zycie rodzinne mnie nudzi...

18.03.07, 13:45
Te rodzinne obiadki, gadki o niczym, przymus odwiedzin (mam wewnetrzne
poczucie winy, ze powinnam). Jakos po calym tygodniu pracy nie mam ochoty
spedzac weekendu z rodzina, tylko sama z soba, z mezem, z przyjaciolmi...
Wychodzi inaczej. Najbardziej oczywiscie dotyczy to rodziny "adoptowanej", z
ktora nic mnie nie laczy (a o ich problemach w postaci zielonych kupek
dziecka szwagierki w ogole nie mam juz sily sluchac), ale nie tylko.
Zastanawiam sie, czy taka ze mnie wyrodna corka? Odludek? Aspoleczna? Nigdy
nie lubilam rozmawiac w rodzinnym gronie, bardziej cenilam sobie rozmowy z
przyjaciolmi, rowiesnikami. Pewnie dlatego, ze nie nauczono mnie tego w domu.
A i ja nie mialam zaufania. Nie czulam, ze mam z nimi o czym rozmawiac.
Rodzina meza irytuje mnie straszliwie, spotkani z nimi sprowadzaja sie do
wyzerki i opowiesci o sukcesach badz porazkach "rodzinnych maskotek" czyli
dzieci, ktore sa zawsze w centrum zainteresowania (my dzieci nie mamy i poki
co nei planujemy). A jak Wy macie?
    • sara-marco Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 13:58
      Strach pomyslec jak bedziesz w wieku swoich rodziców.Nikt cie chyba nie zmusza
      do kontaktow z rodzina ale jesli tak bardzo lubisz samotnosc to czemu zakładałas
      rodzinę?Pytałas męza czy on tez tak lubi czy poprostu bedzie musiał tak
      życ?Przyjaciele sa bardzo fajni ale nie zawsze mozna na nich liczyc a rodzina to
      rodzina.
    • dr_kaczusia Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 14:02
      Dobrze rozumiem, ze "rodzina adoptowana" to rodzina meza ? ciekawe porownanie...
      My aktualnie siedzimy za granica i nie mamy takich "zmartwien", o ile spotkanie
      z rodzina to zmartwienie. Dla mnie raczej przyjemnosc, ale u nas nie bylo nigdy
      przymusu. Jak mielismy ochote to wpadalismy/lub nie, jedni do drugich, na obiad,
      na kawe albo umawialismy sie gdzies na miescie. Poki co dzieci nie ma w rodzinie
      wiec i opowiesci koncentruja sie raczej na studiach/planach itp. Owszem, jak sie
      ktos widzi z przymusu co niedziele przez 6h z ludzmi, z ktorymi nie ma ochoty
      przebywac to jest to problem. Musicie sobie ustalic po prostu, ze spotykacie sie
      raz z rodzina, a raz ze znajomymi albo w srodku tygodnia, ale na krocej itd.
      Moze wtedy bedzie Wam latwiej? Postaraj sie tez wprowadzac jakies inne tematy,
      np. kulturane, kulinarne, polityczne, towarzyskie czy cos co mogloby odwrocic
      ich uwage. Sadze jednak, ze uwage szalonych mamus i babc jest czasem ciezko
      odwrocic. One same po prostu po chwili wracaja do tego co im najblizsze i tyle...
    • 123ada Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 14:05
      Jestem aspołecznym:) członkiem rodziny. Też nie lubię tego co ty:)
      Wszyscy już się zdążyli do tego przyzwyczic. (były lata bojów, ale się zmęczyli)
      Wielokrotnie byłam osaczana przez rodzinkę aby uczestniczyc w różnego typu
      rodzinnych rytułałach. Niestety życie pokazało:) jak barzdzo tego nie trawię.
