teściowa :( moja największa zmora...-długie

15.10.06, 11:25
jw
przed ślubem był ok, gadałyśmy bardzo często byłam u mojego P.
gdy zaczęliśmy planować ślub (już tak całkiem na serio - z wyborem orkiestry,
kamerzysty itd.) coś zaczęło się psuć.
nadal przychodziłam, choć już żadziej, bo nie było jakiegoś
takiego "przyciągania" jak na początku :/
gdy spotkaliśmy się wszyscy (my, moi rodzice i teściowa), by ugadać
ostateczne sprawy związane ze ślubem i weselem ona nagle zaczęła jakieś
dziwne aluzje rzucać w kierunku moim i moich rodziców :/
bardz, ale to bardzo mi sie nie spodobało, doszło do niezłej kłótni, po
której między mną a P. zaczęło się coś psuć (dzięki staraniom mojej kochanej
teściowej)
unikała nas jak diabeł wody święconej, no ale w końcu nadszedł ten upragniony
przez nas wszystkich dzień, prócz niej
była przeciwna całemu weselu, tylu gościom (55 osób - to aż tak dużo???) i w
ogóle nic jej nie pasowało.
potrafiła wydzwaniać do mojej mamy z takimi pierdołami, że masakra - np. P.
wyłożył za mnie zaliczkę na kamerzystę i gdy tylko miałam pieniądze to mu je
oddałam, wtedy ona zadzwoniła do mojej mamy z wielką awantura, że co aj sobie
wyobrażam ???
w ogóle planowała za nas wszystko, nie doło,żyła grosza ani nic - nawet
odrobiny wsparcia
a co zrobiłą po weselu, chodziła z głową uniesioną powyżej wszystkich i
rozpowiadała na około jakie to ona piękne wesele swojemu P. zorganizowała
(?????)
i wtedy się zaczęły dopiero akcje :/
jak przychodzę do niej z P. (bo tak trochę nie wypada) jest ciągle a może P.
chcesz kawki, a może P. to, może P. tamto :(
czasami, aż mi jest przykro, czuję się jak powietrze...
gdy bylismy tam ostatnio to uśmiechała się przez łzy, że przyszłam razem z P.
(no niestety nie mogłą nagadać P. jaka to ja jestem zła i okropna:/), przez 2
h co tam byliśmy spytałą się mnie czego się napiję i koniec, potem zadzwoniła
jej córka i mówi, że jest P. u niej a po chwili tak z nią... rozmawiał z nią
na temat przeprowadzki, oczywiście już wtrąciła jak to ma zrobić, ale ona mu
niczego nie narzuca (????)
dzień później zadzwoniła do P. i powiedziała mu, że ona go już powoli zacznie
pakować, żeby miał mniej do pakowania. w ogóle zgubiła klucze i zabrała jego
no a teraz nie ma czasu, żeby dorobić.
a najlepszy tekst to puściła u mojej bratowaej na urodzinach - JUŻ SIĘ
WSZYSTKICH DZIECI POZBYŁAM Z DOMU, TO TERAZ MOGĄ SIĘ ZE MNĄ UMAWIAĆ PRZEZ
TELEFON, JEŚLI OCZYWIŚCIE BĘDĘ MIAŁA CZAS!!!!!!!!
jak tak można powiedzieć do własnej córki, poprostu koszmar

przepraszam,że takie długie, ale byłoby jszcze dłuższe gdybym zaczęła
wszystko opisywać.

a jak to jest u Was??? jestem odosobnionym przypadkiem takiej czarownicy????
    • laura771 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 11:46
      Ja mam bardzo podobnie.
      Do wszystkiego się wtrąca. jak się dowiedziała, że mąż mi się oświadczył i
      planujemy ślub, to skwitowała to tekstem: "ale ślub i wesele w domu panny
      młodej, bo takie są obyczaje" - jakby ją kto pytał, ale najlepsze w tym jest to,
      że sama swojej córeczce przyjęcia nie zrobiła, tylko zapakowała dupę w troki i
      wesele było u pana młodego. Dla mnie to szczyt hipokryzji i tyle.
      Teraz mieliśmy remont, to dzień w dzień siedziała i planowała. Nawet mi chciała
      dyktować gdzie pranie powinnam suszyć. Po 6 latach mojego milczenia skończyło
      się to awanturą jaką jej zrobiłam. I co z tego? Pomimo jej deklaracji, że już
      się nie będzie wtrącać, na drugi dzień przylazła z wypisanymi modelami
      suszarek,jakie jej zdaniem powinniśmy sobie kupić, hehe.
      Tak więc odzywam się do niej tylko kiedy muszę, bo jest to osoba
      niereformowalna. Do tego straszny moher.
      Nie ma sensu walczyć.
      Musisz raz jej powiedzieć wprost, co o tym myslisz, a jak nie dotrze do łba, to
      odpuścić i olać.
    • funia3 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 11:52
      Nie raz i nie dwa czytałam na tym forum opinie, że tylko w Polsce dorośli
      ludzie mają roszczeniowe podejście do rodziców i teściów. Możliwe. Na szczęście
      moi rodzice i teściowie to normalni ludzie- ze swoimi odchyłami, ale wszystko w
      granicach normy. Mogę na nich polegać, pomogą mi zawsze gdy tego potrzebuję.
      Gdyby nie teściowie, nie wyjechalibyśmy w tym roku pierwszy raz od 7 lat z moim
      Misza na wakacje, bo teść zajął się jego pracą. Mogę liczyć na rodziców- np.
      mama czasem przygotowuje nam obiad. My również pomagamy rodzicom, na tyle, na
      ile pozwolą sobie pomóc.
      Zachowanie Twojej teściowej przypomina mi moją Babcię- teściową mojego taty.
      Gdy rodzice budowali dom, jeździła po rodzinie i opowiadała, że to ona go
      sponsoruje. Im była starsza, tym było gorzej. Przysporzyła moim rodzicom wiele
      zgryzot, np. starała się, żeby moja mama straciła pracę, wydzwaniając do firmy.
      Dlatego uważam, że złe kontakty rodzice- dzieci to patologia. Może nawet lepiej
      nie utrzymywać z takimi kontaktów. Ale to moje zdanie. A Tobie współczuję,
      chyba, że się polepszy...
      • karolina988 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 12:24
        to samo miałam i do tej pory mam...Nasze wesele fundowali rodzice.było całkiem
        spore na 120 osób,ale to było wiejskie wesele,taka u nas tradycja,i oprócz
        rodziny trzeba bylo zaprosić całą wioskę.Moi rodzice nie wiem ile
        zapłacili+napoje alkocholowe(teściowie nie dokładali się do tego.Teść wziął
        pożyczkę 4 tys specjalnie na wesele,teraz jest 9 lat po ślubie,oddałam im z
        zawiązką ale do tej pory teściowa wypomina.nie lubię jej strasznie,może nie tak
        nie lubię jak współczuję że jest takim człowiekiem.nie chodzi mi tylko o te
        wypominanie ale za całokształt.jest wredna,samolubna,życzy wszystkim źle-
        dosłownie,pije codziennie i pali 2 paczki papierosow dziennie,za każdym razem
        jak ją widzę musi coś powiedzieć na moich rodziców lub kogoś z rodziny a
        swojego synka chciałaby mieć przy sobie.az nie chce mi się o tym pisać.
        • annubis74 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 12:35
          trzeba było urządzić takie wesele na jakie Was było stać a nie zdawać się na
          pomoc rodziców - branie pieniedzy od kogokolwiek to zaciąganie zobowiązań,
          które w każdej chwili ktoś Wam może wypomnieć.
    • panisiusia Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 12:19
      Co za bełkot. Przy naprawdę szczerych intencjach ulżenia Twoim żalom, nie jestem
      w stanie przebrnąć przez te wszystkie "jej, ona, nią" za każdym razem odnoszące
      się do innej osoby.
      Wbrew pozorom, gramatyka i stylistyka nie są ważne tylko na lekcjach języka
      polskiego.
      Ja nie mówię o jakichś literackich wymogach, ale o przestrzeganiu pewnych
      podstawowych zasad gwarantujących komunikację!
      • aanista81 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 18:53

        > Co za bełkot. Przy naprawdę szczerych intencjach ulżenia Twoim żalom, nie
        jeste
        > m
        > w stanie przebrnąć przez te wszystkie "jej, ona, nią" za każdym razem
        odnoszące
        > się do innej osoby.

