maya1981
09.12.06, 12:49
Tak sobie czytam kilka wcześniejszych wątków o necie i gg i postanowiłam
napisac kilka słów. W którymś z wcześniejszych wątków pisałam że
przechodziłam przez netowe znajomości mojego męża. Zaczynało sie zawsze od
rozmów flirtów i praktycznie zawsze kończyło spotakniem ana kawie. Udało mi
sie to ukrócic i myślałam ze na stałe. Prawie rok był spokój....az do
zeszłego tygodnia. Wszystko wróciło...panienki na chaterii, na gg..i biedna
żona pracująca na zmianę do 24....a mąż ma wolne wieczory i robi co chce.
Co z tego że były rozmowy, prośby, płacz....nic nie pomoże jak facet nie chce
z tym zerwac. Winę zrzuca na mnie, bo ciągle mam o wszystko pretensje i za
dużo od niego wymagam. Jeśli odkurzenie mieszkania czy wyrzucenie śmieci
przekracza możliwości dwudziestletniego faceta to faktycznie moja wina.
Zamknęłam sie w sobie po tym zdarzeniu a mąż w odwecie pojechał na weekend do
naszego wspólnego znajomego i wszystkim obwiesza że mu robię awantury i fochy
strzelam. nie odzywa sie od wczoraj...
Fatalne uczucie...ale dało mi do zrozumienia że ja już sama nic tu nie
zdziałam. Nie wygra się z nudą i szarością życia, że zawsze bedzie szukac
oderwania od rzeczywistosci w sieci. Osobom które uważają ze takie znajomości
są niewinnym dodatkiem do życia gratuluję optymizmu i zaufania. Mnie zawiodło
i jedno i drugie. Teraz jest tylko żal i pretensje do siebie ze jest się zbyt
ufnym i wyrozumiałym.
Przepraszam z góry za powielanie wątków.
Pozdrawiam