yadrall
27.05.07, 17:33
W obecnej chcwili wpadlismy z mezam w przejsciowe klopoty finansowe i w ciagu
kilku najblizszych tygodni musimy troche nadgonic z kasa. I tu sie robi maly
konflikt malzenski,bo ja uwazam,ze powinnismy sie wziac do roboty i podlapac
nieco nadgodzin (zeby wyjsc z dolka), podczas gdy moj maz woli oszczedzac na
wydatkach. W efekcie ja bede w sobote w pracy,a moj slubny nie, podczas gdy
ja na kanapkach bede miec wedlinke lub serek,a moj slubny zajada z magaryna.
Dodam,ze klopoty finansowe sa niewielkie i sytuacja jest raczej komiczna niz
dramatyczna, niemniej zastanawia mnie sama roznica w podejsciu do problemu.
A jak to jest u Was?