Dodaj do ulubionych

Szacunek w małżeństwie

12.04.07, 09:45
Niestety nie mam czasu żeby się rozpisać na ten temat tak jakbym chciała ale
chciałabym sie dowiedzieć czy w Waszych małżeństwach zdarza się, że
traktujecie się bez szacunku. Poruszam ten temat ponieważ niestety uważam, że
w moim małżeństwie mamy z mężem z tym problem a raczej mąż ma problem z
szacunkiem do mnie. Wczoraj mieliśmy bardzo nieprzyjemną sprzeczkę o taką
bzdurę, że szkoda gadać ale jak sobie pomyślę o tym jak mąż na mnie najechał
i o tym co od niego usłyszałam to robi mi sie strasznie przykro. Wydaje mi
się, że to nie jest raczej normalne zachowanie a powtaza się już po raz
kolejny-i nie wiem jak mam wytłumaczyć jemu, że nie powinien tak się
zachowywać-prośby i rozmowy nic nie dają bo w momencie kiedy jest zły na mnie
albo na jakaś sytuację to kompletnie nie idzie z nim porozmawiać bo wtedy
wkurza się jeszcze bardziej. Przykro mi jest-bo na codzień jesteśmy w miarę
zgodnym małżeństwem ale w chwilach kiedy sytuacja wymaga rozmowy to mój mąż
odwraca się do mnie plecami i kompletnie mnie ignoruje-ja szukam
porozumienia, wyciągam do niego rekę a on dalej swoje-a to są chwile kiedy
najbardziej powinien mi pokazać, że jest dorosłym, dojrzałym fecetem, któremu
równiez zależy na rozwiązaniu sytuacji.Kiedyś mi Mama poradziła, że powinnam
zachować się dokładnie tak samo jak on żeby widział jak to jest ale ja nie
zawsze potrafię-a nawet jeśli to robię to i tak następnym razem jest
dokładnie to samo. Wielka obraza, ignorowanie, 5 dni ciszy a potem
zachowywanie się tak jakby nic się nie stało. Mam tego dosyć czasami bo mam
wrażenie, że z biegiem czasu nic się nie zmienia, pomimo wielu moich próśb i
rozmów mąż w kółko robi to samo i w kółko zachowuje się tak samo jak
poprzednim razem-a ja cierpię za każdym razem-a on się zachowuje jakby to w
ogóle go nie obchodziło, nie wspomnę o słowach jakich potrafi użyć w stosunku
do mnie jak jest zły. A jak jest z tym u Was? Nie wiem jak rozwiązać ten
problem, pojawił się już przed ślubem tak naprawdę-kłótnie, wyzwiska
itd.,itp. i nic się nie zmienia-na codzień jest kochany i stara się ale jak
dochodzi do jakiejś sprzeczki to naprawde staje sie zupełnie innycm
człowiekiem-tak jakby w jednej chwili nasze małżeńswto i szacunek do mnie
kompletnie traciło dla niego znaczenie. A jednak znalazłam czas i się
rozpisałam:)
Obserwuj wątek
    • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 10:01
      Aśku, jakbym wiedziała co na to poradzić to byłabym najszczęśliwszą babą na tym
      ziemskim padole. A tak dupa blada, za przeproszeniem. W kłótni ani Mąż ani ja
      szacunku do siebie za grosz nie mamy. Już tu zostaliśmy na forum określeni jako
      patologia, może i słusznie ;-)
      "A więc" również czekam na pomysły :-)
    • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 10:36
      Świetnie że zaczełas ten watek Właśnie wczoraj wieczorem po kilku tygodniach
      spokoju wybuchła taka burza - jak nigdy Jednym słowem pobilismy sie Ja zaczełam
      tą sytuacje bo nie chciałam żeby wchodził na umyty jeszcze mokry balkon zapalic
      papierosa On poszedł ja zagryzłam zęby Póxniej niestety sprawy tak się
      potoczyły że ... aż wstyd pisac mam kilka siniaków i myśle czy to dalej ma sens
      Nie wiem czy jest możliwe kłócić się wg pewnych zasad tzn nie tracąc szcunku do
      siebie ale pomimo to są granice których nie powinno sie przekraczać
        • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:17
          Nie Ale już długi czas było tak jakoś spokojnie Nie jest tak że mąż mnie bije
          To ja niestety w trakcie potyczek słownych zostaje wyprowadzona z równowagi i
          od gestu do gestu ... Pomimo tego ze jak napisałam to ja pierwsza podnoszę ręke
          uważam ze on jako meżczyzna powinien tą ręke zatrzymac niż oddać mi A najgorsze
          to to że obawiam sie ze jak zwykle wymiękne i pierwsza zacznę szukac pojednania
          On czuje się urazony i niczemu nie winny Tak jest zawsze
          • arwen8 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 16:21
            yoana.p napisała:

            > to ja pierwsza podnoszę ręke

            ashtin napisała:

            > Cóż, też biłam.

            Ponieważ byłyście same bite w dzieciństwie. Nigdy nie potępiłyście wyrządzonej
            wam krzywdy, nigdy nie odczułyście w pełni świadomie swojego bólu, lęku,
            upokorzenia, nienawiści. Wybaczyłyście tym, którzy was krzywdzili. Dlatego
            teraz zupełnie nieświadomie krzywdzicie innych. Tak samo nieświadomie będziecie
            krzywdzić swoje dzieci dając im "niewinne", "wychowawcze klapsy". Nawet nie
            dostrzegacie związku pomiędzy jednym a drugim...

              • zuza6661 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 19:05
                No, mnie tez nikt nigdy nie udezyl, klapsow tez nie pamietam, a jak sie
                naprawde zdenerwuje, to az mmnie nosi, zeby cos rozwalic :/ Ostatnio rozwalilam
                drzwiczki szafki. Mojego jeszcze nie uderzylam, ale czasem mam taka ochote
                nim "wstrzasnac" zeby w koncu jakos zareagowal na problem, a nie udawal, ze nic
                sie nie stalo i szedl spac... Rozumiem Was dziewczyny meskiebokserki ;)
                • arwen8 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 19:59
                  Wiem, wiem, miałyście idealne, szczęśliwe dzieciństwo, rodzice was nigdy palcem
                  nie tknęłi ani słowem nie obrazili, szanowali was bezwarunkowo i kochali
                  bezwzględnie, wspierali każde wasze poczynanie, a wszystkie błędy komentowali
                  jedynie ciepłym, życzliwym uśmiechem.

                  Tylko skąd w was teraz nagle tyle agresji w stosunku do mężów? Zapewne z
                  powietrza...

                  Mężowie stali się dla was substytutami waszych rodziców, do których czujecie
                  nieuświadomiony żal i wściekłość. A ponieważ nie śmiecie nawet pomyśleć nic
                  złego w stosunku do rodziców (słynne Czwarte Przykazanie!), zupełnie
                  nieświadomie kierujecie swoją dziecięcą frustrację na mężów. To rodziców
                  chciałybyście tak naprawdę stłuc, to im chciałybyście wykrzyczeć cały swój ból.
                  Ale zamiast to sobie uświadomić, wciąż krzywdzicie siebie, mężów, dzieci,
                  innych.

                  Wkurza was to, że mąż was olewa, milczy, udaje, że nic się nie stało, idzie
                  spać w trakcie awantury. Rozwściecza was takie traktowanie do tego stopnia, że
                  chcecie mężowi przyłożyć, "wstrząsnąć" nim, żeby wreszcie was zauważył, żeby
                  nie bagatelizował wasz problem, wasze istnienie. Ale tak naprawdę to
                  chcecie "wstrząsnąć" waszymi rodzicami, które was ignorowali i umniejszali w
                  dzieciństwie (i zapewne wciąż ignorują waze problemy, pouczają jak macie żyć,
                  etc.). Zachowanie męża sprawia, że znów czujecie się małymi, ignorowanymi
                  dziewczynkami, a na takie uczucie nie możecie sobie pozwolić, bo przecież
                  jesteście "dorosłe", "zamężne" kobiety. Tak WAM się wydaje. Ale tak naprawdę
                  jesteście nadal małymi, skrzywdzonymi dziewczynkami, które boją się przyznać
                  się przed swoimi prawdziwymi uczuciami i żeby zagłuszyć ten lęk sięgają po
                  umniejszające innych słowa lub rękoczyny. I nadal za wszelką cenę bronicie
                  obrazu swoich "idealnych" rodziców, wmawiacie sobie i innym, że byli dla was
                  wspaniali, najlepsi, etc. Boicie się prawdy, która pozwoliłaby wam pozbyć się
                  tej nieuświadomionej agresji i nienawiści...
                    • arwen8 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 21:45
                      A więc jakie jest TWOJE własne wyjaśnienie przyczyn takiego zachowania? Jak
                      rozumiesz siebie samą i swoje czyny? Jak je sobie samej tłumaczysz? Czy może
                      tylko czekasz aż psycholog Ci wszystko wyjaśni, wytłumaczy i pigułki przepisze?
                      Czekasz "do wtorku" aż Ci łopatologicznie wytłumaczy zachowanie Twoje i Twojego
                      męża, a Ty spokojnie wysłuchasz i później zrelacjonujesz na forum, ewentualnie
                      wyśmiejesz, poglądy tego "autorytetu"?

                      Nie ma żadnej ideologii. Jest zwyczajna prawda, zapisana w naszym ciele, której
                      większość z nas nie chce dopuścić do głosu. A skoro przez wiekszość życia nie
                      słucha się głosu własnego ciała i intuicji, to jak można zrozumieć przyczyny
                      własnego zachowania i zachowania męża?
                        • siula5 Re: Szacunek w małżeństwie 20.04.07, 09:26
                          A ja uważam że Arwen8 ma całkowitą rację, bynajmniej to co napisała pasuję
                          właśnie do mnie, byłam bardzo bita w dzieciństwie niemalże katowana i teraz w
                          kłótni również podnoszę rękę na swego M., a potem płaczę bo tak na prawdę tego
                          nie chciałam, nie potrafię tego opanować niestety.
                          • le.petit.chagrin !!!!!!! 16.05.07, 23:38
                            ej, no sorry! to, że ty byłaś katowana w dzieciństwie i teraz to obija się na
                            twoim związku nie oznacza wcale, że wszystkie "męskie bokserki" miały takie
                            same przeżycia...
                      • heather4 Re: arwen8 20.05.07, 22:22
                        arwen8 - w zupełności się z tobą zgadzam. A reszcie polecam książkę Susuan
                        Forward "Toksyczni rodzice". Myślę, że 99% z nas takich rodziców właśnie ma lub
                        miało. Kluczem do zagadki jest zdać sobie z tego sprawę...
      • sol_bianca Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 11:06
        o matko
        o takie rzeczy robicie awantury?

        > Ja zaczełam tą sytuacje bo nie chciałam żeby wchodził na umyty jeszcze mokry
        balkon zapalic
        > papierosa On poszedł ja zagryzłam zęby

        u kulturalnych ludzi wyglada to tak:
        - kochanie, czy mozesz poczekac chwile, bo podloga na balkonie jest mokra?
        - bardzo chce mi sie palic, wyjde ale bede uwazal
        - OK, ale posprzataj po sobie

        > Nie wiem czy jest możliwe kłócić się wg pewnych zasad tzn nie tracąc szcunku do
        > siebie ale pomimo to są granice których nie powinno sie przekraczać

        jest mozliwe.
        1. traktuj druga osobe tak, jak sama chcesz byc traktowana. co nie musi oznaczac
        wiecznego przytakiwania, bo:
        2. jestes dorosla i potrafisz przyznac sie do bledu, tym bardziej ze:
        3. zwrocic uwage mozna w sposob kulturalny i "pozytywny" tzn., zamiast sie
        wsciekac, wskazac sposob na naprawienie sytuacji.

        powyzsze zasady powinny oczywiscie byc stosowane przez obie strony. nie zawsze
        to jest mozliwe, czasem emocje biora gore, ale jesli sie te zasady
        zinternalizuje, latwiej sie opanowac. czasem wystarczy przypomniec sobie:
        "wlasnie zlamalam zasade nr 1 ;))) wyzywajac meza od idiotow. chyba powinnam
        przystopowac" albo zwrocic uwage mezowi, ze posuwa sie za daleko.
        najwazniejsze, zeby obie strony rozumialy, ze na klotni nikt nie zyska, mozna
        tylko stracic.
    • maya28 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:13
      Jeżeli przeszkadza Ci to, to ja bym pomyslała o pomocy fachowca, czyli jakieś
      spotkania z psychologiem. Pewnie powiecie, że mi odbiło przesadzam itp. Ale ja
      w poprzednim zwiazku miałam właśnie taki problem, który regularnie mnie
      wykańczał. Poza kłótniami była bajka sielanka, ale w momencie sprzeczki nie
      było wręcz granic. Bez rękoczynów, ale słowa tez potrafią ranić.Doszło do tego,
      że potrafił zostawić mnie na jakijs imprezie i wyjść. Ja nie potrafiłam tak
      zyć. Niektorym może to az tak nie przeszkadzać, moga funkcjonowac mimo 5 dni
      nie odzywania się, karczemnych awantur o marchewke wieczorem itp. Ja sie nie
      nadaję, chodziłam po takiej akcji jak własny cień. Jezeli Tobie tez tak to
      przeszkadza, to postaraj się teraz jakoś to rozwiazac, bo z czasem jest
      trudniej. Dochodzi przyzwyczajenie, wypracowuje sie "reguły gry" i granice,
      które sa już dawno przekroczone, tak, ze ich nawet nie widać. W tamtym zwiazku
      bylam prawie 10 lat, i sie nie poprawialo, wrecz odwrotnie. Z czasem tylko
      człowiek sie uodparnia. Proszenie męża w trakcie sprzeczki zeby sie tak nie
      zachowywal nic nie da. Jak jest w amoku to zrobi wręcz odwrotnie. Jedyny sposób
      to poważnie porozmawiać, jak jest wszystko super. Ale ja bym radziła umówić się
      razem do specjalisty i z tym walczyć, bo Cie to wykończy dziewczyno. Nie
      lekceważ tego. Zastanawiałam sie z czego to wynika, i chyba poza tendencjami
      charakteru, to moga tez byc wzorce wyniesione z domu. Aż strach pomyślec ze
      Wasze dzieci miałyby sie tego samego uczyć.
      Mój maż na szczęście nie robi takich akcji, po poprzednich moich
      doświadczeniach, nasze sprzeczki to po prostu inne zdanie na jakiś temat. Aż
      chce się żyć. Jeżeli pokażesz, że problem jest dla Ciebie ważny, to może mąż
      popracuje nad swoją postawą. Ale obawiam sie, ze bez mediacji kogoś z zewnątrz,
      i pokazania mu, jak to Cie rani, Ty mozesz miec problem z wytlumaczeniem mu
      tego. Wlasnie sie tak zastanowilam, ze chyba Cie nie podniosłam na duchu..

      • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:18
        Mąż zgodził się ostatnio na spotkanie z moją terapeutką - no zobaczymy,
        zobaczymy ;-) dotychczas moją depresję ważył sobie lekce. Sama zresztą myślałam
        że to li i jedynie moja sprawa. Ale babka sama mi powiedziała, że bez drugiej
        strony to nic to nie da.Wiadomo że jedno spotkanie nie nauczy go wiele, ale
        samo to że obca osoba cokolwiek mu powie, to już coś. Bo dla otoczenia jesteśmy
        wielce szczęśliwą parą (teraz - był czas że z każdej imprezy wychodziliśmy
        pokłóceni). Nawet nie to żebyśmy udawali... Ech, trudna sprawa.
        • maya28 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:35
          Jeżeli uda się Wam razem spotkac z terapeutą to jest spora szansa, że sie
          wszystko po woli poukłada. To niestey wymaga pracy, ćwiczeń itp. Ja z moim ex
          byłam kilka razy już umówiona, zawsze po większej awanturze, mieliśmy plan
          naprawy, ale poniewaz wszystko wracało szybko do "normy", niestety zawsze miał
          coś wazniejszego, i do specjalisty nie dotarliśmy. Juz nawet sie rozstawaliśmy
          i warunkiem powrotu była wspólna wizyta u terapeuty, i jak zwykle konczylo sie
          na niczym. Tzn wracaliśmy do siebie, ale nie odwiedzalismy psychologa.
          Patologia. Na szczęście tak nawywijał na koniec, ze nawet wspólnych wizyt u
          terapeuty mi sie odechciało, tak że później to on mnie prosił o spotkanie z
          psychologiem. Na jakies 7 miesięcy przed planowanym ślubem spakowalam go. Adios
          amigos. I najciekawsze, że wszyscy znajomi byli tacy zaskoczeni "przeciez taka
          zgrana z Was para!"
      • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:35
        maya zgadzam sie z tobą że to nic dobrego tyle ze moja sytuacja jest o tyle zła
        ze w naszym związku to ja jestem sfiksowana Mam za sobą bardzo nieciekawe
        dziecinstwo ale zaczełam coś z tym robic, chodzę na terapie Niestety w związku
        z tym ja nigdy nie mam racji
        • maya28 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:41
          Zawsze ktoreś w związku jest sfiksowane, u Was akurat padło na Ciebie ;) Ale
          nie sugeruje Ci terapeuta, żebyście we dwoje uczestniczyli w spotkaniach? Bo to
          chyba ważne, żeby Twój mąż rozumial, co się z Tobą dzieje podczas sprzeczki. No
          i chyba powinniście razem ćwiczyć, tzn te wszystkie ustalone zwroty w momentach
          kryzysowych, a nastepnie sie spowiadacie, czy sie udalo.
          • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:48
            Yoana, też masz tak że terapia obraca się przeciwko Tobie? Nauczyłam się mówić
            wprost co mnie boli, nie dusić w sobie (co robiłam całe życie) - i tyle z tego
            mam że rodziny już praktycznie nie mam, a małżeństwo wygląda tak jak wygląda ;-
            ) Mimo wszystko cieszę się jak norka. Wolę być wiedźmą rogatą niż szarą myszką.
          • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 11:53
            Na terapię chodzę od ok 5 m-cy do psychiatry Moim problemem była moje
            przeszłosć która teraz nie pozwala mi normalnie życ Na terapii ucze się
            zrównowazyć swoje emocje bo tu jest szkopół i tak naprawdę juz dawno to co
            wydarzyło się wczoraj nie miało miejsca Dziś akurat jestem umówiona na
            spotkanie To niestety jest tak ze zyje wg pewnych schematów dużo w tym agresji
            leku Cieszę się jednak że ruszyłam tą sprawe I o tyle jest mi trudną z ta cała
            syt ze kocham swojego meza ale on zyje w zupełnie innym swiecie i nie ma
            bladego pojęcia co ja czuje ile siły mnie kosztuje próba opanowania się w wielu
            syt
    • burza4 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 12:36
      rada mojej koleżanki - w takiej sytuacji nie wdawać się w polemikę czy spory,
      nie tłumaczyć, tylko po prostu wyjść - bo to jedyny sposób żeby przeciąć
      wywody, kiedy furiat złapie fazę. "Nie będziemy w ten sposób rozmawiać/ nie
      będę tolerować takich odzywek". Wychodzisz. Kropka. W żadnym wypadku nie szukać
      porozumienia, jeśli czujesz się urażona, bo to daje tylko wolną rękę do
      dalszych zachowań tego typu. Nadskakując mu po tym jak obrzuca cię wyzwiskami
      dajesz mu sygnał, że w tym sporze miał rację, że tolerujesz takie akcje, więc
      dlaczego miałby coś zmieniać? traktują nas tak, jak POZWALAMY się traktować.
      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 12:55
        "traktują nas tak, jak POZWALAMY się traktować."
        Tylko to jest ciężki temat. Bo co to znaczy, że traktują nas tak jak pozwalamy
        im na to?-mąż krzyczy na mnie, mówi niemiłe rzeczy-przecież bronię się, mówię
        mu że mnie krzywdzi, tłumaczę-czasami udaje mi się go zignorować i robić to
        samo co on-ale to nadal nic nie daje. Co mam zrobić? spakować się i wyprowadzić
        żeby wreszcie do niego dotarło??ignorowac go przez miesiąc, żeby wiedział, że
        naprawdę mnie skrzywdził-właśnie w tym problem, że nie wiadomo co robić, żeby
        sytuacja następnym razem wyglądała inaczej a nie tak samo jak zawsze.
          • maya28 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 13:22
            No to trzymam kciuki, żeby tam dotarł ;)
            A w kwesti, że tak nas traktują jak sobie pozwalamy - oczywiście. Pytanie tylko
            ile kto ma siły żeby walczyć o szacunek. Moim zdaniem o szacunek się nie
            powinno walczyć, szacunek sie należy, i chyba to trzeba wytłumaczyć partnerowi.
            Normalnie, przy powtarzającej się akcji gdzie partner Cię obraża, kończy się
            znajomość. Ale to i my musiałybyśmy być normalne, zeby tak zareagować. A
            niestety uwielbiamy się wciągać w takie związki, sinusojdy nastrojow
            podgrzewają tylko uczucia i nie wiemy kiedy znajdujemy się ..w toksycznym
            zwiazku. Zakochane jak wariatki :)
        • burza4 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 16:58
          asiek06 napisała:

          > mąż krzyczy na mnie, mówi niemiłe rzeczy-przecież bronię się, mówię > mu że
          mnie krzywdzi, tłumaczę-czasami udaje mi się go zignorować i robić to > samo co
          on-ale to nadal nic nie daje.

          właśnie o to mi chodzi, przeczytaj uważnie co napisałaś - "bronię się,
          tłumaczę" - to brzmi trochę żałośnie, nie sądzisz? takim zachwaniem pokazujesz
          mu swoją słabość i uległość. Ty pierwsza wyciągasz rękę, on zachowuje się jakby
          nic się nie stało, ty zabiegasz - no i takie są skutki, po co on miałby się
          zmieniać, skoro MOŻE tak się zachowywać, jak mu pasuje? może się wyżyć,
          odreagować stresy, ty i tak przyjdziesz z podkulonym ogonem.

          spróbuj tej metody - "nie toleruję takiego zachowania" - i odseparuj się, włącz
          muzykę na słuchawki, cokolwiek, aby się odciąć. Nikt raczej nie wrzeszczy do
          ściany, do tego potrzeba audytorium... Żadnego tłumaczenia, winni się tłumaczą.
          Żadnego zagadywania, pokazywania że zrobił ci przykrość, wyjaśniania, że źle
          zrobił. Jak sam tego nie wie, to do niego nie dotrze. Może taki model rodziny
          miał w domu i dla niego to norma? Poczytaj sobie np. "Toksyczne słowa w związku"

        • justysialek Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 12:27
          > "traktują nas tak, jak POZWALAMY się traktować."
          > Tylko to jest ciężki temat. Bo co to znaczy, że traktują nas tak jak
          pozwalamy
          > im na to?-przecież bronię się, mówię
          > mu że mnie krzywdzi, tłumaczę-czasami udaje mi się go zignorować i robić to
          > samo co on-ale to nadal nic nie daje. Co mam zrobić? spakować się i
          wyprowadzić
          >
          > żeby wreszcie do niego dotarło??ignorowac go przez miesiąc, żeby wiedział, że
          > naprawdę mnie skrzywdził-

          Absolutnie nie wolno ci robic tego samego, co on. To go niczego nie nauczy, za
          to ciebie nauczy negatywnych reakcji.

          Chcesz receptę? Spróbuj zachowania asertywnego.
          Na spokojnie mówisz mu, że chcesz z nim porozmawiać. Zrób to w dobrym momencie,
          musicie mieć czas na rozmowę, musicie być sami.
          Powiedz, że nie akceptujesz takich słów, krzyków itd i sobie tego nie życzysz.
          Jesli ma do ciebie żal, to niech ci o tym powie. Jesli nie może nad sobą
          zapanować - niech wyjdzie, pospaceruje i wróci. Nigdy nie rozmawiajcie w
          gniewie. Stosujcie tą radę oboje.
          Przykład - zachował się źle, ty mówisz: nie podoba mi sie twoje zachowanie,
          lub: uważam, że nie masz racji. Wychodzisz, jak troche sie uspokoisz, on też,
          poukładacie sobie argumenty w głowie to wracasz i pytasz, czy chce o tym z tobą
          pogadać.
          Zasady komunikacji w kłótni:
          1. Nie generalizuj - nie używaj słów "zawsze", "nigdy", "wszyscy" itd. np:
          zamiast "ty to mnie nigdy nie słuchasz" powiedz "mam wrażenie, że mnie nie
          słuchasz teraz"
          2. Mów tylko o tym co teraz - nie wypominaj przeszłości, podawaj konkretne
          przykłady zachowań
          3. Nigdy nie klnij, nie krzycz
          4. Absolutnie nie wolno obrażać rodziny męża/żony
          5. Mów o swoich uczuciach np: zamiast "w ogóle cie nie obchodzę"
          powiedz "czasem mam wrażenie, że cię nie obchodzę".
          6. Mów wprost o swoich potrzebach i odczuciach np: "kiedy sie tak zachowujesz
          to sprawiasz mi przykrość".

          Stosuj sie do tych zasad i wymagaj tego od niego. jeśli je w trakcie rozmowy
          złamie, to wyjdź, odczekaj kilka godzin i potem spróbuj jeszcze raz. Kiedy
          krzyczy mówisz: "nie życzę sobie, żebyś na mnie krzyczał. Nie będę z tobą
          rozmawiać, dopóki sie nie uspokoisz"

          Ogólnie polecam poczyatnie książek o asertywności.
          ja tez należę do osób wybuchowych i mi osobiście te zasady bardzo pomagaja w
          małżeństwie.
          • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 12:38
            Rady Twoje na pewno są dobre-do niektórych staram się stosować-ale największy
            problem, jaki mam z mężem to taki, że on na wszystko co ja mam do powiedzenia
            ma argument-ZAWSZE!!-doprowadza mnie to do furii-nie daje sobie powiedzieć nic
            złego na swój temat-nawet jak mówię mu czystą prawdę-podając przykłady z życia
            wzięte-to on się wykręca-kręci-kombinuje-argumentuje-wiele razy staraliśmy się
            rozmawiać spokojnie ze sobą-i nie wychodzi-w ciągu 2 minut od spokojnej rozmowy
            potrafimy juz krzyczeć na siebie, przeklinać i tracić panowanie nad sobą-tak
            się stało właśnie wczoraj niestety. Tak jak pisałam wcześniej najgorsze jest
            to, że on nie da sobie nic powiedzieć-ja mu mówię "zrobiłes tak i tak-nie
            podoba mi sie to, czy mógłbyś następnym razem coś tam...." a on na to "a czy Ty
            myslisz, że jesteś święta, przecież tez potrafisz ble ble ble......" i tak jest
            za każdym razem-a mnie to męczy już okropnie bo do niczego nie dochodzimy-on
            słyszy ode mnie, że źle robi-znajduje argument na mnie wtedy zawsze-mówi mi, że
            ja kiedys coś tam i czuje sie usprawiedliwiony-rozmowa się kończy bo albo
            wrzeszczymy już na siebie albo widzę, że moje gadanie skutku nie przynosi-za
            parę dni/tygodni jest to samo i tak w kółko-on w ogóle mnie nie słucha-nie
            przyjmuje do wiadomości tego co mu mówię-nawet się nad tym nie zastanawia-
            wychodzi z założenia, że ja też nie jestem idealna-zresztą nikt nie jest-i
            dalej zachowuje się tak jak wcześniej. Trace nadzieję, że to się zmieni
            kiedykolwiek-bo od ponad roku w kółko to samo.Jestem zmęczona.A to się odbija
            na wszystkim. Jak mam się życiem cieszyć, skoro z własnym mężem nie mogę się
            dogadać!?
            • justysialek Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 21:48
              doprowadza mnie to do furii-nie daje sobie powiedzieć nic
              > złego na swój temat-nawet jak mówię mu czystą prawdę-podając przykłady z
              życia
              > wzięte-to on się wykręca-kręci-kombinuje-argumentuje-

              Nie wdawaj sie w dyskusje. Powtarzaj jak zdarta płyta: "Przeszkadza mi to. Co
              zamierzasz z tym zrobić?!"

              ja mu mówię "zrobiłes tak i tak-nie
              > podoba mi sie to, czy mógłbyś następnym razem coś tam...." a on na to "a czy
              Ty
              > myslisz, że jesteś święta, przecież tez potrafisz ble ble ble......"

              "Postaram się zmienić swoje zachowania i ciebie prosze o to samo" - a tak na
              marginesie, to niestety - wymagasz, to musisz najpierw ty dać dobry przykład.

              on w ogóle mnie nie słucha-nie
              > przyjmuje do wiadomości tego co mu mówię-nawet się nad tym nie zastanawia-
              > wychodzi z założenia, że ja też nie jestem idealna-zresztą nikt nie jest-i
              > dalej zachowuje się tak jak wcześniej.

