kousia
18.03.07, 13:45
Te rodzinne obiadki, gadki o niczym, przymus odwiedzin (mam wewnetrzne
poczucie winy, ze powinnam). Jakos po calym tygodniu pracy nie mam ochoty
spedzac weekendu z rodzina, tylko sama z soba, z mezem, z przyjaciolmi...
Wychodzi inaczej. Najbardziej oczywiscie dotyczy to rodziny "adoptowanej", z
ktora nic mnie nie laczy (a o ich problemach w postaci zielonych kupek
dziecka szwagierki w ogole nie mam juz sily sluchac), ale nie tylko.
Zastanawiam sie, czy taka ze mnie wyrodna corka? Odludek? Aspoleczna? Nigdy
nie lubilam rozmawiac w rodzinnym gronie, bardziej cenilam sobie rozmowy z
przyjaciolmi, rowiesnikami. Pewnie dlatego, ze nie nauczono mnie tego w domu.
A i ja nie mialam zaufania. Nie czulam, ze mam z nimi o czym rozmawiac.
Rodzina meza irytuje mnie straszliwie, spotkani z nimi sprowadzaja sie do
wyzerki i opowiesci o sukcesach badz porazkach "rodzinnych maskotek" czyli
dzieci, ktore sa zawsze w centrum zainteresowania (my dzieci nie mamy i poki
co nei planujemy). A jak Wy macie?