        Popieram; tez zwatpilam i nie doczytalam do konca.
        panisiusia napisała:
      • tadaam no to przeczytaj swoje wypociny 18.10.06, 13:58
        a potam docinaj innym. Moje ulubione:

        Wbrew pozorom, gramatyka i stylistyka nie są ważne tylko na lekcjach języka
        polskiego.

        Nie do konca jestem pewna, czy własnie to chciałaś powiedzieć....
        • butters77 Re: no to przeczytaj swoje wypociny 18.10.06, 16:15
          Zgadzam się z tadaam.

          > Wbrew pozorom, gramatyka i stylistyka nie są ważne tylko na lekcjach języka
          > polskiego.

          Tzn. że tylko na lekcjach języka polskiego gramatyka i stylistyka są NIEWAŻNE,
          tak?;)

          > Nie do konca jestem pewna, czy własnie to chciałaś powiedzieć....
          • rozmowy_kontrolowane teściowa 18.10.06, 17:10
            Do tej pory myślałam, że moja teściowa jest dziwna, ale po tym, co tutaj
            przeczytałam, to widzę, że anioła mam, nie teściową.
    • annubis74 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 12:31
      rozumiem, że nie lubisz teściowej i jej zachowanie nie jest dla Ciebie miłe,
      ale z drugiej strony sama się chyba trochę nakręcasz w tej niechęci
      po pierwsze pogadaj z mężem że zachowanie jego matki jest dla Ciebie trudne do
      zaakceptowania - on może pomóc w poukładaniu waszych relacji, a może Ci też
      wytłumaczyć z czego pewne jej reakcje wynikają jako syn zna ją lepiej)
      np. tekst o pozbyciu się dzieci z domu może być prowokacją i chęcią sprawienia
      przykrości, a może być zwykłym żartem dopuszczalnym w jego rodzinie, który
      tylko Ciebie razi - mnie czasami dziwią odzywki i reakcje w rodzinie mojego
      męza które dla nich są dopuszczalne i akceptowalne.
      poza tym jeśli te4ściowa wtrąca sie w Wasze życie, najlepiej będzie jeśli to
      twój mąż postawi stanowcze weto
      jak Twoje kontakty z teściową nie ulegną poprawie to nie odwiedzaj jej tak
      często z mężem - może ona zresztą wolałaby czasem widzieć syna bez asysty;
      mój mąż przeważnie odwiedza teściów sam - z wyjatkiem jakichś imprez lub okazji
      kiedy ja też jestem zapraszana
      początkowo mnie to dziwiło i bolało, a teraz nawet cieszy
      • woi.mi Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 12:40
        Ojej,modele suszarek wypisała,na gilotynę ją.
      • mmmag Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 12:49
        ja mojej teściowej nie trawie... na szczęście mieszka 300 km stąd i nie mamy
        zbyt często kontaktu...
        jest to kobieta, której się wszystko nalezy i wszystko ma byc tak jak ona chce.
        moi rodzice robili wesele i oni pokrywali koszty ( oprocz alkoholu i
        orkiestry ) ale to ona probowala ustalac menu... natomiast jak sie okazalo, że
        przeciez goscie z jej strony muszą gdzieś tu spać i ona musi się nimi zając to
        probowała robić wszystko, żeby jakoś na "krzywy ryj" to zalatwic po rodzinie
        itp, zeby tylko za to nie zaplacic ( chociaz wiem ze ma pieniądze ).