              Powiedz mu o tym. Powiedz jak cie frustruje takie zachowanie, że masz dość, że
              nic się nie zmienia, a ty tak dłużej nie możesz!!!
              Może wyda ci sie to głupie, ale czasem dobrym wyjściem jest napisanie listu -
              to zapobiega krzyczeniu.
              Jeśli powie, że np nie zmieni sie , bo nikt nie jest idealny i ty też nie i
              ogólnie ma to w d... to powiedz, że należy pracowac nad sobą, bo na tym polega
              życie i jeżeli on nie czuje potrzeby pracy nad waszymi relacjami, to może byc
              juz tlko gorzej - czy tego chce?!
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 12:42
      Nie myślałam, że tyle osób się wypowie pod moim postem. Prawda jest taka, że
      mamy też inne kłopoty z mężem i niestety mam cały czas wrażenie, że wszystko
      biorę na siebie a on sobie po prostu żyje z dnia na dzień zachowując się jakby
      to wszystko działo się obok niego a nie w jego życiu. I naprawdę jest mi
      przykro-bo wiele sytuacji się po prostu powtarza i nic się na dobre nie
      zmienia. Czasami boję się, że będzie już tylko gorzej skoro cały czas jest tak
      jest jest-a jest źle. I prawdą jest to co jedna z Was tutaj napisała, że można
      się wykończyc przez coś takiego-mąż nic sobie nie robi z problemów a ja chodzę
      i wiecznie rozmyśla, szukam jakiegos rozwiązania, rozważam wszystkie jego
      zachowania, analizuję, zwariowac można! myślę, że jak tak dalej będzie to
      wybierzemy się do specjalisty, może to nam pomoże.
      • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 13:00
        burza masz 100% racji wiem ze tak jak się pozwalam traktowac tak tez on mnie
        traktuje TEORETYCZNIE powiem za siebie :
        1. powinnam sie bardziej skupić na swoich potrzebach kontaktach ze znajomymi
        2. mniej go "wyreczac" w obowiazkach domowych , (nie umył garów niech stoją)
        3. nie biadolic i nie miec pretensji dac sobie luz
        4. mniej myślec więcej robić
        5. szanowac siebie byc KONSEKWENTNA
        Co byscie jeszcze dopisały?
        • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 13:05
          Jabym widziała rady mojej Mamy.Myśleć więcej o sobie, olać sprzątanie od czasu
          do czasu-i wyręczanie go-bo naprawdę robię w domu dużo-cały tydzień w pracy i
          na korepetycjach-sobota sprzątanie i gotowanie obiadków-a dla siebie nigdy nie
          znajduję chwili-chyba za bardzo go do tego przyzwyczaiłam!! Z tym luzem to tez
          prawda-ja wiecznie wszystko analizuję i przemyslam zamiast olać-tylko łatwo
          powiedzieć-trudniej wykonać:)
    • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 13:41
      No i właśnie w tym problem tzn problem z wykonaniem tego o czym TEORETYCZNIE
      wiemy I powiem szczerz od ok 3 lat nie pije alkoholu bo ciaza, karmienie
      piersia itp ale dzis mam taką ochote urznac się z żalu! Najbardziej mnie
      stresuje w obecnej syt obawa ze jak pisałam wcześniej nie wytrwam w swojej
      postawie i pierwsza wyciagnę reke - dzielenie włosa na czworo A jestem pewnwa
      że on takich dylematów nie ma
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 14:52
      Ja w każdym razie coraz częściej dochodzę do wniosku, że z facetami nie idzie
      się dogadać i tyle!są z innej planety i nadają na zupełnie innych falach niż my
      kobiety. Podziwiam małżeństwa, które są ze sobą po 40-50 lat i mówią, że nigdy
      się nie kłócili. Do dzisiaj z żalem wspominam czasy-a właściwie pierwszy rok
      znajomości z moim mężem kiedy to wszystko było ah i oh-żadnych kłótni, pełna
      harmonia-pełne zrozumienie-gdzie to się podziało???:(a przecież staram się-
      dlaczego nie wychodzi??
      • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 14:56
        Aśku, nigdy się nie kłócili i to takie fajne? Błe. Naciągane po uszy albo takie
        mdłe... no kurcze, jakbyśmy się mieli we wszystkim zgadzać to z nudów umrzeć
        można. Kłócić się trzeba umieć, a jak widać my nie umiemy.
        U nas bez kłótni było pierwsze pół roku. Ironio losu, sielanka skończyła się po
        moim wyznaniu miłości - pół roku na rzęsach stawał, starał się jak nikt
        wcześniej, musiałam pokochać choć wcale nie chciałam ;-) A już odkąd razem
        zamieszkaliśmy to sinusoida.
        Piszesz że się starasz. A czy on też? Tu chyba problem. Mój Mąż ucieka w
        milczenie - śmiech na sali, dotąd to ja milczałam.
          • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 15:31
            Asiek a moze właśnie problem w tym ze za bardzo sie starasz? M9oze i nizbyt to
            brzmi ale ja osobiście spotkałam sie z taka zaleznoscią ze jeden partner robi
            za kotka a drugi za myszke, jeden ucieka a drugi go goni I choc nie przepadam
            za moja teściową to w jednym musze jej przyznac racje - przada którą wygłasza
            do znudzenia : chłop nigdy nie bedzie babą a baba chłopem. I ja czasem sobie
            tak mysle ze nie mamy najmniejszej szansy sie zrozumiec wiec pozostaje tylko
            OBUSTRONNA akceptacja i kompromis
            • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 15:46
              Tylko, że pewnych zachowań nie można akceptować-bo potem dochodzi do tego o
              czym tutaj właśnie piszemy-bo np. rozumiem, że mąż mógł mieć zły dzień, że jest
              zły na coś, że jest mu źle i przykro ale tego, że krzyczy na mnie i mówi
              niemiłe rzeczy o mnie bez powodu-tego nie rozumiem i akceptować nie będę.
        • arwen8 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 16:43
          ashton napisała:

          > jakbyśmy się mieli we wszystkim zgadzać to z nudów umrzeć
          > można. Kłócić się trzeba umieć

          Z nudów? My w ogóle nie wiemy, co to nuda. Człowiek spełniony nie
          odczuwa "nudy", a już tym bardziej nie postrzega harmonijny, piękny związek bez
          kłótni jako coś "nudnego".

          Nie trzeba umieć kłócić się, lecz ROZMAWIAĆ, klarownie wyrażać swoje uczucia i
          być otwartą na uczucia drugiej osoby. Kłótnia a rozmowa to są dwie różne
          rzeczy. Kłótnia jest zawsze pozbawiona szacunku i empatii.

          My nie wiemy, co to jest kłótnia. Odruch kłócenia się zanikł całkowicie.
          Zamiast niego pojawiło się zaufanie i swoboda w wypowiadaniu swoich prawdziwych
          uczuć tu i teraz. Jeśli są jakieś nieporozumienia, jeśli nie zgadzamy się w
          jakimś temacie, to mówimy o tym sobie natychmiast (spokojnie), nie czekając
          na "lepszą" okazję. Właśnie taka niemożność wypowiedzenia swoich uczuć tu i
          teraz prowadzi do późniejszych "eksplozji".

          I ja i mój Mąż byliśmy kiedyś w związkach, w których kłótnie były
          czymś "normalnym". Udało nam się zrozumieć dlaczego tak reagowaliśmy, co było
          prawdziwą przyczyną naszego braku umiejętności prowadzenia rozmowy z byłymi
          partnerami. Dlatego teraz potrafimy tę wiedzę zastosować w naszym związku.
          Jeśli się nie rozumie przyczyn, to powtarza się te same błędy w kółko. A ilu
          osobom chce się w to zagłębiać, myśleć i wyciągać wnioski? Wolą kłócić się i
          usprawiedliwiać swoje zachowanie tym, że inaczej można "z nudów umrzeć".
        • maya28 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 17:20
          ashton napisała:
          > Aśku, nigdy się nie kłócili i to takie fajne? Błe. Naciągane po uszy albo
          takie mdłe... no kurcze, jakbyśmy się mieli we wszystkim zgadzać to z nudów
          umrzeć można

          Aston, nie nudne, z pewnością nie mdłe, i nie naciagane. Można żyć inaczej,
          dopiero teraz wiem co znaczy być szczęśliwą. I to, że ktoś sie nie kłóci, to
          nie znaczy ze we wszystkim mają takie samo zdanie! Tylko fakt, że ma sie inne
          zdanie nie jest podstawa do kłótni. Ot tylko tyle, albo az tyle.
          Na razie mieszkamy ze sobą tylko 3 lata, mniej niz rok małżeństwa, więc za tych
          z 40 letnim stażem się nie wypowiadam, ale nam daleko do nudy! Właśnie w takim
          zgodnym życiu jest dopiero ciekawie. Można swobodnie planować, wiedząc, ze
          awantura nie zrujnuje planów! Realizujemy swoje ambicje bez obwiniania się,
          znajdujemy czas na siebie samych i na nasz związek. A jak rewelacyjnie zyje się
          bez stresów typu " co moj facet teraz wymyśli".
          Żyłam już w takim związku od kryzysu do kryzysu ( pewnie mój ex nazwał by to
          tylkko kłótnia, nie kryzysem) i wiem jak nie moglanm się skupic na niczym
          konstruktywnym. Odbijało sie to na moich studiach, pracy, kontaktach z rodziną
          i przyjaciółmi. Wszystko było podporządkowane tym okresowym kryzysom, które jak
          nadciągaly jak burze tropikalne, to mowy nie było o normalnym zyciu. Moze Wasze
          sprzeczki nie mają takich reperkusji, i po awanturze, nastepnego dnia jestescie
          produktywni w firmie. Dla mnie to byl magiel. Nigdy nie znalam dnia ani
          godziny kolejnego huraganu. No teraz wiem, ze mogą być inne formy urozmaicania
          związku :) Dziewczyny, nie dajcie sie zwariować, ze takie kłótnie to norma w
          każdym związku i jak sie nie kłócą to się nudzą!!! To po prostu związki
          partnerskie, w których jest milość i szacunek. A nie tylko swoje wielkie EGO.
    • arwen8 Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 16:29
      asiek06 napisała:

      > jak dochodzi do jakiejś sprzeczki to naprawde staje sie zupełnie innycm
      > człowiekiem-tak jakby w jednej chwili nasze małżeńswto i szacunek do mnie
      > kompletnie traciło dla niego znaczenie.

      Czy wiesz, jak wyglądały jego sprzeczki z rodzicami, kiedy był dzieckiem? Jak
      go gnębili i jak on reagował (lub nie pozwalał sobie reagować) na ich
      umniejszające słowa pod jego adresem? Problem tkwi właśnie tam, a nie w Waszej
      wspólnej teraźniejszości...
      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 13:25
        Wiem, że jak był dzieckiem to bardzo dużo czasu spędzał przede wszystkim z
        Mamą, z którą to miał i ma do dzisiaj bardzo dobry kontakt. Wychował się w
        domu, w którym Ojciec pracuje i przynosi pieniądze do domu-a Mama opiekuje się
        domem i dziećmi. Nie chodził do przedszkola-do 4 albo 5 roku życia, może nawet
        6 był w domu z Mamą, Babcią i 2 braćmi-Ojciec i Dziadek pracowali poza domem. O
        kłótniach tak właściwie mi nigdy nic nie opowiadał-z Mamą chyba się nigdy nie
        kłócił-takie odnoszę wrażenie-on jest jej oczkiem w głowie-ona na niego nigdy
        złego słowa by chyba nie powiedziała-zawsze był przez nią rozpieszczany-zawsze
        była przy nim jak było źle-wszystko tłumaczyła, nie krzyczała i była cierpliwa.
        Z Ojcem miał gorszy kontakt-Ojca niezbyt obchodziło co się dzieje z synem-nie
        wiem czy się kłócili-wiem tylko, że Ojciec nigdy nie miał do mojego męża ani do
        innych swoich synów zbyt dużo cierpliwośći-często się denerwował i krzyczał na
        nich-a oni wtedy biegli do Mamy-która zawsze była dla nich dobra. Niestety z
        tego powodu mam poważne kłopoty-ponieważ mąż został w pewnym sensie wychowany
        bezstresowo przez Matkę swoją, która wszystko wokół niego robiła i niewiele w
        zamian wymagała. Teraz mąż ma mnie-żoną-a ja niestety od czasu do czasu wymagam-
        zresztą to chyba normalne-nie będę nadskakiwać jemu na każdym kroku tak jak ona
        to robiła. Co do tego jak rodzice się wzajemie traktowali-to tego niestety nie
        wiem-nie opowiadał mi mąż nigdy jak jego Ojciec traktował Matkę-z zewnątrz
        zawsze sprawiają wrażenie normalnego małżeństwa-ale ile jest takich małżeństw??
        mnóstwo-ale jakiś wzorzec od Ojca na pewno mąż przejął-obawiam się, że niestety
        najgorszy. Najbardziej boli mnie to, że Matkę swoją szanuje ponad wszystko a
        mnie nie potrafi-też dbam o dom-sprzątam, gotuję-niczego mu u nas nie brakuje-o
        siebie też dbam i co z tego mam???
    • cassandra.pl Re: Szacunek w małżeństwie 12.04.07, 16:37
      Nie napisze niestety nic optymistycznego. To samo dzialo sie od poczatku malzenstwa moich rodzicow. Tato dla mnie i dla siostry jest dobry, czasem jego charakter daje sie we znaki, ale w normie. Natomiast dla mamy jest wredny, paskudny, wcale jej nie szanuje. Caly czas sa ze soba (24 lata) i niestety nic sie nie zmienilo na lepsze. Moze to dla tego, ze mama nic nie wymaga, w pewnym sensie pozwala sie tak traktowac. Zawsze sie z nim zgadza, lata kolo niego i caly czas mu nadskakuje. Zupka za slona to ugotuje nowa, paluszek go boli to poglaska... Istny koszmar!
      W zwiazku trzeba od poczatku trzeba stawiac pewne granice, nie mozna byc zbyt uleglym, bo druga osoba wejdzie na glowe jezeli ma predysponujacy do ustawiania ludzi charakter. Trzeba siebie szanowac. Najlepszym sposobem jest nie wciaganie sie w klotnie, jak tu ktos wczesniej poradzil najlepiej wyjsc z pokoju z honorem. Wazna jest wiara w siebie, nie ponizanie sie i nie przepraszanie za to czego sie nie zrobilo. Trzeba tez wymagac, a nie jedynie dawac, bo pozniej jak juz sie druga polowa rozwydrzy to ciezko to naprawic. Moja mama juz nic nie zrobi, jak pozwolila tak ma. Szacunek nalezy sie kazdemu, ale niktorzy chyba o tym nie wiedza. Trzeba im to czasem samemu uswiadomic i to glownie zachowaniem nie slowem.
    • maya1981 Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 10:48
      wczorajszy dzień chyba obfitował w sprzeczki, bo u mnie to samo :( Wielce szanowny małżonek obraził się na mnie bo nie rozczulałam się nad jego Dupą (za przeproszeniem)którą sobie zbił lecąc z drabiny. Jaśnie Pan nie poczuł się wystarczająco dopieszczony i nie przyłożyłam się do jego opieki należycie.
      Ale zmierzając do sedna....zgadzam się z tym co powyżej napisała Burza4 - Zero dyskusji z furiatem, wyjść, nic nie mówić, nie tłumaczyć, zignorować. Na początku ciężko było, ale teraz to u mnie już nawyk....skuteczny. Jak mu złość minie to sam przychodzi i przeprasza.
      A gdzie w tym szacunek???? już dawno straciłam nadzieję że będzie mi go okazywał w pełni...nie liczę już na to. Ważne że sama szanuję siebie i wiem ile jestem warta, że szanują mnie ludzie w pracy i moi klienci. Niestety ale do szacunku nie da się zmusić (a szkoda)
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 11:37
      Mam dużo do napisania ale nie mam niestety na to czasu. Wczoraj wieczorem
      strasznie się pokłóciłam z mężem-ciąg dalszy z przedwczoraj ale doszło do tego
      jeszcze więcej innych spraw bardzo niemiłych. Powiedziałam wiele rzeczy
      przykrych i niedobrych i sama je też usłyszałam. Nie wiem co teraz będzie.
      Oboje wykazaliśmy sie całkowtym brakiem szacunku wobec siebie-zeszliśmy do
      takiego poziomu, że aż mi wstyd. Martwi mnie to bardzo bo padły takie słowa, że
      naprawdę nie wiem co będzie:(
      • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 14:57
        Jezu swiat jest tak sfiksowany ze chce mi sie wyć!!! Wczoraj na terapii mój
        guru dał mi wskazówki jak powinna wyglądac rozmowa w której mam mówic o swoich
        uczuciach i odczuciach nie obarczając przeciwnika wina za swoje emocje co jest
        kluczem do szacunku I wiecie ze nie potrafie tego zastosowac podczas zwykłych
        ćwiczeń w gabinecie nie mówiąc już o zastosowaniu tego w praktyce Podstawowa
        zasada NIE ty mnie wkurzyłeś tylko - kiedy robisz tak a tak to ja sie wkurzam
        itp Proste ale... cholera ja nie umiem w ten sposób formułowac zdan Pocieszenie
        Nauczy sie pani - luzik
        U nas dosłownie ciche dni wczoraj nie zamienilismy ANI SŁOWA - ja juz dzis
        wymiękam i zastanawiam sie czy nie zadzwonić do niego bo wiem ze bez winy nie
        jestem Tyle tylko że on też więc równie dobrze on moze pierwszy wyciągnac rekę
        na szali nie postawimy swoich urazów i nie da się zmierzyć które przeważają
        wiec... Co robić? Z drugiej stron ponoć tak na prawdę w małzenstwie nie ma
        przegranych i wygranych nie o to chodzi!!!
      • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 15:07
        Asiek weź głęboki oddech i spróbuj sie wyciszyć Ja od kilku miesiecy stosuję w
        ramach terapii cwiczenia oddechowe Niby takie proste a wiesz jak działa Jak
        czytam twoje posty to czuję jakby twój stan tzn podobnie reaguje zapędzam sie w
        kozi róg i wtedy ni w tę ni we wtę (nie wiem czy dobrze napisałam;) Tyle tylko
        ze ja słusznie lub nie widzę w tym naszym całym zamieszaniu dużo swojej winy A
        z tego co Ty piszesz to raczej twój że tak powiem "stary" to furiat.
        • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 15:24
          Dzięki za rady-na pewno w weekend sobie pomyślę na spokojnie o wszystkim. Mąż
          stety i niestety idzie do pracy-ma popołudniówki-dzisiaj, jutro i w niedzielę
          więc mam cały weekend dla siebie. Jutro idę na ślub kolegi, z którym kiedyś
          studiowałam-i nawet łączyło nas coś więcej-to było zanim poznałam męża-pewnie
          sie pobeczę po tych naszych kłótniach-a mój mąż jest okropny bo miał iść ze mną
          razem na ten ślub a specjalnie wziął nadgodziny i idę sama:(-chociaż może i
          lepiej. No i będę miała reszte soboty i niedzieli na myślenie-może pojadę z
          Mamą na działkę-zobaczymy. Może w poniedziałek będę miała inne podejście do
          wszystkiego-pozdrawiam i życzę miłego weekendu.
          • burza4 Re: Szacunek w małżeństwie 13.04.07, 19:37
            dopisałabym jeszcze jedno zalecenie - nie bać się terapii małżeńskiej. Ludzie w
            Polsce decydują się na nią najczęściej jak jest już za późno, albo prawie za
            późno na zmiany. Tymczasem przecież trzeba zapobiegać narastaniu konfliktu!
            psycholog uczy nas podstawowej umiejętności, której ludziom najbardziej
            brakuje - WŁAŚCIWEGO MÓWIENIA I SŁUCHANIA.

