pocieszcie:(

23.04.07, 14:53
Czy ktos z Was był ( lub jest) w związku nieakceptowanym przez rodzine i jak
sobie z tym poradziliscie, czy bylo cięzko? ja jestem z rozwodnikiem i
wlasnie tak jest..... smutno mi z tego powodu bardzo, nie mam juz sily
wszystkim tłumaczyc i przekonywac do niego , mimo ze nawet go nie poznali -
oceniaja
    • ashton Re: pocieszcie:( 23.04.07, 15:04
      Nie tłumacz, nie przekonuj. To nie ma sensu. Niech Twój partner sam ich do
      siebie przekona swoim zachowaniem - może jak zobaczą na własne oczy że
      rozwodnik to nie ogoniasty diabeł rogaty, to zmienią zdanie. A jeśli zdania nie
      zmienią, to pies ich drapał, za przeproszeniem.
      Moi rodzice nie akceptują mojego Męża i NARESZCIE mi to zwisa i powiewa. Ale co
      się przez pięć lat nacierpiałam to moje. Na co mi to było?
      • glamourous Re: pocieszcie:( 23.04.07, 15:21
        My ze mezem przez 3 lata zylismy w bardzo trudnym zwiazku nie dosyc ze na duza
        odleglosc, to jeszcze w nieakceptowanym przez rodzine (nie wazne z czyjej
        strony, to dosc skomplikowana sytuacja ;-). Ale kochalismy sie tak bardzo, ze
        przetrwalismy, przezylismy, zamieszkalismy razem, wzielismy slub i fajnie sobie
        zyjemy. A rodzice w koncu chcac niechcac zaakceptowali, bo nie mieli wyboru -
        udowodnilismy im, ze za nic w swiecie sie NIE rozstaniemy i ze racja jest po
        naszej stronie.

        Do autorki watku : musicie byc silni i nauczyc sie miec w d(...) zdanie innych.
        Chocby to nawet byli rodzice. Trzeba im pokazac, ze to WASZE zycie, wasz wybor,
        i oni nie maja w tej kwestii NIC do gadania.

        Predzej czy pozniej zmiekna - nie beda mieli wyboru :-)

        PS. Zupelnie nie rozumiem, jak mozna przekreslac czlowieka tylko dlatego ze w
        poprzednim zwiazku mu sie nie ulozylo i jest rozwodnikiem...;-/
        • sed79 Re: pocieszcie:( 23.04.07, 17:57
          bardzo wam dziękuje za te słowa ,pomoglo- naprawde :) mam nadzieje ze nie na
          jeden dzien a na dlużej, nas tez dzieli ok 600 km jednym słowem - jest ciezko
          chwilami :(
    • brak.polskich.liter Re: pocieszcie:( 23.04.07, 16:49
      IMO szkoda pradu na tlumaczenie, przekonywanie, itd. Do sympatii i akceptacji
      nie mozesz nikogo zmusic, natomiast masz prawo oczekiwac szacunku, uprzejmego
      traktowania i niekomentowania. Powiedz rodzinie stanowczo, ze nie zyczysz sobie
      komentarzy i udzielania rad, bo to, z kim zyjesz, nie jest ich sprawa. Rodzina
      ma obowiazek sie zastosowac. W przypadku niezastosowania sie radze ograniczyc
      kontakty, przynajmniej na jakis czas. Krotka pilka, ale dosc skuteczna.
    • maya28 Re: pocieszcie:( 24.04.07, 10:04
      Rozumiem Cię, że jeżeli jesteś bardzo związana z rodziną to jest Ci bardzo
      przykro, że nie akceptują Twoich wyborów życiowych. Ale o szacunek się nie
      walczy, on się należy. Nie tłumcz, nie przekonuj ich. Im bardziej się bronisz,
      tym bardziej oni czują się upoważnieni do ataku. Podziękuj im za opinie i
      powiedz, ze decyzje juz podjełaś. Nie chcą go znać - ich sprawa. Z czasem się
      wszystko poukłada, zobaczysz.
    • umber82 Re: pocieszcie:( 24.04.07, 10:27
      ja również jestem z rozwodnikiem :)

      i powiem Ci tak, mój mąż jest dla mnie teraz najbliższą rodziną, razem budujemy
      wspólny DOM!!!

      Jeżeli ktoś nie akceptuje mojego wyboru to TEN ktoś ma problem !!!

      Mój mąż kocha mnie bezgranicznie, jestem dla niego najwazniejsza na świecie i
      nie chce aby swoją postawą próbował się wkupić w rodzinne łaski, bo łaski nie
      robią.

      Nie chce aby się zmieniał nie chce aby udawał, chce aby był dalej taki jaki
      jest bo za to go kocham!!!
    • kasia_laska Re: pocieszcie:( 24.04.07, 12:12
      a po co sie z rozwodnikiem stykasz ? tyle na swiecie masz mlodych byczkow bez
      przeszloscia tez potrafia ostro zaladowac
      • martalek Re: pocieszcie:( 26.04.07, 01:47
        Ja tez jestem nieakceptowana przez rodzine chlopaka i to juz huhu pare dobrych
        lat, zapowiada sie ze bedzie jeszcze gorzej, ale.... mam sposob: nie mysle o
        tym, mam to szczerze w nosie co o mnie mysla. Aha nieakceptowana jestem z
        powodu mojego zbyt niskiego majatku i dochodow. Chyba woleliby zebym zarabiala
        kokosy zeby synek juz w przyszlosci o nic nie musial sie martwic hehe.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja