mężczyźni i choroby...

23.10.06, 18:28
czesc,
pisze tylko po to zeby sie wygadac bo nie mam do kogo ust otworzyc, a smutno
mi bo sie dzis pokłócilismy...
mój m. jest chory (przeziebiony narazie, ale wiecie jak to jest jak facet
jest chory). Mielismy wyjsc jutro wieczorem /okazja jednorazowa, planowalismy
to od 2 miesiecy/. Wiec powiedzialam mu ze skoro on jest tylko przeziebiony
to nie wyobrazam sobie isc sama (zwlaszcza ze wydawalo mi sie ze okazja jest
taka ze jemu tez zalezy i zrobi wysztsko, zeby nawet z goraczka pojsc). No i
uslyszalam ze nie dbam o niego, ze jestem egoistka, ze mysle tylko o wyjsciu
a nie o jego zdrowiu no i o. To mnie lekko zdenerwowalo, bo kurcze to tylko
przeziebienie, a po 2 razem to wyjscie planowalismy. Potem powiedzialam mu ze
nie zdaze przyjechac do niego po pracy ze chce wrocic do siebie do domu
prebrac sie itp. na co on powiedzial ze nie musze byc az taka elegancka, a on
po mnie nie przyjedzie bo jest chory i potem zobaczyzmy sie dopiero na
miejscu i to tak nie wypada, a w razie czego on bedzie stal na zimnie i sie
doziebi, albo wejdize do srodka i bedzie sam itp. potem jeszcze dodał ze o
niego nie dbam, ze msyle tylko o sobie i ze jestem zalosna:( no to sie
wkurzylam bardzo i powiedzialam mu kilka bardzo niemilych rzeczy. No i teraz
sie nie odzywamy. Kurcze glupio mi ze mnie ponioslo, ale naprawde nie
spodizewalam sie uslyszec tylu niemilych rzeczy... :(
takie tam beznadziejne kłótnie.
czy Wasi faceci tez tak maja jak są chorzy?
    • malou1 Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 20:05
      Wiesz,osobiście uważam,że to faceci są większymi egoistami i skoro Twój Ci tak
      mówi to on też nie jest wyjątkiem.
      Rozumiem Cię jak to jest kiedy coś długo planujesz,a tu nagle....nicni z tego
      wszystkiego.
      Z tego,co mnie życie nauczyło powinno się jak Twój luby jest chory gonić koło
      niego,rzytulać Go i mówić mu,jaki to on biedny skarbuś jest chorutki,źle się
      czuje..może by mu herbatki zrobić albo papu...Ironii w tym trochę jest;)
      Może wiesz,gdybyś inaczej zaczęła,to by się skończyło inaczej. Facet chce żeby
      się z nim obchodziło jak z jajkiem.
      A Ty się nie przjmuj,bo mimo że tak zareagował(może biedactwo się poczuło
      zapomniane)to on też powinien zamiast Ci mowic nieprzyjemne rzeczy-po prostu
      wytłumaczyć,że źle się czuje itd.
      • kiecha3 Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 20:40
        ........ ja was kobitki nie rozumiem....

        a czy ty myslisz że on sobie specjalnie to przeziebienie zafundował??? właśnie
        na ten dzień... specjalnie, żeby nie iść z tobą... agrrrr... wiem jak facet
        potrafi byc upierdliwy jak jest przeziębiony/chory... znam z autopsju ;) ale
        trzeba mieć troche oleju w głowie....

        złóśliwości.. ch.. rozgoryczony ( chorobą i brakiem współczucia od kobiety)
        facet potrafi byc niemiły.... ale ty go jeszcze dobijałaś... marudzeniem o
        wyjściu..

        a oboje zachowaliście sie jak rozwydrzone dzieci.... teraz marsz do konta..

        pozdrawiam..
    • oxygen100 Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 20:49
      kochana facet jak ma 36,7 to nalezy bezwzglednie dzwonic po karetke bo
      umiera:)) Ja mojemu zawsze serwuje duzo rozmaitego placebo bo dzieki temu on
      sie lepeij czuje. Ostatanio nie chorowal bo wlasnorecznie szzcepilam go na
      grype i mam swiety spokoj ale jakby co to jest jeden sposob. Pojde do apteki i
      kupie banki. I postawie. Wtedy juz nie bedzie mogl powiedziec ze o niego nie
      dbam chociaz z mojej perspektywy to udupienie samca z premedytacja. I dobrze mu
      tak:))
    • kruszynka301 Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 20:59
      wiesz co, pociesz się, że Twój w porównaniu z moim jest twardy;))).
      Mój na wypadek przeziębienia:
      - jęczy od przyjścia z pracy
      - kładzie się do łóżka (temperatury jednak nie mierzy - czuje przecież, że ma kosmiczną),
      - dzwoni do pracy/mamy/ babci i mówi, że jest strasznie chory - oczywiście szef/mama/babcia oddzwaniają do mnie i radzą, co dać umierającemu,
      - ja z córeczką nie możemy hałasować, świecić światła, nawet w oddalonych pokojach (mieszkanie ponad 100 m);)
      - no i muszę być na miejscu, o wyjściu wogóle nie ma mowy, bo przecież w każdej chwili może mu się pogorszyć i ktoś musi wezwać karetkę;)))).

      Na szczęście:
      - taki stan mija po góra 2 dniach
      - kiedy ja źle się czuję, skacze koło mnie i opiekuje się troskliwie;).
      • oxygen100 Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 22:14
        (temperatury jednak nie mierzy - czuje przecież, że ma kosmiczną),

        a mowa jeszzce termometr zle pokaze i okaze sie ze to zwykle 37:)) a tak nie
        mierzy bo po co, znaczy ksiedza z olejami czas wzywac albo egzorcyste:))
    • rejka Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 21:29
      Primo (co ja na to o czym piszesz)

      Czy ty, jak masz głupie 37 masz ochotę wybierać się gdziekolwiek? Wszystko boli,
      gardło jest zapchane, kichasz, smarkasz, nie wyglądasz za pięknie, ale
      oczywiście wskakujesz w wyjściowe ciuszki i lecisz, czyż nie tak? Mój mąż w
      naszą pierwszą rocznicę leżał w łóżku i ani drgnął. Mieliśmy plany, rezerwacje i
      takie tam, a on wziął i się połamał. No specjalnie mi to zrobił. Specjalnie grał
      w tą piłkę ręczną, bo to niebezpieczna gra kontaktowa. Specjalnie dał się
      przewrócić i jak upadał, to tak mierzył, żeby się dobrze z parkietem spotkać.
      W naszą pierwszą rocznicę ślubu on się dobudzał a ja warowałam przy jego łóżku.

      Secundo (jak choruje mój facet)

      Chorego męża, tak naprawdę chorego widziałam na oczy cztery razy. Wtedy nie
      chciał słyszeć o lekarzu i tabletkach, co skończyło się szpitalem w dwóch
      przypadkach. Owszem, zdarza mu się miewać temperaturę, ale następnego dnia
      raczej wyłazi z łóżka i muszę go w nim wręcz zatrzymywać.
      Najczęściej choruje tak, jak kiedyś opisałam w pamiętniku:

      Wczoraj Ciastek z pierwszymi dźwiękami budzika ogłuchł i znieruchomiał. Wyprosił
      u mnie piętnaście minut, mówiąc, że rezygnuje z kąpieli na rzecz szybkiego
      prysznica. Kiedy już nic nie mogło mnie powstrzymać przed opuszczeniem łóżka a
      jego przed tym samym uratować, Ciastek przybrał najbardziej boleściwy (we
      własnym mniemaniu) wyraz twarzy i oświadczył, że jest chyba chory i bardzo źle
      się czuje. Bogata w chorobowe doświadczenia Swojego Mężczyzny nie próbowałam
      nawet dociekać, co też takiego mu tym razem dolega. Nie tracąc czasu na
      przynoszenie termometru przyłożyłam usta do jego czoła, aby upewnić się czy aby
      jednak NAPRAWDĘ nie jest chory. Czoło nie było rozpalone albo choćby rozgrzane,
      nie było też lepkie od chorobliwego potu.
      Wykazałam jednakże, tak przez niego oczekiwaną troskę i stwierdziłam, że nie ma
      rady, ale dziś zostaje w łóżku. W oczach, co prawda nic mu nie błysnęło, gdy to
      usłyszał, ale lewy kącik ust zadrgał od powstrzymywanego uśmiechu. Udałam, że
      uszło to mojej uwadze.
      Przygotowałam mu na śniadanie tosty zapiekane z serem i świeżymi ziołami. Wraz z
      kubkiem gorącej herbaty dostał je do łóżka. Na drugiej tacy postawiłam mu pełny
      dzbanek i cukierniczkę.
      Wychodząc przykazałam, że jak wrócę, to CHCIAŁABYM, aby leżał w łóżku,
      <b>bo</b> jest chory, i żeby nie grzebał w swoich rupieciach. Powstrzymałam się
      od powiedzenia <b>skoro jest chory</b>.
      W dowód uznania moich zasług, ujął mnie za rękę i spojrzawszy oczami śmiertelnie
      chorego człowieka, co to już bardziej chory być nie może, powiedział, że nikt
      nigdy się nim tak nie opiekował. Pocałowałam go w czubek głowy, aby móc schować
      twarz w jego włosach i pozwolić sobie na uśmiech.
      Jak wróciłam to wszędzie leżały części komputerowe, śrubki, pudełka a Ciastek
      siedział szczęśliwy pośród tego wszystkiego i coś testował. Spojrzałam na niego
      w sposób <b>ZNACZĄCY</b> i pokręciłam głową. W odpowiedzi usłyszałam, że aż do
      mojego telefonu (czyli pół godziny) siedział w łóżku.