            podzielę się tym, czego się sama dowiedziałam i u psychologa i na szkoleniach.
            naturalnie że trudno wszystkie zalecenia wprowadzić w życie, sama jestem
            choleryczką, więc wiem:)))

            ale zauważyłam też, że ludzie popełniają ten zasadniczy błąd, że jadą po
            całości, a nie dyskutują o problemie. Więc od sprawy A przechodzi się
            błyskawicznie do przeglądu wpadek z ostatniego roku/pięciolecia... (moja
            mamusia jest idealnym przykładem - potrafi się cofnąć do czasów narzeczeństwa,
            czyli 40 lat)

            dyskusja staje się jałowa i zamienia w pyskówkę.

            trzeba się wyćwiczyć w tym, żeby utrzymać nerwy na wodzy i nie dać się
            wmanipulować w licytację - "ja zrobiłem/ty zrobiłaś". Cały czas ćwiczę:)
            chodzi o to, że jeśli chcemy omówić kwestię np. wyniesienia śmieci, to
            rozmiawiać O ŚMIECIACH, a nie po półtorej godzinie złapać się na tym, że
            kłócimy się o to, kto komu nie chciał zrobić herbaty na wyjeździe wakacyjnym
            dwa lata temu...

            Większość osób stosuje zasadę "najlepszą obroną jest atak", więc po pierwsze
            ważna jest intonacja pierwszego zdania, żeby nie brzmiało jak wyrzut, bo to od
            razu antagonizuje, po drugie - konsekwentnie trzeba torpedować też starania
            partnera o to, żeby zboczyć z tematu. Najpierw lajtowo "kotku, wynieś śmieci"
            (zamiast "znowu zapomniałeś"), potem jak on będzie kombinować że tydzień temu
            przytargał 2 kilo kartofli uprzejmie przypomnieć, że nie o tym rozmawiamy. To
            samo jeśli w odpowiedzi usłyszy się "przecież siedzisz cały dzień w domu, nie
            mogłaś sama" - nie mówić "ale ja od rana ugotowałam obiad/zrobiłam
            zakupy/pranie itd" tylko "czy pomoc ukochanej kobiecie stanowi jakiś problem"?

            I nie dać się sprowokować. W ostateczności skuteczny bywa również cios patelnią
            w potylicę:)
    • turzyca Re: Szacunek w małżeństwie 14.04.07, 02:16
      ja podrzuce jeszcze jeden trik: zaczac drazliwe sprawy omawiac na pismie. GG,
      mail, listy - niewazne. Chodzi o to, ze piszac, wolniej wyrazamy mysli i zawsze
      mamy czas na zastanowienie, czy na pewno to, co wlasnie piszemy, jest najlepsza
      metoda wyrazania mysli. Mozna jeszcze raz przeczytac od poczatku i skreslic
      zbedne, raniace slowa, bo oczywiscie w takiej dyskusji trzeba sie starac
      "pozytywnie" dyskutowac. Ale jest to latwiejsze niz w normalnej dyskusji.



      A tak na marginesie - do pozytywnej dyskusji sa potrzebne dwie osoby. Taka juz
      bylam happy, ze nauczylam sie w koncu pozytywnie dyskutowac. Zawdzieczam to
      mojemu ukochanemu - my sie naprawde prawie w ogole nie klocimy, bo wszystkie
      drazliwe tematy mozemy spokojnie obgadac i to On mnie tego nauczyl. I nagle
      wydarzyla sie niesympatyczna sytuacja w mojej rodzinie i mimo ze ja dyskutowalam
      pozytywnie, to i tak skonczylo sie bardzo glupio, bo druga strona skupila sie na
      bzdurnych uogolnieniach.
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 09:03
      Witajcie dziewczyny. Niestety po weekendzie jest gorzej niż było. W piątek
      wieczorem po powrocie męża z pracy juz spałam więc o niczym nie rozmawialiśmy.
      W sobotę ja wyszłam wcześnie rano z domu-na ten ślub kolegi-na który miał iść
      ze mną mąż-więc znowu sie nie widzieliśmy. Niestety zostałam przez męża
      okłamana w piątek-kiedy to napisał mi smsa, że idzie do pracy w sobotę na 10.
      Ja z domu wychodziłam o 9-a on nadal spał pod kołdrą-dojeżdża godzinę do pracy
      więc powienien był wychodzić razem ze mną. Byłam na tym ślubie-fajnie było-
      potem dużo dużo rozmyślałam przez cały dzień o wszystkim. Resztę dnia spędziłam
      u Mamy-sporo przegadałyśmy. Wieczorem mąż wrócił po 23 do domu z pracy-ja już
      spałam-tzn. próbowałam zasnąć-on jak wszedł do domu to zaczął hałasować
      wszystkim-stukać i pukać-specjalnie żeby mi dokuczyć-włączył telewizor w pokoju-
      mieszkamy w kawalerce niestety-więc przeszkadza mi to bardzo jak próbuję
      zasnąć. Wstałam i grzecznie go poprosiłam, żeby wyłączył teklewizor bo próbuję
      zasnąć. On oczywiście stwierdził że tego nie zrobi. Ja jestem głupia bo
      powinnam olać go i iść spać-ja oczywiście dalej swoje!Wstałam i wyłączyłam
      telewizor-on go włączył-więc wyciągnęłam kabel z niego-tzn. antenę-ale nie
      udało mi się-mąż wstał i wyjął kabel-ponieważ było ciemno w pokoju nie
      zauważył, że moja ręka(bo próbowałm mu odebrać ten kabel) się wplątała w kabel-
      bardzo mocno pociągnął kabel i zrobił mi krzywdę. Zaczął potem włączać światło
      w pokoju i komputer-kompletnie bez sensu. W końcu poszedł do kuchni-ja zanim,
      żeby mi ten kabel oddał-a on go bardzo mocno trzymał w ręce i nie chciał mi dać-
      doszło do szarpania pomiędzy nami-uderzył mnie w rekę jeszcze parę razy w to
      miejsce, które już mnie bardzo bolało-ja mu oddałam parę razy. Potem próbował
      przeciąć kable nożem w momecie kiedy ja miałam rekę bardzo blisko i przez
      przypadek trafił nożem w moja rekę-zaczęła mi krew lecieć-w końcu wyrwał kabel
      otworzył okno i wyrzucił go za okno i poszedł spać-a ja zostałam z jedną ręką
      posiniaczoną i drugą krwawiącą. Wiem wiem-napiszecie, że oboje jesteśmy
      nienormalni-i że nie powinnam była sie w ogóle z nim wdawać w tą całą scenę ale
      stało się i nie wiem co mam zrobić. Długo potem nie moglam zasnąć-miałam jechać
      w niedzielę na działkę z Mamą-mąż wyszedł w domu o 9 do pracy. Ale nie
      pojechałam-zostałam w domu i cały dzień rozmyślałam o wszystkim i jestem w
      kropce. Moje ręce wyglądają wspaniale wręcz!!Mąż wrócił jak spałam. Mówię Wam
      dziewczyny okropnie się czuję. Narazie muszę kończyć bo szef przyjechał-jeszcze
      się odezwę później.
      • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 10:05
        Asiek, przykro że nie udało wam sie dogadać Ciekawa jestem czy macie dzieci -
        chyba nie? Pytam się bo my mamy 2-latka i to on jest takim słonkiem który
        przyspiesza topnienie lodu midzy nami w takiej sytuacjach Ja w sobotę po 3
        dniach nie odzywania sie postanowiłam zaproponowac mężowi rozmowę o tym co sie
        stało Ale nie w formie "ja cie przepraszam" tylo "porozmawiajmy o tym co sie
        stało" i mudszę powiedziec ze jestem zadowolona z przebiegu i finału tej
        rozmowy Na poczatku był opór i usłyszałam " słucham, co mi chcesz powiedzenia"
        ale szybko zorientował się w czym rzecz i poszło w dobrym kierunku
        asiek zdaję sobię sprawe jak trudno jest w syt w której ty jestes ...
        • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 10:15
          Nie-nie mamy dzieci. U nas jeszcze przeszkodą są zmiany męża w pracy-tzn.
          sposób w jaki on pracuje-wiesz my sie czsami dniami nie widujemy-jedno wychodzi
          z domu, drugie przychodzi-i kiedy mamy pogadać?boję się strasznie-bo nie dość,
          że żadne z nas nie wykazuje narazie inicjatywy żeby pogadać o problemie to sie
          w kółko mijamy-a jak to potrwa zbyt długo to już potem będzie coraz gorzej.
      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 10:12
        Mam teraz chwilkę-szef wyjechał i dzisiaj już nie wróci. W każdym razie po tym
        całym incydencie mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do męża. Wiem, że już
        teraz nieuniknione będzie pójście po poradę do specjalisty bo już sobie
        zupełnie nie radzimy z naszymi problemami. Ale boję się czy to w ogóle coś da.
        Mój mąż musi usłyszeć od osoby 3 nie uwikłanej w to wszystko, że są rzeczy
        które robi źle i sytuacje w których postępuje źle. Ale wpierw i tak musimy sami
        sobie zadać pytanie czy zależy nam na tym-na dalszym byciu razem-na tym co
        probujemy budować-czy lepiej żeby każde poszło w swoją stronę. Wczoraj miałam
        okazję żeby to wszystko przemyśleć-i sama na chwilę obecną nie wiem czego chcę.
        Dopiero teraz zaczęłam dostrzegać tak bardziej z boku jak ten nasz związek
        wygląda-kto co w nim robi-kto bardziej sie stara-kto więcej planuje-komu się
        bardziej chce-i nie chcę przypisywać sobie niewiadomo jakich cech ale tą osobą
        jestem ja. Począwszy od małych spraw do tych wielkich-wszystkim ja sie zajmujeę
        o wszystko ja się staram i dbam na tyle na ile mogę. Mój mąż zamknął się w
        jakimś swoim świecie i myśli, że wystarczy, że chodzi do pracy i że raz w
        miesiącu przynosi pieniądze do domu-cała reszta go nie obchodzi-dopiero teraz
        zaczynam to widzieć. A przykładów mam mnóstwo-i tak naprawdę to jeszcze sprzed
        ślubu naszego. Ah nie wiem co to będzie. A wiecie co jest najgorsze-że jak
        zwykle ja się zastanawiam i zamartwiam tym wszystkim a on sobie nic z tego nie
        robi!
        • charlotte_de_corday Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 12:40
          Aśku, czytam Twoją historię w kawałkach od dawna, i powiem Ci, że z tych
          fragmentów wyłania się całkiem jasny obraz rzeczywistości. Być może to bardziej
          widać z zewnątrz, Ty jesteś w samym środku tej historii, więc jest Ci trudniej
          dostrzec pewne rzeczy.

          Ale ponieważ sama już doszłaś do tego punktu, to mogę powiedzieć Ci szczerze.
          Źle wyszłaś za mąż. Źle ulokowałaś uczucia. Zasługujesz na kogoś lepszego.
          Być może lepiej jest odejść właśnie teraz, kiedy jeszcze nie ma dziecka i są
          możliwości manewru.
          Jesteś jeszcze młoda, ba, jesteś chyba nawet młodsza ode mnie, znajdziesz sobie
          lepszego mężczyznę.
          Bo on się nie zmieni, przynajmniej nie bez terapii. Ale co najważniejsze, on
          musiałby sam CHCIEĆ nad sobą pracować, nad waszym związkiem.
          Wychowany przez nadopiekuńczą mamusię, dla której był najwspanialszy i bez wad,
          nie potrafi teraz przyjąć słów krytyki, nawet jeżeli jest słuszna.