      Dziś kiedy się pojawiam w rodzinnym gronie (sporadycznie, kiedy mam ochotę)
      słyszę : OOO! jak dobrze, że jesteś, bo ciocia to, twój brat tamto, a ja siamto
      i owamto:)A co u ciebie? ...i tu zadaję masę pytań o innych...:)
      Więc nie przejmuj się tak bardzo tym, że chcesz życ po swojemu, tylko żyj, ale
      okazuj im czasami zrozumienie:)
    • caysee Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 15:48
      Ja tez nie przepadam za wizytami u rodziny meza (swoja mam daleko), jednak nie
      do tego stopnia co ty. Mnie meczy glownie fakt, ze jak jedziemy do tesciow to na
      prawie calutki dzien, po paru godzinach meczy mnie juz ciagle rozkminianie tych
      samych tematow. 3-4 godzinna wizyta bylaby ok, ale 7 godzin to juz troche za
      dlugo. Ale mam tesciowa, ktora bardzo potrzebuje miec duzo kontaktu z rodzina,
      najlepiej by chciala zebysmy do nich przyjezdzali co tydzien i to na caly
      weekend (35km...).
      • lenchen Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 16:06
        Lubie rodzinne wizyty i rozmowy, moze dlatego, ze jestem bardzo towarzyska i
        komunikatywna, moze tez dlatego, ze sa one dosc rzadkie. Uwielbiam odwiedzac
        moich rodzicow, bo mam naprawde swietna rodzine.
      • dr_kaczusia Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 16:52
        Hihi :)
        u mnie jest podobnie o tyle, ze jak bylam w PL to swoich rodzicow mialam
        stosunkowo blisko, godzinka drogi, a oni czesto kursowali do naszego miasta wiec
        robili naloty tylko na kawe. Tesciow mam >100km dalej wiec jak juz sie wybieramy
        to najczesciej na caly weekend/swieta. Wtedy nie da sie uniknac takiego
        siedzenia i gadania. A najsmieszniejsze jest to, ze ja z tesciowa zaczynam
        rozmawiac przy obiedzie, za chwile kawa i ciacho... jej "dzieciarnia" (w tym moj
        ksiaze malznonek ;)) wymiata do drugiego pokoju/przed kompa itd. a ja zostaje na
        placu boju... no a uciekac w pol slowa nie wypada ;) I wychodzi na to, ze to ja
        jestem ta od opowiadania "co u nas" ;) No coz, z drugiej strony bywamy tam
        zdecydowanie rzadziej niz u mojej rodzinki wiec da sie przezyc ;)
      • bun-cia Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 07.12.14, 18:11
        JATEZ MAM PROBLEM Z MEZEM JESTESMY 1,5 ROKU PO SLUBIE ON PRZENIOSL SIE Z MIEJSCOWOSCI 40 KM ODDALONEJ OD MOJEGO MIASTA DO MNIE.PRZED SLUBEM MOWIL,ZE ZAWSZE CHCIAL SIE ZE SWOJEJ MIEJSCOWOCI WYIESC I NIE WIAZE Z NIA PRZYSZLOSCI,A TYM BARDZIEJ NIE CHCE NIANCZYC SWOICH RODZICOW,KTORZY ZSTALI TAM SAMI PONIEWAZ RESZTA RODZENSTA TEZ SIE STAMTAD WYNIOSLA( JEGO RODZICE MAJA 56 I 59 LAT). NIESTETY MY MIESZKAMY NAJBLIZEJ MOICH TESCIOW. W ZESZLYM ROKU PRZESZLI NA EMERYTURE I SIE ZACZELO, CIAGLE SCIAGAJA NAS DO SIEBIE JAK NIE NA GRILLE( TESCIOWA POTRAFI ZAPROSIC NAS W PT NA