        I doskonale rozumiem co czulas jak tesciowa chodzila dumna jak paw po sali
        weselnej i pozniej wsrod znajomych, chociaz tak na prawde nic wspolnego z
        przygotowaniami wesela nie miala..

        zawsze musi o wszystkim decydowac. nawet na nasza pierwsza rocznice slubu sie
        wprosila i zaprosila bez naszej zgody i wiedzy rodzine z nad morza... jak to
        usluszalamm myslalam ze ja udusze..

        nie mowiac o tym, że od moich rodziców mamy sliczne mieszkanko i dzieki temu
        mozemy mieszkac sami, a ona chodzi po rodzinie i wszytskim jęczy, ze tak nam
        ciasno ( bo mamy pokoj z kuchnia ) i jak my sie pomiescimy itp. nie chce od
        niej nic to nie o to chodzi, ale uwazam ze nei ma prawa w taki sposob
        wypowiadac sie o czyms co dlstalismy od moich rodzicow a ona nie ma z tym nic
        wspolnego. moi rodzice sie o tym dowiedzieli i jest im przykro.

        jak miala do nas przyjechac, to na nasze zaproszenie zareagowala dokladnie tak :
        "to musicie sobie cos do spania zorganizowac"...tzn ona zajmuje nasz malzenskie
        lozko a ja najlepiej na materac na podłodze w 6tym miesiacu ciazy...

        Ta baba sni mi sie po nocach jako moj koszmar. nie umiem sie do niej przekonac,
        z kazdym telefonem i kazda wizyta jest co raz gorzej...
        • lenchen Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 13:41
          Zoncia12 - podoba mi się jeden fragmencik twojej wypowiedzi, mianowicie:
          <coś zaczęło się psuć.

          To stwierdzenie przewija się dosyć często w różnych wypowiedziach na różne
          tematy, a przede wszystkim tematy dotyczące stosunków międzyludzkich. np.
          relacji między mężem a żoną, teściową/teściem a synową. Za każdym razem dziwię
          się, że to wszystko tak samo z siebie się psuje, a winy szuka się zazwyczaj nie
          u siebie ...
          • izella Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 20:05
            Za każdym razem dziwię
            > się, że to wszystko tak samo z siebie się psuje, a winy szuka się zazwyczaj nie
            >
            > u siebie

            Brawo lenchen.Ja tez tak rozumuje choc powiem szczerze ze dawno nie czytałam
            takiego bełkotu.Naprawde czytałam kazde zdanie po trzy razy i zastanawiałam sie
            czy ta "żoncia" gdziekolwiek chodziła do szkoły.Mam wrażenie ze nawet jesli to
            bardzo krótko.Jesli takim jezykiem posługuje sie na codzien to obawiam sie ze
            najlepsza tesciowa jej nie zrozumie.
          • judith79 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 20:26
            > <coś zaczęło się psuć.
            to moje ulubione stwierdzenie...no moze poza "mam maly smutek...":P
    • calineczka2 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 15.10.06, 21:38
      Tez mialam rozne jazdy z byla tesciowa. Niby byla dla mnie mila. Przed slubem
      relacje byly znakomite. Po paru miesiacach uslyszalam przypadkiem, kiedy
      bylismy u tesciow z wizyta, jak o mnie rozmawia przez telefon ze swoja siostra.
      Nie wiedziala, ze siedze w kuchni. Wlosy mi deba stanely!
      Zarzuty w stylu: kiedy przyjezdzam do mojego miasta (bez meza), to ide spedzac
      czas z moimi rodzicami i znajomymi, a nie z nia. Przeciez ona musi mnie uczyc
      gotowac(sic!), zeby jej synus mial jak u mamusi...
      Poza tym uwazala, ze nie dbam o jej syna - bo nie sprzatam i nie gotuje bez
      przerwy tradycyjnych polskich dan tylko ucze sie jezyka (mieszkalismy za
      granica), chodze do pracy i na studia.
      Poza tym moi rodzice nie daja nam pieniedzy (kolejny z jej strony zarzut). Niby
      z jakiej paki mieliby dawac, skoro moj byly maz niezle zarabial a ja tez
      pracowalam i niczego nie brakowalo?
      Kolejny zarzut to, ze kiedy jestem na wakacjach to spie do poludnia a nie
      wstaje tak jak ona o 5 rano i nie zaczynam gotowac dla psa.