          Ja bym postawiła ultimatum - terapia małżeńska i praca nad związkiem, albo
          rozstanie.
          Trzymaj się Aśku, bo co prawda nie znam Cię, ale wydajesz się być fajną
          dziewczyną.
          • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 12:49
            Dziekuję Tobie za te słowa. Ja też dopiero niedawno zaczęłam to dostrzegać-albo
            dostrzegałam wcześniej ale jakoś nie miało to dla mnie aż takiego znaczenia jak
            ma teraz-po prostu myślałam, że coś się wreszcie zmieni. Z tą nadopiekuńczą
            Matką to prawda-ona chyba naprawdę nigdy mu złego słowa nie powiedziała-a
            szkoda-bo nawet z nią o tym nie mogę pogadać-o naszych kłopotach-ona by nawet
            nie zrozumiała o co mi chodzi-jeszcze ja bym wyszła na tą najgorszą. Ale wiesz
            nie chodzi tylko o to, że on nie umie przyjmować słów krytyki-on po prostu
            chyba nie dorósł do roli męża. Wiesz my od roku mieszkamy w wynajmowanej
            kawalerce-i jedyną osobą która myśli o tym żeby coś zmienić jestem ja-ja
            podsuwam wszystkie pomysły jemu-że może mieszkanie kupimy, może wyjedziemy do
            Anglii zarabiać-mam męża, który nie ma planu na swoje własne życie-ani nie wie
            kim chce być w przyszłości-jak skończy studia-anie nie wie co chce dalej robić.
            Jestem bezsilna:(
          • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 13:13
            Jeszcze coś Tobie napiszę. Przykro mi jak sobie pomyślę o tym wszystkim. Nie
            jestem pewna co do tego czy źle ulokowałam uczucia tak jak to napisałaś. Jak go
            poznałam to byłam najszczęśliwsza pod słońcem-wydawał mi się o niebo
            fajniejszy, czulszy od moich poprzednich chłopaków-dużo mówił o miłości, o
            rodzinie, o tym jak bardzo chciałby żebym zostałą jego żoną, o dzieciach-
            wcześniej nie znałam kogoś kto by tak otwarcie mówił o posiadaniu rodziny-o
            planach na przyszłość. Mam wrażenie, że wszystko się skończyło w momencie kiedy
            już został tym moim mężem-tak jakby uważał, że skoro już jestem jego żoną to
            nie musi się juz starać-a przecież teraz tymbardziej musi się starać-całe życie
            przed nami a on mi juz teraz pokazuje, że mu nie zależy. Ah nie wiem co mam
            robić. Teraz dopiero widzę, że sprawy które wcześniej lekceważyłam albo
            myślałam, że się same jakoś zmienią były bardzo ważne a ja nic w porę nie
            zadziałałam.
            • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 13:59
              Asiek musisz na spokojnie sobie rozwazyć za i przeciw tego związku Troszkę to
              brzmi technicznie ale małżenstwo to po częsci pewna umowa pomiedzy dwojgiem
              ludzi To swego rodzaju taki "biznes" i jezeli na takim etapie jak jesteście
              teraz dojdziesz do wniosku ze on ci sie nie opłaci to ... na pewno bedziesz
              wiedziała jak postąpic Rozumiem cie że przeraża cie i chyba nawet złosci
              postawa meza niedojrzałego i nieodpowiedzialnego A teraz pomyśl sobie jeszcze
              że mielibyscie miec dziecko
              Myśle że najtrudniej jest podjac decyzje a póxniej to juz jedt łatwiej Mam
              nadzieje ze nie dołuję cię ale nie ma co sie głaskac W koncu mamy tylko jedno
              życie(?)!
              • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 14:53
                Wiem-nie zamierzam podejmować pochopnych decyzji-muszę tak jak piszesz na
                spokojnie przemyśleć wszystko-wpierw muszę poczekać aż mąż się odezwie-i
                zobaczyć czy jemu w ogole zależy-czy on chc cos zmienić-starać się-czy ma zwis
                na to wszystko-bo jeśli okaże się, że ma zwis to samodzielnie chyba nie ma
                sensu walczyć o naprawę małżeństwa. Obawiam sie, że długa droga przede mną-
                ponieważ wątpię czy mój mąż widzi ten problem tak jasno jak ja go widzę-dla
                mnie jest oczywiste, że musimy iść po poradę-dla niego na pewno nie i na pewno
                cięzko będzie go przekonać do czegokolwiek-on mi powie, że już nie raz było źle
                i nadal jest i że to nic da-bo tak mówi za każdym razem jak z nim siadam i
                próbuję rozwiązać jakiś nasz problem. Wiesz-nigdy nie kłóciliśmy się tak ostro
                przez 3/4 dni pod rząd-nigdy nie stosował takiej agresji wobec mnie jak w
                sobotę-nigdy nie miałam takich siniaków na ręce jak mam teraz-nie wiem jak to
                się skończy naprawdę. Pomijam już to, że nawet nie wiem kiedy się z nim zobaczę-
                speclajnie bierze nadgodziny żeby się ze mną mijać-w weekend tennktóry się
                zbliża będzie na uczelni-i w kółko się mijamy-jak tak dalej będzie to się tylko
                oddalimy od siebie i nigdy problemu nie rozwiążemy.
                • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 15:02
                  Jak stara się tylko jedna strona, a druga z łaskawością jej królewskiej mości
                  przyjmuje łaski sama z siebie nic nie dając, to groch z kapustą, dupa-kwas i po
                  kądzieli.
                  Dziwne byłoby, gdyby mąż powiedział wprost że mu nie zależy. Powie raczej że
                  według niego wszystko jest w porządku a Ty przesadzasz. Albo - tak jak mój Mąż -
                  uzna swoją winę i na tym koniec, "ja wiem że coś jest nie tak ale nie wiem co
                  robić". Być może wystrzępisz sobie język do cna tak jak ja, mówiąc mu co zrobić
                  można. Mam nadzieję że cokolwiek do niego dotrze, no nie wierzę żeby przez te
                  kilka miesięcy zmienił się aż tak bardzo albo że wcześniej ukrywał przed Tobą
                  tak ciemną stronę swej natury. Po co miałby ukrywać? To raczej kobieta robi
                  wszystko żeby złapać męża.
                  Terapia to na pewno dobry pomysł. Nie wiem tylko, czy powinniście iść razem,
                  czy jednak każde z osobna.
                  • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 15:17
                    Tak jak pisałam-narazie to ja muszę poczekać aż on sie odezwie po tym wszystkim
                    co się stało-a przyjdzie mi poczekać coś czuję-dopiero potem będę mogła działać
                    dalej i składać jakieś propozycje dotyczące chodzenia do poradni. A co tej
                    zmiany to też jestem zdziwiona-przyznam szczerze, że psuło się już przed ślubem-
                    ale zamieszkaliśmy razem na 3 miesiące przed ślubem-miałam wtedy tyle spraw na
                    głowie-oboje mieliśmy, uważałam, że nasze kłótnie i sprzeczki to normalna
                    sprawa skoro dopiero co zamieszkaliśmy razem. Ale są rzeczy, które usłyszałam
                    od męża już przed ślubem-dały mi one do myślenia ale nie na tyle, żeby ślub
                    odwołać-a szkoda, bo zaczynam dochodzić do wniosku, że trzeba było.
                    • justysialek Re: Szacunek w małżeństwie 16.04.07, 19:25
                      asiek06 napisała:

                      > Tak jak pisałam-narazie to ja muszę poczekać aż on sie odezwie po tym
                      wszystkim
                      > co się stało-a przyjdzie mi poczekać coś czuję-dopiero potem będę mogła
                      działać
                      > dalej i składać jakieś propozycje dotyczące chodzenia do poradni.

                      Będę bardzo ostra.
                      Odbiło ci chyba dokumentnie.
                      Facet pociął ci ręce nożem, a ty czekasz, aż on się do ciebie łaskawie odezwie,
                      żeby w ogóle z nim porozmawiać.
                      Ty jesteś chora i mówię to nie złośliwie, tylko na serio. Każda normalna
                      kobieta już byłaby u matki, jeśli nie u lekarza na obdukcji. Walenie sie po
                      rękach, wyrywanie kabli na siłę i wreszcie pocięcie kogoś nożem jest
                      niedopuszczalne - niezależnie od tego, czy on "tylko" chciał ci ten kabel
                      odebrać. Obudź się kobieto. On do ciebie wystartował z nożem!!!!
                      Nie twierdzę, że powinnaś od razu spisać go na straty, ale sama się zastanów.
                      Ty po prostu pozwalasz mu na takie zachowania. jak tak dalej pójdzie to
                      następnym razem zrobi ci coś dużo gorszego - dlatego, że teraz nie
                      zareagowałaś.
                      Rozmowa czy też ciche dni - to nie reakcja na pobicie i pocięcie nożem!!!!!
                      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 08:18
                        Po pierwsze wypraszam sobie ale chora to ja na pewno nie jestem. Nie pociął mi
                        rąk nożem-tylko właściwie drasnął-i to przez przypadek jedną rękę podczas gdy
                        próbował przeciąć kabel a ja wtryniłam tam swoją rękę-więc po prostu trafił w
                        rekę. Oczywiście wyjdę teraz na taką co to męża tłumaczy przed całym światem-
                        nie zamierazm go tłumaczyć-po prostu piszę jak było. Może z mojego pierwszego
                        postu wynika, że obciął mi prawie całą rękę-w każdym razie tak nie było-a to co
                        mam na ręce od tego noża wygląda jakby mnie kot podrapał-więc nawet gdybym z
                        tym gdzieś poszła to po prostu zostałbym wyśmiana. Wiesz łatwo jest pisać innym
                        jak powinni postepować ale jak sami znajdujemy się w jakiejś sytuacji to już
                        jest gorzej. Ja sama na chwilę obecnę nie wiem co powinnam zrobić-tak jak
                        pisałam wyżej to się zdarzyło pierwszy raz. Niestety nadal jest źle między nami-
                        zresztą prawie się nie widujemy-tylko mijamy w drzwiach. Ja pomimo tego co
                        napisałaś zamierzam poczekać i zobaczyć co mi powie mąż za parę dni-o i ile w
                        ogóle mi cos powie. Po tym co będzie miał mi do powiedzenia wyczuję, czy jest
                        mu przykro po tym co sie stało i czy w ogóle mnie za to przeprosi-jeśli
                        zobaczę, że tak nie jest będę musiała podjąć inne radykalne decyzje, o których
                        wolę narazie nie myśleć....
                        • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 08:55
                          Asiek, pamiętasz jak pisałam o moim pojednaniu z meżem? Też chciałam czekac aż
                          on mnie przeprosi ale doszłam do wniosku że nie ma co ciągnać chorej sytuacji
                          Zebrałam sie w sobie i zaproponowałam rozmowe Na początku troszkę przyjął pozę
                          oczekująca na przeprosiny, ale po raczej spokojnej rozmowie zmienił frontNie
                          zeby cała winę przejął na siebie - bo oboje zawinilismy. Ja pierwsza przyznałam
                          ze niepowinnam pozwalac sobie na takie zachowania jakimi rozpętałam dalszą akce
                          i po krótkiej chwili mój mąż z wilgotnymi oczami szczerze przeprosił mnie za
                          swoje zachowanie Chyba nie ma znaczenia kto pierwszy rozpocznie
                          rozmowe "wyjasniająco pojednawcza " Gdybym nie rozpoczeła tej rozmowy to pewnie
                          jeszcze jakis czas byśmy pomilczeli a tak na prawdę spokojnie bez nerwów
                          wyjaśniłam mu co mnie zabolało co przeraziło i co w związku z tym czuje - zeby
                          wiedział jak ja to widzę
                          Pisze ci to asiek bo byc może takie zwlekanie i czekanie nie ma sensu skoro
                          tobą targają takie emocje i niepewności Im dłuzej tym gorzej - w sytuacji kiedy
                          on cię nie ma zamiaru przeprosic. Podstawa to odpowiednio rozpoczeta rozmowa
                          bez oskarzycielskiego tonu żeby nie rozpętac kolejnej kłótni
                          • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 09:11
                            Problem w tym, że staram sie być spokojna w stosunku do męża-wczoraj napisałam
                            mu smsa spokojnym, normalnym tonem z pewnym zapytaniem-bo musiałam się czegoś
                            dowiedzieć-dostałam tak niemiłą odpowiedź, że szkoda gadać-zupełnie bez powodu-
                            zamiast odpowiedzieć na moje pytanie to zaczął być złośliwy i po prostu niemiły
                            mój mąż-po czymś takim odechciewa mi się wyciągać do niego rekę-po co mam to
                            robić skoro wiem, że i tak jego postawa nadal będzie buntownicza-a ja nie mam
                            ochoty na kolejne akcje jak sprzed paru dni.Dlatego czekam aż mu przejdzie-już
                            pomijam fakt, że domyślam się, że zpecjalnie bierze nadgodziny żeby się ze mną
                            mijać w drzwiach.
                            • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 09:17
                              I jeszcze jedna sprawa-nie wiem czy mój mąż kiedykowliek zrozumie, że źle
                              zrobił-już wcześniej pisałam, że on ma argument na wszystko-jak ja mu powiem-
                              "zobacz skrzywdziłeś mnie-mam siniaki na ręce"-to on nie powie-"wiesz co
                              kochanie przepraszam Cię-nie powinienem"-on powie-"Ty też mnie walnęłaś"-i co
                              ja ma zrobić w takiej sytuacji-skoro facetowi nie idzie przetłumaczyć, że źle
                              zrobił-on za wszelkę cenę będzie usiłował mi udowodnić, że stoimy na równi,na
                              pewno nie przyzna się do tego, że zrobił gorzej niż ja postepując tak jak
                              postąpił-i tutaj tkwi problem-ja potrafię się przyznać do winy-przeprosić-
                              załagodzić sytuację-a mój mąz będzie miał postawę obronną, będzie sie
                              argumentowął w każdej sprawie-powoli mma wrażenie, że nieważne co by mi zrobił-
                              zawsze tak przekręci kota ogonem, że wyjdzie na to, że tak naprawdę to była
                              moja wina-i że to przeze mnie.
                              • maya28 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 11:24
                                Dziewczyny czytam to i zastanawia mnie fenomen "cichych dni" po takich akcjach
                                i jakas żelazna zasada, ze ten kto łamie "cisze" ten mieczak?? Takie akcje to
                                ja mialam z chlopakiem jak sie posprzeczalismy i teraz widze ze to bylo
                                szczeniackie. Ale z mezem wlasnym?? Pobiliscie sie o marchewke w sumie, czyli
                                ze wyladowujecie sie na sobie nie mowiac o prawdziwych powodach i czekasz az mu
                                przejdzie????? Poważnie porozmawiać, ze albo dochodzicie do jakiegos
                                porozumienia, ustalacie co Was boli, dwa, jakie sa reguly gry, zebyscie mogli
                                ze soba wytrzymac, w tym przypadku Ty, jeżeli nie to sie pakuje. Nie chce
                                usatalac winy? OK, niech nie ustala. Co za różnica? Prawda jest taka, ze nerwy
                                Wam obojgu puściły, a duży może więcej. Dać sobie spokój z ustalaniem winy,
                                skoro to ma zamknąć droge do najważniejszego, czyli co zrobić zeby nie
                                zwariować w takiej sytuacji???
                                • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 11:33
                                  Tyle że Asiek nawet nie ma jak się do męża odezwać, skoro gościu bierze
                                  nadgodziny i Bóg wie co jeszcze, żeby tylko nie być z nią sam na sam. W tym
                                  sensie nie jest to czekanie aż on przeprosi, tylko niech przestanie uciekać.
                                  Zaczynanie rozmowy gdy on jest w takim stanie nic nie da.
                                  Możecie mi też mówić że jestem głupia bo bronię damskich bokserów... nie
                                  bronię, tylko sytuacja wbrew pozorom nie jest jednoznaczna.
                                • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 11:35
                                  To, że zachowujemy sie jak dzieci w przedszkolu to ja dobrze wiem i zdaję sobie
                                  z tego sprawę ale jestem bezsilna. Zawsze ja pierwsza wyciagałam rekę do mojego
                                  męża-akurat w tym przypadku uważam,że to nie ja powinnam zrobić pierwszy krok-
                                  chociaż raz chcę żeby to zrobił mąż-a na tyle na ile go znam-to może nawet
                                  dojdzie do tego-ale dopiero za parę dni-on nigdy nie umiał i nie umie zalatwiać
                                  spraw na gorąco wtedy jak sie problem pojawia-tak naprawdę to on w naszym
                                  związku wprowadził milczenie po kłótniach i ciche dni-ja nigdy nie byłam
                                  zwolenniczką tego-ale zawsze jak próbowałam wyjaśniać problemy tuż po tym jak
                                  działo się coś niedobrego to on był jeszczce zły i zupełnie nie szło się z nim
                                  dogadać-a jak mu dawałam parę dni na uspokojenie się to przychodził i siadał i
                                  rommawiał ze mną. I nie chodzi o ustalanie winy tylko o rozmowę-a on z tego co
                                  wiem razczej nie ma na nią ochoty-mam go zmusić-żeby znowu powiedział mi coś
                                  niemiłego-nie mam na to ochoty.
                        • justysialek Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 11:37
                          Wybacz, ale podtrzymam swoje zdanie. Dla mnie to ty masz poważne zaburzenia
                          emocjonalne. I potrzebujesz pomocy psychologa - skoro akceptujesz takie
                          zachowania, jego i własne!

                          Wiesz łatwo jest pisać innym
                          > jak powinni postepować ale jak sami znajdujemy się w jakiejś sytuacji to już
                          > jest gorzej.