GRILLA,POSIEDZIMY 3GODZ I ZBIERAMY SIE DO WYJSCIA,A ONA JUZ ZADAJE PYTANIE CO ROBIMY W SB CZY PRZYJEDZIEMY JAK TO NIE WYPALI TO W SB WIECZOREM DZWONI CZY BEDZIEMY W ND) TO NA KAWKE I NAJCHETNIEJ ZEBYSMY TAM SIEDZIELI Z NOCLEGIEM NP OD SB DO NIEDZIELI WIECZOR. DO TEGO TESCIU CHCE WSZYSTKO O NAS WIEDZIEC, KONTROLOWAC NASZE PIENIADZE ITD A MOJ MAZ WSZYSTKO MU GADA I GODZI SIE NA JEGO POMYSLY TAK,ZE JA NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA BO MOJ MAZ SIE NA MNIE OBRAZA,ZE ATAKAUJE JEGO OJCA,A ON PRZECIEZ CHCE DLA NAS JAK NAJLEPIEJ, NAWET NIE MOGE SIE ODEZWAC,ZE CHCE JUZ JECHAC DO DOMU JAK SIEDZIMY TAM Z SB NA ND I JEST NIEDZIELA GODZ 19.00 TO JESLI RODZICE I ON CHCA SIE JESZCZE GOSCIC TO JA MAM SIEDZIEC GRZECZNIE. TESCIOWIE WYDZWANIAJA DO NAS PRAWIE CODZIENNIE SZCZEGOLNIE TESC. TESCIOWA NP UBZDURALA SOBIE,ZE JEDZIEMY NA 2 URODZINY CORKI MOJEGO MEZA SIOSTRY (MIESZKA OK 160KM OD NAS) NIE PYTAJAC NAS O ZDANIE USTALILA,ZE ONI PRZYJADA DO NAS POD DOM PO CZYM POJEDZIEMY Z NIMI JEDNYM AUTEM DO SIOSTRY MEZA, NAJLEPSZE BYLO TO ,ZE SIORKA MEZA NAWET NIC NIE WIEDZIALA,ZE U NIEJ MA BYC JAKAS IMPREZA URODZINOWA BO NIE MIALA TAKOWEJ W PLANACH URZADZAC, STANELO NA TYM,ZE NIE POJECHALISMY TO TESCIOWA SIE OBRAZILA, TESCIOWIE ZAPROSILI NAS O SIEBIE W NASZA ROCZNICE SLUBU ALE ZAMIAST ZA NAS TOAST PODNIESLI ZA CORKE SIOSTRY MEZA,KTORA TYDZ POZNIEJ OBCHODZILA URODZNY,A NAM POWIEDZIELI JAK SPYTALISMY DLACZEGO NIE ZA NASZA ROCZNICE,ZE JUZ JESTESMY ZA STARZY ( JA MAM 29 LAT),A JA SIE SIE STARALAM I NA ICH ROCZNICE KUPILISMY IM WYPASIONEGO GRILLA I Z TEJ OKAZJI BYLA ZNOW IMPREZA U NICH TO ZENUJACE BO W POROWNANIU Z NAMI ONI SA NA SERIO ZA STARZY NA TAKIE SWIETOWANIE KIERUJAC SIE ICH TOKIEM MYSLENIA( NA KONIEC TESCIOWA BYLA URAZONA,ZE SIE ZA WCZESIE OD NICH ZBIERAMY I NIE ZOSTAJEMY NA KOLACJI,A JA WCZESNIEJ JEJ MOWILAM,ZE PLANUJE WYJSCIE GDZIES WIECZOREM NA MIASTO Z OKAZJI NASZEJ ROCZNICY).NA DODATEK UTWIERDZAJA MOJEGO MEZA,ZE NA JAZDACH RODZINNYCH POWINIEN BYC ZAWSZE I TAKZE NA ICH SKINIENIE GDY TYLO IM COS POTRZEBA, A JAK JA CHCE ZEBY SZEDL ZE MNA DO ZNAJOMYCH TO TESCIOWA MI POWIEDZIALA,ZE MAM SAMA CHODZIC JAK ON NIE CHCE I AKURAT JEST RODINNY ZJAZD. JA JUZ MAM DOSC TESCIOW I PODEJSCIA MOJEGO MEZA BO ILE TO RODZICE BEDA NA PIERWSZYM MIEJSCU? A ONI SA EGOISTAMI I NA BANK SIE NIE ZMIENIA,A WRECZ MOZE BYC GORZEJ ,CO Z TYM ZROBIC? W TE WAKACJE BYLISMY U NICH NA OKRAGLO PRAWIE W KAZDY WEEKEND I MALO MOJE MALUZENSTWO SIE NIE ROZPADLO MYSLALAM ZEBY ODEJSC BO NIE DAWALAM RADY, OD WRZESNIA SIE POPRAWILO ALE NADAL OBOWIAZKOWO MAMY BYC U NICH W NIEDZIELE I ODBIERSAC CODZIENNE TELEFONY TESCIA INWIGILATORA
    • arwen8 Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 18.03.07, 21:01
      kousia napisała:

      > Jakos po calym tygodniu pracy nie mam ochoty
      > spedzac weekendu z rodzina, tylko sama z soba, z mezem, z przyjaciolmi...

