ruda_168
25.05.07, 15:28
Mój problem na początku wydawał mi sie mało istotny i niewiele znaczący,
niestety im dłużej jestem ze swoim partnerem tym jest gorzej... Błagam o
pomoc, bo ja już nie wiem jak mam sobie z tym radzić...
Może zacznę od początku. Jestem z moim facetem już 3 lata, planujemy naszą
wspólną przyszłość i w niedługim czasie chcemy sie zaręczyć. Ja bardzo bym
tego chciała ale przeraża mnie wizja tego wydarzenia...
Pochodzę z normalnego domu, moi rodzice nie mają nic przeciwko naszemu
związkowi i nawet sie cieszą z naszego szczęścia, niestety... z rodziną mojego
partnera jest zupełnie inaczej, jego tato już nie żyje a mama... jest
alkoholiczką i że tak powiem... "człowiekiem wiecznie niezadowolonym".
Na początku, kiedy zaczęliśmy sie spotykać nie lubiła mnie bo po prostu się
jej nie spodobałam a ona miała "faworytkę" dla swojego syna! Później kiedy
zobaczyła że to może być coś poważnego i że jej syn bardzo za mną stoi i broni
mnie kiedy ona źle sie o mnie wyraża było trochę lepiej. Denerwowało mnie że
czasami mówi o mnie źle, ale to bylo przeważnie pod wpływem alkoholu.
Zaczęłyśmy sie nawet dogadywać, jak była trzeźwa. Czasem wyjeżdżałam po nią na
autobus jak wracała z pracy, czasem przypilnowałam jej wnuków (dzieci siostry
mojego faceta), posprzątałam, pomyłam naczynia, czasem szłam do sklepu zrobić
zakupy... i tak było do niedawna, ale teraz znów jest do bani. Ona znów
zaczęła pić, przez co straciła kolejną pracę, nie ma pieniędzy więc czasem
zdarza sie że podbiera mojemu chłopakowi z portfela. On jeszcze z nią mieszka
, narazie niestety musi (ale to uż inna historia) i nie raz jest tak że gdzy
wraca z pracy do domu to zastaje swój pokój w stanie jakby po przejściu
huraganu... ostatnio zniknęły nam dwie butelki markowego atkoholu, chyba
domyślacie sie gdzie je znaleźliśmy?
Przyszła teściowa wyraźnie mnie unika, nie odpowiada mi nawet gdy sie z nią
witam... Jest mi przykro... Mój partner tłumaczy mi żebym sie nie przejmowała
bo ona wszystkich tak traktuje i nigdy nic jej nie pasuje. Ale jak ja mam sie
nie przejmować skoro wiąże z nim swoją przyszłość. Jak mam sie nie przejmować
gdy myślę o naszych zaręczynach czy ślubie? Nie chce żadnych szopek i scen ale
przecież nie można nie zaprosić matki na taką uroczystość. Boję sie spotkania
naszych rodzin... Co mam z tym zrobić?