                          Właśnie to ci chcę przekazać - ja nigdy w życiu w takiej sytuacji się nie
                          znalazłam. Dla mnie to co opisujesz to jest patologia. To wykracza poza moje
                          pojęcie normalnych ludzkich zachowań wobec drugiej osoby.
                          Moi rodzice też się kłócili, rozwalali przy tym np drzwiczki od szafek itp, ale
                          nigdy nie dochodziło do rękoczynów, choć bywało naprawdę ostro. Nigdy też nie
                          podchodzili do siebie z nożem w ręku, nawet w żartach, a co dopiero w kłótni!
                          Dorosły, odpowiedzialny człowiek wie, że nawet wygłupy z nożem moga się
                          skończyć tragicznie, więc na pewno nie wziąłby noża do ręki w czasie kłótni!!!
                          • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 12:19
                            Dziękuję bardzo za Twoją opinię na temat zaburzeń jakie według Ciebie mam. Ja
                            nie twierdzę nigdzie, że to co zrobił mąż jest normalne-wręcz przeciwnie. W
                            takim razie według Ciebie co powinnam zrobić? Spakować się?-wyprowadzić?
                            Zgłosić się na policję? słucham, jakie masz cudowne rozwiązanie dla tej
                            patologicznej sytuacji?
                              • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 12:43
                                asiek ja to widze tak Posty jak powyzej są po prostu agresywne A jeżeli ktoś w
                                ten sposób pisze to równiez ma problemy natury emocjonalnej NIe rozumiem po co
                                niektórzy tak dobitnie próbują innym uswiadamiac ich "patologiczną osobowośc",
                                chyba tylko po to żeby sie poczuc lepszym mniej patologicznym stworzeniem
                                • justysialek Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 14:26
                                  Kobitki. Założyłyście wątek o tytule "szacunek w małżeństwie" a jego treść z
                                  szacunkeim nie ma nic wspólnego.
                                  Zrobiłyście tu sobie kącik wsparcia dla dziewczyn, które mają jakies problemy w
                                  związkach związane ze zbyt gwałtownymi kłótniami. I dobrze!
                                  Ale nie próbujcie sobie i innym wmawaić, że to jest wszystko ok, bo nie jest.
                                  Takie zachowania: obrażanie się, szturchanie, kalecznie itp w czasie kłótni, to
                                  wcale nie jest norma (tak samo zresztą jak rozwalanie mebli, rzucanie talerzami
                                  i cały zestaw tego typu zachowań). I jest wiele małżeństw, w których takie
                                  rzeczy nie występują.

                                  W tamtym poście napisałam: będę ostra! Nie chodziło mi o atak na Asiek, tylko o
                                  dobitne pokazanie jej, jak ktoś inny może postrzegać tą sytuację.
                                  Oczywiście każdego, kto ma inne zdanie od was od razu nazywacie agresywnym,
                                  zarzucacacie nieżyczliwość i problemy emocjonalne (wcześniej Arwen).
                                  Raczej wam to nie pomoże, ale widać z tego, że same sobie nie chcecie pomóc i
                                  bardzo mi smutno z tego powodu.
                                • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 14:34
                                  Wiesz-powiedzenie komuś, że ma poważne zaburzenia emocjonalne nie jest zbyt
                                  miłe-dlatego być może odniosłaś wrażenie, że jestem agresywna albo piszę
                                  agresywnie. Ja szukam po prostu jakiegoś rozwiązania. Jak pisałam ten post-parę
                                  dni temu to dotyczył on jak najbardziej szacunku w małżeństwie-to, że przez
                                  weekend sytuacja u mnie się nieco zmieniło-i doszło do tego o czym pisałam
                                  wczoraj-tego przecież nie mogłam przewidzieć. I nie pisz, że nie chcemy same
                                  sobie pomóc-gdybym nie chciała sobie pomóc to bym się tak nad tym wszystkim nie
                                  zastanawiała, nie pisałabym o moich kłopotach tutaj, nie zastanawiałabym się
                                  nad pomocą w poradni tylko załamałabym sie sprawą-a ja właśnie szukam
                                  rozwiązania-trudno żebym je znalazła 3 dni od chwili kiedy to się stało.
                                  • arwen8 Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 16:26
                                    asiek06 napisała:

                                    > powiedzenie komuś, że ma poważne zaburzenia emocjonalne nie jest zbyt miłe

                                    A czy prawda zawsze jest "miła"?

                                    Chcesz jedynie zbiorowego użalania się i "pocieszania" i pisania, że to tylko i
                                    wyłącznie wina Twojego męża? W każdym konflikcie po każdej ze stron leży 50%
                                    winy i odpowiedzialności. Czy dostrzegasz swoje 50% odpowiedzialności czy
                                    skupiasz całą swoją uwagę na 50% męża?
                                    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 18.04.07, 08:14
                                      Nie chcę żadnego zbiorowego użalania się i pocieszania mnie w mojej sytuacji-ja
                                      nie potrzebuję pocieszenia-szukam rad i jakiegoś rozwiązania tego całego
                                      problemu. Nigdzie nie napisałam, że chcę aby wszyscy pisali, że tylko mój mąż
                                      ponosi winę w tym co się stało. Chyba niezbyt uważnie czytałaś to co tutaj
                                      piszę od paru dni. Wina jak najbardziej tkwi po obu stronach-zawsze jestem
                                      takiego zdania-po każdej kłótni-nie twierdzę, że jestem idealna-ale
                                      przynajmniej staram się znaleźć jakieś rozwiązanie do tej sytuacji. To mąż mnie
                                      traktuje jak powietzre od paru dni-nie ja jego-unika mnie-jest niemiły i
                                      złośliwy-a ja jestem spokojna i wiem, że jak tylko dojdzie do rozmowy pomiędzy
                                      nami to będę umiała powiedzieć mu, że ja też ponoszę winę za pewne sprawy-nie
                                      tylko on.Więc w odpowiedzi na Twoje pytanie-tak dostrzegam moje 50%
                                      odpowiedzialniości-zawsze dostrzegam. Powiedziałabym razcej, że to mój mąż tego
                                      nie dostrzega i tak jest prawie przy każdej kłótni lub niemiłej sprawie. Oboje
                                      mamyt problem i musimy cos z tym zrobić.
                                • justysialek Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 14:37
                                  NIe rozumiem po co
                                  > niektórzy tak dobitnie próbują innym uswiadamiac ich "patologiczną
                                  osobowośc",
                                  > chyba tylko po to żeby sie poczuc lepszym mniej patologicznym stworzeniem

                                  Asiek sama założyła wątek na forum.
                                  Liczyła na sam poklask?
                                  Czasem samo pocieszanie i wspieranie kogoś to za mało. czasem trzeba
                                  kogoś "kopnąć w tyłek", żeby coś zrozumiał, zrobił w danym kierunku. Ale teraz
                                  widzę, że to wirtualne "kopnięcie" było błedem, bo ona jeszcze nie jest na to
                                  gotowa i ty też zresztą. Odbieracie to jako nieżyczliwość.

                                  Nie twierdzę, że jestem idealna, super normalna i w ogóle mam ekstra. Akurat na
                                  tym polu nie mam takich problemów, ale mam w życiu inne zmartwienia.
                                  Ciekawe jest to, że nie przujmnujecie rad, od osób, które nie mają takich
                                  problemów (bo sie wywyższają, żeby sie lepiej poczuć). Wolicie rady od tych, do
                                  też się biją z mężami - a w ten sposób to możecie nigdy do niczego nie dojść.
                                  Dlatego, że te dziewczyny tez popełniaja jakieś błędy.

                                  Oczywiście nie omieszkałyście wykorzystać przeciwko mnie tego przykładu z
                                  kłótnią moich rodziców, co oczywiście wcale nie świadczy o agresji...
                          • yoana.p Re: Szacunek w małżeństwie 17.04.07, 12:34
                            Justysialek uważasz że rozwalanie drzwiczek w czasie kłótni jest ok? Ja pisząc
                            wczesniej że pobiliśmy sie z meżem nie miałam na myśli jakiegos kotłowania sie
                            czy bicia piesciami co nie zmienia faktu ze to - patologia Patologia to jakas
                            nieprawidłowośc jak np rozwalanie dzrwiczek w czasie kłótni!
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 18.04.07, 08:21
      Mąż nadal traktuje mnie jak powietrze-wczoraj musiałam się go o coś spytać(nie
      dotyczyło to naszej kłótni)-był tak złośliwy i niedobry w swojej odpowiedzi, że
      nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić-jak sie go spytałam, czy musi taki być to
      stwierdził, że nie ma czasu ze mną rozmawiać bo jest zajęty. Przy okazji
      pokazałam mu siniaki na ręce, które zaczynają przybierać różnych bardzo
      ciekawych kolorów i bardzo mu za to podziękowałam-nie zareagował. Sytuacja
      zaczyna mnie coraz bardziej przygnębiać, nie wiem co mam robić. Obawiam się, że
      on szybko nie zmieni swojego postępowania i po prostu jestem w kropce.
      • ma_dre Re: Szacunek w małżeństwie 20.04.07, 16:05
        "Przy okazji pokazałam mu siniaki na ręce, które zaczynają przybierać różnych
        bardzo ciekawych kolorów i bardzo mu za to podziękowałam-nie zareagował." ja
        bym ci powiedziala "alez prosze bardzo"!!! Co jak co ale uzywanie figur
        stylistycznych (ironia, metafora, hiperbola itp...) w rzeczowych rozmowach
        uwazam za zupelnie poroniony pomysl. Na twoim miejscu powiedzialabym mu ze
        bardzo mnie boli, ze czuje sie okropnie ze cos takiego mi zrobil i ze oczekuje
        z jego strony przeprosin za to co mi zrobil, a wczesniej zapytalabym czy
        poczuwa sie do winy, czy tez uwaza swoje zachowanie za normalne. Nie uwazalabym
        tez jego zachowania za gorsze niz moje, w koncu ty tez sie z nim szamotalas,
        czego nie omieszkalabym mu powiedziec i mysle ze to dobry krok na przod.
        Naprawianie swiata nalezy zaczynac od siebie.