      Twoją najważniejszą rodziną jest teraz ta, którą tworzysz ze swoim mężem, a
      więc nie masz żadnego obowiązku spędzać czas z żadnymi innymi rodzinami jeśli
      nie masz na to ochoty. To WASZA własna rodzina jest dla WAS priorytetem, a nie
      rodziny innych osób.
      • suzann_e Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 19.03.07, 00:15
        dla nas nasza rodzina jest proirytetem...
        ja z mężem spotykamy się z tesciami na oficjalnym obiedzie co ok. 1,5 mies
        mąż spotyka sie z nimi czasem rzdziej , jak cos chcą
        a nawet zdażyło sie, ze odmówilismy tesciom gdy nas zapraszali na obiad, bo
        mielismy inne plany
        nie mozna dac się zdominować!!!
        nie wyobrazm sobie coniedzielnych obiadków u tesciowej
        po prostu nie poszłbym i już
        ...chyba też mam prawo do własnego zycia prywatnego
        • crunch4 Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 19.03.07, 03:37
          a ja ci zazdroszcze bo moja rodzina jest daleko i nie moge odwiedzac wcale
    • burza4 Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 19.03.07, 17:39
      bardzo jestem aspołeczna:) z rodziną widuję się nieczęsto, przymus odwiedzin
      mnie nie dotyczy, bo go zwyczajnie nie czuję.

      Ze starszymi członkami rodziny spotykam się rzadko, z młodymi zresztą też - oni
      mają swój świat, ja inny, niewiele mamy wspólnego. Raz, dwa razy na rok w
      zupełności wystarcza. Wolę spędzać czas wolny z przyjaciółmi, z którymi łączą
      nas wspólne sprawy i pasje, większe imprezy urodzinowo-imieninowe też robimy
      dla przyjaciół, a nie rodziny (bliższa bywa na obiadach). Mój mąż ma podobne
      podejście, towarzystwo ciotkowe jest w stanie wytrzymać 2 godziny, potem się
      skręca.
    • arwen8 Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 19.03.07, 21:03
      Myślę, że takie zbyt częste odwiedziny najbardziej odpowiadają osobom, które
      nie umieją sobie zorganizować wlasnego życia, a więc żyją życiem innych. Muszą
      ciągle odwiedzać innych, plotkować, toczyć nic nie znaczące rozmowy, bo
      zostając sam na sam ze sobą (lub z mężem) nie znajdują w tym żadnej większej
      przyjemności, nudzą się, albo boją się, że dopadną ich poważne myśli o ich
      własnych problemach (a do tego nie moga dopuścić).

      Osoba dorosła, emocjonalnie niezależna, która założyła własną rodzinę i która
      ma wiele zainteresowań nie będzie odczuwała potrzeby widzenia się ze swoimi
      rodzicami (a tym bardziej teściami) co tydzień. Taka osoba będzie przede
      wszystkim skupiać się na WŁASNEJ rodzinie (czyli mąż, dziecko).
      • monika_900 Re: zycie rodzinne mnie nudzi... 06.02.15, 15:43
        Ja wolę się spotykać z moją rodziną - rodzicami, siostrą i lubię to, ale spotykamy się max 2 razy w miesiącu, a tak to każdy się zajmuje swoim sprawami, Dziwne, że co weekend macie ustawione spotkania z rodziną? Ustalcie sobie też czas dla siebie, na odwiedziny przyjaciół itd, przecież nie ma przymusu. jak ktoś z rodziny męża dzwoni z propozycją spotkania po prostu powiedz: "nie gniewaj się, ale ten weekend mamy już zajęty", albo "mamy inne plany" i już. Przecież nie musicie się ze wszystkiego tłumaczyc
Pełna wersja