justysialek
02.01.07, 20:42
Moja mama przyjechała do mnie na święta (w sumie była ponad tydzień).
Oczywiście zaraz zabrała sie za gotowanie: 3 pieczenie, zawijasy, schaby
nadziewane, pierogi, sałatki, ciasta i pierniczki. Wszyscy (łącznie z tatą)
mówiliśmy, że to za dużo, ale ona tyle zaplanowała i koniec. Oczywiście potem
miała do mnie żal, że to przecież mój dom, a ja nie pomagam! No ale ile mozna
gotować?! Całe 2 dni stania w kuchni to dla mnie zbyt wiele. Mówiłam jej, że
za dużo tego będzie - to nie! Mój mąż i tata w tym czasie ogladali sobie tv
(wcześnej robili zakupy, ale ja tez w tym uczestniczyłam) i ponieważ uznali
to całe gotowanie za durny pomysł - nawet palcem nie ruszyli. Natomiast ja
nie mogłam odmówić - bo zaraz awantura. Potem jeszcze miałam udekorować dom,
przygotować wszystko, zapakować prezenty (taka tradycja, że te od mamy dla
taty i odwrotnie tez ja pakuję, bo podobno najładniej mi wychodzi!!! Dobrze,
że tych dla siebie nie muszę pakować!).
potem przez tydzień słuchałam: to tak kochanie sie robi, to sie tutaj
przechowuje, kto to chowa patelnie do piekarnika!!!... itd.
Jeszcze przed samym wyjazdem dostałam rady, żeby przyszyć mężowi do płaszcza
wieszaczek, bo zauważyła, że nie ma! I żeby ten płaszcz wyczyścić, bo może on
nie umie - oczywiście przy nim to powiedziała, niby z dobrego serca ale efekt
był taki, że i ja i on spłonęliśmy rumieńcem!
Teraz do mnie dzwoni (juz 2 razy) i mi tłumaczy, że ona tak z dobrego serca -
bo ja nie umiem i ona chce mnie nauczyć, jak to sie wszystko robi. I tak mi
pieprzy prze ten telefon, a ja sie hamuję, żeby jej nie nakłaść, że aż sie
poryczałam.
Kocham swoją mamę, ale ona zamieniła sie w jakąś chrzanioną teściową z piekła
rodem! Ratunku!!! Co się z nią stało? Zawsze była taka równą babką, raczej
siostrą dla mnie niż matką i nagle jej sie przypomniało (jak ja mam juz 24
lata i męża) żeby mnie wychować. O ludzie - poratujcie dobrym słowem.