        Pisze to wszystko na podstawie wlasnych doswiadczen, bo w moim zwiazku tez nie
        jest zupelnie idealnie, choc jest (mam nadzieje) coraz lepiej. Wazne jest aby
        obie strony uswiadomily sobie jakie zachwania przeszkadzaja partnerowi i ich
        unikaly. A do tego nie ma to jak szczera, spokojna, reczowa rozmowa.
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 19.04.07, 08:11
      Piszę szybko od rana bo wiem, że czeka mnie wariacki dzień w pracy i nie znajdę
      potem pewnie na to czasu-wybaczcie jeśli będą jakieś błędy ale szybko piszę
      zanim szef sie pojawi. Sms, o którym pisałam w innym poście dotyczył obiadu-mój
      mąż chciał wiedzieć o której będę w domu bo chciał dla nas zrobić obiad!!(szok)-
      ja mu odpisałam, że tak jak zawsze jestem w środę, w między czasie okazało się,
      że kuzyn go na mecz zaprosił-Lecha-jesteśmy z Poznania-no i napisał mi, że
      idzie na ten mecz ale,że obiad dla mnie zostawia. Wrócił wieczorem i mnie
      przeprosił za wszystko. Przede wszystkim za rękę i za siniaki. Powiedział mi,
      że nie mógł przestać o tym myśleć przez te parę dni, że mnie bardzo kocha i że
      jest mu przykro, że tak postąpił-i w ogóle powiedział mi dużo rzeczy, których
      nigdy wcześniej od niego nie słyszałam. Przyjęłam jego przeprosiny ale
      wytłumaczyłam, że to dopiero pierwszy krok i że przed nami jeszcze długa droga-
      że musimy cos zrobić bo następnym razem może już być za późno-no i że nie
      możemy dopuszczać to takich sytuacji bo to niszczy nasze małżeństwo. Cóż
      zobaczymy co to będzie-ale cieszę się, że wreszcie on zrobił pierwszy krok.
      Trzymacjie kciuki, na pewno będę infomować o tym jak jest. Pozdrawiam i
      dziękuję Wam za wszystkie Wasze rady i słowa na ten temat.
    • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 08:59
      Witajcie dziewczyny. Niestety po niecałym miesiącu od sytuacji, o której
      pisałam tutaj wczoraj między mną i moim mężem doszło do kolejnej chorej wymian
      zdań i nie tylko do wymiany zdań. Nie mam siły opisywać całej sytuacji ale jest
      po prostu źle-mąż mnie uderzył, ja jego też-nie wiem zupełnie co mam robić-jak
      przy każdej kłótni usłyszałam od niego takie rzeczy, że szkoda słów. Nie wiem
      co mam robić, rozmowa żadna tutaj nic nie da, nie wiem czy w ogóle cokolwiek
      można zrobić w tak chorej sytuacji a jakiej my się znaleźliśmy.
        • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 09:45
          To nie jest problem jak każdy inny. Nie rozumiem co ma do tego to, że moja mama
          różni się od teściowej i męża-każdy człowiek różni się od drugiego czymś, nie
          bardezo rozumiem o co Ci chodzi.
      • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 09:56
        W innym wątku mówiłaś o planowanym wyjeździe za granicę - myślę że w Waszej
        sytuacji plany należy zdecydowanie odłożyć, nie wydaje mi się żebyście oboje
        mieli siłę na zaczynanie nowego życia na obczyźnie...
        Nie mów że rozmowa nic nie da!!! To podstawa. I nie chodzi o to żeby sobie w
        tej rozmowie obiecywać że taka sytuacja nigdy się nie powtórzy, bo jak widać
        trudno będzie jej dotrzymać - sęk w tym żeby jak już do "chorej wymiany zdań"
        dojdzie, robić wszystko aby tę chorobę jak najlżej przejść.
        Inna sprawa - z pewnymi rzeczami się trzeba po prostu pogodzić. Nie pogodzić z
        ostrymi kłótniami, ale z faktami, które te kłótnie wywołują. Ja właśnie jestem
        na etapie takiego godzenia się - po kilku latach męczarni machnęłam ręką na
        pewną dręczącą mnie kwestię, mam nadzieję że z pożytkiem dla nas obojga.
        Trzymam kciuki za Was. Nie poddawajcie się jeszcze.
        • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 10:08
          Nam rozmowy nic nie dają-prawda jest taka, że po ostatniej kłótni-tej sprzed
          miesiąca nie usiedliśmy i nie pogadaliśmy o tym co się stało-myślisz, że mojemu
          mężowi zależy-gdyby mu zależało to odezwałby się, usiadł ze mną i pogadał. A on
          przeprosił, przytaknął jak mu powiedziałam, że temat nie jest zamknięty i dalej
          olał temat-aż do wczoraj-kolejna sprawa, o której na pewno ze mną nie pogada i
          też zostanie nie wyjaśniona-tylko, że ja tym razem nie dam sie przeprosić.
          Bardzo mi przykro ale dla mnie mój mąż od wczoraj może nie istnieć. Facet,
          który wali mnie pieścią bo twarzy i mówi mi że jestem szmatą-i ja mam jescze z
          nim rozmawiać-o czym?
          • bfinger Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 10:46
            oj, to się faktycznie porobiło....
            w sumie to żadna z nas dokładnie nie wie, jak jest u was, więc doradzanie jest
            jak strzelanie na oślep, ale to co przed chwilą napisałaś rzeczywiście nie
            wygląda dobrze.
            Nie wiem, co ci napisać prócz tego, co sama napisałaś w dwóch ostatnich
            zdaniach. Tego nie można już zostawić jako niedokończone.
            • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 11:06
              No nie można ale pytanie co zrobić?na tyle na ile znam mojego męża to będą
              teraz dni ciszy i olewania się, albo jeśli mam mu wierzyć to spakuje się i
              wyprowadzi się do rodziców swoich-im nagada niewiadomo co a oni będą wielce
              zdziwieni, że co sie nagle niby stało, przecież cały czas było dobrze (ha!ha!
              ha!)i sprawa będzie dalej nie rozwiązana a ja już nie mam siły-mam dosyć tego
              jak mnie mąż traktuje i mam dosyć tego, że nie ma żadnych wniosków z naszych
              rozmów i tego co się dzieje. Co z tego, że pomilczymy parę dni, albo, że się
              wyprowadzi i nie będziemy się widywać??co to da? bo ja nie wiem........
              • szonik1 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 12:00
                a nie myslalas o tym zeby się wyprowadzić ewent. rozwieść?Kochasz go?Bo czytając
                Twoje posty wydaje się,że jesteś z nim w ogóle nie zastanawiając sie czy
                jesteście szczęśliwi i czy Tobie taki związek daje zadowolenie. Tak jakbys
                wyznawała zasade - wyszłam za mąz to koniec,będę dźwigać tez krzyż do końca.
                życia w pokorze itp.Ja bym nie była w stanie układać sobie życia z facetem,który
                nie ma do mnie szacunku i mnie bije,ewetualnie okazyjnie uderza w
                twarz.Rozejście się to też wyjście,a nie ucieczka od problemów.Tym bardziej że
                to chyba tylko Ty starasz sie coś zmienić w Waszym związku.Jaką przyszłość tego
                widzisz?
                • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 12:35
                  Oczywiście, że myślę o takich sprawach jak wyprowadzka (ale ja nie mam za
                  bardzo gdzie), o rozwodzie też myślę-ale to nie są decyzje, które sie podejmuje
                  z dnia na dzień. Oczywiście, że kocham męża-z miłości też się pobraliśmy-na
                  pewno nie z przymusu albo innych powodów. Na pewno nie wyznaję zasady, że
                  wyszłam za mąż i to koniec, i że będę dźwigać ten krzyż do końca. Ale z drugiej
                  strony zanim podejmę ostateczną decyzję to chciałabym mimo wszystko postarać
                  się uratować nasz związek-jeśli w ogóle się da. Na chwilę obecną nie wiem jaką
                  widze przyszłość dla nas. Nie ukrywam, że kłopoty zaczęły się krótko przed
                  ślubem jak zamieszkaliśmy razem i od ślubu z każdą kłótnią narastają. Na
                  codzień jesteśmy normalnym małżeństwem, pracujemy się, jadamy razem obiady i
                  kolacje-staramy się dzielić obowiązkami w domu-powiedzmy, że czasami to nam
                  wychodzi-ale to nie o to teraz chodzi ale jak dochodzi pomiędzy nami do jakiejś
                  wymiany zdań albo kłótni-to nie ma żadnej drogi do porozumienia-kiedyś się
                  jeszcze jakoś staraliśmy rozwiązać problem-ale od dawna jest już tak, że
                  wrzeszczymy na siebie-każdy wyrzuca z siebie to co ma do powiedzenia-milczymy
                  parę dni-przepraszamy się i przechodzimy z tym do porządku dziennego nie
                  wyjaśniając sobie dlaczego tak się dzieje i gdzie tkwi problem?kiedy mówię,
                  mojemu mężowi, że trzeba usiąśc i pogadać to on tylko przytakuje i na tym się
                  kończy-tak jakby zupełnie mu nie zależało na rozwiązaniu problemu-tak jakby
                  wychodził z założenia, że samo się rozwiąże-a przez to, że sobie tego nie
                  wyjaśniamy to za każdym razem jest po prostu gorzej. Od jakiegoś czasu do kótni
                  dochodzą rękoczyny-a to co się stało wczoraj to juz w ogóle przegięcie na maksa-
                  ja widzę swoją winę w tym jak zreszta we wszystkim-bo nigdy nie jest tak, że
                  wina jest po jednej stronie-ale jak dla mnie to mąż przekroczył wczoraj granicę
                  normlanego traktowania mnie jako swojej żony-nie wiem czy następnym razem nie
                  wyląduję np. w szpitalu i z biegiem czasu żałuję, że jak ostatnio szarpał moją
                  reką tak, że potem przez tydzień musiałm chodzić w długim rekawie-bo miałam
                  takiego siniaka, że szkoda gadać-żałuję, że wtedy niczego nie zrobiłam w tej
                  sprawie.
              • bfinger Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 12:47
                asiek, wydaje mi się, że przestałabym patrzec na to, co powiedzą teściowie.
                Napisałaś, że będą zdziwieni, ale trudno, aby dorośli ludzie, którzy założyli
                własną rodzinę biegali na skargę do rodziców. Z tym, ze odnoszę wrażenie, ze
                twój mąż wie, że nie zależy ci na praniu brudów u mamy/teściowej i to po prostu
                wykorzystuje. Zauważ, ze często zdarza się, że jeśli dochodzi do tragedii, to
                najczęsciej słyszy się: "przecież to taka porządna rodzina". Ty w czterech
                ściananch masz swój mały dramat.
                Samo z siebie na pewno nie będzie lepiej. Coś musi zmienić się - jeśli on ma
                się spakować i wyprowadzić, to niech tak zrobi - ty musisz przede wszystkim
                psychicznie odpocząć i spojrzeć na wszystko obiektywnie.
                • szonik1 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 13:33
                  Czasem milosc to za malo do stworzenia udanego zwiazku...wydajesz sie naprawde
                  fajna i wartosciową dziewczyną (daje na oko 25/7 lat),ale mam wrazenie ze b.sie
                  obwiniasz o klopoty z mężem.Ok,wina leży po obydwu stronach,ale NIGDY nie nalezy
                  uspraidliwiać rękoczynow i szarpaniny.Twoj sposob myslenie wskazuje na to,że
                  poczuwala sie do zepsucia tego malzenstwa, tak jakbys czula sie odpowiedzialna
                  za taki a nie inny rozwoj sytuacji.Ok,jest jakas wspolodpowiedzialnosc,ale nie
                  moze ona posuwac sie do takiego stopnia,ze dusisz wszystko w sobie i cierpisz
                  obwinijąc sie o razy od męża.Nawet jesli Wasze małżeństwo na zewnątrz wygląda
                  ok,a wiesz że tak nie jest,to dlaczego tak Ci zależy,aby nikt,nawet własna matka
                  nie dowiedzieli sie o tym?wiadomo,ze nie ma co rozpowiadać o takich rzecach,ale
                  dlaczego nie opowiesz swojej mamie o tym?Nie wiem,ona nie widzi,nawet bez Twoich
                  slow,ze cos jest nie tak?Matki maja to do siebie,ze to potrafia...
                  • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 13:54
                    Moja Mama wie o wszystkim, może nie dokładnie o wszystkim ale wie jak jest u
                    nas-to ona z nami rozmawiała na 2 tygodnie przed ślubem jak się kłóciliśmy-
                    przyjeżdżała do nas i rozmawiała z nami-bo nam to nie wychodziło. Teraz też jej
                    sie zwierzam z naszych kłopotów i kłótni i tego co się u nas dzieje-ale oprócz
                    radzenia to nic innego zrobić ona nie może-a jej rada jest taka-albo idziemy do
                    terapeuty albo sie rozchodzimy bo jaki jest sens męczyć się w tym związku. Mam
                    27 lat. Rodzice mojego męża o niczym nie wiedzą-oni będą bardzo bardzo
                    zdziwieni, jeśli dojdzie do rozwodu albo mąż sie u nich nagle z torbami pojawi.
                    Za 2 tygodnie jest wesele mojego kuzyna-mąż mi wczoraj powiedział, że nie
                    pójdzie na nie bo nie zamierza udawać, że między nami wszystko jest w porządku-
                    więc sprawa i tak wyjdzie w każdym razie w mojej rodzinie-bo wszyscy będą
                    widzieć, że przyszłam sama- i co ja mam ludziom mówić-żę się kłóce i biję z
                    mężem-i dlatego go nie ma-a pytać się będą na pewno, już pomijam fakt, że
                    będzie mi bardzo głupio przed kuzynem i jego żoną.
                    • szonik1 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:02
                      Rady mamy dobre.A mąż nie chce isc do terapeuty?jakie ma argumenty?a jacy są
                      jego rodzice?Moze u nich w domu nie ma nawyku rozmowy i analizy pewnych spraw i
                      zachowan?Pewnie tak,jak mniemam, od razu krzyk.na weselu zawsze możesz skłamać
                      że mąż chory.A bawiłabys się dobrze z nim,gdyby jednak poszedł z Tobą?
                      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:09
                        Nie wiem czy mąż chce iść do terapeuty-jak mu o tym powiedziałam po ostatniej
                        kłótni to mnie wyśmiał-więc chyba raczej nie psauje mu ten pomysł-mam iść sama-
                        co to da?on też musi zrozumieć, że w jego zachowaniu nie wszystko jest w
                        porządku. Zgadza się-u nich w domu raczej się o problemach nie rozmawia-nie
                        sądzę, że się od razu krzyczy-ale rozmawianie i analizowanie u rodziców mojego
                        męża raczej nie ma miejsca. Jak szykowaliśmy się do wesela i były kwestie
                        sporne-to wiesz jak wyglądały nasze rozmowy-w końcu ja sie kłóciłam z przyszłym
                        wtedy teściem-bo tylko ja miałam odwagę powiedzieć co mi na sercu leży.
                        Teściowa całe życie była zależna finansowo od męża i z tego co wiem to raczej
                        nigdy nie miała zbyt dużo do gadanie-ostatnie zdanie zawsze należało i pewnie
                        nadal należy do teścia. Ale ja nie chcę klamać-najbliższej rodzinie-nie nie
                        bawiłabym się dobrze gdyby poszedł ze mną ale, i tak nie będę się dobrze bawić.
                    • bfinger Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:06
                      nie porzejmuj się, ze pójdziesz sama na to wesele
                      nie powinno być ci głupio.
                      Na moje mój bliski kuzyn przyjechał sam, w ten sposób wszyscy dowiedzieli się,
                      ze nie dogaduje się żoną. Ja nie miałam żalu do Agnieszki, zachowała zimną krew
                      i jako kobieta rozumiem ją. Po tym kryzysie są nadal razem.
                      Skoro mąż nie zamierza udawać - to ty też tego nie rób!
                      • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:08
                        Lepiej iść samemu niż z mężem obrażonym nie tylko na Ciebie, ale i na cały
                        świat. W razie pytań lepiej powiedzieć prawdę - jak powiesz że chory, to
                        ludziska i tak sobie ideologię dorobią...
    • kraminowa Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:38
      Sytuacja jest bardzo skomplikowana, ale im szybciej coś z tym zrobisz, tym
      lepiej. Przede wszystkim ważne, że nie macie dzieci, czyli de facto poważnych
      zobowiązań.
      Bicie jest niedopuszczalne i naganne. Zawsze. Pamiętaj o tym - niszczy nie
      tylko fizycznie, ale też psychicznie. Kłótnie tak samo. Jesteście niedługo
      małżeństwem, czy chcesz sobie zniszczyć zdrowie?
      Stawiasz się w pozycji ofiary. Twój mąż to widzi i wyykorzystuje. Nie przejmuj
      się opinią teściów, bo to nie ich życie, tylko Twoje.
      Na początku zrobiłabym kalkulację tego, co masz i jakie są ew. wyjścia z
      sytuacji. Pracujesz? Zarabiasz? Czy jesteś w stanie sama się utrzymać? Nie
      zakładaj od razu, że nie. Oczywiście 2 pensje są lepsze niż jedna, ale na
      skromne życie (na początek) jedna może wystarczyć. Najważniejsze jest Twoje
      zdrowie. Kiedy uświadomisz sobie, że sama dasz sobie radę, będziesz miała inne
      podejście do całej sprawy, będziesz gotowa, żeby rozmawiać z mężem na
      równorzędnych pozycjach.
      I po drugie: przechodzicie kryzys, który nie wiadomo jak się skończy. W takich
      czasie lepiej nie podejmować żadnych "kluczowych" decyzji. Jeśli chcecie starać
      się o dziecko, brać kredyt, wyjechać itd. odłóżcie to na później. Im mniej
      macie wzajemnych zobowiązań, tym łatwiej.
      Uszy do góry, ale im szybciej ta sytuacja się wyklaruje, tym lepiej.
      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:46
        Na szczęście pracuję i zarabiam, niedługo kończy mi się okres próbny-liczę na
        lepsze warunki finansowe jeśli umowa zostanie przedłużona, z pracy a raczej z
        szefa jestem średnio zadowolona ale nie mam co wymyślać w obecnej sytuacji.
        Niestety mieszkanie wynajmujemy-ja nie mam za bardzo gdzie sie udać-mąż może
        wrócić na jakiś czas do rodziców-jeśli zostanę sama na wynajmowanym mieszkaniu
        to nie dam rady żyć z jednej pensji niestety-tymbardziej, że właśnie mi się
        kończą korepetycje, które są dla mnie dodatkowym zarobkiem.
        • sara-marco Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:52
          Tak jak piszesz wina lezy po obu stronach ale jedno pytanie ci zadam.Czy ty
          przypadkiem jak kazda kobieta w kłotni nie prowokujesz do rekoczynu?Bo czasem
          bywa tak co nie oznacza ze mozna tym tłumaczyć faceta ze tak mu wolno ale nerwy
          kazdemu potrafią puścić.Tego odruchu w nerwach nie mozna pohamować.
          • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 14:58
            Niestety prowokuję. I wiem, że nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Wczoraj
            go sprowokowałam-ale na pewno nie uderzeniem w twarz-a mi sie dostało pięścią w
            buzię-i mam widoczne ślady ale w środku buzi. A jak np, stanę na drodze podczas
            kłótni to potrafi mnie z całej siły przepchnąć albo odepchnąć na bok. Podczas
            poprzedniej kłótni niczym go nie sprowokowałam-chciałam tylko, żeby oddał mi
            kabel od telewiozra-wtedy udezrył mnie sam z siebie-ale przyznaję się wczoraj
            go sprowokowałam. Z drugiej strony wiesz-jak sie po raz nie wiem który słyszy,
            że decyzja o ślubie to najgorsza jaką podjął, albo to, że jest się szmatą, albo
            inne jakże miłe rzeczy na swój temat to co ma człowiek robić-ni nerwy puściły-
            jemu też-ale wiem, to nie jest tłumaczenie tej chorej sytuacji
            • bacha1979 asiek czytam czytam 14.05.07, 15:02
              i oczom nie wierzę.
              Nie ma ŻADNEGO usprawiedliwienia dla przemocy, a skoro zaledwie kilka miesięcy
              po ślubie tak jest, to chyba niezbyt dobrze to wróży...
              Nie mam na szczęscie takich problemów, ale gdybym mnie facet uderzył, to nie
              czekałabym do rana tylko spakowała manatki i do widzenia.Tym bardziej, że nie
              macie dzieci.
              Mówisz, że nie masz dokąd pójśc.
              A nie masz możliwości wrócic do mamy, albo zamieszkać z jakąs koleżanką?
              • asiek06 Re: asiek czytam czytam 14.05.07, 15:11
                Mam o tyle głupią sytuację w tej chwili, że moja Babcia przeprowadza się ze
                swojego 100 metrowego mieszkania na 40 metrowe (kawalerka)-więc do niej nie mam
                po co iść-przeprowadzka trwa, u mojej Mamy w moim byłym pokoju niedawno był
                remont i jest malutki sajgon w ogóle w całym mieszkaniu-a do tego wszystkiego
                ja mam dwa koty, które jeśli ja sie ruszę to muszą ruszyć się ze mną,z mężem
                ich na pewno nie zostawię a żadna koleżanka mnie nie weźmie z dwoma kotami...
                  • asiek06 Re: asiek czytam czytam 14.05.07, 15:50
                    Poruszałam-ale Mama póki co twierdzi, że nie powinnam wybiegać w przyszłość-że
                    nie powinnam myśleć o takich sprawach skoro jeszcze nie zostały podjęte decyzje
                    takie. Dzisiaj mi powiedziała, że powinnam się spytać męża-pomimo tego co sie
                    stało-zadać mu jedno krótkie pytanie-czy uważa, że jest sens ratować cokolwiek
                    i co zamierza dalej zrobić z tą całą sytuacją-ja po pierwsze zupełnie nie mam
                    ochoty odzywać się do niego-nawet jeśli zastanę go w domu po pracy a po drugie
                    i tak znam jego odpowiedź na to pytanie. Jeśli dojdzie do tego, że sie
                    rozstaniemy to nie bardzo wiem jak to będzie wyglądać-moje utrzymanie-Mama na
                    pewno mnie przyjmie do siebie ale przecież nie mogę siedzieć jej na głowie
                    wiecznie-a mnie samą nie będzie stać na wynajmowanie mieszkania w dużym mieście-
                    bo w takim mieszkam-chyba, że dostanę taaakkąąą podwyżkę po okresie próbnym.
                • kraminowa Re: asiek czytam czytam 14.05.07, 15:37
                  Więc nie jest tak źle.
                  Ja na Twoim miejscu wyprowadziłabym się. Skoro w ogóle masz jakikolwiek pokój o
                  rodziców - super. Będziesz miała kilka tygodni na to, żeby wszystko poukładać i
                  stanąć na nogi, poszukać sobie pokoju/kawalerki na mieście.
                  Sytuacja, w której mąż Cię bije i poniża jest karygodna. Nie gódź się na to.
                  Szczerze mówiąc nie widzę tu za bardzo "światełka w tunelu" - on Cię nie
                  szanuje, a szacunek jest podstawą każdego związku.
                  W obecnym układzie męczycie się oboje.
            • sara-marco Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 15:09