      Mysle ze wiele kobiet nie potrafi sie niestety odnalezc w roli tesciowej i
      traktuje synowa lub ziecia jako konkurencje. Jedyna rada to nie wdawac sie w
      niepotrzebne spory i ograniczyc kontakty.
      Co do umawiania sie przez telefon, to nie wiem o co Ci chodzi, ja nie wpadam
      do moich rodzicow/tesciow bez zapowiedzi. Tak samo jak oni nie wpadaja do mnie
      bez uprzedniego umowienia sie.
      • annubis74 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 10:32
        > Mysle ze wiele kobiet nie potrafi sie niestety odnalezc w roli tesciowej i
        > traktuje synowa lub ziecia jako konkurencje

        zgadzam sie z Tobą, calineczka2, tyle tylko, że czasem są kobiety, które nie
        potrafią odnaleźc sie w roli synowej i rozpoczynają regularną wojne podjazdową
        z teściową lub całą rodziną męża, wychodząc z założenie że mąż oto stał sie ich
        wyłączną własnością.
    • titiritka Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 14:19
      Mam synka. Teraz ma niecałe 8 miesięcy. Kiedyś będę teściową dla kobiety, którą on wybierze sobie za żonę. Prawdopodobnie będę miała minimalny albo żaden wpływ na to, kto to będzie. Możliwe, że będzie się ode mnie różniła o lata świetlne. Do tego wszystkiego mój synek z nią zamieszka, a ona będzie się zajmowała jego sprawami na swój sposób. Zapewne inaczej niż ja to robię tera i będę robić kolejne lata. Teraz jestem jedyną osobą, która najlepiej wie, co jest najlepsze dla mojego synka. Ale to się zmieni.
      Myślę, że dla teściowych to bardzo trudne nie wtrącać się, stać z boku. Kochają swoich synków tak, jak ja kocham mojego. ;)
      Pozdrawiam.
    • magdusinska Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 14:28
      Matka kocha swoje dziecko, dziecko matkę. Ale różnica jest taka, że dla matki
      jej dziecko zawsze będzie dzieckiem wymagającym jej pomocy. I dopóki to dziecko
      samo nie będzie reagowało na nadmierna opiekuńczość matki, to ona nigdy nie
      dojrzeje do roli matki dorosłego dziecka.
    • magdusinska Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 14:36
      > jak przychodzę do niej z P. (bo tak trochę nie wypada) jest ciągle a może P.
      > chcesz kawki, a może P. to, może P. tamto :(
      > czasami, aż mi jest przykro, czuję się jak powietrze...
      > gdy bylismy tam ostatnio to uśmiechała się przez łzy, że przyszłam razem z P.
      > (no niestety nie mogłą nagadać P. jaka to ja jestem zła i okropna:/),

      Jakby twój mąż wiedział, że ma żonę i ta żona ma imię to takich sytuacji by nie
      było. I jak on może dyskutować z matką o Tobie. Moim zdaniem to on mamusi nie
      potrafi się postawić i tyle. Skoro nie protestuje to znaczy, że teściowa może
      sobie pogadać.

      > na temat przeprowadzki, oczywiście już wtrąciła jak to ma zrobić, ale ona mu
      > niczego nie narzuca (????)
      > WSZYSTKICH DZIECI POZBYŁAM Z DOMU, TO TERAZ MOGĄ SIĘ ZE MNĄ UMAWIAĆ PRZEZ
      > TELEFON, JEŚLI OCZYWIŚCIE BĘDĘ MIAŁA CZAS!!!!!!!!