      Ciastek wcale nie był chory, z czego doskonale zdawałam sobie sprawę od
      początku. Nie wiem czy nie chciało mu się iść dzisiaj do instytutu, czy też
      potrzebował mojej troski i uwagi. Nie wiem tego i chyba wcale nie muszę wiedzieć.

      Skoro dzień spędzony na rozkręcaniu i skręcaniu starych komputerów może go
      uszczęśliwić, to, dlaczego mam mu tego zabraniać? Świat się od tego przecież nie
      zawali. Zresztą już dawno nauczyłam się rozpoznawać, kiedy mój protest nie ma
      sensu i szansy powodzenia. Kiedy Ciastek ma „chorobowy dzień” otulam go
      szczelnie i pozwalam zostać w łóżku. Wiem, że wyskoczy z niego jak tylko zamkną
      się za mną drzwi, ale cóż mogę na to poradzić? To trochę jak walka z wiatrakami.
      Kiedyś próbowałam z tym walczyć, ale każde z nas było potem nieszczęśliwe i
      urażone. Ciastka raniła moja niewiara w jego skądinąd niewiarygodne boleści,
      mnie irytowało udawanie małego chłopczyka w jego wykonaniu. Jedynym rezultatem
      było wyeliminowanie u Ciastka dolegliwości żołądkowych. Z premedytacją
      zostawałam razem z nim i poiłam go miętową herbatką oraz kroplami żołądkowymi.
      Szybko nauczył się, że w ten sposób nie zostawię go w spokoju, więc teraz
      słyszę, że „ogólnie się źle czuje, ale to na pewno nic z brzuchem” jak zapewnia
      mnie solennie.
      Nie zawsze jednak udaje mi się znaleźć środek pomiędzy Ciastkiem i mną.
    • caysee Re: mężczyźni i choroby... 23.10.06, 22:34
      Dziwne jest to co piszecie, moj maz, tata i paru facetow z rodziny o ktorych
      wiem podczas choroby zgrywa twardzieli i nie chce slyszec o zadnej kuracji, juz
      nie mowiac o lekarzu. A polozyc sie do lozka to moga ewentualnie przy
      temperaturze powyzej 39 stopni i to trzeba to poprzec grozbami :)

      Generalnie uwazam, ze mowienie osobie, ktora sie czuje chora, ze ma koniecznie
      isc gdzies wieczorem jest nie fair. Musialabym jeszcze widziec w jakim tonie to
      sie wszystko odbylo, ale wyglada na to, ze obydwoje macie troche winy :) Jesli
      ten wieczor jest dla ciebie taki wazny i koniecznie chcesz isc z nim, to wez
      skoncz pierwsza te milczenie, zadzwon do niego i porozmawiajcie o sytuacji jak
      dorosli, bo takie dasanie sie moze trwac jeszcze dlugo i za dobrze sie nie
      zakonczyc.
    • magdusinska Re: mężczyźni i choroby... 24.10.06, 10:59
      Dziewczyno Ty nawet nie wiesz jakie to przeziębienie może być groźne. Sama
      niedawno miałam w domu chorego chłopa. I oświadczył mi, że czuje się coraz
      gorzej, doszło do powikłań i wogóle to chyba skończy się zejściem śmiertelnym.
      On leży, czasami wypisze sobie jakąś receptę pierdołowatą np. rutinoscorbin i
      od razu jęczy, że do apteki trzeba iść, bo to lek ostatniej szansy. Płuca sobie
      osłucha, zapalenie wykryje. No a jaka wędrówka lekarzy z wizytą domową
      przychodzi. Wszystkich specjalności chyba. I wiecie co ten mój małżon naprawdę
      musi być chory, bo każdy taki poważny i go współczuje. A ja mur beton
      następnym razem psychiatrę wezwę, bo te powikłania to najbardziej na głowę się
      rzucają.
    • mikams75 Re: mężczyźni i choroby... 24.10.06, 19:09
      moj bedzie kichal, prychal, slanial sie na nogach i udawal zdrowego!
      Mascia rozgrzewajaca smaruja sie pedaly, aspiryna jest dla bab itd itp.
      Cieplo sie nie ubierze, bo po co.
    • magdalenadyl91 Re: mężczyźni i choroby... 20.02.17, 16:24
      Słynne męskie przeziębienie. Owiane dramatycznymi oraz pełnymi krwi, potu i łez, historiami. Ci którzy je przeżyli, zyskują szacunek i podziw tłumów…A tak na poważnie, najczęściej w tej całej męskiej chorobie cierpią właśnie kobiety.Otóż aby wspomóc Was Moje Drogie Panie w tym trudnym okresie, przygotowałam krótką instrukcję obsługi przeziębionego faceta na moim blogu [b]www.mamyzkonina.blogspot.com[/b]
      I pamiętajcie: KOBIETA musi być zawsze zdrowa! Nawet gdy jest chora – cóż, taka nasza rola.
Pełna wersja