              Odpowiadasz na :

              asiek06 napisała:

              POwiem Ci tak jest żle(nie pozwol sobie na teksty ktore Ciebie bezposrednio
              obrażają)staraj sie z nim nie wchodzic w żadną dyskusję,zacznij milczeć bo
              cokolwiek nie zrobisz jak nie bedzie mu zależec na Tobie to i tak to bedzie miec
              swoj koniec.Sproboj rozważyc taka mozliwosc ze bedziesz do niego mowic jak
              bedzie taka koniecznośc.Czy ty masz na imie Joanna?
                • sara-marco Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 15:17
                  Bo ja tez tak mam na imię i te osoby o tym imieniu maja cięzkie życie.Jeszcze
                  jak powiesz ze jestes ze znaku Panny to.....Nieważne jestesmy kobietami ktore
                  nie potrafia milczec i doskonale teraz rozumiem ze masz problem.Ja tez jestem
                  taka ze ktos mnie obrazi a ja za chwile czuje sie winna i staram sie mu wleżć do
                  tyłka.POza tym tez z męzem jak sie sprzeczamy to najpierw nie ustępuje a pozniej
                  jak czuje sie obrażona to nie potrafie go ukarac.Głupi charakter jak jasna niedola.
                    • szonik1 Re: Szacunek w małżeństwie 14.05.07, 19:07
                      Nie wiem czy jest sens zadawania męzowi pytania o walkę o Wasz związek.usiądź i
                      pomysl:czy chcesz byc z czlowiekiem który ma Cie za nic,czy chcesz bać sie
                      wlasnych i jego slow,bo a nóż coś źle pójdzie,chcesz tak spędzić życie, na
                      sińcahc i upokorzeniu?co Ty jeszcze po takich jego "kwiatkach" chcesz
                      ratowac?Nie rozumiem jednej rzeczy / gdzie tu jest jakiś szacunek do samej
                      siebie i do swojej osoby?Bo Ty chyba go nie masz godząc sie na takie
                      traktowanie.Przeczytaj cały swój wątek-wydziera z niego kobieta godząca sie na
                      przemoc i jak ofiara usiłująca brać za dobrą monetę okresy ciszy,która to cisza
                      nie wynika z JEGO pracy nad związkiem tylko takiego zbiegu okoliczności,w
                      którym nie udało sie pokłócić.Szacunek do sibei to raz,ok.ale jest jeszcze
                      kolejna sprawa - szacunek do niego.jestes w stanie miec dla niego respekt i
                      podziw?Pociąga Cie nadal?Uważasz że to dobry czlowiek?Jak nie,to po co zawracać
                      sobie głowę terapeutą?co Wam on da?Nie sądze żeby terapia pomogła odbudować
                      wzajemny szacunek,chyba że ma sie,lbo chce się mieć b.słabą i wybiórczą
                      pamięć.Kim jesteś z zawodu?Nauczycielką?bo wnioskuje tak po korepetycjach,o
                      ktorych wspominasz.Na pewno poradzilabys sobie wyprowadzajac sie,to BYŁBY krok
                      milowy w Twoim życiu,nie wiem tylko dlaczego szukasz takich usprawiedliwien -
                      pokoik u mamy,super,czego Ci wiecej na razie trzeba?Poza tym lepiej mieszkac
                      teraz z kimś życzliwym ale i stanowczym,na wypadek gdyby on przyszedl i zacząl
                      jęczeć o jakies pojednanie (chyba bys nie uwierzyła?)
                      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 08:28
                        Drogie dziewczyny wróciłam wczoraj do domu i mąż jednak w nim był-nigdzie się
                        nie wybrał. Podszedł do mnie jak stałam w kuchni i mnie przeprosił za to co się
                        stało, wpierw za to, że się uniósł, potem za to że powiedział to co powiedział
                        a na samym końcu za to że mnie uderzył. Ja mu z miejsca powiedziałam, że
                        przepraszam niewiele da w tej chwili ponieważ to co się stało jest zbyt poważną
                        sprawą, żeby powiedzieć przepraszam i przejść ze wszystkim do porządku
                        dziennego. Oczywiście w przeciągu paru minut mieliśmy już głosy na siebie
                        podniesione więc powiedziałam mu, że mamy problem-bo kompletnie nie umiemy ze
                        sobą rozmawiać-potrafimy w ciągu 5 minut tak zmienić ton głosu-zupełnie nie
                        umiemy rozmawiać spokojnie ze sobą o ważnych rzeczach. Skończyło się w każdym
                        razie na tym, że mąż stwierdził, że nie chce rozwodu, że mnie kocha, że zależy
                        mu na mnie, że słowa, które powiedział, były powiedziane w złości i że wcale
                        tak nie myśli-tylko kurcze dla mnie to marne tłumaczenie-ja też w złości
                        potrafię powiedzieć rózne niemiłe rzeczy ale nie aż takie jak mąż. Mam
                        wrażenie, że on wychodzi z założenia, że można sobie pozwolić dosłownie na
                        wszystko i wystarczy przyjść na drugi dzień i przeprosić i wszystko będzie
                        dobrze. Apropo bicia to stwierdził, że wcale nie jestem lepsza, bo sama go
                        walnęłam i to, że dostałam w buzię to przez przypadek. Zastanawiam się czy jak
                        kiedyś wyląduję w szpitalu to też będzie przez przypadek. Krótko i zwięźle mu
                        dałam do zrozumienia, że sprawy zaszły za daleko i że musimy iść do osoby
                        trzeciej, która być może nam jakoś pomoże z tym wszystkim. No i pomysł chyba
                        sie spotkał ze zrozumieniem chociaż pod nosem sie śmiał, że małżeństwo nawet
                        nie z rocznym stażem a do terapeuty będzie chodzić. No i potem każdy robił
                        swoje, on już się zachowywał jakby było po sprawie a ja siedziałam i
                        rozmyślałam nad tym wszystkim. Nie wiem dziewczyny naprawdę jestem w kropce.
                        Mój stosunek do męża sie zmienił to prawda, nie jest to już dla mnie ten sam
                        człowiek, którego kiedyś poznałam. Wiecie jak z nim rozmawiam, to on ma podobne
                        argumenty do moich-bo ja też nie jestem tą sama osobą-tzn. jestem tą samą osobą
                        ale inaczej się zachowuję. Potrafię wpaść w złość, krzyczeć, mówić niemiłe
                        rzeczy, walnąć go-sama nie wiem co dalej z tytm wszystkim mam zrobić....
                      • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 08:38
                        szonik1 Twoja wypowiedź daje mi dużo do myślenia. I powiem Tobie, że tak
                        właściwie to nie wiem co mam Tobie odpowiedzieć. Byc może po prostu mam
                        nadzieję, że to wszystko można jeszcze uratować, że terapueta pomoże nam
                        zrozumieć pewne sprawy i wskaże jakąś drogę, którą powinniśmy oboje kroczyć aby
                        odzyskać szacunek do siebie nawzajem i życ inaczej.Z drugiej strony bardzo się
                        boję, że za jakiś czas będzie znowu to samo-skoro juz stało się pary razy to
                        dlaczego nie??...ale mimo wszystko chcialabym spróbować z tym terapeutą-jeśli
                        się nie uda to wtedy będziemy rozważać najgorsze-czyli rozwód...nie jestem
                        nauczycielką. Zawsze pracowałam jako sekretarka, teraz jestem asystentką
                        dyrektora generalnego a korepetycje to moje dodatkowe zajęcie bo jestem po
                        filologii angielskiej i sprawia mi frajde nauka uczenie dzieciaków:)
                        • szonik1 Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 09:05
                          witam we wtorek:)
                          no to juz cos,ze JEDNAK mąż chce isc do terapeuty.no to trzeba kuz zelazo poki
                          gorace,nie czekac na nie wiadomo co,tylko jeszcze w tym tyg.jakos to
                          rozpoczac.Faceci mniej mysla,to fakt,moj tez czasem nie widzi jakis
                          problemow,albo po klotni z nieprzyjmnego nastroju przechodzi do zarcikow i nieby
                          wszystko po staremu,ale u Ciebe to jest to zdecydowanie ekstremum.Mam wrazenie
                          ze Twoj maz to straszny egoista,bo w ogole nie patrzy na Twoje odczucia i Twoja
                          mozliwosc interpretacji wydarzen.A swoja droga moze sprobuj byc troche mnie
                          narwowa w kontaktach z nim?nawet nie dla niego,ot tak,dla treningu.
                          • ashton Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 09:38
                            Spróbujcie tej terapii, rozwód to naprawdę ostateczność - nie żebym była
                            orędowniczką żon-Polek znoszącą z pokorą jak mąż "pije i bije", ale wciąż
                            uważam że jeszcze nie wszystko u Was stracone, może dlatego że mój związek też
                            do idealnych nie należy. Fakt że taki sposób przepraszania to można sobie w
                            d... wsadzić (excusez le mot), mój Mąż przepraszał też tylko słowami, nie
                            czułam kompletnie że rozumie że popełnił błąd...
                            • asiek06 Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 09:48
                              Ano właśnie dokładnie o to chodzi bo ja też tego nie czuję, przeprosił i heja
                              wszystko jest jak dawniej-on sie dokładnie tak zachowuje. Jednego dnia jesteś
                              (nie będę tutaj cytować jak mnie nazwał) a na drugi dzień Cię przeproszę i
                              będzie ok. I tutaj właśnie gdzieś tkwi błąd-mój mąż chyba nie rozumie do końca
                              jaką krzywdę mi wyrządził-jak mu wczoraj powiedziałam, że jego słowa mnie
                              strasznie krzywdzą-to zamiast powiedzieć, że to okropne co powiedział, że już
                              nigdy więcej, że mu głupio, że nie powinien to stwierdził, że mówi tak bo jest
                              zły ale wcale nie ma tego na myśli-czyli równiedobrze za miesiąc może znowu
                              wyzwie mnie od najgorszych-ale nie powinnam się wtedy smucić tylko zrozumieć,
                              że to tylko zostało powiedziane w złości?......
                              • ewelina0907 Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 18:59
                                Asiek pamietam jeszcze Twoje posty,jak bylas jeszcze swiezo po slubie.Zwlaszcza
                                ten watek gdzie opisywalas swoich tesciow,zwlaszcza tesciowa(malo Cie kobiety
                                nie zjadly-fakt przeginalas) i jakie bedzie Twoje malzenstwo.Teraz chyba nic
                                nie zostalo z tych marzen.
                                Wiesz czytajac ten watek zastanawialam sie na ile tu piszac jestes soba.Ty tu
                                czesciowo grasz,nie jestes taka.Zadziwia mnie to,jak czesciowo szukasz
                                usprawiedliwienia dla swego meza po tym jak Cie bije i wyzywa.Myslisz jakoby o
                                tesciach co powiedza a zapominasz o sobie.Przeciez Ty nie masz jako takiego
                                szacunku do tesciow,to co Cie obchodzi ich szok,jesli sie o wszystkim dowiedza.
                                Mysle,ze masz zanizone poczucie wartosci,wstyd Tobie sie rozwiesc,bo boisz sie
                                ludzkich gadek typu:matce jej sie nie ulozylo i jej tak samo.Dlatego tak boisz
                                sie powrotu do domu mamy i pojscie samej na wesele do kuzyna.
                                Jestes mloda i faktycznie powinnas isc na terapie nawet bez meza.
                                Wiem jedno facet,ktory w kilka miesiecy po slubie bije i wyzywa zone to gnoj
                                nic nie warty.Tym bardziej,ze jak jest wszystko dobrze miedzy wami to nie
                                mozesz za bardzo liczyc na niego.Nie macie dziecka to pytam Cie po co sie z nim
                                meczysz?W imie jakiegos falszywego wstydu o ktorym wczesnej wspomonalam?Daj
                                spokoj ulozysz zycie bez niego.Nie wierze,ze facet sie zmieni.Ty na pewno tez
                                juz o tym wiesz.

                                P.S.zastanawia mnie postawa Twojej mamy,maz Cie bije,wyzywa a ona nie
                                zaproponuje Tobie schronienia u siebie?Przeciez napisalas,ze sama Ciebie
                                wychowywala.Jej postawa jest dla mnie co najmniej dziwna.Moze byc i tak,ze
                                wcale nie wie,iz maz Cie bije.

                                Pozdrawiam serdecznie i zycze madrosci w podejmowaniu decyzji.
                                • nod26 Re: Szacunek w małżeństwie 15.05.07, 19:36
                                  > P.S.zastanawia mnie postawa Twojej mamy,maz Cie bije,wyzywa a ona nie
                                  > zaproponuje Tobie schronienia u siebie?Przeciez napisalas,ze sama Ciebie
                                  > wychowywala.Jej postawa jest dla mnie co najmniej dziwna.Moze byc i tak,ze
                                  > wcale nie wie,iz maz Cie bije.

                                  Mama dobrze wie co robi.Ma spokoj i chce miec to z daleka od siebie.Być moze z
                                  mama maja te same charaktery.Czytajac watki Asi z przed zwiazku i po odnosze
                                  wrażenie ze przewalała i robi to nadal.Bardzo trudny do wspłzycia w rodzinie
                                  charakter co nie usprawiedliwia damskiego boksera.Terapia moze pomoc tylko wtedy
                                  gdy w zwiazku bedzie ich stac oboje na kompromisy.Poza tym fajnie sie słucha
                                  tylko jednej strony a co miałaby do powiedzenia druga strona tego nie wiemy i
                                  nigdy sie nie dowiemy.Trzeba byłoby byc duchem i ustawic sie w ich domu za
                                  szafą,.Wtedy kazdy inaczej by radził.