      A tu to akurat ty robisz problem. Kobieta chciała pomóc. A jak nie chcieliście
      korzystac z pomocy to wystarczyło krótkie dziękujemy, ale damy sobie radę sami.
      A to, że kobieta nie chce być dyspozycyjna 24 h należy uszanować, bo teraz jest
      jej czas i może go spędzać dowolnie.
    • magdusinska Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 14:51
      Powiem wam o sobie i mojej teściowej. Pisałam już wątek o jej nietypowych
      zachowaniach, raczej śmiesznych dla nas. Ale mój mąż miał już dość jej
      fanaberii i zwyczajnie z nią porozmawiał. No i kobieta zrozumiała, że może mamy
      rację, że zachowuje się śmiesznie. W ten weekend była u nas. Ugościliśmy ją jak
      należy i rzeczywiście zmieniła swoje zachowanie i sama stwierdziła, że trochę
      dziwaczna była. A co do wtrącania się. To nie jest tak. Ona po prostu chce nam
      pomóc swoja radą. I intencje są dobre. A jak nam się nie podoba to mówimy
      otwarcie i szukamy najlepszego rozwiązania. No i wspólnie znaleźliśmy. Z pomocą
      mojej mamy, teściów dużo szybciej poradziliśmy sobie z problemem. A z synem
      pewnie, że czasami przesadza, ale moja mama też tak ma. Tylko my mówimy krótko
      nie jestem dzieckiem, mam żonę/męża i was i jak nie będę sobie mógł poradzić to
      was o pomoc poproszę. Tyle.
      No i jeszcze co do pomocy teściowej. Moja przywiozła nam jakieś przetwory,
      gotowe jedzenie, słodycze. Sama z siebie, nieproszona. I co mam być zła. Za co,
      że kobieta się napracowała, a nie musiała. Jestem jej wdzięczna, bo sami mamy
      więcej czasu. A ona mimo, że tez jeszcze pracuje włożyła sporo wysiłku.
      Czasami rodzice pomagają nam finansowo, a przecież też nie muszą.
      To się powinno cenić, a nie krytykować i narzekać. I wiecie co, mimo że nie
      zawsze moja teściowa jest taka ok to bardzo ją sznuję i potrafię docenić to co
      dla nas robi. Zresztą gdyby nie ona nie miałabym tak wspaniałego męża. To samo
      myśli mój mąż o mojej mamie.
      Także doceńmy troszkę nasze teściowe i szanujmy je jako matki naszych mężów. A
      przy tym bądźmy dorosłymi ludźmi, żonami i nie dajmy sobie wejść na głowe. Ale
      wszystko z umiarem.
    • brak.polskich.liter Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 16:12
      Nie lubisz tesciowej, to sie z nia nie spotykaj. Proste. Nie ma obowiazku
      utrzymywania niechcianych kontaktow z rodzina meza/zony.

