stal sie agresywny i nawet zaczal na mnie podnosic reke. Zaczal mnie wyzywac i kazal mi w...c z domu przy swojej mamusce. Dzisiaj jechali na wycieczke razem, wspaniale malzenstwo, powiedzialam, zeby zostawili w ten upal dzieci bo jest 40 stopni i nie musze 200-300 km siedziec w samochodzie to tesciowa wyskoczyla na mnie z geba. Kazalam jej isc na gore, ubierac sie i wychodzic i nie odzywac sie do mnie. ta w moim wlasnym domu powiedziala, ze jestem idiotka i jestem chora psychicznie. Ona mi odbierze dzieci, pojdzie do szkoly i nagada na moj temat. Powiedzialam do niej ma Pani (po tym jak mnie wyzwala) dwoje dzieci wiec prosze je wyzywac i sie do mnie wiecej nie odzywac. Jego matka nie ma juz nikogo, chce mi odebac dzieci i swojego syneczka. Chce tu przyjechac bo w Polsce nie ma co robic, przejac moje dzieci, opieke nad swoim syneczkiem a mnie wyrzucic z domu. Kazalam jej sie nie odzywac i poszlam do pokoju. ta za mnia krzyczac, ze jestem chora psychicznie. Powiedzialam jej, ze chora psychicznie to ona jest (bierze jakies leki przeciw depresji) i zeby przez ten ostatni tydzien sie do mnie slowej nie odzywala i ze nie chce jej wiecej widziec na oczy. Niech wraca do swojej corki do Polski (ktora ma problemy z alkoholem) i niech sie nia zajmuje. Dziewczyny, skoro jestem idiotka, psychicznie chora, jak przez ponad 5 lat wychowalam dzieci, praktycznie sama bo maz sie nigdy nie rwal do pomocy. Skoro jestem psychicznie chora jakim cudem mam dobra prace za granica, jakim cudem skonczylam studia, porobilam kursy i praktycznie sama ogarnialam nam zycie. Maz nawet nie wiedzial na poczatku do ktorej szkoly dzieciak chodzi. T. wraca do Polski. Co ja mam zrobic? Wyprala mu mozg. On juz nie jest tym samym czlowiekiem. Jestem sama, gdybym miala rodzicow, na pewno juz dawno spakowalabym walizki, dzieci i uciekla a tak nie mam dokad.......jesli sie wyprowadze, nie stac mnie na mieszkanie bo prywatne przedszkole pochlania prawie cala moja pensje (tutaj nie ma panstwowych przedszkoli)......ja juz polozylam krzyzyk na tym malzenstwie i synkowi zalezy, zeby mama tu byla i sie nim opiekowala....sorry za dlugi email ale po prostu musialam sie wygadac.....nigdy nie myslalam, ze cos takiego moze mi sie w zyciu przydarzyc. Moze ten email jest chaotyczny ale tutaj nie da sie wszystkiego opisac...moze kiedys napisze po prostu ksiazke przez jaki horror przeszlam w swoim wlasnym domu. Gdyby synek byl za mna, ona w zyciu nie mialaby odwagi, zeby sie do mnie przyczepic. Zaczyna sie do mnie przyczepiac kiedy synek jest obok niej na dole. Jak synka nie ma, to siedzi w swoim pokoju. Przychodze z pracy, tez sie do niej nie odzywam i nie kloce. Ona jest odwazna kiedy synek jest w poblizu.

    • nowa_nudziara Re: Tesciowe kontra synowe... 12.07.13, 11:13
      ;) - Jest takie powiedzenie,że.... te teściową jak i męża trzeba umieć sobie "wychować"... A skoro doszłyście jakoś do porozumienia,sądzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Tą "miłość" trzeba niestety swojej teściowej czasami okazywać,niech wie,że jest ważną osobą w Waszym życiu.Bo podejrzewam, że jeszcze nie jeden raz będziecie z jej pomocy w swoim życiu korzystali,lepiej więc podsycać tę "miłość" a co za tym idzie dobre stosunki. Na spokoju w rodzinie wychodzi się przeważnie okey.Powodzenia.
    • megamocny191 Re: Tesciowe kontra synowe... 21.08.13, 14:09
      Looknijcie na pomesku.org.pl
      Bardzo dobre forum;)
Pełna wersja