malgoszac
11.02.07, 23:11
www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2677&Itemid=48
Kościół traci księży
Jarosław Makowski
Strona 1 z 2
Fot. Daniel Pach/Forum
Odejścia księży były dotąd problemem Kościołów zachodnich. Ale publiczne
wystąpienia znanych duchownych – najpierw Stanisława Obirka, teraz Tadeusza
Bartosia – to zła wróżba dla polskiego kleru. Czy Kościołowi grozi fala
rezygnacji z kapłaństwa?
Pierwszy był jezuitą, drugi – dominikaninem. To zakony, które w każdym
Kościele lokalnym stanowią o jego intelektualnym obliczu. Stanisław Obirek
zasłynął dialogiem intelektualnym ze znanymi agnostykami: Stanisławem Lemem,
Zygmuntem Baumanem czy Markiem Edelmanem. Owocem tych rozmów była książka pod
tytułem „Co nas łączy. Dialog z niewierzącymi”. Tadeusz Bartoś to znawca
myśli świętego Tomasza, autor ważnych i dyskutowanych tekstów na temat
sumienia i wolności, jakie publikował na łamach „Gazety Wyborczej”
i „Tygodnika Powszechnego”.
Ale szerszemu gronu odbiorców znani są przede wszystkim jako intelektualne
twarze Kościoła w telewizji i prasie. Brali udział w niemal każdej debacie o
polskim katolicyzmie, prezentując najczęściej stanowisko krytyczne wobec
poczynań kościelnych hierarchów i wzbudzając najczęściej spore kontrowersje.
Obirek zasłynął stwierdzeniem, że „złotym cielcem polskiego Kościoła jest Jan
Paweł II”, zaś po jego śmierci mówił: „W moim odczuciu Papież, który był
proboszczem świata, trochę się zachowywał jak proboszcz, który nie lubi
nieporządku w swojej parafii, który chce, aby jego prezbiterium było
wysprzątane, a najbliżsi współpracownicy zdyscyplinowani”.
Bartoś skupiał się na krytyce życia zakonnego i kościelnego. „Nie traktuję
ślubu czystości, ubóstwa i posłuszeństwa jako celu samego w sobie” – mówił.
Szokował też dobitnością sądów na temat Kościoła: „Twierdzenie, że w Kościele
nie ma demokracji, nie jest specjalnie odkrywcze. Przecież biskupów nikt nie
wybiera, »przyjeżdżają w teczce«. Ten zwyczaj jest często sakralizowany, mówi
się, że to wola boska. W pierwszych wiekach Kościoła biskupów się wybierało”.
W sprawie Stanisława Wielgusa Bartoś podkreślał, że jest ona następstwem nie
tylko osobistego grzechu arcybiskupa, ale także skostniałego i
anachronicznego systemu organizacji życia w Kościele.
Pomijając niewątpliwą stratę, jaką stanowią oba odejścia dla kondycji
intelektualnej polskiego Kościoła, warto postawić szersze pytanie: czy nie
mówią one nam czegoś ważnego o sytuacji wewnątrz polskiego duchowieństwa?
Socjologowie od lat 90. odnotowują nasilający się proces rezygnacji księży z
kapłaństwa, także w Polsce. Według badań profesora Józefa Baniaka, socjologa
religii z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, liczba rezygnacji rośnie
w Polsce z roku na rok. – Sytuacja ta dotyczy księży w różnym wieku,
aczkolwiek ostatnio wzrasta odsetek odejść księży młodych i z krótkim stażem
pracy, gdzieś między 5. a 10. rokiem pracy w parafii lub pobytu w zakonie czy
zgromadzeniu zakonnym – mówi profesor Baniak.
Z kilkuletnich, nieopublikowanych jeszcze wyników badań Baniaka wynika, że na
764 ankietowanych księży 37,5 procent rozważa lub rozważało sens swego pobytu
w kapłaństwie i odejście do stanu świeckiego. 28,4 procent przeżywa kryzys
tożsamości kapłańskiej, choć nie bierze pod uwagę odejścia. Rezygnacjom
sprzyja upolitycznienie Kościoła i skandale moralno-obyczajowe na najwyższych
szczeblach hierarchii.
– To przyśpieszy proces rezygnacji wielu księży – twierdzi Baniak. – A odejdą
zwłaszcza kapłani wrażliwi moralnie i chcący uczciwie wykonywać swoje
kapłańskie powinności. W szczególności ci, którzy nigdy nie zaakceptowali w
pełni obowiązkowego „bezżeństwa”.
Jakie są przyczyny tego zjawiska? Odpowiedzi w dużym stopniu udzielili Obirek
i Bartoś, którzy żegnając się z kapłaństwem, postawili Kościołowi w Polsce
wiele zarzutów. Ich krytyka jest zbieżna: dla obu jest on instytucją
anachroniczną, intelektualnie zniewalającą i nietolerującą debaty.
Kiedy w demokratycznym świecie możesz mówić to, co myślisz, wewnątrz Kościoła
możesz mówić tylko to, co wypada. Kiedy świat stawia na dojrzałość i wolność,
Kościół i zakony przypominają wojskowe koszary. Kiedy w świecie laickim do
prawdy dochodzi się w toku nieskrępowanej dyskusji, w Kościele prawdę ogłasza
się za pomocą dekretów i sankcji. Kiedy w świecie stawia się na
odpowiedzialność, w Kościele dominuje ślepe posłuszeństwo – taki obraz
wyłania się z opisu Obirka i Bartosia.
Tak radykalna, otwarta krytyka Kościoła jako instytucji i przestrzeni
intelektualnej nie była w Polsce do tej pory obecna. Na tle spatologizowanej
polityki i chorego życia społecznego, które wylewa się z tabloidów, Kościół i
jego instytucje wydają się ludziom stojącym z boku oazami spokoju i
przyzwoitości. Korupcja, kolesiostwo czy łamanie praw człowieka – takie
rzeczy nie mogą mieć miejsca w Kościele. Na stereotypy nakładają się
społeczne oczekiwania: księża są zawsze wierni, nie popadają w nałogi, nie
spierają się ze swoimi współbraćmi i przełożonymi, zawsze uśmiechnięci i
zadowoleni, są jakimś cudem wolni od wszelkich pokus i przywar, które dręczą
zwykłych zjadaczy chleba. Prawda jest jednak taka, że nie wiemy, co się
dzieje w szeregach kleru.
A jeśli nawet dojrzymy, że nasz wikary z dnia na dzień zniknął, to proboszcz
szybko wyjaśni, że wyjechał na studia za granicę albo został przeniesiony do
nowej parafii. Broń Boże powiedzieć, że odszedł z kapłaństwa albo leczy się z
alkoholizmu. Zwłaszcza odejścia otacza nimb tajemnicy – statystyk nie podaje
się do publicznej wiadomości, a od odchodzących oczekuje się, że zrobią
to „po cichu”. To po to, by odchodzący – jak mówią biskupi i przełożeni
zakonni – nie „gorszyli maluczkich”. Ale też po to, by nie obnażać
wewnętrznych napięć w klerze.