yadrall
22.05.07, 19:07
Dzis zaintrygowalam sie rozmowa z kolezanka.
Dziewczyna ma stalego chlopaka w miejscu zamieszkania, obecnie przebywa w
zupelnie innym kraju i tam ma drugiego faceta. I miota sie... Ten pierwszy
gosciu jest dla niej dobry, dba o nia, przygotowuje ich przyszlosc, szanuje
ja, prawie nosi na rekach... Ten drugi to typowe szalone zauroczenie-ot
romans z dreszczykiem-facet lekko brutalny, traktuje ja podmiotowo,
oficjalnie mowi,ze to romans na chwile...Pytala o rade-co dalej robic.
Powiedzialam jej,ze dla mnie ani z jednym,ani z drugim nie bedzie
szczesliwa,bo w obu wypadkach brakuje milosci. A ona mi na to,ze jezeli
odstawi tego pierwszego faceta, to straci taka dobra partie,bo przeciez on
jest taki dobry,szkoda zmarnowac taka szanse... On zapewni jej wszystko czego
kobiecie potrzeba do zycia,a moze i milosc sie kiedys pojawi... A jak nie to
bedzie z nim z rozsadku,bo to jedyna szansa na spokojne zycie
Jakos nie widze tego malzenstwa z rozsadku. Ja sama wyszlam za maz w wielkiej
milosci i dzis juz wiem,ze dzieki temu uczuciu nadal jestesmy razem.
Owszem,oj maz miewa wady i czasem strasznie go nie lubie,ale w imie milosci
nadal jestesmy razem i jest nam razem dobrze. Choc faktem jest,ze gdyby nie
milosc to juz dawno bysmy sie rozstali.
A jak WY to widzicie?
Slub z milosci czy wystarczy z rozsadku???