To nie koniec świata.

30.01.07, 17:04
Postanowiłam napisać nie po to, aby prosić o rady,ale wygadać się. Piszę, aby
Was troszkę pocieszyć. Otóż wyprowadziłam się od męża, znalazłam fajną pracę,
mam całkiem znośne mieszkanie. Mimo, że nie zdradził, nie bił, nie pił to są
takie sytuacje, że dłużej już nie można. Ja czułam, że się duszę, że dłużej
już nie dam rady. Spakowałam się i zwyczajnie w świecie poszłam przed siebie.
Nadal jesteśmy małżeństwem formalnie, nie wystąpiłam o rozwód, mąż też nie.
Na razie łapiemy oddech. Czasem spotykamy się na tzw. gruncie neutralnym.
Wreszcie czuję, że żyję i dobrze mi z tym. Najgorsze są te wątpliwości, bo
nie wiem czy kocham skoro nie tęsknię.
Czytam Was od jakiegoś czasu i wiem, że wiele z Was jest załamanych, bo on
odszedł, okłamał. Nie martwcie się kobietki, dacie radę żyć dalej. Powodzenia.
    • lenchen Re: To nie koniec świata. 30.01.07, 18:24
      No to gratuluję odpowiedniej decyzji! Najważniejsze to być pewnym swych
      decyzji/uczuć.
      Jeżeli nie tęsknisz, to chyba rzeczywiście coś tu nie gra.
    • ojejkuniu jakiś wysyp sfrutrowanych żon?! n/t 30.01.07, 19:45

    • mimarika Re: To nie koniec świata. 31.01.07, 15:40
      hmm, jeśli napiszę, że życzę powodzenia na nowej drodze, to zabrzmi dość
      przewrotnie. Więc po prostu życzę,ażebyś niegdy nie żałowała podjętych decyzji.
      Pozdrawiam.
    • anula910 Re: To nie koniec świata. 03.02.07, 10:44
      A co on na to? Przyjął to z godnością czy błaga ze łzami o powrót? Mam podobną
      sytuację, wyprowadziłam się i... wróciłam bo chcę go powoli na to przygotować
      choć sama przez to bardzo się męczę.W końcu to mąż, można tak po prostu nagle
      uciec, zwłaszcza gdy jest dziecko?
Pełna wersja