      Pretensje o organizowanie wesela sobie daruj. Bylo samemu organizowac i samemu
      za wszystko placic, nie byloby kwasow i urazow.
      A juz kompletnie od czapy wydaje mi sie komentarz nt. urodzin bratowej i tego,
      co tesciowa powiedziala. Kobieta wtraca sie - zle, kobieta bierze na dystans -
      tez zle. Nawiasem mowiac, nie wyobrazam sobie jakichkolwiek kontaktow
      towarzysko-rodzinnych bez umawiania sie telefonicznego, wiec uwaga tesciowej
      wydaje mi sie jak najbardziej na miejscu.
      Wez wyluzuj.
      • zoncia12 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 16.10.06, 21:28
        w tym rzecz, że sami organizowaliśmy, a ona sobie laury przypisała.
        szkół kilka skończyłam, ale to nie ważne.
        z teściową niestety muszę się spotykać, bo jest to bardzo podstępna osoba,
        która potrafi tak omamić człowieka, że szok.
        ten tekst z telefonem to owszem trzeba się umawiać na telefon i jestem
        absolutnie za, powiedziała to własnej córce (która i tak dzwoni by się umówić),
        więc nie rozumiem w ogóle podtekstu tego zdania.
        w związku z przeprowadzką, owszem powiedzieliśmy, że mamy swoje zdanie na ten
        temat a ona w tym momencie się na nas śmiertelnie obraziła, ale to inna bajka.
        • goooosiak Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 18.10.06, 15:17
          absolutnie za, powiedziała to własnej córce (która i tak dzwoni by się umówić),
          >
          > więc nie rozumiem w ogóle podtekstu tego zdania.
          a nie przyszło ci do głowy że tam nie było podtekstów??
          zajmij się swoim życiem - to jedyna sensowna rada
    • millka26 Re: teściowa :( moja największa zmora...-długie 20.10.06, 14:14
      Z moja tesciowa juz przed slubem nie moglam sie dogadac. Bardzo czesto
      ustepowalam, milczalam, zeby jej nie urazic, ale przed slubem przeszla sama
      siebie wszystko chciala zrobic po swojemu, moje zdanie nie liczylo sie wogole,
      doprowadzila do tego, ze nie mielismy ochoty rozdawac zaproszen i chcielismy
      odwolac wesele ... Miesiac przed slubem powiedziala mi, ze nigdy nie bylam i
      nie bede jej rodzina i nie o takiej synowej marzyla .... padlo wiele przykrych
      slow z jej ust kilka epitetow pod moim adresem i mojej rodziny. Doprowadzila do
      tego, ze nie chcialam spotkam moich rodzicow z tesciami powiedzialam ze wesele
      organizuje sama i wszelkie sprawy prosze uzgadniac ze mna odbilo to tez sie
      wielkim echem ... Niestety moj ukochany chcial zalagodzic sytuacje przed slubem
      i dla niego po tym wszystki co uslyszalam wyciagnelam reke na zgode, zgoda nie
      trwala dlugo do porawin, okazalo sie, ze tesciowa wytknela nam 1100 bledow
      obrazila moja mame i wszystkich znajomych, ktorym z przed nosa zabrano
      naczynia :(( Darla sie na mnie i mojego meza przez dobre pol godziny klamiac
      prosto w oczy, wyzywajac, obrazajac i ponizajac. Staralam sie jasno i spokojnie
      odpierac jej ataki ale nie dokonca mi sie to udalo, od tego momentu minał
      miesiac prezenty zostaly u tesciow nie widzialam ich i nie rozmawialam z nimi.
      Gdzie nie pojde dowiaduje sie co tesciowa o mnie mowi jedno jest pewne
      powiedzial ze zrobi wszystko zeby jej syn sie ze mna rozwiodl :((. Ten miesiac
      zamiast byc wspanialom sielanka jest koszmarem, z mezem po woli nie mozemy na
      siebie patrzec On chcialby juz zgody a mi te 6 lat ponizania daly sie tak we
      znaki, ze nie chce tesciowej widziec mieszkamy osobno, jestesmy niezalezni a
      jej cien ciagle nad nami wisi ... Nasze zycie przez ten mieiac to wzajemne
      obwinianie sie krzyki i awantury. Wiem , ze moj maz spotyka sie z ojcem a ten
      wbija mu do glowy, ze zon mozna miec wiele a matka jaka jest jest jedna i jesli
      ja sie czuje urazona nie musze przychodzic ale on pomimo wszystkiego ma i
      powinien ich odwiedzac. Nie powinien patrzec na to co matka na mnie mowi bo ona
      ma do tego prawo. Jakby tego wszystkiego bylo malo tesciowa nie porozliczala
      sie z zamowionych przez siebie rzeczy weslnych i teraz uregulowanie naleznosci
      spadlo na nam. Dodam, ze tesciowa jest ustawiona finansowo i nie jest to dla
      niej problemem zrobila to z premedytacja. Jestem zalamana, nie mam ochty zyc,
      wychodzic, dni przelatuja mi przez palce, mąz ucieka w prace a ja nie moge
      pogodzic sie z tym wszystkim ...
      Nie rozumiem dlaczego ona tak bardzo ingeruje w nasze zycie ...:((( Te
      wszystkie slowa wypowiedziane przez nia ciagle rozbrzmiewaja mi w glowie nie
      wiem jak sobie z tym wszystki poradze ...
      • bacha1979 milka współczuje... 20.10.06, 14:18
        Ale neistety duża w tym jest wina męża. Nie mówie, żeby nie spotykał się z
        rodzicami, ale w koncu założył rodzinę...A tymczasem nadal słucha tatusia...
        • millka26 Re: milka współczuje... 20.10.06, 14:53
          zdaje sobie sprawe, ze moj maz powinien patrzec na nasze dobro, rozmaawiam z
          nim uswiadamiam, argumentuje jasno i wyraznie, On przyznaje mi racje, twierdzi,
          ze mu zalezy na naszym malzenstwie, ze matki nie widzial od slubu, ze ma do
          niej zal ale ... jak ja sobie to wszystko wyobrazam, ze ma sie dla mnie od
          rodziny odwrocic .... W jednej chwii jest silny a za chwile zdolowany ... :((
          Juz nie wiem jak z nim rozmawiac ...
          Dodam, ze pomimo wszystko nie zabraniem mu kontaktow z rodzicam ..... ale On
          beze mnie nie pojedzie a ja nie mam tyle sil i checi zeby ich teraz znosic rany
          sa za swieze ...
Pełna wersja