zyrafffa1
22.12.06, 10:07
Nie wiem co się u nas w małżeństwie ostatnio dzieje... Przed ślubem i przez
pierwsze pół roku po ślubie wszystko było pięknie, byłam po prostu super
szczęśliwa, a teraz po prostu już czasami nie mam siły! Mąż z czułego,
kochanego i opiekuńczego zmienił się w nerwowego, niecierpliwego i niemiłego
faceta. Bardzo często zwraca mi uwagę, że coś robię lub zrobiłam źle, jest
dla mnie opryskliwy, nie mogę go nawet spytać o powtórzenie jak czegoś nie
dosłyszałam, bo zaraz się wkurza. Zauważyłam, że zmienił się odkąd awansował
w pracy. Więcej obowiązków, większa odpowiedzialność, więc zrobił się
nerwowy, ale żeby aż tak! Do tego dochodzi fakt, że zawsze był uparty, ale
teraz to już nie do wytrzymania! Często wpiera mi, że ja powiedziałam to czy
tamto, kiedy wcale tego nie mówiłam, albo że on mi już przecież opowiadał o
jakimś spotkaniu czy wyjeździe, a ja go po prostu nie słucham dlatego nie
pamiętam. Nie wspominając już o tym, że jak np. u mnie w pracy dzieje się
źle, to nie mogę już liczyć na żadne wsparcie z jego strony, czasem tak mi
dodatkowo dowali, że się odechciewa. Od kilku miesięcy staram się po prostu
nie rozmawiać z nim o pracy, ale nie zawsze wytrzymam, bo czasem człowiek
potrzebuje się wygadać, zwłaszcza kobieta.
Powiem Wam, że naprawdę nie mam już siły... Stałam się smutną, zgorzkniałą,
zrezygnowaną mężatką. Często ryczę w poduszkę, nie mam ochoty nigdzie
wychodzić, no i powoli tracę ochotę na seks, bo jak on jest dla mnie taki, to
po prostu nie mam ochoty, żeby się do mnie zbliżał. To straszne w młodym
małżeństwie, ale ja po prostu cieszę się jak on dłużej siedzi w pracy czy
wyjeżdża na dłużej, bo wtedy mogę sobie odpocząć, a ostatnio zauważyłam, że
przestałam nawet tęsknić :(( To chyba nie rokuje dobrze na przyszłość...
Najgorsze, że już kilka razy z nim rozmawiałam, a ostatnio powiedziałam mu
nawet, że od paru miesięcy po prostu jestem nieszczęśliwa. A on kompletnie
nie rozumie o co mi chodzi, myśli, że skoro pomaga mi w domowych obowiązkach
i czasem przyniesie kwiatki, to jest OK. A ja nie czuję z jego strony miłości
ani szacunku, powiedziałam mu ostatnio, że wolałabym, żeby mi np. nie
pomagał, a za to inaczej się do mnie odnosił. A kiedy czasem już nie
wytrzymuję i jak jest dla mnie wyjątkowo niemiły, odpłacam mu tym samym, to
on odwraca kota ogonem i zaczyna się awantura, czemu jestem dla niego taka
niemiła i krzyczę!
Boję się, że przy następnej rozmowie czy kłótni nie wytrzymam i wypalę, że
żałuję, że za niego wyszłam i gdyby nie to, że jesteśmy małżeństwem, to już
dawno spakowałabym walizki i bym się wyniosła! A po czymś takim, to już chyba
nie będzie szans na szczęśliwe małżeństwo... A może powinnam mu to
powiedzieć, żeby jednak do niego dotarło i żeby zaczął się starać i chociaż
próbował się zmienić? Jak myślicie?
Wiem, że zawierając związek małżeński, decydujemy się być z tą osobę na dobre
i na złe, i jest prawdopodobne, że charakter i temperament tej osoby nie
pozostanie constans, ale żeby tak diametralnie zmienić się w kilka miesięcy
po ślubie? Przecież znaliśmy się tyle lat, tyle wspólnych wyjazdów, tyle
czasu spędziliśmy razem i było tak cudownie. Przeszliśmy nawet poważny kryzys
i nasz związek przetrwał.
A TERAZ CZUJĘ SIĘ PO PROSTU OSZUKANA, PRZECIEŻ WYSZŁAM ZA MĄŻ ZA KOGOŚ
ZUPEŁNIE INNEGO!!!
Czy w Waszych małżeństwach też tak jest? Czy to ja przesadzam? Napiszcie mi
coś...proszę...tak mi źle!!!!! :(((