rotkaeppchen1
12.11.06, 13:01
Hej. Nie mam problemu, dla ktorego szukalabym rozwiazania na forum, poprostu
musze sie wygadac.
Z M. jestesmy malzenstwem prawie dwa lata. Po roku postanowilismy, ze nasza
przyszlosc zwiazemy z wyjazdem za granice. Trudno jest nam sie utrzymac w PL,
M. jest sanitariuszem w szpitalu i zarabia 700-800zl, ja pracowalam jako
opiekunka do dzieci, zarabiajac ok 1000zl miesiecznie. M. zajmowal sie
prywatnymi pacjetami, kosztem odpoczynku i naszego wspolnego czasu, ja
pracowalam 10 godzin dziennie, widywalismy sie bardzo rzadko, czesto bylismy
podenerwowani sytuacja finansowa (rachunki, raty, wydatki, dlugi, brak
pieniedzy na najdrobniejsze nawet przyjemnosci – chociazby kino raz w
miesiacu), w zawiazku z czym wiekszosc naszego wspolnego czasu uplywalo na
klotniach o glupoty – w ten sposob, nawet nie zdajac sobie z tego sprawy
wyladowywalismy nasza frustracje. Gdyby nie nasza decyzja, pewnie bysmy sie
rozstali. Poniewaz M. zna tylko slabo angielski, postanowilismy, ze to ja,
znajac dobrze niemiecki wyjade, do Niemiec. W polowie wrzesnia zeszlego roku
pojechalam do rodziny niemieckiej jako au pair. W miedzyczasie zmienilam
rodzine na ta, u ktorej mieszkam obecnie (jest super), od polowy grudnia
zaczne prace w innym miescie – bede opiekowac sie starsza pania. Praca au
pair miala na celu podszlifowanie mojej znajomosci jezyka – i faktycznie tak
sie stalo. Przyszla praca bedzie mi juz przynosic pewne dochody – 1000euro
miesiecznie, za co bedziemy mogli splacic nasze dlugi i oczywiscie troche
odlozyc. Problem polega na tym, ze nadal jestesmy oddzielnie. Oczywiscie
widujemy sie raz na 2-3 miesiace spedzajac z soba 2-3 tygodnie. Jest mi
jednak coraz ciezej. Poczatkowo zmiana otoczenia zagluszala moja tesknote za
M. ale teraz przywyklam do nowych warunkow i coraz bardziej mi M. brakuje.
Jednoczesnie wiem, ze jak wroce, bedzie tak, jak bylo, wiec to w ogole nie
wchodzi w gre. Gdyby M. znal lepiej angielski moglibysmy pojechac razem do
WB, tam na pewno znalazlby prace jako opiekun do starszych osob. W niemczech
tez, ale nie znajac jezyka nie ma o tym mowy. Zastanawiam sie nawet, czy by
od przyszlego roku (po odlozeniu pieniedzy) nie zaczac studiow w Niemczech,
przynajmniej moglabym tu sciagnac M., zeby moglby sie nauczyc jezyka i potem
szukac pracy. Problemem jest tez, ze rynek pracy w Niemczech otworzy sie
dopiero w 2010, dlatego trzeba tak kombinowac. A w tym wszystkim najgorsze
jest to, ze ja (M. tez) chcialabym juz miec dzieci, niestety w tym momencie
to ja jestem osoba, ktora moze nam zapewnic lepsza przyszlosc. Moj maz, mimo
ze pracowity, nie ma „glowy do interesow“, wiedzialam o tym wychodzac za
niego, wiec nie mam do niego o to pretensji, bardzo go kocham i chce zrobic
co tylko moge, zeby bylo nam lepiej. Czasem jednak nachodza mnie takie leki,
ze „sie nie wyrobie“ czasowo, ze jak juz zapewnimy sobie w miare bezstresowe-
materialnie zycie, bede za stara na dzieci. Oczywiscie wiem ze tak nie
bedzie, ale ja mam takie obawy, jedno dziecko stracilam bedac w osmym
tygodniu ciazy, wiec boje sie, ze to sie moze powtorzyc. Czasem zastanawiam
sie, czy dobrze robie, czy moze za duzo oczekuje i podejmuje bledna decyzje,
zamiast zyc skromnie (bardzo) i miec rodzine, chcialabym miec cos wiecej
(spokoj i brak dlugow – moze to jednak nie jest za duzo?). A z drugiej
strony, przeciez nie „zrobie“ sobie dziecka, wiedzac, ze bedzie mi bardzo
trudno zapewnic mu odpowiednie warunki – przeciez moj stres zwiazany z
brakiem pieniedzy, predzej czy pozniej odbilby sie na nim! Czasem jest mi
bardzo ciezko, moze dlatego ze jestem tu sama i nie ma mnie kto przytulic i
powiedziec, ze bedzie dobrze. Jednak sms-y i rozmowa od czasu do czasu to
troche za malo.